Czasami po prostu obserwuję z daleka... I żałuję, że potrafię tak bardzo się przywiązać. I nie mówię tu o żadnych "zakochaniach". Nie ma takiej osoby w moim sercu.
Przyjaźń.
Kibicuję ci nie ważne jak blisko czy daleko, bo ciężko mi przekreślić wszystkie te lata. Mam nadzieję, że masz się dobrze.
U mnie względnie. Bywało lepiej. Ale jeszcze będzie w porządku. Jeszcze nabiorę tych sił. Trzeba pisać licencjat. Tak ciężko się zebrać. 2 strony nadal nietknięte.
Powietrze takie niezdrowe, daje kolejną wymówkę, żeby nie wychodzić. Ograniczać się do niezbędnego minimum... Ale w czterech ścianach jak i poza nimi też można oszaleć.
Znowu budzę się koło południa i zasypiam późną nocą zastanawiając się co ja dziś w zasadzie zrobiłam? Do głowy nie przychodzą pozytywne, satysfakcjonujące odpowiedzi.
I znowu te rozważania czy to jeszcze PMS czy już depresja? Czasem ciężko rozróżnić te dwie rzeczy. Chociaż raczej nie powiedziałabym, że ogólnie czuję się mocno zdołowana, ale jestem ostatnio jakaś nieswoja. Może dlatego, że już w trakcie sesji przeszłam załamanie nerwowe, a tutaj po prostu dyszące na karku obowiązki nie dają wytchnienia? Ciągły taki stan "niespokojnego relaksu". Próba odprężenia się mimo tej uporczywej świadomości stanu rzeczy...
Niech się już to wszystko skończy. Serio. I nie. Słowa "zaraz już przecież koniec" nie pocieszają, a tylko bardziej irytują przypominając o tym, co jeszcze nie zrobione, a czas znowu przecieka przez palce...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą życie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą życie. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 16 lutego 2017
wtorek, 2 sierpnia 2016
Kłódka
![]() |
| You know everything |
I to zabawne uczucie, że jakim by nie pisać kodem, są osoby, które potrafią go odszyfrować. Jeśli tylko mają klucz.
U mnie dobrze, dziękuję. Czasem tylko dopada mnie melancholia i różne myśli. Myśli o tym, co zostawiamy za nami i czy jest to czyjś wybór?
wtorek, 5 lipca 2016
I feel quite blessed :)
Dopiero jakoś dzisiaj do mnie to dotarło. Dotarło, że myślałam przez cały czas, że jakbym za tydzień czy dwa miała wracać na studia ("do szkoły"), ale... To po prostu mój mózg mnie oszukiwał. I co z tego, że zdążyłam już być przez 6 dni gdzie indziej (pomagając jako wolontariuszka na obozie) i grać od paru dni w Skyrim'a (udało mi się go kupić za połowę ceny! Połowę ceny!)...Co z tego jak to wciąż do mnie nie dochodziło?
Dopiero dziś naszła mnie ta refleksja- po tym jak dostałam swój wynik z matury. Podchodziłam do niej po 2 latach, bo trzeba spełniać marzenia i ambicje, żeby potem nie mieć do siebie żalu i pretensji. Rozszerzony angielski- 90%
I tak jakoś ostatnio czuję się bardzo ubłogosławiona i chcę podziękować z tego miejsca Panu Bogu :D I piszę te słowa z nowego laptopa, na którego nie było mnie stać, ale dostałam go od mamy, która na niego zapracowała. Z tego miejsca też chcę jej podziękować. :)
Czuję się jak zwykle- niepewna co do przyszłości, ale jednocześnie odnoszę takie dziwnie głębokie wrażenie, że otwiera się przede mną wiele drzwi... Bardzo dziwne to uczucie, bo póki co nie widzę zbyt wiele i zbyt wyraźnie, ale tak coś czuję, że coś się zmieni i to na dobre, ku dobremu. I taką mam nadzieję i chcę się spodziewać wspaniałych rzeczy. Jakieś takie moje drobne i trochę większe marzenia się spełniły, te największe jeszcze przede mną.
Przypowieści Salomona 31
31:10 Dzielna kobieta - trudno o taką - jej wartość przewyższa perły,
31:11 Serce małżonka ufa jej, nie brak mu niczego,
(...)
