Pokazywanie postów oznaczonych etykietą anime. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą anime. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 27 kwietnia 2017

Too strong, too bald...

Co się dzieje kiedy nagle miasto zaczynają atakować potwory? Kiedy obcy najeźdźcy sieją zniszczenie? Kto przybędzie z pomocą? On. Samotny bohater. Nieznany nikomu, walczący potajemnie. Nie robi tego dla sławy ani pieniędzy, ale dlatego, że tak mu się uwidziało, zamarzyło.
On...

ONE PUNCH MAN


Cały dowcip polega na tym jak słowa "bohater" jakoś nie łączą się z "walczący w ukryciu", skoro bohater to raczej postać pierwszoplanowa, na którą wszyscy patrzą z podziwem.
Dodajmy do tego fakt, że nasz protagonista- Saitama- pozornie nie imponuje wyglądem. Jego strój (...a historii tego stroju i tak nie zrozumiesz dopóki nie obejrzysz odcinków specjalnych) i jajowata głowa aż krzyczą "przeciętniak"! Poza tym, ma on w sobie coś z "jajka" (na miękko po lewej, na twardo po prawej 😜).
One Punch Man pełen jest komizmu i parodii. Sama moc Saitamy jest przezabawna, bo niby to kozak, co rozwala wszystkich JEDNYM CIOSEM, a z drugiej strony ileż stresów to mu przynosi... Można by z tego wszystkiego wyłysieć...

TOO BO/ALD

Problemem tegoż bohatera jest to, że jak ekscytująca może być walka skoro z góry zna się jej wynik? Jaka to może być frajda, jeśli jesteś zbyt silny i żaden przeciwnik nie stanowi dla ciebie wyzwania?
Zmartwienia mnożą się na potęgę kiedy do tego wszystkiego dochodzą oskarżenia o oszustwo w kwestii twojego zwycięstwa i umniejszania jego znaczenia. Nic zatem dziwnego jeśli w głębi duszy Saitama myślałby, że przyszedł tylko pozamiatać kiedy inni tyle się trudzili, żeby wszystko "pozgarniać do kupy".
No i nie zapominając głównego, błyszczącego w słońcu, zmartwienia (jakby jeszcze nasz heros nie miał "zbyt wiele na głowie") i kompleksu, którym jest jego łysa glaca... Ale do tego jeszcze wrócimy...

JAK UCZEŃ, JAK MISTRZ

Podczas naszej podróży z "głównym bohaterem" poznajemy Genosa
- cyborga będącego pod szczerym wrażeniem siły One Punch Mana. Nie jest więc zaskoczeniem kiedy zaczynają ich łączyć relacje uczeń-mistrz. I tutaj kolejnym komediowym aspektem okazuje się złe ocenienie, przez organizację zrzeszającą herosów, mocy i rang obu postaci. "Przeciętniak" trenujący wpatrującego się w niego jak wół w malowane wrota młodzika? Sam fakt prowokuje wybuch śmiechu, zwłaszcza kiedy ten pierwszy mówi najbanalniejsze rzeczy, które przez tego drugiego są odbierane jak mądrość pochodząca z niebios...
Muszę przyznać, że podczas oglądania tego anime miałam nieodparte wrażenie, że perspektywa trzyma się właśnie Genosa- to jego myśli, między innymi o wspaniałości swego mistrza, poznajemy. Umysł Saitamy i jego sekrety są dla nas niejednokrotnie zwyczajnie niedostępne. I idąc tym tropem można stwierdzić, że One Punch Man rzeczywiście JEST bohaterem, ale trzeba przyznać, że chyba tylko dla tej jednej osoby...

SEKRET PRAWDZIWEJ SIŁY

 A propos tajemnic: jak to się stało, że One Punch Man stał się takim siłaczem?
Ciekawi to zapewne nie tylko mnie, Genosa, was i zapewne wszystkich innych, którzy widzieli manifestację mocy tego twardziela.
Czy on już taki się urodził?
Czy wpadł do kotła dzieckiem będąc?
Czy ukąsił go zmutowany pająk?
Może walnął w niego meteoryt...?
Cóż...
Zgaduję, że nigdy się nie dowiemy...
Wielka szkoda...


"DUPA BLADA"

Tak zapewne pomyślał sobie każdy kto czuł już na sobie oddech śmierci przy spotkaniu z TĄ pięścią. Ta siła rozdzierająca niebiosa, ten impet!
.
.
.
.
.
A tak serio to chodzi o to, że w One Punch Manie czasem robi się dosyć dupnie. 😂
I generalnie "goło i wesoło"...


PODSUMOWANIE

Wspaniały opening, genialność i różnorodność postaci, takich jak Pieseł, Rowerzysta Bez Uprawnień, Tank-Top Tiger i wiele innych...
Po trosze to też wyśmianie ciężkiej pracy jako drogi do osiągnięcia wszystkiego, bo przecież każdy ma jakieś ograniczenia, ale może to właśnie jest sekretem?! 
"Głupi nie wiedział, że coś było niemożliwe, więc to zrobił."
Być może to jest prawdziwym kluczem? Przekraczanie własnych limitacji. I z tymi przemyśleniami was zostawię.
Jeśli jeszcze nie widzieliście tego anime to gorąco polecam!
Dla mnie to anime to solidne 11/10 😂 



sobota, 21 lutego 2015

Co tu słychać i o mangace anime :D

 Hej wam.
Nie piszę jakoś ostatnio i nawet trochę zapomniałam, że przecież mam bloga. Ale ważniejsze jest, że zawsze mam Boga, yo! xD
Pierwsza w życiu sesja (przed terminowa w sumie. W sesji miałam tylko jeden egzamin) za mną. Byłoby bardzo ładnie, gdyby nie 3 z historii Wielkiej Brytanii i z gramatyki opisowej. No i 3,5 z fonetyki. To nie jest moja mocna strona. Plusem jest to, że zero poprawek. Łiiii! Więc cziluję w domu i nawet trochę się nudzę i się wręcz rozleniwiłam. :/
Przepiękne dziś było niebo, więc cyknęłam fotkę ^u^


Z anime ostatnio... Nie oglądam praktycznie wcale. Ale obejrzałam głupkowatą, lekką i przyjemną serię "Gekkan shoujo Nozaki-kun". Główna bohaterka jest zakochana w pewnym chłopcu, chce wyznać mu uczucia, ale wychodzi na to, że mówi, iż jest jego fanką i zostaje jego asystentką. Nozaki okazuje się bowiem mangaką. I to nie byle jakim. Rysuje shoujo. I chociaż jego mangi mówią o miłości, więc zdawałoby się, że chłopak zna się na rzeczy, okazuje się, że bynajmniej. Nie dostrzega subtelnych i nawet mniej subtelnych sygnałów wysyłanych przez koleżankę. Poza tym pojawiają się ciekawe wątki bohaterów pobocznych. Chociaż dziewczyna z kółka teatralnego, wyglądająca jak facet, ubierająca się jak transwestyta i wyrywająca laski... To dla mnie przesada, ale poza tym spoko anime. Bardziej komediowe niż romans ;)
 Ach, zapomniałabym. Obejrzałam drugą serię Psycho-pass i teraz jest Kamisama Hajimemashita 2, więc też gdzieś do 6-tego odcinka obejrzałam :)
Może by ktoś coś polecił? Chętnie w klimacie komediowym lub romansowym, ale może wyszło jakieś inne anime godne uwagi?
 3majcie się ^_^ ♡♥♡

wtorek, 5 sierpnia 2014

Ścieżki młodości

...Tak brzmi tytuł przetłumaczony na polski pewnej mangi, a od pewnego czasu jest to również anime.
Jako, że na półce mej posiadam z dwa tomy tej mangi, a resztę czytałam w internecie (po angielsku, aż do momentu gdzie żadne nowe chaptery nie wychodzą. Nie wiem o co cho: sytuacja utrzymuje się już od
dłuuuuższego czasu). Manga pozostawiła po sobie miłe w mym odczuciu wrażenie. Podobało mi się swego rodzaju łamanie schematów i kiedy główna bohaterka Futaba Yoshioka zdając sobie sprawę ze swych błędów postanawia je naprawiać. Oprawa graficzna mnie urzekła, nawet czcionka była dopieszczona. Historia wciągała. Już w sumie wszystkiego nie pamiętam, ale wrażenie ogólnie pozostawiła dobre.

A anime?

