1 września...
Uczniowie wracają do szkół. Tą, która wraca...Nie jestem ja. A nudy takie, przeokropne. Zwłaszcza, że lubię mieć narzucony jakiś konkretny plan dnia. Bez planu działania tak jakoś tracę motywacje do robienia czegokolwiek. Dlatego chciałoby się do tej szkoły wrócić. Rzecz jasna- nie do nauki xD
Ale do szkoły jako takiej... Też sobie kupiłam zeszyty. Mam ich 4. Jednakże nie mam jeszcze pojęcia do czego użyję. Często jak nie mam na coś pomysłu to źle to kończy. Zeszyty-bazgralniki, brzydkie, chaotyczne bazgrołki i bazgrołowaci Simowie stworzeni bez celu, ginący bez celu, po tym jak odkrywam, że jednak nie znalazłam dla nich historyjki z jaką by mogli iść przez życie. To tylko niektóre przykłady owej bezcelowości.
Na pociechę też, że się nudzę i jeszcze nie idę na studia, mam lakier. Drogi lakier, do paznokci. Różowy. Sally Hansen. Może jakoś wprowadzi trochę koloru w ten bezbarwny dla mnie wrzesień?
Ze smutnych wieści-odkryłam, że kiedy to w lipcu wysłali mi stypendium to już chyba na sierpień sobie odpuścili... A szkoda, bo miałam konkretne plany co do tych pieniążków. Oszczędzić. Bo potrzeba. A tu? Ciach i ni ma. Akurat jak chciałam je oszczędzić... #zahajszestypendiumbaluj
No i lipa... Trzeba zacisnąć pasa. Ale mam lakier, nieprawdaż? xD
Dla ciekawych- niby trzeba 2 warstwy lakieru i 1 top coat'u. Nie mam nawet specjalnego tegoż utwardzacza, ale zwykłym też daje radę. Już 10 dni mi się trzyma lakier! Minusem jest to, że woooolno schnie i ja już gdzieś tam podotykałam i się odciski na paznokciach zrobiły. Nie szkodzi- teraz będę mieć duuużo czasu, żeby je pomalować na nowo...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szkoła. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szkoła. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 1 września 2015
wtorek, 17 grudnia 2013
Bo ja po prostu...
...KOcham swoją klasę...
Przedświąteczny klimat wcale mi się nie udziela, bo nie ma po temu warunków. Po części dlatego, że śniegu nie ma i ponoć być go nie ma, za to słyszałam pogłoski o cieple lata, ale to tylko plotki, a meteorologom nie chce mi się wierzyć. A po części ze względu na szkołę, która skutecznie sprawia, że poziom mej irytacji regularnie wzrasta osiągając i przekraczając nowe limity, których jeszcze nie znałam.
Ale do rzeczy. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie polonez studniówkowy, którego zdecydowałam się nie tańczyć, a musiałam znosić uciążliwe próby tak czy siak, żeby moja koleżanka z pary (a raczej z trójki, bo u nas chłopaki stanowią mniejszość) się na mnie nie pogniewała. Na szczęście znalazła sobie szybko inną parę, której brakowało jednej osoby. Więc przynajmniej jeden problem z głowy.
Druga rzecz to klasówki. Pomimo tego, że maksymalnie w tygodniu może być ich tylko 3, nauczyciele i tak znaleźli sposób by wcisnąć ich 5. Następną rzeczą jest to, że kiedy większość szkół ma wolne 2-3 stycznia to akurat MOJA szkoła nie! Bo tak o nas dbają, żebyśmy się czasem nie nudzili czy coś...