31:25 Dziarskość i dostojność jest jej strojem, z uśmiechem na twarzy patrzy w przyszłość.
A tu coś do pośmiania się:
czwartek, 11 lutego 2016
Co mnie smuci, a za co jestem wdzięczna
Wiesz jakie to jest okropne?
Usłyszeć (a nawet czasem nie usłyszeć, bo ktoś ci nie ma odwagi powiedzieć tego w twarz!) teksty typu "jesteś wkurzająca!", "twoje komentarze są zbędne", "nikt cię nie pytał o zdanie" itp.?... Ale nie martw się- "w twarz" też to usłyszałam i przyjęłam do wiadomości.
Jednocześnie- mówi mi się, że nie mam prawa do pomyłek, do ucieczki, DO SŁABOŚCI.
Jestem osobą bardzo wrażliwą, emocjonalną. Hormony i bycie kobietą się do tego przyczyniają (i doskonale wiem, że nie są wcale dla niczego usprawiedliwieniem). Bywam pesymistyczno-realistyczna i ciężko mi czasem wykrzesać entuzjazm i wyjść ze swojej skorupy, bo gdy tylko próbuję, zaraz ktoś mi przypomina gdzie jest moje miejsce.
Dobrze wiem jak to jest być gdzieś niechcianą. To też nie jest miłe. Najbardziej bolą ciosy od osób, które nigdy ich nie powinny były zadać. Ktoś może nawet coś powiedzieć/napisać w miłym zdawałoby się tonie, ale z ich ust to największa obraza, bo usta mówią co innego, a po ich całym jestestwie widzi się, że tobą gardzą.
Może i jestem wkurzająca. Nie wszyscy muszą mnie lubić. Nie. Problem jest też w tych, którzy uważają mnie za zbyteczną i nie dostrzegają mojej wartości.
Tak, jestem słaba. Bacz, abyś ty nie upadł, bo ja chociaż leżę to powstanę, będę się czołgać, nie poddam się. Nie przegram.
Bo choćby wszyscy mnie opuścili i zrezygnowali ze mnie- jest taki jeden Ktoś kto ze mnie nie zrezygnuje i kto kocha mnie mimo tego jak drobiazgowa, wkurzająca, mało taktowna, słaba i do bólu szczera jestem. Tylko dzięki Niemu żyję. Gdzieś rok temu- mogłam naprawdę umrzeć
Miałam operację- wyrostek, za długo czekaliśmy, żeby coś z tym zrobić. Myślałam, że się czymś z jedzenia przytrułam, ale nie. Ból się powiększał, dolegliwości się wzmagały, a gorączka rosła. Trafiłam do szpitala, nie wiedzieli co mi jest. Cały czas mnie badali, naciskali itp. Przenosili z oddziału na oddział. W końcu zapadła decyzja- na stół z nią. Byłam zrozpaczona. Bałam się. Później okazało się, że w jamie brzusznej miałam rozlaną ropę. Tyle jej było, że zapełniłaby dużą butlę. Po tym wszystkim byłam bardzo słaba i doszło jeszcze, że zakazili mnie bakterią. Długo leżałam w szpitalu i jeszcze potem zmagałam się ze skutkami tego wszystkiego i samym procesem rekonwalescencji.
Mogłam umrzeć, ale żyję.
Więc dziękuję Bogu, bo choć jestem marnością, On widzi we mnie wartość. Po coś jestem na tym świecie, a istnienie moje czy twoje nie jest żadnym przypadkiem! I jest Ktoś kto chce nadać memu i twemu życiu większy sens.
Dziękuję Bogu za Jego łaskę.
Usłyszeć (a nawet czasem nie usłyszeć, bo ktoś ci nie ma odwagi powiedzieć tego w twarz!) teksty typu "jesteś wkurzająca!", "twoje komentarze są zbędne", "nikt cię nie pytał o zdanie" itp.?... Ale nie martw się- "w twarz" też to usłyszałam i przyjęłam do wiadomości.
Jednocześnie- mówi mi się, że nie mam prawa do pomyłek, do ucieczki, DO SŁABOŚCI.