TRAGEDIA. Już sam opening zalatuje słodkością do porzygu- latające koty, lakiery do paznokci i wszystko co KAWAII. Futaba rozdarta jak stare prześcieradło, rozryczana jakby wiecznie nią targały hormony. Ogólnie- ucieleśnienie wszystkiego, co mnie wkurza. Kreska, jakby kolorowanie słabe, sprzeczne z moimi wyobrażeniami. Obejrzałam około 3-4 odcinków i w pewnym momencie tylko jednym jakby okiem, a drugim patrząc na prowadzoną właśnie konwersację w internecie poprzez komunikator.
Nie wiem, może potem będzie lepiej, ale jak chcecie rady to powiem podsumowując : MANGA- ☑tak, ANIME- ✗NIE

Dziane
じゃね

sobota, 10 maja 2014

Noragami- bóstwo w dresie


Zastanawiałam się o czym dzisiaj pisać. Chciałam w końcu nadrobić recenzenckie zaległości. Ale ostatnio bardzo trudno mi recenzować. Bo oglądam mniej anime. Teraz przeważnie śledzę losy w tegorocznym Fairy Tail, a poza tym czytam mangę. Też Fairy Tail, poza tym Ao Haru Ride i Noragami. Zbieram też mangę "Kaichou wa Maid-sama!", którą kiedyś całą przeczytałam w necie.
Lubię czasem wracać do swoich poprzednich recenzji i uśmiechnąć się pod nosem nad humorystyczną częścią swej natury w tychże wpisach. Ale jak zrecenzować naprawdę dobry tytuł? Zazwyczaj łatwo mi się śmiać z głupoty i absurdów anime i czasem nawet a propos tego przychodzą różne metafory, frazeologizmy i inne śmiecho-podobne określenia do głowy, które jakoś tak mi przylegają do danego anime.
 Kolejne pytanie to jak dobrze zrecenzować anime kiedy czyta się też mangę i obie te rzeczy się lubi? Nie wiem. Ale może dziś jest ten dzień kiedy taka recenzja rodzi się w bólach?
Tyle mianem wstępu.

O FABULE

W pierwszym odcinku widzimy zrozpaczoną dziewczynę siedzącą w szkolnej ławce, której ludzie w około nie życzą za dobrze (jeśli można tak delikatnie powiedzieć o życzeniu drugiej osobie śmierci). Niewiasta jest zrozpaczona, a co rzuca się w oczy to jej inny mundurek, a zgodnie z japońską zasadą- "wystający paznokieć trzeba wyłamać" (czy jakoś tak to brzmiało). Nie jest to jednak opowieść o nękaniu w japońskich szkołach, ponieważ od razu na pierwszy plan wysuwa się wątek nadprzyrodzony, a na scenę wkracza Yato. Jak się później dowiadujemy- bóg nieszczęścia, ale nie tam zaraz z niego wielkie bóstwo. Nasz bohater chodzi w dresie, pocą mu się dłonie, a poza tym nie ma zbyt wielu wyznawców. Ba! Nie ma nawet własnej świątyni, o
której marzy. Poza tym żyje z wypełniania przysług za 5 yenów. Więc szybko się na nią nie dorobi. Poza tym jego broń to w pewnym sensie kobieta (w sumie technicznie rzecz biorąc: martwa?). Taką broń nazywa się Shinki i są nimi duchy. Tylko, że nasz Yato ma problem. Przez jego potliwe ręce, menelskie warunki życia jego broń go zostawia. Nasz protagonista zostaje więc sam reklamując się jak może, wypełniając każde mierne zadanie od sprzątania po szukanie zgubionego kotka. I właśnie podczas tych ostatnich poszukiwań zauważa go Hiyori Iki- dziewczyna zakręcona na punkcie wrestlingu. I to jest dziwne, bo teorytycznie nie powinna go widzieć. Gdy Yato beztrosko wbiega na ulicę za Hrabią (w innych tłumaczeniach Książę, bądź jeszcze inaczej), czyli kociakiem, dziewczyna widząc nadjeżdżający autobus wybiega mu na ratunek. Wszystko byłoby się dobrze skończyło, gdyby nie fakt, że nasze bóstwo wcale nie potrzebowało, żeby ktoś go ratował. A od tej pory nasza Hiyori tak jakby lekko wychodzi z siebie. NO DOBRA! Nie lekko! Jej dusza fruwa sobie swobodnie między światami duchów, często dostaje napadów naroklepsji i zostawia swoje ciało w dziwnych miejscach. Ponadto ma ogon. Nic dziwnego, że jest więc tym wstrząśnięta, choć niektóre aspekty (łamanie praw fizyki) jej się w tym podobają. Trafia więc
do szpitala gdzie dziewczyna budzi się już w swoim ciele i spotyka Yato. Dziewczyna prosi go o pomoc z tym nieszczęsnym stanem i odtąd (też ze względu na nieporadność chłopaka w sferze rozwiązania problemu) trzymają się razem. Potem dołącza do nich Yukine- nowa broń Yato. Razem dogadują się różnie i przechodzą przez dziwne sprawy w świecie bóstw, eliminując zjawy.
Uff, ale się rozpisałam, a to dopiero zarys pierwszych odcinków.

WRAŻENIA

Co przyciąga uwagę to jak dla mnie niebanalna fabuła, humor i charakterne postaci. Podoba mi się też muzyka- między innymi Hello Sleepwalkers czy Noratan, którą to muzyczkę bitewną można sobie posłuchać np.>> tu<<
Szkoda tylko, że to raptem 12 odcinków i fabuła różni się od mangi. Są tam na pewno elementy, które wystąpiły w anime, ale tu (w mandze) wszystko idzie dalej, jest więcej wątków i relacje rozwijają się z korzyścią dla fanów Yatori ;D. (I ship them so hard xD)
A i kreska jest śliczna tak jak i animacja.
Więc cóż mogę powiedzieć? Anime przedstawia więcej historii niż tylko ta z mojego opisu. Komu polecić? Chyba godne polecenia każdemu. Jak ktoś obejrzy kilka pierwszych odcinków to sam może zdecydować co dalej z tym fantem zrobić. Dla tych, którzy są niezadowoleni z za szybkiego zakończenia, czy też was ono nie satysfakcjonuje w jakiś inny sposób, polecam poczytać mangę ;)
Yato naprawdę rozwala swoim charakterem i wręcz skłonnością do stalkingu xD Puszczam oczko w kierunku tych, którzy wiedzą o co mi się rozchodzi ;D

Może zbytnio profesjonalna, czy też recenzjonalne, to nie było (bardziej to opinia niż recenzja), ale zawsze to coś i stanowi może i zachętę do sięgnięcia po mangę czy zapoznanie się z tytułem przez anime?
To wszystko póki co. A jak wam się podoba Noragami?

3majcie się
Dziane
じゃね


czwartek, 3 kwietnia 2014

Znów garść muzyki i myśli

 Dzięki "Noragami" odkryłam zepół co się zowie Hello Sleepwalkers. Czekam na nowe chaptery (tegoż właśnie Noragami), bo póki co doszłam do 41 chapteru (niestety po japońsku, ale zawsze można coś podpatrzeć xD). Najpierw się skończyły tłumaczenia polskie, potem czytałam po angielsku, potem czytałam >>tutaj<< streszczenia, a potem się zaczęły chaptery po japońsku xD
Jestem w stanie zawieszenia. Czekam. Na nowe rozdziały, tłumaczenia. Na odcinki NS, które nie byłyby fillerami, na nowy sezon Fairy Tail, na paczkę, która przyjdzie, na koniec roku, czy choćby na takie krótkoterminowe rzeczy jak weekend.
Jak żyć? Jak żyć. ;P
Dodaję trzy filmiki, które mi się najbardziej muzycznie podobały. Pierwszy znam oczywiście, jak już wyżej wspominałam, z Noragami.
Dziane
じゃね

poniedziałek, 3 marca 2014

^u^

 Oznajmiam wszem i wobec, że skończyłam oglądać Fairy Tail. Teraz tylko jeszcze obejrzeć film kinowy i poczekać do kwietnia (5-tego bodajże).
Poza tym trzeba się ostro wziąć za siebie, bo praca maturalna z polaka jeszcze nie napisana, a matura coraz bliżej.
Dzisiaj musiałam zostać po lekcjach, żeby zaliczać próbną maturę z angielskiego i babka mnie oceniła na 5-. Nawet nie tak źle, jak pomyślę o tym stresie i że gadałam co mi ślina na język przyniesie zupełnie się prawie nie zastanawiając. Przy jednym opisie czułam się jak robot i aż sama czułam się zaskoczona, że tak z automatu odpowiadam.
Więc za wszelkie blogowo-recenzyjne zaniedbania przepraszam, ale mam trochę bardziej pilne rzeczy na głowie ;)
Do usłyszenia!
Dziane
じゃね

czwartek, 20 lutego 2014

Wróżką być

 WSTĘP- JAK TO SIĘ ZACZĘŁO?