A ostatnią chyba sprawą jest moja klasa. W ostatnim tygodniu czy może nawet 2 tygodnie temu (nie wiem, ten czas tak szybko płynie...) miałam niemiły incydent po wrzuceniu żartobliwego obrazka na klasowe-fejsbukowe forum, bo obrazek, który miał być żartem na temat pewnej nauczycielki (nie złośliwym zresztą) jakimś cudem trafił do niej samej, a grupa była zamknięta, więc doniósł ktoś z wewnątrz. Główna podejrzana w tej sprawie nie zechciała się przyznać i mnie przeprosić woląc uniknąć gniewu klasy, która była wkurzona, że ktoś donosi nauczycielce co robimy na fejsie. Jakby tego było mało to teraz wielce mnie hejtują, a za co? Za parę złotych, których nie chcę zapłacić. Chodzi o to, że nie jestem osobą zamożną, skłaniam się raczej do tych biednych, a parę osób bez porozumienia z całą klasą wymyśliło sobie prezent dla wychowawczyni, bo "jest dla nas taka dobra". Tak, fantastycznie, jasne... Szlachta nawet nie myśli, że dla rodziców, którzy na to wszystko wydają swoje ciężko zapracowane pieniądze może takie "parę złotych na to, parę na tamto" być dość dużym ciężarem. Zwłaszcza, że trzecia klasa- studniówka. Święta to też jest przecież dość spore uszczuplenie portfela.
Może więc czasem warto zamiast hejtować zastanowić się i okazać choć trochę empatii?
Przedświąteczny klimat wcale mi się nie udziela, bo nie ma po temu warunków. Po części dlatego, że śniegu nie ma i ponoć być go nie ma, za to słyszałam pogłoski o cieple lata, ale to tylko plotki, a meteorologom nie chce mi się wierzyć. A po części ze względu na szkołę, która skutecznie sprawia, że poziom mej irytacji regularnie wzrasta osiągając i przekraczając nowe limity, których jeszcze nie znałam.
Ale do rzeczy. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie polonez studniówkowy, którego zdecydowałam się nie tańczyć, a musiałam znosić uciążliwe próby tak czy siak, żeby moja koleżanka z pary (a raczej z trójki, bo u nas chłopaki stanowią mniejszość) się na mnie nie pogniewała. Na szczęście znalazła sobie szybko inną parę, której brakowało jednej osoby. Więc przynajmniej jeden problem z głowy.
Druga rzecz to klasówki. Pomimo tego, że maksymalnie w tygodniu może być ich tylko 3, nauczyciele i tak znaleźli sposób by wcisnąć ich 5. Następną rzeczą jest to, że kiedy większość szkół ma wolne 2-3 stycznia to akurat MOJA szkoła nie! Bo tak o nas dbają, żebyśmy się czasem nie nudzili czy coś...
A ostatnią chyba sprawą jest moja klasa. W ostatnim tygodniu czy może nawet 2 tygodnie temu (nie wiem, ten czas tak szybko płynie...) miałam niemiły incydent po wrzuceniu żartobliwego obrazka na klasowe-fejsbukowe forum, bo obrazek, który miał być żartem na temat pewnej nauczycielki (nie złośliwym zresztą) jakimś cudem trafił do niej samej, a grupa była zamknięta, więc doniósł ktoś z wewnątrz. Główna podejrzana w tej sprawie nie zechciała się przyznać i mnie przeprosić woląc uniknąć gniewu klasy, która była wkurzona, że ktoś donosi nauczycielce co robimy na fejsie. Jakby tego było mało to teraz wielce mnie hejtują, a za co? Za parę złotych, których nie chcę zapłacić. Chodzi o to, że nie jestem osobą zamożną, skłaniam się raczej do tych biednych, a parę osób bez porozumienia z całą klasą wymyśliło sobie prezent dla wychowawczyni, bo "jest dla nas taka dobra". Tak, fantastycznie, jasne... Szlachta nawet nie myśli, że dla rodziców, którzy na to wszystko wydają swoje ciężko zapracowane pieniądze może takie "parę złotych na to, parę na tamto" być dość dużym ciężarem. Zwłaszcza, że trzecia klasa- studniówka. Święta to też jest przecież dość spore uszczuplenie portfela.Może więc czasem warto zamiast hejtować zastanowić się i okazać choć trochę empatii?
Dziane
じゃね
poniedziałek, 11 listopada 2013
Pressure
Hej!
Ten wolny czas mija jak z bicza strzelił. Nim się zorientowałam nagle zaczęłam się stresować tym, że jutro i w przyszłych tygodniach jest tyle do zrobienia. Ścisk w klatce piersiowej, pytania i różne rzeczy typu "musisz to, musisz tamto..." kłębią się w mojej głowie. Umysł to prawdziwe pole bitwy. Dlatego zaraz zmykam zająć się czymś co pomoże mi wywalić to wszystko z głowy. Oj, nie ma tak, nie dam się tak łatwo. Idę się modlić.