Jestem osobą bardzo wrażliwą, emocjonalną. Hormony i bycie kobietą się do tego przyczyniają (i doskonale wiem, że nie są wcale dla niczego usprawiedliwieniem). Bywam pesymistyczno-realistyczna i ciężko mi czasem wykrzesać entuzjazm i wyjść ze swojej skorupy, bo gdy tylko próbuję, zaraz ktoś mi przypomina gdzie jest moje miejsce.
Dobrze wiem jak to jest być gdzieś niechcianą. To też nie jest miłe. Najbardziej bolą ciosy od osób, które nigdy ich nie powinny były zadać. Ktoś może nawet coś powiedzieć/napisać w miłym zdawałoby się tonie, ale z ich ust to największa obraza, bo usta mówią co innego, a po ich całym jestestwie widzi się, że tobą gardzą.
Może i jestem wkurzająca. Nie wszyscy muszą mnie lubić. Nie. Problem jest też w tych, którzy uważają mnie za zbyteczną i nie dostrzegają mojej wartości.
Tak, jestem słaba. Bacz, abyś ty nie upadł, bo ja chociaż leżę to powstanę, będę się czołgać, nie poddam się. Nie przegram.
Bo choćby wszyscy mnie opuścili i zrezygnowali ze mnie- jest taki jeden Ktoś kto ze mnie nie zrezygnuje i kto kocha mnie mimo tego jak drobiazgowa, wkurzająca, mało taktowna, słaba i do bólu szczera jestem. Tylko dzięki Niemu żyję. Gdzieś rok temu- mogłam naprawdę umrzeć
Miałam operację- wyrostek, za długo czekaliśmy, żeby coś z tym zrobić. Myślałam, że się czymś z jedzenia przytrułam, ale nie. Ból się powiększał, dolegliwości się wzmagały, a gorączka rosła. Trafiłam do szpitala, nie wiedzieli co mi jest. Cały czas mnie badali, naciskali itp. Przenosili z oddziału na oddział. W końcu zapadła decyzja- na stół z nią. Byłam zrozpaczona. Bałam się. Później okazało się, że w jamie brzusznej miałam rozlaną ropę. Tyle jej było, że zapełniłaby dużą butlę. Po tym wszystkim byłam bardzo słaba i doszło jeszcze, że zakazili mnie bakterią. Długo leżałam w szpitalu i jeszcze potem zmagałam się ze skutkami tego wszystkiego i samym procesem rekonwalescencji.
Mogłam umrzeć, ale żyję.
Więc dziękuję Bogu, bo choć jestem marnością, On widzi we mnie wartość. Po coś jestem na tym świecie, a istnienie moje czy twoje nie jest żadnym przypadkiem! I jest Ktoś kto chce nadać memu i twemu życiu większy sens.
Dziękuję Bogu za Jego łaskę.
![]() |
| Moja pyzata twarz przed i po szpitalnych zmaganiach |
środa, 18 listopada 2015
Poezjo-niepoezja na (nie) poczekaniu.
"Podróż życia"
Czekam. W podróż zabierz mnie. Daleko.Z dala od nudy, gdzie słoika spada wieko,
Ograniczeń i ciasnoty umysłowej.
Pozwól mi marzyć, z rzeczywistością nie mierzyć. Bolesną.
Jedynie z radością, tej toni błękitu, zieleni żywej, doczesną.
Rozciągnąć skrzydła, złamać schematy
I wlecieć w ramiona mojego Taty.
Aż strach przeminie, On ukoi smutek,
W jego dłoni- jam nie wyrzutek.
Ach zabierz mnie, zabierz, przyciągnij do siebie.
W miejscu twej woli będzie jak w niebie.
Więc chodźmy, chodźmy, biegnijmy, polećmy
I znowu wszyscy stańmy się dziećmi...
poniedziałek, 1 czerwca 2015
Learning the hard way...
Życie jest dziwne...
Od ostatniego wpisu minęło trochę czasu, który przyniósł ze sobą różne wydarzenia, raczej trudne, niezrozumiałe. Ale z perspektywy jego upływu, pewne dały mi lekcję życia i skonfrontowały na ile wierzę i ufam. Wciąż za mało. Jednak zyskałam coś cennego- wiem teraz, że zasługuję na lepsze, że mam wartość. Zmienia się koncepcja spostrzegania samej siebie.