Lubicie sceny walki, pokręconych bohaterów i ich zwariowane przygody? W zasadzie jest to specyficzne połączenie, które nie każdemu przypadnie do gustu, ale anime, o którym chciałabym dziś powiedzieć to... Fairy Tail.
 Przede wszystkim, dlaczego zabrałam się za oglądanie czy choćby recenzowanie (tego wcale nie krótkiego) anime? Myślę, że przeważył fakt, iż mam zegarek z Fairy Tail, a do tej pory jeszcze nie oglądałam tego tytułu, więc trochę głupio byłoby chodzić z takim zegarkiem nawet nie kojarząc serii.
Ale, ale? Myślicie, że zazwyczaj kupuje akcesoria związane z rzeczami, o których nie mam pojęcia? Mylicie się. Tym razem było inaczej.
Jakiś już dłuższy czas temu poszłam z mamą na zakupy. W naszym małym, malusieńskim miasteczku gdzie o większych sklepach, sklepach muzycznych, sieciówkach czy Maku możecie zapomnieć. Podczas wizyty w jednym sklepie moją uwagę przykuła wystawa zegarków. Spojrzałam, pomrugałam parę razy oczami. Patrzę: TO LOGO! I wyszłam ze sklepu z zakupionym nowym zegarkiem, no bo przecież lepiej, żeby kupił go ktoś kto ma w ogóle pojęcie co to anime. W moim małym mieście jakoś poza fanami Naruto i nielicznymi osobami, nie ma zbyt wielu otaku. No, ale do rzeczy. Tak zaczęła się ta moja przygoda gdzie w ciągu 3 dni obejrzałam 44 odcinki wykorzystując do tego nawet przerwy w szkole. Może to jeszcze zbyt mała podstawa, żeby recenzować ten tytuł, ale co nieco mogę o swoich pierwszych wrażeniach opowiedzieć.

MUZYKA
Jakoś tak od niej chciałam zacząć, bo to było pierwsze co do mnie tak dotarło.
Pierwszy opening był dla mnie na początku trochę irytujący, potem stał mi się obojętny, po jakimś czasie nawet zaczął mi się podobać, a kiedy już mogłam zacząć oglądać anime bez pomijania go, został zastąpiony przez kolejny, a potem kolejny, które to kolejne już mi do gustu nie przypadły.
W endingach mamy do czynienia z bohaterami w wersji chibi. Tutaj sytuacja jak wyżej.
Ale poza tym warto zwrócić uwagę na muzykę w samym anime. Kankany i inne 'walkirie'. Sama nie wiem jakie są tytuły tych melodii, piosenek, więc może wychodzę na ignorantkę, ale są to melodie, które się zna dlatego przyjemnie się przy nich ogląda. Poza tym jest taka nuta, która ma w sobie coś z Irlandii xD

BOHATEROWIE
Jest ich tylu ile ich gildia miała (a gildii jest niezliczona ilość). W tym momencie wypadałoby powiedzieć o co w ogóle w Fairy Tail chodzi. Jest to nazwa jednej z gildii. Do niej należy wielu wybitnych magów i pewnie nie jedna osoba marzy, żeby się do niej dostać. Wśród nich jest jedna z czołowych postaci- Lucy.

LUCY

Poznajemy ją już w pierwszym odcinku. Stara się zdobyć jeden z magicznych kluczy, wykracza to jednak poza jej środki finansowe. Po nieudanej próbie zniżenia ceny opuszcza lokal i jakoś trafia w miejsce gdzie gromadzą się tłumnie młode dziewczęta. Powodem ich ekscytacji jest 'Pan Salamander', który jak się później okazuje używa tanich sztuczek, żeby się pod niego podszywać. W tym chaosie daje się złapać urokowi (w tym wypadku ma to podwójne znaczenie) owego przybysza. Z pod uroku wyzwala ją przechodzący tamtędy Natsu ze swoim kotem o imieniu Happy. W podzięce za wyzwolenie z pod tego czaru ofiaruje się, że postawi im obiad, co jest bardzo na rękę wygłodniałym Natsu i Happy'emu. Podczas jedzenia dziewczyna zdradza się, że marzy o przystąpieniu do Fairy Tail. Następnie bohaterowie żegnają się, żeby potem Natsu znów miał okazję do uratowania dziewczęcia, które wpadło w podstęp przygotowany przez 'Pana Salamandra', który mówi, że pomoże jej dostać się do wymarzonej gildii, której jest członkiem.
Po skopaniu kolesiowi tyłka Natsu okazuje się należeć do rzeczonej gildii i oferuje Lucy wstąpienie do niej. Zachwycona zgadza się. I tak zaczynają się jej dziwne przygody, odkrywa bowiem, że członkowie tego stowarzyszenia nie mają do końca równo pod sufitem.
Lucy- użytkowniczka Gwiezdnej Magii, którą posługuje się za pomocą specjalnych kluczy.
 Przyznam, że początkowo budziła ona moją sympatię. Możemy się wczuć w jej sytuację jako nowego członka gildii. Wydawała mi się też do pewnego stopnia sprytna. Tylko, że bardzo się na niej zawiodłam. Myślałam, że będzie silniejsza. Jest ona jednak 'panienką w opałach', najsłabszym ogniwem. Często też wcale nie grzeszy inteligencją jak to u przysłowiowych blondynek bywa. Póki co widzę ją tylko jako maskotkę Fairy Tail lubiącą się przebierać. Jej ulubionym kolorem jest różowy (przypadek? nie sądzę) Mimo wszystko jest to sympatyczna, miła osoba.

NATSU

Prawdziwy Salamander. Włada magią ognia. Działa dosyć impulsywnie. Wykazuje skłonności intelektualne dorównujące poziomem Lucy. Co tu o nim dużo mówić? Natsu to Natsu. Nie da się go za bardzo opisać. Trzeba go po prostu zobaczyć w akcji. Został wychowany przez smoka. Cenną wartością jest dla niego gildia, która jest dla niego jak rodzina oraz przyjaciele, których ochrania. Ma na pieńku z Gray'em (nie mylić z tym od 50-ciu twarzy xD). Ma skłonności destrukcyjne i sieje zniszczenie gdziekolwiek się pojawi. Lubi wpadać z zaskoczenia do domu Lucy i praktycznie wszędzie chodzi ze swym latającym kotem- Happy'm. Ma straszną chorobę lokomocyjną, która nie raz daje się mu we znaki.


GRAY

Włada lodem. Nie może znieść Natsu i vice versa dlatego ciągle dochodzi między nimi do spięć, bijatyk, wyzywania się od świńskookich itp. Ekshibicjonista. Zdejmuje ciuchy nawet bez zwracania na to uwagi, w sposób wyuczony niemalże w sposób Pawłowa. Jak każdy w gildii dźwiga ciężar z przeszłości, ponieważ okazuje się, że jego rodzice zostali zabici przez potwora- Deliorę. Jest raczej poważny z tendencją do ponurości. Oczywiście jak wyżej wspomniałam- rywal Natsu.



ERZA

Erza Scarlet. Tytania. Na dźwięk jej imienia nie jeden drży. Kobieta przerażająca, władająca ogromną siłą. Mówi się, że jest najsilniejszą kobietą z Fairy Tail. Tylko ona potrafi przywołać Natsu i Gray'a do porządku. Najlepiej czuje się w zbroi. Nie bardzo potrafi być delikatna. Również skrywa tajemnicę z przeszłości, która sprawia, że zbroja, którą nosi przyjmuje znaczenie bardziej metaforyczne, ponieważ czymś na co bardziej chciałaby założyć swą zbroję jest serce. A propos zbroi, posiada ich cały arsenał i potrafi je przyzwać na swe żądanie. W ten sposób zmienia nawet swoje ubrania na piżamę. Jest osobą bardzo ceniącą sobie sprawiedliwość i zasady. Ukształtowana przez to przez co przeszła, twarda z wierzchu, jednak miękka w środku.
Tutaj co do siły się nie zawiodłam, tak samo jak w przypadku Natsu, od którego tego oczekiwałam.