"Bo jeśli Bóg z nami, ktoż przeciwko nam?"
PS.
Spotkanie z koleżanką wypaliło, tylko, że dopiero dzisiaj, ale zawsze to coś. Było wesoło xD
Dodaję foto, które kiedyś znalazłam na osczasu.pl, z wersetem- co było dla mnie pozytywnym zaskoczeniem.
Ten wolny czas mija jak z bicza strzelił. Nim się zorientowałam nagle zaczęłam się stresować tym, że jutro i w przyszłych tygodniach jest tyle do zrobienia. Ścisk w klatce piersiowej, pytania i różne rzeczy typu "musisz to, musisz tamto..." kłębią się w mojej głowie. Umysł to prawdziwe pole bitwy. Dlatego zaraz zmykam zająć się czymś co pomoże mi wywalić to wszystko z głowy. Oj, nie ma tak, nie dam się tak łatwo. Idę się modlić.
"Bo jeśli Bóg z nami, ktoż przeciwko nam?"
Dziane
じゃねPS.
Spotkanie z koleżanką wypaliło, tylko, że dopiero dzisiaj, ale zawsze to coś. Było wesoło xD
Dodaję foto, które kiedyś znalazłam na osczasu.pl, z wersetem- co było dla mnie pozytywnym zaskoczeniem.
czwartek, 26 września 2013
Paczka...
Hej!
Ostatnio pisałam o paczce. I w tym poście również o niej. Co z jej losami?
Ano tak, że... Mój brat i ja zamawialiśmy nasze paczki w tym samym mniej więcej czasie, z tym, że ja zamówiłam ją dzień wcześniej, w niedzielę wieczorem (i tak, wiem, że realizacja zamówienia następuje w dniach roboczych: poniedziałek-piątek), a on w poniedziałek rano.
Tiaaa i jak efekty? Jego paczka jest już gotowa do odebrania na poczcie, a moja wciąż jeszcze "oczekuje w kolejce do zapakowania i wysyłki".
Gdzie jest sprawiedliwość na tym świecie? Zwłaszcza, że moje książki rzekomo były "na składzie" kiedy je zamawiałam, więc...
Ogólna irytacja, bo w szkole też masakra. Z biologi jedynka. A nauczycielka jeszcze się dziwi dlaczego praktycznie wszystkim poszło tak źle. Co się dziwić kiedy my zdajemy maturę na podstawie, a ona wymaga od nas rzeczy z rozszerzenia? Zamierzam przeszukać neta w poszukiwaniu arkuszy maturalnych na podstawie i przekonać się (a raczej upewnić), czy te zadania jakie ona daje to tylko jej fanaberie, bo wątpię, żeby tak szczegółowych rzeczy od nas wymagano.
Nie ma czasu na oglądanie anime (transferu zresztą też), za to jest czas na czytanie książki, która lekturą nie jest xD
Aktualnie czytam "Japonia w sześciu smakach". Książka jest pożyczona. Czyta się spoko, tylko, że tematyka dosyć oklepana. Wszystko już było. W niektórych przypadkach pogłębiłam tylko o wiedzę, która polega na spojrzeniu autorki na dane kwestie.
Ostatnio pisałam o paczce. I w tym poście również o niej. Co z jej losami?Ano tak, że... Mój brat i ja zamawialiśmy nasze paczki w tym samym mniej więcej czasie, z tym, że ja zamówiłam ją dzień wcześniej, w niedzielę wieczorem (i tak, wiem, że realizacja zamówienia następuje w dniach roboczych: poniedziałek-piątek), a on w poniedziałek rano.
Tiaaa i jak efekty? Jego paczka jest już gotowa do odebrania na poczcie, a moja wciąż jeszcze "oczekuje w kolejce do zapakowania i wysyłki".
Gdzie jest sprawiedliwość na tym świecie? Zwłaszcza, że moje książki rzekomo były "na składzie" kiedy je zamawiałam, więc...
Ogólna irytacja, bo w szkole też masakra. Z biologi jedynka. A nauczycielka jeszcze się dziwi dlaczego praktycznie wszystkim poszło tak źle. Co się dziwić kiedy my zdajemy maturę na podstawie, a ona wymaga od nas rzeczy z rozszerzenia? Zamierzam przeszukać neta w poszukiwaniu arkuszy maturalnych na podstawie i przekonać się (a raczej upewnić), czy te zadania jakie ona daje to tylko jej fanaberie, bo wątpię, żeby tak szczegółowych rzeczy od nas wymagano.