Jeżeli jesteś z kimś, kto sprawia, że twoja samoocena spada, nie szanuje ciebie i twoich granic... Nie warto. Uwierz mi, byłam tam. Często osoby dobroduszne, refleksyjne ("ach, może powinnam była tego nie mówić", "pewnie zrobiłam coś źle") przyciągają niewłaściwych ludzi...
Każda z nas, kobiet, jest piękna i wyjątkowa, niepowtarzalna. Nie pozwól, żeby ktoś wmawiał ci inaczej.
Od ostatniego wpisu minęło trochę czasu, który przyniósł ze sobą różne wydarzenia, raczej trudne, niezrozumiałe. Ale z perspektywy jego upływu, pewne dały mi lekcję życia i skonfrontowały na ile wierzę i ufam. Wciąż za mało. Jednak zyskałam coś cennego- wiem teraz, że zasługuję na lepsze, że mam wartość. Zmienia się koncepcja spostrzegania samej siebie.
Jeżeli jesteś z kimś, kto sprawia, że twoja samoocena spada, nie szanuje ciebie i twoich granic... Nie warto. Uwierz mi, byłam tam. Często osoby dobroduszne, refleksyjne ("ach, może powinnam była tego nie mówić", "pewnie zrobiłam coś źle") przyciągają niewłaściwych ludzi...
Każda z nas, kobiet, jest piękna i wyjątkowa, niepowtarzalna. Nie pozwól, żeby ktoś wmawiał ci inaczej.
poniedziałek, 5 stycznia 2015
ewolucja vs. Bóg - gdzie jest PRAWDA?
Hej wam!
Nie pisałam jakiś czas, bo studia itd. Ale teraz, kiedy mam jeszcze chwilkę wolnego postanowiłam wstawić post o tematyce, która leży mi na sercu, jako, że na studiach spotkałam różnych ludzi, a wśród nich takich o specyficznych poglądach.
Dlatego mój dzisiejszy post jest refleksjami pod tytułem "ewolucja vs. Bóg".
Jest to również tytuł niesamowitego filmu, zmuszającego do refleksji nad życiem oraz tym, w co się wierzy. Pokazuje, że tak naprawdę NIE MA DOWODÓW na słuszność teorii ewolucji. Jest tylko WIARA. A, żeby nazwać coś nauką potrzeba tych dowodów. Inaczej można to tylko nazwać bajeczką dla naiwnych. Czy jesteś ślepo podążającą, za tym co ci powiedzą naukowcy, owcą czy badasz to, w co wierzysz?
Ja wierzę Bogu i że Jego Słowo jest Prawdą. Im większe robię "badania" pod katem ewolucjonizmu, tym bardziej widzę, w jakim kłamstwie tkwią ludzie w to wierzący.
Ludzie wybierają wiarę w ewolucjonizm, ponieważ w jakiś sposób zwalnia ich to od odpowiedzialności za swe niemoralne czyny. W każdym razie- to bardzo wygodne wierzyć w powiedzenie "Szalej duszo, piekła nie ma.", ale jak bardzo naiwne...
Polecam obejrzenie tego filmu, a poza tym...
2) "Nauka daje coraz więcej argumentów na rzecz istnienia Boga"- artykuł także rozważa, czy poza Ziemią istnieją inteligentne formy życia
3) Wielki wybuch, a zasada zachowania pędu- Moje wnioski (również wysnute na podstawie filmu "Wiek Ziemi") brzmią tak: Nawet planety i galaktyki- nie wszystkie kręcą się w tym samym kierunku, co wskazuje, że teoria wielkiego wybuchu jest błędna, bo gdyby była prawdą to, zgodnie z zasadą zachowania pędu, wszystko kręciłoby się w jednym kierunku.
4) Film "Wiek Ziemi"- może i dosyć old school'owy, ale jest mocnym argumentem za istnieniem Boga i błędnością teorii ewolucjonistycznych.
5) Datowanie węglem? Chyba nie.
6) Coś o datowaniu uranem...
W co i KOMU wierzysz? Decyzja należy do ciebie. Zachęcam do szukania Boga, szukania Prawdy i do modlitwy. Tutaj możesz się dowiedzieć więcej-->> SzukającBoga
Nie zachęcam do żadnej religii. Tylko do żywej relacji z Bogiem, modlitwy, czytania Biblii, bo sama na co dzień doświadczam jak niezwykły On jest i jak bardzo kocha mnie i ciebie też!