HAPPY

Latający, skrzydlaty, niebieski kot. Może być słodziutki, ale też wnerwiający, o czym przekonuje się Lucy, z którą koteczek lubi się przedrzeźniać. Lubi jej też zaleźć za skórę, ale w głębi serca na pewno po dłuższym przebywaniu z nią przyzwyczaił się i polubił Lucy. Jest bardzo przydatny kiedy trzeba uciekać. Niestety potrafi udźwignąć tylko jedna osobę. Swoją drogą nie ogarniam Japończyków z tą ich obsesją na punkcie kawaii, w tym i kotków, które takie są. Rozumiem, że Happy miał być jaki jest, ale bardziej jako towarzysz dla Natsu pasował by tu jakiś... Smok? Ale ok, niech jest jak jest. Nie czepiam się, bo Happy też potrafi rozładować niejedną sytuację swą ciętą ripostą xD

PODSUMOWUJĄC

Przechodząc już do zakończenia, mogę stwierdzić, że mam mieszane uczucia względem tego tytułu. Niejednokrotnie widzę po prostu bandę nieokrzesańców lub typków, którym sama miałabym największą ochotę skopać cztery litery. Atmosfera anime jest dosyć ciężka. Walka za walką, bitwa za bitwą, pojedynek za pojedynkiem. Na wszystko odpowiedzią są pięści i na błędne założenia jak i na brak argumentów. Ciężkie klimaty mają przełamać rzekomo luźniejsze scenki np. pobytu głównych bohaterów w różnych rekreacyjnych miejscach, jednak i tam dzieją się rzeczy gdzie płonąca pięść czy inna magia musi interweniować.
Na pewno jest to seria przygodowa, ale czy komediowa? Jak dla mnie nie bardzo. Niektóre sceny, owszem, wzbudzają uśmiech na twarzy, ale przeważnie tylko tyle. Jakoś nie jest to mój typ poczucia humoru.
Sceny miłosne? Owszem, zdarzają się sceny podchodzące pod takie klimaty, ale bardziej jest to balansowanie na granicy flirtu czy fanserwisu. Upragnione sceny romantyczne są niestety tylko wytworem fanowskiej wyobraźni lub jest ich po prostu tak niewiele, że giną w tym tasiemcu (jak jest i w "Naruto" czy w "Bleach'u" czego w sumie nie pojmuję, bo taki wątek nie zaszkodził by scenom walki, choć w Naruto zawsze się jeszcze można pocieszyć np. historią Minato i Kushiny).
Wyciskanie łez? To też nie to. Głupi przerywnik (bez urazy, Happy jest słodki, no, ale proszę...), mniej więcej w środku odcinka, skutecznie burzy jakąkolwiek dramaturgię czy podniosłość, a przedstawione historie nie są dla mnie na tyle przekonujące, żebym miała płakać. A mówię to JA, która płaczę z najmniejszego powodu, ze szczęścia, gniewu czy smutku (aż tak jestem wrażliwa), więc sorry...
Co mnie więc w tym wszystkim przyciąga? Sama nie wiem. Chyba chęć poznania dalszej historii. Sam fakt, że potrafiłam obejrzeć tyle odcinków pod rząd świadczy, że to anime chyba ma to coś.
A tak w ogóle, zaraz po zabraniu się za ten tytuł usłyszałam, że w tym roku, od kwietnia ma być jego kontynuacja, także ;D
I jeszcze jedno co mi się przypomniało- FT to taka trochę druga "Moda na sukces" gdzie kiedy ktoś się przewróci przez dziesięć kolejnych odcinków wstaje, ale mimo wszystko da się to oglądać, czego o "Modzie na sukces" już powiedzieć raczej nie można...
I na tym zakończę swe rozważania. Jeśli chcesz obejrzeć Fairy Tail to już masz mniej więcej jego obraz.
Fairy Tail to na pewno gildia o rodzinnym charakterze. To jak, chcesz do niej dołączyć?

A ty co sądzisz o Fairy Tail?

Dziane
じゃね

piątek, 10 stycznia 2014

Narutomaniaczka

 W końcu piąteczek! Trzeba wykorzystać ten czas i odpocząć, ale muszę też w końcu zacząć szukać sukienki studniówkowej. Najwyższa pora.
Znów jestem na bieżąco z Shippuudenem i nie mogę się doczekać kolejnych odcinków, bo te, które już obejrzałam tylko podsycają moją ciekawość i sprawiają, że myślę sobie "AA! Co się dzieje?!". Ponoć Kishimoto zamierza już kończyć rysować mangę, bo wszystko jest w punkcie kulminacyjnym. Nie mogę się doczekać, żeby zobaczyć jak zakończy tyle lat pracy nad tym tytułem. Nie mam pojęcia jak to się może skończyć. Na pewno będzie mi trochę szkoda, bo z Naruto jestem od około 7 lat!
Kiedyś jak leciało w telewizji to myślałam sobie, że to jakieś głupie, nawet nie wiedząc o czym to. Ale po pewnym czasie, nudząc się i lecąc po kanałach zostawiłam i zaczęłam oglądać. Tak się uśmiałam, że postanowiłam następnego dnia też obejrzeć i kolejnego i tak dalej. Wciągnęłam się, a kiedy przestali puszczać Naruto w telewizji odkryłam internet i że tam można obejrzeć dalsze odcinki. Wtedy też dowiedziałam się, że telewizyjna wersja została bardzo ocenzurowana (błagam! np. ucięcie kawałka twarzy Asumy, żeby nie było widać, że pali papierosa...). Tak to jest. Teraz mam taki sentyment do tego tytułu, że po prostu nie wyobrażam sobie nie oglądać dalej. Jedyne co zaczęło być dla mnie uciążliwe podczas tego to fillery. Teraz w Shippuudenie pominęłam ich sporą część, żeby przejść w końcu do upragnionej fabuły.
Także tak zaczęła się moja przygoda. Bo od takich tytułów jak Super Pig, Dragon Ball Z czy Sailor Moon zaczynałam, ale byłam zbyt mała, żeby wiele zrozumieć czy zapamiętać, więc Naruto zaliczam do takich pierwszych swoich świadomie obejrzanych anime. :)

Dziane
じゃね

piątek, 15 listopada 2013

SAO...

 Hej!
Obejrzałam SAO...
Moją jedyną reakcją było: "COOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOO??????!?!?!?!?!?!?!"
Pierwszy sezon mi się podobał (teorytycznie jest tylko jeden sezon, ale tylko teorytycznie).
"Rok 2022. Rewolucyjna technologia NerveGear ma umożliwić zanurzenie się w wirtualnej rzeczywistości w stopniu do tej pory niedostępnym, wysyłając bodźce bezpośrednio do mózgu użytkowników. Akihiko Kayaba, twórca systemu, stworzył jednocześnie pierwszą grę wykorzystującą ten wynalazek – Sword Art Online. Jej premierze towarzyszyło niezwykłe zainteresowanie, jako że przygotowano jedynie dziesięć tysięcy kopii. Jedną z nich posiada były beta tester, Kazuto Kirigaya. Po zalogowaniu odkrywa jednak podstawowy problem – z gry nie można się wylogować. Wkrótce wszyscy gracze dowiadują się z ust samego twórcy, że aby uwolnić się z gry, muszą pokonać stu „bossów” na kolejnych piętrach latającego zamku Aincrad, w którym się znajdują. Jest tylko jeden haczyk – jeśli stracą wszystkie punkty życia, NerveGear zabije ich za pomocą silnego impulsu elektromagnetycznego wysłanego prosto do mózgu. To krótkie ogłoszenie rozpoczyna grę, w której stawką jest życie dziesięciu tysięcy osób" z Tanuki
Tym razem nawet nie wiem jak zabrać się za recenzję, nie mam weny. Tego anime się nie da opisać, trzeba po prostu obejrzeć...
Nie powiem, jest też wątek romantyczny, za który ten tytuł ma u mnie plus, ale nawet, gdyby go nie było, sam problem przejścia 100 leveli, żeby przejść grę, brak możliwości wylogowania się i zgnięcie w grze=przysmażenie mózgu w realu wydają się interesujące.
Drugi sezon w pojęciu wielu ludzi był jakby na siłę z czym się po części zgadzam. Wiadomo, że po zakończeniu pierwszego główny wątek nie został zamknięty i wymagał kontynuacji, ale kontynuacji z prawdziwego zdarzenia, a nie... Tego co nam dano. Druga seria stanowiła spadek szacunku do poziomu bliskiego parteru, a i problem, który tam przedstawiono był strasznie irytujący. Problemem była pewna osoba. Psychiczna osoba...
Ale, jak już mówiłam- nie da się opisać słowami. Trzeba obejrzeć...
Dziane
じゃね