Nie ma czasu na oglądanie anime (transferu zresztą też), za to jest czas na czytanie książki, która lekturą nie jest xD
Aktualnie czytam "Japonia w sześciu smakach". Książka jest pożyczona. Czyta się spoko, tylko, że tematyka dosyć oklepana. Wszystko już było. W niektórych przypadkach pogłębiłam tylko o wiedzę, która polega na spojrzeniu autorki na dane kwestie.
Dziane!
じゃね!
poniedziałek, 23 września 2013
Mało czasu albo zła organizacja
Hejka!
Ostatnio nie pisuję zbyt często po części z lenistwa, a po części z braku czasu.
Szkoła, znajomi, szkoła, dom, szkoła, obowiązki domowe, szkoła, kościół, no i szkoła oczywiście...
Ostatnio byłam też przeziębiona. Poszłam do szkoły, potem zostałam w domu, poszłam po raz kolejny przekonując się, że to był błąd i do piątku zostałam w domu kurując się, ale pewne dolegliwości (typu katar) nadal pozostały. Pozostały też zaległości, które muszę teraz nadrabiać, mimo, że na większości ważnych lekcji starałam się być.
W sobotę posiedziałam trochę grając w Alien Nations 2, które sobie pobrałam z neta (kiedyś gdzieś miałam płytkę z grą, ale za nic nie mogłam jej znaleźć), a potem cały dzień sprzątałam, a i tak nadal nie jestem z efektów całkowicie zadowolona. W niedzielę mój brat miał urodziny, więc po kościele, nawet obiad się dla mnie nie ugotował (mówię "dla mnie", bo reszta rodzinki zjadła zupę, a ja czekałam tylko na drugie danie) kiedy goście przyjechali, a jak już mieli się zwijać to przyjechali znajomi mojego taty i mnie pozostała opieka nad około 3-letnim chłopcem, który o mało co pokoju do góry nogami nie przewrócił w poszukiwaniu "maszyny" (z rosyjskiego: samochodu, bo malec pochodzi z Rosji). Żadna się przed nim nie schowała. A jako, że mojemu bratu z dzieciństwa pozostało ich całkiem sporo to podawanie mu kolejnych "maszyn" trwało i trwało. Tak oto dopiero o 18:00 zasiadłam do lekcji i przypomniałam sobie, że w poniedziałek jest sprawdzian z biologii i klasówka z wosu. Z wosu klasa miała przełożyć i napisała do babki, a ona ha ha! na naszej lekcji zaczyna nas przesadzać i rozdawać karteczki. Także tego. Pozdro. Z bioli z kolei zdążyłam wieczorem raptem jeden czy 2 tematy poczytać, a było tam tego trochę i na sprawdzianie nie wiedziałam nic. Centralnie. Napisałam coś, żeby napisać, a tak to nic. Pustka. Koleżanki, z którymi rozmawiałam też tak miały. Ach! Nie ma to jak pięknie rozpocząć kolejny tydzień 'nauki'!
A tak na serio? Jakoś się nie przejmuję. Mówi się trudno, żyje się dalej. Co mnie tylko boli to właśnie to, że czas tak gna i gna, a przyjaciółka ciągle mnie zaczepia w tym sensie, że rzadko się spotykamy.
Ja z kolei jestem wycofana i wyalienowana? Może aspołeczna, zwłaszcza wtedy kiedy najbardziej potrzebuję towarzystwa. Siedzę wtedy sama i włącza się mechanizm melancholii. Ciężko u mnie w angażowaniu się w relacje, zazwyczaj utrzymuję takowe na odległość choć to nie jest to czego chcę, a to być może dlatego, że zostałam już wiele razy wystawiona. Ktoś się umawia i potem mówi "A nie, sorry, coś mi wypadło.". Odrzucenie boli, ale też blokuje.