Dziane
じゃね
niedziela, 15 września 2013
(-.-)zZz
Hej wam.
Ogólnie źle się dzisiaj czuję, gardło boli, katar i te sprawy, a jutro czeka mnie sprawdzian z "Wesela", sprawdzian z UE i Schengen, muszę umieć wszystko o komórce i jej budowie, funkcjach itd, a poza tym może być niezapowiedziany sprawdzian z matmy, a to wszystko w ciągu 5 lekcji i na każdej coś. Supcio, co? Nie mam pojęcia jak się za to zabrać kiedy czuję się tak słabo.
Trochę się dzieje. W piątek i sobotę, żeby zabić melancholię i smutek i w sumie lekkiego doła spotkałam się ze znajomymi. Pomogło. I na spotkaniu młodzieżowym i z koleżanką uśmiałam się jak bóbr. Oglądałyśmy anime, gadałyśmy, wcinałyśmy małe co nie co, a jej mama upiekła pyszną szarlotkę, jak ją jadłam była jeszcze cieplutka. *u*
Staram się znów przemóc do oglądania Naruto, ale sytuacja fillerów i to, że [spoiler] Anko już nie wiem ile odcinków na podłodze leży (może umarła?)[/spoiler] mnie frustruje, więc póki co małymi kroczkami. A tytuł za jaki się ostatnio zabrałam to Natsume Yuujinchou i póki co mi się podoba. Nie wiem jak tam sytuacja się dalej rozwinie, ale jeśli będzie co recenzować to może coś naskrobię.
Tak więc póki co tak sytuacja wygląda.
Ogólnie źle się dzisiaj czuję, gardło boli, katar i te sprawy, a jutro czeka mnie sprawdzian z "Wesela", sprawdzian z UE i Schengen, muszę umieć wszystko o komórce i jej budowie, funkcjach itd, a poza tym może być niezapowiedziany sprawdzian z matmy, a to wszystko w ciągu 5 lekcji i na każdej coś. Supcio, co? Nie mam pojęcia jak się za to zabrać kiedy czuję się tak słabo.
Trochę się dzieje. W piątek i sobotę, żeby zabić melancholię i smutek i w sumie lekkiego doła spotkałam się ze znajomymi. Pomogło. I na spotkaniu młodzieżowym i z koleżanką uśmiałam się jak bóbr. Oglądałyśmy anime, gadałyśmy, wcinałyśmy małe co nie co, a jej mama upiekła pyszną szarlotkę, jak ją jadłam była jeszcze cieplutka. *u*
Staram się znów przemóc do oglądania Naruto, ale sytuacja fillerów i to, że [spoiler] Anko już nie wiem ile odcinków na podłodze leży (może umarła?)[/spoiler] mnie frustruje, więc póki co małymi kroczkami. A tytuł za jaki się ostatnio zabrałam to Natsume Yuujinchou i póki co mi się podoba. Nie wiem jak tam sytuacja się dalej rozwinie, ale jeśli będzie co recenzować to może coś naskrobię.
Tak więc póki co tak sytuacja wygląda.
Dziane
じゃね
środa, 20 lutego 2013
Takie tam o życiu, blogu i wyświetleniach...
Hej wam!
Widzę, że jakimś cudem mój blog zbiera coraz więcej wyświetleń. Zjawisko dla mnie dziwne, skoro tak mało osób komentuje i klika na "reakcje" pod postami. Ta rzekomo "sława" ma swoją ciemną stronę mocy- spamerzy. Bo każdy sposób jest dobry, żeby wypromować swojego bloga?
No dobra, dobra- ja rozumiem ten spam, ale tylko do pewnego stopnia.
Nie rozumiem tego np.:
Wchodzę dziś na swojego bloga, a tam jakiś typek o nicku "Antonio" napisał mi komentarz... Po hiszpańsku...
Eeeeeu??
Przepraszam bardzo- dlaczego po hiszpańsku? Już bym wolała po angielsku, a tak to co? Przecież od początku prowadzenia mojego bloga podkreślam: To jest blog dla osób szprechających po polsku! Nikt kto w mym języku nie szprecha raczej nie zrozumie- bo przecież jak też już raz wspominałam- wujek google nie raz tłumaczy wszystko mylnie.