PS.
Jak dobrze być z powrotem w miarę na bieżąco z Naruto Shippuuden. :)

sobota, 12 października 2013

Weekend

 Hej!
W ogóle jak zwykle zmagałam się z tym, że nie wiem co napisać jak tu wchodzę. Często z braku weny loguję się i od razu się wylogowywuję, ale to swoją drogą...
Jeszcze nie tak dawno moimi największymi planami na weekend było umycie głowy. Na serio.
Plany się trochę skrystalizowały kiedy w piątek przyszedł listonosz i przyniósł paczkę, na którą prawie miesiąc czekałam.
Książki! I gratis za tyle czekania- jakieś tam przypinki z królikami i notatnik z "Zakuro demon maiden"- całkiem ładny. Przydałoby się ogarnąć mangę. Ale co to dla mnie- posiadaczki zegarka z "Fairy Tail", anime, którego nie oglądałam. Trafiłam na niego pewnego dnia, na zakupach w mojej zapyziałej mieścinie (około 13 000 mieszkańców) i po prostu kupiłam, bo rozpoznałam logo. Tyle, że go nie noszę, bo diody pokazujące godzinę zapalają się co 10 minut i nie sposób tego zmienić co jest dosyć wkurzające, jak można sobie wyobrazić.
Ponadto w moim "ekwipunku" (xD) znajduje się teraz jeszcze dodatkowo wrześniowy numer "Otaku", kolejny tom Naruto (który przeczytałam wczoraj) i pomimo ostrzeżeń i recenzji czytanych w 'internetach' książka "Made in Japan", którą chciałam mieć daleko przed tym jak wyszła na rynek. Czy będzie warta swojej ceny? Okaże się.
Ponadto ostatnimi czasy angażuję się w różne konkursy. Szanse na wygraną zawsze są niskie, ale kto nie próbuje ten nie ma.
Znowu problemy z tym, żeby się z kimś spotkać. Ciągle jakieś problemy ze zdrowiem, przeziębienia. Moja koleżanka nie powiedziała mi kiedy możemy się spotkać. Nie lubię czegoś takiego. Jestem dosyć prostą osobą i przede wszystkim potrzebuję konkretów, nie teorii. Np. z matematyki- teoretyzowanie mi nie pomaga, wolę w praktyce sprawdzić z czym to się je i wtedy zaczynam rozumieć. Chociaż może ten przykład nie bardzo tu pasuje? Ach, mniejsza.
Śmiejemy się z przyjaciółką, że faceci myślą, że dziewczyny są skomplikowane, a my myślimy zupełnie na odwrót. Ale to też być może spowodowane tym, że mężczyznom nie wypada okazywać swoich uczuć, środowisko zawsze wywiera presję. Nie wolno się "mazać". Twardym trzeba być nie 'miętkim'.
Też tego doświadczyłam i gdzieś w umyśle wrosło przekonanie, że płakanie to słabość, coś złego. Dlatego do dzisiaj mam czasami wielkie opory, żeby przy kimś się w taki sposób "obnażać". Nie zawsze czuję się wtedy komfortowo. A propos mojej przyjaciółki. W końcu ją namówiłam do rozwiązania enneagramu. Wyszło jej 2w1. Mój wynik to 4w3, ale ostatnio rozwiązując sobie ten test wyszło mi 4w5. W każdym bądź razie ten pierwszy wynik chyba bardziej do mnie pasuje, a już opis czwórki to najbardziej.
Bardzo zgadza mi się w opisie to, że potrafię kryć swoje emocje przed wszystkimi, a kiedy znajdę się już sama wtedy je wszystkie z siebie wyrzucić.
Ale tak czy siak to tylko test, bardzo ciekawy moim zdaniem.
Także to by było na tyle póki co z takich moich przemyśliwań. Idę zagłębiać się w lekturę.
Jak dobrze, że w poniedziałek, Dzień Edukacji Narodowej, jest wolne. Chociaż tyle odpoczynku w tym zabieganym życiu...

Dziane
じゃね

sobota, 5 października 2013

Odgrzewane kotlety/ Ja mam rację, moja racja jest ważniejsza niż wasza racja, czyli o Light'cie Yagami'm

 A dlaczego? Bo lubię mięso.
Żartowałam, chociaż to prawda w sumie, ale nie o to mi chodziło.
A to miało być w tym sensie, że ostatnio oglądam anime, które już kiedyś widziałam, a zostawiły bardzo dobre wspomnienia. Zaczęłam znów oglądać Saiunkoku Monogatari i teraz Death Note.
Przed chwilą obejrzałam 1-wszy odcinek tego drugiego tytułu i z przypływu weny i moich luźnych przemyśleń postanowiłam skomponować jakiś post ;D
Przede wszystkim- Light Yagami to świetna postać do analizy psychologicznej :D
Przypomnijmy więc ten klasyk gatunku- Death Note...
Akcja dzieje się oczywiście w Japonii. Rutyna bardzo nudzi pewnego japońskiego ucznia-nastolatka, Light'a (Raito) Yagami. Widzimy najpierw świat shinigami- bogów śmierci i jednego z nich, który upuszcza swój notatnik śmierci na świat ludzi. Właśnie ten moment jest decydujący, gdyż spadający z nieba zeszyt zauważa nasz Raito, który postanawia sprawę zbadać. Wychodząc ze szkoły znajduje zeszyt. Mogłoby się wydawać, że zostawił go stwierdzając, że to dziecinada, iż jakiś zeszyt mógłby zabijać po wpisaniu do niego imienia, ale później okazuje się, że jednak go wziął. Po wahaniach wpisuje do niego imię pewnego przestępcy mając na uwadze, że jeśli wpisałby tam kogoś "niegodnego zabicia" i ta osoba by zginęła to ciążyłaby na nim wina. Tu dochodzimy do poczucia samo-sprawiedliwości przez naszego bohatera. Mianowicie, rozpracowując zasady działania notatnika, Light zmienia się. Jednakże obserwując go w jego naturalnym środowisku, nie tylko powierzchownie, można stwierdzić z całą stanowczością, że Death Note był tylko impulsem do wyzwolenia jego ukrytych pragnień i dążeń.
Raito jest zdecydowanie geniuszem. Jednak źle wykorzystuje swój potencjał. Jest osobą charyzmatyczną- to cecha wielkich przywódców. Można podać parę przykładów z historii. Jak mówiła jedna z moich nauczycielek historii: "Kiedy widzę, że na scenę polityczną wkracza ktoś charyzmatyczny to zapala mi się czerwona lampka." Nie chodzi tylko o scenę polityczną, ale historia uczy nas, że ci charyzmatyczni przywódcy... Sami wiecie- przykładem jest Bonaparte, Mussolini czy chociażby Adolf Hitler.
Light swoimi słowami "Ten świat gnije" daje wyraz jego ukrytym, mrocznym ciągotom. Bo to właśnie teraz on, jako nowa sprawiedliwość zaprowadzi ład na świecie. Uważa się za kogoś wyjątkowego, swoim zachowaniem okazuje, że czuje się jak wybraniec. Boski wybraniec, który oczyści ten świat raz na zawsze od wszelkiego plugawstwa.
Znalezienie przez niego notatnika było zwykłym przypadkiem- tak zresztą mówi nam Ryuuk (bóg śmierci przybywający z zaświatów po swą własność)- jednak Yagami jest w głębi duszy przekonany o czymś zupełnie przeciwnym. Widzimy przybycie shinigami Ryuuk'a i działania naszego głównego bohatera. W ciągu 5-ciu dni bodajże zdążył już uśmiercić nie małą grupkę osób (za swe cele wybiera kryminalistów, przestępców- bo oni w jego poczuciu sprawiedliwości zasługują na śmierć). Kiedy Ryuuk mówi o tym, że jeśli uśmierci on wszystkich przestępców na świecie to wtedy tylko on, Raito pozostanie jako zły na tym świecie, nasz protagonista odrzuca taką tezę. Bo jak to? On? Zły? On ma być zły?!? Genialny uczeń, jeden z najlepszych w Japonii??? Przecież ktoś taki nie może być zły! Owszem, przedtem miał chwilę wahania moralnego, ale tylko chwilę, bo władza i moc wynikająca z notatnika śmierci go upaja. Przysłania mu obiektywne myślenie. Nie zatrzymują go słowa ostrzeżenia shinigamiego: "Pamiętaj, że używając notatnika nie trafisz ani do nieba ani do piekła. Przekonasz się po śmierci.". Nie. To go nie powstrzymuje. Ponadto ma jeszcze czelność nazywać siebie bogiem! Wypowiada takie słowa: "I będę rządził tym światem! Jako bóg!".
Widzimy więc narodziny ciemnej strony mocy. Na szczęście pojawia się ktoś kto podejmuje wyzwanie, przejmuje pałeczkę i postanawia się sprzeciwić stanowieniu Kiry (od ang. słowa "killer") o życiu i śmierci innych ludzi. Co z tego, że przestępców. Nie zmienia to faktu, że nie miał on prawa odbierać komukolwiek życia stając się mordercą. Mordowanie to nie jest wyjście... Tak, moi państwo- na jego drodze staje tzw. "L"- detektyw geniuszem dorównujący samemu Kirze... Jabłko zostało rzucone...