Także tak się mniej więcej u mnie sprawy mają. Póki co to na tyle. Zamówiłam wczoraj paczkę. Przyjdzie w środę, a najpóźniej powinna być w piątek. A co zamówiłam? 2 książki ^^
Już od dłuuższego czasu miałam ochotę na przeczytanie kolejnej książki związanej z moim hobby, pasją- Japonią :) W mojej prywatnej kolekcji mam chyba z 4 książki o takiej tematyce i pewnie mój zbiór będzie się powoli powiększał xD
Także, 3majcie się!
Grunt to optymizm kiedy jest średnio na jeża (lub gorzej). Nie dam sobie zepsuć kolejnych dni mojego życia jakimiś złymi ocenami czy dołami ;)
Fighting! xD
Ostatnio nie pisuję zbyt często po części z lenistwa, a po części z braku czasu.Szkoła, znajomi, szkoła, dom, szkoła, obowiązki domowe, szkoła, kościół, no i szkoła oczywiście...
Ostatnio byłam też przeziębiona. Poszłam do szkoły, potem zostałam w domu, poszłam po raz kolejny przekonując się, że to był błąd i do piątku zostałam w domu kurując się, ale pewne dolegliwości (typu katar) nadal pozostały. Pozostały też zaległości, które muszę teraz nadrabiać, mimo, że na większości ważnych lekcji starałam się być.
W sobotę posiedziałam trochę grając w Alien Nations 2, które sobie pobrałam z neta (kiedyś gdzieś miałam płytkę z grą, ale za nic nie mogłam jej znaleźć), a potem cały dzień sprzątałam, a i tak nadal nie jestem z efektów całkowicie zadowolona. W niedzielę mój brat miał urodziny, więc po kościele, nawet obiad się dla mnie nie ugotował (mówię "dla mnie", bo reszta rodzinki zjadła zupę, a ja czekałam tylko na drugie danie) kiedy goście przyjechali, a jak już mieli się zwijać to przyjechali znajomi mojego taty i mnie pozostała opieka nad około 3-letnim chłopcem, który o mało co pokoju do góry nogami nie przewrócił w poszukiwaniu "maszyny" (z rosyjskiego: samochodu, bo malec pochodzi z Rosji). Żadna się przed nim nie schowała. A jako, że mojemu bratu z dzieciństwa pozostało ich całkiem sporo to podawanie mu kolejnych "maszyn" trwało i trwało. Tak oto dopiero o 18:00 zasiadłam do lekcji i przypomniałam sobie, że w poniedziałek jest sprawdzian z biologii i klasówka z wosu. Z wosu klasa miała przełożyć i napisała do babki, a ona ha ha! na naszej lekcji zaczyna nas przesadzać i rozdawać karteczki. Także tego. Pozdro. Z bioli z kolei zdążyłam wieczorem raptem jeden czy 2 tematy poczytać, a było tam tego trochę i na sprawdzianie nie wiedziałam nic. Centralnie. Napisałam coś, żeby napisać, a tak to nic. Pustka. Koleżanki, z którymi rozmawiałam też tak miały. Ach! Nie ma to jak pięknie rozpocząć kolejny tydzień 'nauki'!
A tak na serio? Jakoś się nie przejmuję. Mówi się trudno, żyje się dalej. Co mnie tylko boli to właśnie to, że czas tak gna i gna, a przyjaciółka ciągle mnie zaczepia w tym sensie, że rzadko się spotykamy.
Ja z kolei jestem wycofana i wyalienowana? Może aspołeczna, zwłaszcza wtedy kiedy najbardziej potrzebuję towarzystwa. Siedzę wtedy sama i włącza się mechanizm melancholii. Ciężko u mnie w angażowaniu się w relacje, zazwyczaj utrzymuję takowe na odległość choć to nie jest to czego chcę, a to być może dlatego, że zostałam już wiele razy wystawiona. Ktoś się umawia i potem mówi "A nie, sorry, coś mi wypadło.". Odrzucenie boli, ale też blokuje.
Także tak się mniej więcej u mnie sprawy mają. Póki co to na tyle. Zamówiłam wczoraj paczkę. Przyjdzie w środę, a najpóźniej powinna być w piątek. A co zamówiłam? 2 książki ^^
Już od dłuuższego czasu miałam ochotę na przeczytanie kolejnej książki związanej z moim hobby, pasją- Japonią :) W mojej prywatnej kolekcji mam chyba z 4 książki o takiej tematyce i pewnie mój zbiór będzie się powoli powiększał xD
Także, 3majcie się!