Problem spamu jest tematem na dłuższą rozpiskę, więc na tym zakończę ten temat.
A co aktualnie słychać w moim życiu? Nic za ciekawego- czas gna jak szalony, a w szkole nie ma lekko- a mnie strasznie nie chce się uczyć. Mam całą masę lektur w plecy, dziś facetka z angola zrobiła nam niezapowiedziany sprawdzian, miałam klasówkę z niemca- jakaś masakra, klasa przełożyła nam klasówkę z matmy (miała być jutro) na wtorek, a w piątek muszę napisać 2 sprawdziany z geografii.
Innymi słowy- takie tam. Ponadto rozwiązuję zagadkę z kaloryferem- ja go włączam wieczorem, a rano patrzę, że jest wyłączony- póki co stwierdzam: ja nie lunatykuję. Ale sprawa ta mnie niepokoi tak czy siak...
Co u was?
Piszcie! Spam słowny, w języku polskim widziany pozytywnie ;D
Widzę, że jakimś cudem mój blog zbiera coraz więcej wyświetleń. Zjawisko dla mnie dziwne, skoro tak mało osób komentuje i klika na "reakcje" pod postami. Ta rzekomo "sława" ma swoją ciemną stronę mocy- spamerzy. Bo każdy sposób jest dobry, żeby wypromować swojego bloga?
No dobra, dobra- ja rozumiem ten spam, ale tylko do pewnego stopnia.
Nie rozumiem tego np.:
Wchodzę dziś na swojego bloga, a tam jakiś typek o nicku "Antonio" napisał mi komentarz... Po hiszpańsku...
Eeeeeu??
Przepraszam bardzo- dlaczego po hiszpańsku? Już bym wolała po angielsku, a tak to co? Przecież od początku prowadzenia mojego bloga podkreślam: To jest blog dla osób szprechających po polsku! Nikt kto w mym języku nie szprecha raczej nie zrozumie- bo przecież jak też już raz wspominałam- wujek google nie raz tłumaczy wszystko mylnie.
Problem spamu jest tematem na dłuższą rozpiskę, więc na tym zakończę ten temat.
A co aktualnie słychać w moim życiu? Nic za ciekawego- czas gna jak szalony, a w szkole nie ma lekko- a mnie strasznie nie chce się uczyć. Mam całą masę lektur w plecy, dziś facetka z angola zrobiła nam niezapowiedziany sprawdzian, miałam klasówkę z niemca- jakaś masakra, klasa przełożyła nam klasówkę z matmy (miała być jutro) na wtorek, a w piątek muszę napisać 2 sprawdziany z geografii.
Innymi słowy- takie tam. Ponadto rozwiązuję zagadkę z kaloryferem- ja go włączam wieczorem, a rano patrzę, że jest wyłączony- póki co stwierdzam: ja nie lunatykuję. Ale sprawa ta mnie niepokoi tak czy siak...
Co u was?
Piszcie! Spam słowny, w języku polskim widziany pozytywnie ;D
DZIANE!
じゃね
środa, 16 stycznia 2013
Największa inwestycja rodziny...
...To ja. Ciągle rodzice na mnie pieniądze wydają. Jak nie na aparat ortodontyczny to leki na moje problemy z cerą, a teraz już również na leki na tarczycę. :((
Byłam dziś u lekarza i miałam robione USG tarczycy. Pani doktór powiedziała, że bardzo dziwne się rzeczy z nią dzieją i jeszcze, że widzi jakąś zawiązkę guzka czy coś O.O
Ja się w imieniu Jezusa Chrystusa nie godzę na takie coś!
Czemu jak nie żołądek albo wątroba to cera, a jak nie cera zęby, a jak nie zęby (z zębami też mam nieraz dziwne akcje) to tarczyca?
Nie wiem dlaczego mam tak słabe zdrowie...
Hormon, którego parametry w badaniach krwi wyszły mi za wysokie to prolaktyna.