 Tak więc- ci z was, którzy nie znali tego anime (wstydźcie się- czas nadrobić zaległości, bo ten tytuł naprawdę jest wart uwagi!) to już mają jego ogólny zarys, a ci z was co doskonale się orientują w temacie to przypomnieli sobie może z nutką nostalgii o szalonym geniuszu i jego nie mniej inteligentnym oponencie. Mam nadzieję, że zachęciłam was do obejrzenia tego tytułu lub sięgnięcia po niego ponownie ;)
3majcie się i do usłyszenia
Cdn...?
Dziane
じゃね

niedziela, 15 września 2013

(-.-)zZz

 Hej wam.
Ogólnie źle się dzisiaj czuję, gardło boli, katar i te sprawy, a jutro czeka mnie sprawdzian z "Wesela", sprawdzian z UE i Schengen, muszę umieć wszystko o komórce i jej budowie, funkcjach itd, a poza tym może być niezapowiedziany sprawdzian z matmy, a to wszystko w ciągu 5 lekcji i na każdej coś. Supcio, co? Nie mam pojęcia jak się za to zabrać kiedy czuję się tak słabo.
Trochę się dzieje. W piątek i sobotę, żeby zabić melancholię i smutek i w sumie lekkiego doła spotkałam się ze znajomymi. Pomogło. I na spotkaniu młodzieżowym i z koleżanką uśmiałam się jak bóbr. Oglądałyśmy anime, gadałyśmy, wcinałyśmy małe co nie co, a jej mama upiekła pyszną szarlotkę, jak ją jadłam była jeszcze cieplutka. *u*
Staram się znów przemóc do oglądania Naruto, ale sytuacja fillerów i to, że [spoiler] Anko już nie wiem ile odcinków na podłodze leży (może umarła?)[/spoiler] mnie frustruje, więc póki co małymi kroczkami. A tytuł za jaki się ostatnio zabrałam to Natsume Yuujinchou i póki co mi się  podoba. Nie wiem jak tam sytuacja się dalej rozwinie, ale jeśli będzie co recenzować to może coś naskrobię.
Tak więc póki co tak sytuacja wygląda.

Dziane
じゃね

niedziela, 21 lipca 2013

Watch all anime!

 Hej wam!
Ostatnio pisałam o problemach z pociągami. Niestety, z mojej wycieczki do znajomej nic nie wyszło, bo nie pozwoliło mi na to moje zdrowie. Znów mnie jakoś brzuch bolał, ale tylko dlatego, że jedna pani doktor, do której poszłam na kontrolę, chciała mi wepchnąć narządy wewnętrzne w kręgosłup. Od tamtego czasu latałam przez nią jak głupia po lekarzach, bo przecież to dziwne, że mnie tak boli i trzeba znaleźć przyczynę.
Badania porobione, nic praktycznie niepokojącego nie ma. Nie wiem o co chodzi, ale już od dłuższego czasu (oprócz jednej dolegliwości) czuję się okej.
Przez te całe akcje nie mogłam do niej pojechać, więc pojechałam bliżej, wypocząć u babci. I tam ucieszyłam się jak dzika, bo okazało się, że jak się siedzi przy jednym oknie to jest darmowy internet od miasta. No tak... Tylko, że nie jest wygodnie ciągle przy samiuśkim oknie siedzieć i jak wykonasz zbyt gwałtowne ruchy to wifi się rozłącza. Jeszcze większy uśmiech pojawił się na moich ustach kiedy zorientowałam się, że dwie rodziny z sąsiedztwa nie mają założonego hasła na wifi. Więc jak już się zorientowałam, że mogę oglądać anime to moja radość była zupełna.
Dzięki nim obejrzałam sezon "Kuroko no Basuke". Anime o koszykówce. Potencjalnie nie powinno mnie interesować, a jednak... Wsiąkłam jak woda w gąbkę. I to wcale nie z powodu jakichś biszów. Świetna grafika, super zanimowane niektóre akcje pod koszem no i walka do samego końca niczym Naruto sprawiła, że nie mogłam przestać buforować kolejnych odcinków.

Jako, że ogarnia mnie wakacyjne lenistwo i wnikliwej recenzji pisać mi się nie chce, pozwolę sobie tylko na kilka uwag.
Włosy Kagamiego (czerwone) i Kuroko (niebieskie) odzwierciedlają jakby ich temperamenty i nie wiem...Styl gry? Jeżeli chodzi o koszykówkę to są swoim świetnym uzupełnieniem. Niestety, w anime pojawiają się różne teksty, sceny, mogące stanowić fanserwis dla yaoistek, które z najporządniejszego anime zrobią yaoi, a co dopiero kiedy takie podkarmić różnymi takimi treściami dość dwuznacznymi? -.-"
Anime ogólnie bardzo fajne, a zakończenie wyraźnie potrzebuje kontynuacji pociągniętej przez drugi sezon, na który będę z niecierpliwością czekać (tak jak na kontynuację paru innych tytułów).
No i jeszcze jedno anime, którego obejrzałam ze 3 odcinki, gdzie konałam w męczarniach brnąc przez nie... Dobra, żartuję, ale już tak bardziej na serio to mogę stwierdzić, że oglądałam tylko z sympatii dla anime i mojej dość dużej tolerancji na wszelką głupotę w nich zawartą. Jednak ten tytuł jest po prostu obrazą dla mojego intelektu... Już sam głupawy opening zaczynający się od słów "Kiss, kiss, fall in love.." jest po prostu czymś przez co można łatwo stwierdzić jaki poziom ten tytuł reprezentuje. A mowa tutaj o... Ouran Highschool host club. W ogóle opening brzmiał mi baaaardzo znajomo. Kiedyś już słyszałam, ale na pewno nie w tym anime i nadal się zastanawiam, skąd to deja vu.
W każdym bądź razie idiotyzm powala- główna bohaterka jest mało kobieca i sama zastanawia się nad tym, że chyba zawsze miała niską świadomość własnej płci. Znajduje się w szkole dla bogatych, choć sama do nich nie należy, ale wiadomo- stypendia i te sprawy. Pewnego popołudnia pragnąc znaleźć spokojne miejsce do nauki trafia do tzw. Host Clubu gdzie spotyka gromadkę różnych popaprańców, którzy tak ją przestraszyli, że aż zbiła cenny, wart 8 milionów jenów wazon. Żeby to odpracować musi być "chłopcem na posyłki" tegoż klubu. Jednak po krótkim czasie jej płeć wychodzi na jaw, ale nie przeszkadza jej to, żeby przebierać się w męskie ciuszki i zabawiać klientki tegoż klubu (coś jak Maid Cafe, w wersji z lokajami).
Także ~strzeżcie się wszyscy, którzy tam wchodzicie~ ostrzegam was i chronię przed utratą kolejnych szarych komórek (no, chyba, że ktoś lubi się ogłupiać).
To chyba nie na moje nerwy. Zwłaszcza, że bliźniaki z tego anime udają, że mają się ku sobie (aż się rzygac chce- tylko mentalność japońskiej nastolatki uważające wszystko za "kawaii" może sprawić, że komuś się takie dewiacje podobają. U nas by nie przeszło.)
Także, dziękuję za uwagę. Elvis opuszcza budynek ludzie!

DZIANE!
じゃね

środa, 19 czerwca 2013

Różnie- kwadratowo i podłużnie


 Hejka!
Od jakiegoś czasu nie pisałam. Nie mam weny i czasu, a anime jakie aktualnie oglądam wcale mi tej weny nie dostarcza, bo ciężko jest pisać np. o Red Data Girl, bo kiedy je oglądam to panuje w nim taki chaos, że nie ogarniam. Dlatego nie zabrałam się za recenzję. Drugi tytuł to Shingeki no Kyojin- tu z kolei wiem, że dużo osób aktualnie ogląda, więc co o nim powiedzieć? W necie jest dość sporo grafik dot. tego tytułu, a akcja póki co nie rozwinęła się na tyle, żeby można było jakoś to zrecenzować. Bo też jak?

"Ludzkość postanowiła żyć za murami z powodu strachu przed mitycznymi stworzeniami zwanymi Tytanami. Po wielu latach spokojnego życia Tytani znaleźli sposób by przedrzeć się przez mury. Zjadają po drodze wszystkich ludzi i niszczą co popadnie. Nie wiele o nich wiadomo, tylko tyle, że ich słaby punkt jest na karku i trafiając w niego można ich zabić. W takiej rzeczywistości znalazło się troje przyjaciół: Eren, Armin i Mikasa. Postanawiają zaciągnąć się do oddziałów wojskowych. Z różnych powodów. Eren z dość tragicznego bowiem jego matka została pożarta na jego oczach. Po zakończeniu szkolenia sprawy nabierają tempa, a rzeczywistość przytłacza. Skąd się wzięli Tytani? Dlaczego zjadają ludzi? Czy wojna z nimi kiedyś się skończy? Kto przetrwa i jaką będzie walczył bronią przeciw tak potężnemu wrogowi?"- tylko tyle potrafię powiedzieć na ten temat.
Red Data Girl z kolei? "Suzuhara- gimnazjalistka, szara myszka, niemalże niezauważalna, w swoim życiu dokonuje niewiele zmian, oprócz telefonów, które zmienia jak rękawiczki...A to dlatego, że sprzęty elektroniczne dziwnie reagują w jej otoczeniu. Po pewnym czasie okazuje się, że jest kimś więcej niż człowiekiem... A tak poza tym to czy mówiłam wam, że jej włosy mają jakąś niezwykłą moc? Takie tam. Rutyna. To anime oprócz ślicznej kreski nie wiem czy może nam zaoferować coś więcej. Akcja jest strasznie pogmatwana, a główna bohaterka za bardzo tchórzliwa, zahukana i licząca na pomoc kogoś innego. Póki co oglądam 11 odcinek. Jak się to wszystko skończy? Trzebaby obejrzeć RDG. Nie mówię, że to najgorsze anime jakie widziałam w życiu ani przeciwnie. Jest takie sobie. Można nawet do pewnego momentu oglądać z przyjemnością. Nie wiem czy i na ile znajomość japońskich legend i mitów coś by mi tu dała jako, że jest to anime o tematyce: nadprzyrodzone. Jeśli ktoś was posiada odpowiedź na to pytanie to chętnie się dowiem, bo może taka wiedza pozwalałaby nieco przychylniejszym okiem patrzeć na niektóre wyczyny naszej Suzuhary i spółki."
To tyle jeśli o anime chodzi.
Z innych newsów: miałam dziś próbną maturę z matmy i jestem załamana. Jeśli by mi dobrze poszła to miałabym z matmy 5 na koniec, ale obawiam się, że nie uzyskam z niej nawet 50%. I zdziwiło mnie, że na arkuszu pisało "czerwiec 2012"...Aha, okeeej... Zadania zamknięte wyglądały u mnie tak: 1.okej, 2. okej, 3. okej,  4.okeej, 5...okeeej...6.Co to ma być? 7.Co to ma być?! 8.Co to ma być!?! 9....10...11.aha, 12-13...wszystko strzelałam. Potem zaczęły się zadania otwarte, z których zrobiłam tylko takie o polu koła opisanego na trójkącie i zadanie z ciągami. Nie rozwiązując pozostałych straciłam 13 punktów. Czyli, gdybym jakimś cudem miała dobrze pozostałe zadania na 17 punktów to zyskałabym ok.56%? Ale znając życie nawet tego mi się nie uda, bo popełniam głupie błędy i w strzelaniu niekoniecznie mam szczęście. Więc nie łudzę się nawet, że mogłabym mieć 50%, nie wiem nawet czy zdobędę te 30%...
A teraz styrana życiem spadam... Niektórzy nauczyciele nie mają litości mimo, że w ten piątek jest wystawienie ocen i niemiłosiernie dużo zadają. -_-"

DZIANE!
じゃね

wtorek, 11 czerwca 2013

Jaram się

 Hejka wam,
Roboty dużo, czasu i chęci mało, więc wpadam tylko, żeby rzucić wam coś do zabawy.
Ogólnie przeglądając pewną stronę (dla niektórych pewnie wiadomo jaką, bo stamtąd o tym wiedzą) natrafiłam na >>TEGO<< "pana" i zabawy mam co nie miara. Ów pan odgaduje nawet takie postacie jak książę Baka z Level E D:
Jedynie jakich postaci mi nie zgadł to Takuma i Tamaki z Hiiro no Kakera i żadnej postaci z Saiunkoku Monogatari. Nie pamiętam czy poza tym jeszcze kogoś mi nie zgadł.
Jestem pod wrażeniem, bo starałam się wyczaić takie anime, które nie są za bardzo popularne...
Nawet z Amnesii zgadł Heroine, której imię w tym anime nigdy nie padło...
Teraz wy możecie się pobawić ;D
Do usłyszenia!!

DZIANE!
じゃね

wtorek, 4 czerwca 2013

Kajdany przeszłości

Bokura ga ita- byliśmy tam. Dokładnie gdzie byli i jacy oni jeszcze nie wiem, ale może się w jakiejś najbliższej przyszłości dowiem? xD

A więc (tak, wiem: nie zaczyna się zdania od "a więc") mamy oczywiście chłopaka, dziewczynę i mnóstwo przeszkód na drodze do ich miłości. Kolejne typowe shoujo? Tego może dowiecie się z mojej recenzji.

MIŁOŚĆ ZNIENACKA

Poznajemy główną bohaterkę Nanami Takahashi, która zaczyna kolejny etap edukacji- szkołę średnią. Dziewczyna stara się z kimś zaprzyjaźnić, ale ciężko będzie nie znając imion osób, z którymi się rozmawiało. Z "pomocą" przychodzi jej Yano Motoharu, chłopak o którym krążą dziwne plotki na temat jego popularności wśród płci przeciwnej (czy okażą się prawdą?). Przez tą pomoc Takahashi wychodzi na idiotkę i nie żywi zbytniej sympatii do swego wybawiciela. Kilka jednak z nim rozmów zmieniają opinię naszej Nanami i uczucie przeradza się w miłość. Swoją drogą jakoś nie wyłapałam tego momentu przełomu i nie bardzo go pamiętam.

BURZE I SZTORMY

Błogi czas zauroczenia i sielanki nie trwa za długo, bo oto przed nami wyrasta jak góra lodowa przeszłość głównego bohatera, Yano. Najbardziej kole w oczy jego była, która inteligencją i wier i nie tylko, nie grzeszyła. Najbardziej boli fakt, że chłopak ma problem z odróżnieniem dwóch, różnych osób. No, ale w sumie jak mu się tu dziwić? Jedna miała na imię Nana, druga Nanami... Wszystko jest takie podobne, prawda? -.-"
Czeka nas wiele łez (ale raczej głównej bohaterki niż naszych) i chwil zaskoczenia, bo przeszłość jest jeszcze bardziej grząskim bagnem niż by się mogło wydawać...
Na drodze szczęściu naszym gołąbkom stają też najbliżsi jak i oni sami. Temperament i charakter robi swoje.

"Z nim będziesz szczęśliwsza, dużo szczęśliwsza będziesz z nim..."

Ja osobiście odczuwam pewien Weltschmerz odnośnie tego tytułu. Po pewnych wydarzeniach, gdybym była w skórze naszej protagonistki dałabym sobie spokój z Yano, który w późniejszej części staje się dla mnie coraz bardziej irytujący i tutaj jest akurat mój wyjątek od reguły. Mianowicie mam tak, że jeśli jakiś bohater w anime jest zły, wkurzający itd. to potrafię nawet zacząć go lubić i mu współczuć kiedy pokazane są pewne rzeczy, z którymi musiał się mierzyć w przeszłości (tak miałam np. z Gaarą z Naruto- najpierw go nie lubiłam, bo był zły, be, niedobry, a teraz? Jest moją ulubioną postacią!). Z Motoharu się tak jednak nie stało. Jego trudne dzieciństwo, problemy z byłą i sposób w jaki się z nią rozstał mnie jakoś nie wzruszają.
W pewnym momencie zaczęłam nawet popierać inny paring w tym anime składający się z Nanami i...Z kogoś jeszcze...Nie wiem czy mogę spojlerować, lepiej wam tego oszczędzić. I chętnie bym taki paring oglądała, gdyby nie było jak być musi, że zawsze postacie pokazane w openingu są już ze sobą forever alone xD together...

Bida z nędzą, wymuszona amputacja

Niektórzy z was, tak jak i ja pewnie przywiązują dużą wagę do takich detali jak kreska. Fanów pięknej kreski, super tła i wspaniałej animacji zawiodę pewnie krótką informacją. W "Bokura ga ita" tego nie znajdziecie. Wszystko jest tak oszczędne, że bohaterom nie raz znikają ważne ?organy?narządy?- tj. oczy. Nie jest to jakieś niedopatrzenie, lecz z pewnych źródeł wiem, że miało to być celowe. Z banalnego powodu: braku pieniędzy. To właśnie to sprawiło, że anime wygląda jak wygląda i że dominuje tu przerost treści nad formą (swoją drogą dość spory zważywszy na mnogość monologów wewnętrznych jak i zewnętrznych postaci...).

Miłość ci wszystko? wybaczy...


Oglądając to anime nie raz odnoszę wrażenie, że odpowiedź na to pytanie brzmi tak... Ale jednocześnie zastanawiałam się jak to jest, że to zawsze kobieta ma wybaczać dotkliwe słowa, kłótnie, zdrady... Facet mówi "obiecaj mi, że będziesz mi wierna" kiedy on sam się do tego nie stosuje? Hipokryzja.
Bokura ga ita- niby typowe shoujo, a porusza ciekawe/dziwne zagadnienia, np. toksyczne związki...
Swoją drogą ma w sobie też coś co jest totalnie nierealistyczne: żeby 14 latkowie byli aż tak "zaabsorbowani" seksualnością?! Według mnie- chore. Ja kiedy miałam tyle lat to mnie bardziej obchodziły czekające mnie w następnej klasie egzaminy gimnazjalne i sprawy typu: co będę robić w wakacje? a nie...