Czytam teraz o nim na wikipedii, kojarzę go z biologii, ale nie wiele o nim wiem. Oto co o nim teraz przeczytałam:
"Innymi źródłami syntezy prolaktyny mogą być komórki niektórych nowotworów oraz błona śluzowa macicy.Nadmiar prolaktyny (hiperprolaktynemia) może być odpowiedzialny za bezpłodność oraz zespół amenorrhea-galactorhea. "
Dziwne rzeczy...
W każdym bądź razie zobaczymy jaki będzie skutek po lekach.
A co w szkole? Już w przyszłym tygodniu ferie, więc nikomu nic się nie chce robić, w tym i mnie. Na angielskim nauczycielka nam chciała sprawdzian zrobić, ale wszyscy (oprócz 2 osób) zgłosili nieprzygotowanie i ostatecznie go nie zrobiła, ale jedną z tych 2 osób zapytała... Takim oto sposobem wykorzystałam jedno jedyne nieprzygotowanie, które przysługuje mi na semestr, czyli jeśli nagle zapomnę pracy domowej to sayōnara i jedyneczka.
A propos chorób- znalazłam takie bekowe foto w necie- nie ma jak koty pełniące rolę żywych kaloryferów/ ogrzewczy xD
3majcie się. Życzę wam mnóstwo zdrowia, bo ja tam doskonale wiem, jak ono jest ważne i cenne. Także nauczcie się doceniać to co macie. Cieszcie się każdym dniem kiedy możecie wstać z łóżka o własnych siłach i z tego, że nadal możecie oddychać.
Wiecie jak mówi jedno z 10-ciu przykazań: "Nie zabijaj!". Nie zabijaj też siebie (palenie papierosów też jest zabijaniem siebie. Płuca palacza są masakrycznie wyniszczone).
Także to tyle z mego ciut chaotycznego wywodu.
Zdrowia! (wam i sobie życzę)
PS.
Zmieniłam obraz u góry na Miku xD
Byłam dziś u lekarza i miałam robione USG tarczycy. Pani doktór powiedziała, że bardzo dziwne się rzeczy z nią dzieją i jeszcze, że widzi jakąś zawiązkę guzka czy coś O.O
Ja się w imieniu Jezusa Chrystusa nie godzę na takie coś!
Czemu jak nie żołądek albo wątroba to cera, a jak nie cera zęby, a jak nie zęby (z zębami też mam nieraz dziwne akcje) to tarczyca?
Nie wiem dlaczego mam tak słabe zdrowie...
Hormon, którego parametry w badaniach krwi wyszły mi za wysokie to prolaktyna.
Czytam teraz o nim na wikipedii, kojarzę go z biologii, ale nie wiele o nim wiem. Oto co o nim teraz przeczytałam:
"Innymi źródłami syntezy prolaktyny mogą być komórki niektórych nowotworów oraz błona śluzowa macicy.Nadmiar prolaktyny (hiperprolaktynemia) może być odpowiedzialny za bezpłodność oraz zespół amenorrhea-galactorhea. "
Dziwne rzeczy...
W każdym bądź razie zobaczymy jaki będzie skutek po lekach.
A co w szkole? Już w przyszłym tygodniu ferie, więc nikomu nic się nie chce robić, w tym i mnie. Na angielskim nauczycielka nam chciała sprawdzian zrobić, ale wszyscy (oprócz 2 osób) zgłosili nieprzygotowanie i ostatecznie go nie zrobiła, ale jedną z tych 2 osób zapytała... Takim oto sposobem wykorzystałam jedno jedyne nieprzygotowanie, które przysługuje mi na semestr, czyli jeśli nagle zapomnę pracy domowej to sayōnara i jedyneczka.
A propos chorób- znalazłam takie bekowe foto w necie- nie ma jak koty pełniące rolę żywych kaloryferów/ ogrzewczy xD
Wiecie jak mówi jedno z 10-ciu przykazań: "Nie zabijaj!". Nie zabijaj też siebie (palenie papierosów też jest zabijaniem siebie. Płuca palacza są masakrycznie wyniszczone).
Także to tyle z mego ciut chaotycznego wywodu.
Zdrowia! (wam i sobie życzę)
DZIANE!
じゃねPS.