PODSUMOWUJĄC

Nie do końca wiem co myśleć o tym tytule. Jego problematyka mieści się mniej więcej w >>tym schemacie<<, którego sama jestem autorką. Może i zła jakość, ale przynajmniej jest oznaczenie spojlera, które sprawia, że klikacie na własną odpowiedzialność ;)
Pewne rzeczy sprawiają, że trochę kojarzy mi się z Kimi ni Todoke- głównie to ta kreska.
Ogólnie- cieszę się, że nie ma drugiego sezonu tego anime, bo i ten, pierwszy sezon powoli kończę oglądać z nutą rozczarowania i irytacji. Yano po prostu zepsuł mi całą przyjemność oglądania, a jego bagaż emocjonalny przerósł mnie całkowicie. Nie dziwi mnie więc fakt, że i Nanami jest momentami skołowana.

3majcie się, do usłyszenia!
DZIANE!
じゃね

wtorek, 28 maja 2013

Móc oglądać anime w szkole *.*

 Hejka!
Dziś dzielę się z wami moją ekscytacją i radością <3
Moja mama ma nowy telefon, którego póki co nie używa, bo nie ma karty do niego, więc ja zabieram sobie go do szkoły, żeby móc posiedzieć na WiFi (internet za darmo *.*).
Pobierałam jakieś gry, aż sobie pomyślałam: "Zaraz? A co się stanie jak w tych aplikacjach wpiszę 'anime'?" Klikam, wpisuję, patrzę: anime-shinden video i nie żałuję decyzji, że natychmiast kliknęłam "pobierz". Teraz jeśli mam dostęp do WiFi mogę oglądać w świetnej jakości animee <3
Wiadomo, niektóre nie wchodzą, bo playery zepsute, ale cóż...
Dziś w szkole na lekcjach, na których były nudy i można było się z telefonem zakamuflować (fizyka i biola) obejrzałam 2 odcinki Shingeki no Kyojin :D
Tylko bez dźwięku, bo musiałam przecież być cicho, ale żałuję, że koło szkoły nie mieszkam czy coś, bo mogłabym łapać stamtąd zasięg xD
Haha xD Albo przyjeżdżać samochodem pod szkołę po lekcjach czy coś i siedzieć i oglądać <evil laugh> hłehłe hłe
A tak szczerze? To chciałabym mieć w domu wifi, ale nie wiem co zrobić, żeby je mieć. Wiem, że trzeba mieć router i na tym moja wiedza się niestety kończy. Może ktoś mógłby mnie oświecić w tym temacie?

DZIANE!
じゃね

sobota, 11 maja 2013

Hakuouki Shinsengumi Kitan- mam cię zabić?

 Hej wam!
Dzisiaj postaram się ogarnąć recenzję anime Hakuoki Shinsengumi Kitan.
A więc tak- akcja dzieje się w erze Edo, w Japonii (jednakże później przechodzimy przez kolejne epoki historyczne). Główną bohaterką jest Chizuru Yukimura, która przebrana w chłopięce fatałaszki wplątała się w niezłe kłopoty, a później jeszcze zobaczyła to, czego widzieć nie powinna i tym samym została uznana za winną i skazaną na śmierć...
Tak się więc to wszystko zaczyna.
Wspaniałomyślnie jednak samurajowie, którzy mieli wykonać na niej wyrok ułaskawiają ją. Dlaczego?Czy dlatego, że stwierdzili, iż nie jest winna? Z litości? Czy może z powodu tego, że odkryli jej kobiecy sekrecik? Sami osądźcie (najlepiej oglądając 1-wszy odcinek). W ramach...Kary? Chizuru wbrew zasadom samurajskim zamieszkuje z grupą mężczyzn i robi za służącą pomoc.

O GŁÓWNEJ BOHATERCE

"Co to? A to taka fajna katana. Pytasz po co mi ona? A, no wiesz...Fajnie wygląda..."-własne
Chizuru zostaje przedstawiona jako córka medyka, który zaginął. Dlatego nasza dziewoja nie spocznie póki go nie odnajdzie...Chyba... Została wyposażona w całą masę irytujących cech osobowości i miecz samurajski. Ho ho ho! Śmiem stwierdzić, że śmiało sobie dziewczyna poczyna, bo raz jej się nawet zdarzyło wyzwać jednego takiego na pojedynek... Tia...Tyle, że...
"Stój! Znam karate, taekwondo, aikido i...Jeszcze kilka innych fajnych słów..."
Nasza głupiutka istotka płci żeńskiej mimo, że cho-cho-chodziła do dojo i rzekomo powinna mieć jakieś umiejętności w zakresie sztuk walki okazuje się jednak, że bynajmniej. Jest całkowicie bezbronna. Cały czas włazi tam gdzie nie trzeba i jak ostatnia sierota czeka na pomoc swoich samurajskich koleżków, którzy o dziwo za każdym razem się pojawiają (zastanawiam się, co by było jakby została ze swoimi problemami sam na sam?) by ratować jej tyłek. Całe to makabryczne wręcz nagromadzenie bezradności i oczekiwanie za każdym razem na ocalenie życia sprawia, że Chizuru stała się dla mnie jedną z najbardziej irytujących postaci w anime z jakimi kiedykolwiek udało mi się spotkać...
WYGLĄD
Jako, że Yukimura została zmuszona do ciągłego udawania chłopca, więc nie widujemy jej raczej w kobiecych fatałaszkach i jej "kobiece" kształty pozostają jako taką tajemnicą. Jednakże byłoby to mniej upierdliwe, gdyby choć od czasu do czasu zmieniała ciuchy. Nikt jej nie mówił, że to niehigieniczne tak ciągle nosić to samo?
Raz tylko zaszalała w odcinku 8 bodajże (i to nie z własnej woli) wdziała coś sensowniejszego.
Po boku dodaję tylko śmiałą wariację na temat jej możliwego wyglądu, w żadnym stopniu nie odzwierciedlającą rzeczywistości, więc proszę o nie sugerowanie się tym obrazkiem xD

ZA MUNDUREM PANNY SZNUREM

Do naszej sierotki Marysi zostaje więc doklejone stadko mężczyzn.
Swoją drogą- zawiodłam się. Kiedyś polecała mi to anime koleżanka, ja też w necie popaczałam, że to shoujo historyczne, ale okazało się, że historia stanowi tylko tło, a samurajowie tak naprawdę walczą całkiem bez sensu, jakby po prostu za dużo testosteronu ich do tego popychało...
A a propos shoujo w tym anime to...
"Nic tak nie mówi: kocham cię, jak porządny cios w nos"-zasłyszane
I te słowa chyba trafnie opisują całą atmosferę romansu w tym tytule, bo nawet jeśli jakiekolwiek uczucie miało szansę jakoś zaistnieć, to zostało brutalnie uciszone. Nie spodziewajcie się romantycznych scen z wzniosłymi słowami mówiącymi o wspaniałej miłości do końca tęczy. Oglądając ten pierwszy sezon w ogóle nie wyczułam absolutnie żadnej chemii między postaciami mimo, że przecież Chizuru lawiruje wśród całego haremu mężczyzn.
Całkowicie poprawnym określeniem jest, że na główny plan w tym wątku wysuwają się Oshizou Hijikata (zastępca dowódcy) i Souji Okita.

MUZYKA

W sumie muszę przyznać, że opening był całkiem niezły, ale nic poza tym.


OCENA OGÓLNA

Podsumowując- akcja toczy się z zawrotnym tempem 5 bułków na godzinę, bohaterka jest wkurzająca, nie czuć chemii, do tła historycznego dorzucono dziwne wątki nadprzyrodzone (paczaj: wampiryzm), panowie również są nijacy, ale z pozytywów: są i tacy, z którymi poszłabym na koniec mapy xD <żard>. Tak więc moja ogólna ocena wynosi 3/10. W sumie przy każdym włączaniu odcinków miałam nadzieję, że tym razem będzie się dziać coś ciekawego. Niestety rozczarowywałam się po każdym słono zbuforowanym epizodzie.
Postanowiłam też obejrzeć drugi sezon Hakuouki, ale niezależnie od tego jak dobry miałby być to i tak nie zmieni on mojego zdania o tym anime i nie odnowi utraconego w moich oczach honoru, no i nie zrekompensuje mojego cennego, poświęconego czasu.
 Także to tyle w temacie.


DZIANE!
じゃね