Zmieniłam obraz u góry na Miku xD
poniedziałek, 5 listopada 2012
Niezbyt fajnie
Czemu? Ten długi weekend był dobry, żeby sobie wypocząć. Potrzebowałam tego. Minęło jak z bicza strzelił, ale... No nie dla wszystkich ten weekend był miły. Np. dla mojej przyjaciółki okazał się prawdziwym koszmarem. Jej mama trafiła do szpitala (ze względu na to, że je mama pracuje za granicą to ona nawet nie może jej odwiedzić...). Zapadła w śpiączkę. Nikt nie rozumie dlaczego... Jej życie jest zagrożone. Nawet sobie nie wyobrażam jak ona musi się z tym wszystkim czuć, zwłaszcza, że została teraz sama w domu z młodszym bratem, którym musi się opiekować. Jej tata pojechał do jej mamy.
Ja nie znajduję słów, żeby ją pocieszyć. Jedyne co mogłam zaoferować to modlitwa. Nic jeszcze nie jest stracone. Bóg może zdziałać cuda.
Kiedy dotyka nas nieszczęście potrafimy się nad sobą użalać, wpadamy w depresję. Nikt z nas nie wie, dlaczego tak się dzieje, a nie inaczej i dlaczego akurat my? Może dopiero z czasem ma do nas dotrzeć co te przykre wydarzenia i bolesne sytuacje wniosły w nasze życie?
Może dopiero po stracie czegoś lub kogoś bliskiego w naszym życiu uświadamiamy sobie jak był dla nas ważny? Może te momenty, gdzie właśnie bliska osoba jest bliska śmierci mają przynieść do naszego życia refleksje? Wtedy właśnie nieraz rozmyśla się nad sensem istnienia.
"Biadajcie i smućcie się, i płaczcie; a śmiech wasz niech obróci się w żałość, a radość w przygnębienie. Uniżcie się przed Panem, a wywyższy was."List Jakuba 4;9-10
W tym samym liście napisane jest o mocy modlitwy:
"A modlitwa płynąca z wiary uzdrowi chorego i Pan go podźwignie; jeżeli zaś dopuścił się grzechów, będą mu odpuszczone."Jakuba 5;15
Wiem, że choćbym miała wiarę jak ziarnko gorczycy to wystarczy, bo wiara czyni cuda. Jeśli się jeszcze czegoś dowiem o stanie mamy mojej przyjaciółki to o tym napiszę.
Nauczcie się doceniać to co macie, bliskie wam osoby, bo nie żyje się wiecznie. Nie dla wszystkich może nastać nowe jutro...
Więc
DZIANA
じゃね
Ja nie znajduję słów, żeby ją pocieszyć. Jedyne co mogłam zaoferować to modlitwa. Nic jeszcze nie jest stracone. Bóg może zdziałać cuda.
Kiedy dotyka nas nieszczęście potrafimy się nad sobą użalać, wpadamy w depresję. Nikt z nas nie wie, dlaczego tak się dzieje, a nie inaczej i dlaczego akurat my? Może dopiero z czasem ma do nas dotrzeć co te przykre wydarzenia i bolesne sytuacje wniosły w nasze życie?
Może dopiero po stracie czegoś lub kogoś bliskiego w naszym życiu uświadamiamy sobie jak był dla nas ważny? Może te momenty, gdzie właśnie bliska osoba jest bliska śmierci mają przynieść do naszego życia refleksje? Wtedy właśnie nieraz rozmyśla się nad sensem istnienia.
"Biadajcie i smućcie się, i płaczcie; a śmiech wasz niech obróci się w żałość, a radość w przygnębienie. Uniżcie się przed Panem, a wywyższy was."List Jakuba 4;9-10
W tym samym liście napisane jest o mocy modlitwy:
"A modlitwa płynąca z wiary uzdrowi chorego i Pan go podźwignie; jeżeli zaś dopuścił się grzechów, będą mu odpuszczone."Jakuba 5;15
Wiem, że choćbym miała wiarę jak ziarnko gorczycy to wystarczy, bo wiara czyni cuda. Jeśli się jeszcze czegoś dowiem o stanie mamy mojej przyjaciółki to o tym napiszę.
Nauczcie się doceniać to co macie, bliskie wam osoby, bo nie żyje się wiecznie. Nie dla wszystkich może nastać nowe jutro...
Więc
DZIANA
じゃね
Subskrybuj:
Posty (Atom)