Grunt to optymizm kiedy jest średnio na jeża (lub gorzej). Nie dam sobie zepsuć kolejnych dni mojego życia jakimiś złymi ocenami czy dołami ;)
Fighting! xD
Dziane!
じゃね!
niedziela, 15 września 2013
(-.-)zZz
Hej wam.
Ogólnie źle się dzisiaj czuję, gardło boli, katar i te sprawy, a jutro czeka mnie sprawdzian z "Wesela", sprawdzian z UE i Schengen, muszę umieć wszystko o komórce i jej budowie, funkcjach itd, a poza tym może być niezapowiedziany sprawdzian z matmy, a to wszystko w ciągu 5 lekcji i na każdej coś. Supcio, co? Nie mam pojęcia jak się za to zabrać kiedy czuję się tak słabo.
Trochę się dzieje. W piątek i sobotę, żeby zabić melancholię i smutek i w sumie lekkiego doła spotkałam się ze znajomymi. Pomogło. I na spotkaniu młodzieżowym i z koleżanką uśmiałam się jak bóbr. Oglądałyśmy anime, gadałyśmy, wcinałyśmy małe co nie co, a jej mama upiekła pyszną szarlotkę, jak ją jadłam była jeszcze cieplutka. *u*
Staram się znów przemóc do oglądania Naruto, ale sytuacja fillerów i to, że [spoiler] Anko już nie wiem ile odcinków na podłodze leży (może umarła?)[/spoiler] mnie frustruje, więc póki co małymi kroczkami. A tytuł za jaki się ostatnio zabrałam to Natsume Yuujinchou i póki co mi się podoba. Nie wiem jak tam sytuacja się dalej rozwinie, ale jeśli będzie co recenzować to może coś naskrobię.
Tak więc póki co tak sytuacja wygląda.
Ogólnie źle się dzisiaj czuję, gardło boli, katar i te sprawy, a jutro czeka mnie sprawdzian z "Wesela", sprawdzian z UE i Schengen, muszę umieć wszystko o komórce i jej budowie, funkcjach itd, a poza tym może być niezapowiedziany sprawdzian z matmy, a to wszystko w ciągu 5 lekcji i na każdej coś. Supcio, co? Nie mam pojęcia jak się za to zabrać kiedy czuję się tak słabo.
Trochę się dzieje. W piątek i sobotę, żeby zabić melancholię i smutek i w sumie lekkiego doła spotkałam się ze znajomymi. Pomogło. I na spotkaniu młodzieżowym i z koleżanką uśmiałam się jak bóbr. Oglądałyśmy anime, gadałyśmy, wcinałyśmy małe co nie co, a jej mama upiekła pyszną szarlotkę, jak ją jadłam była jeszcze cieplutka. *u*
Staram się znów przemóc do oglądania Naruto, ale sytuacja fillerów i to, że [spoiler] Anko już nie wiem ile odcinków na podłodze leży (może umarła?)[/spoiler] mnie frustruje, więc póki co małymi kroczkami. A tytuł za jaki się ostatnio zabrałam to Natsume Yuujinchou i póki co mi się podoba. Nie wiem jak tam sytuacja się dalej rozwinie, ale jeśli będzie co recenzować to może coś naskrobię.
Tak więc póki co tak sytuacja wygląda.
Dziane
じゃね
piątek, 6 września 2013
Witaj szkoło?
Hej wam!
Do szkoły czas wrócić. Już się zaczęło. Plan podany, w miarę w porządku, chociaż paru rzeczy się w nim nie spodziewałam takiego np. wosu. Miało go nie być. Grr...
Ledwo był z drugi dzień, a babka jedna zadała pracę domową, a kolejna pocisnęła jeszcze bardziej- zapowiedziała sprawdzian i klasówkę.
Ogólnie prawie każdy nauczyciel chce, żeby do jego przedmiotu dokupić jakieś vademecum.
Nic mi się nie chce, a zaczynamy rozwiązywać matury i już mam mieć "Wesele" przeczytane...
Ale nie spinam, jestem jeszcze w swoim świecie mimo, że tematy na prezentacje maturalne są już podane. Siadam na Spotify, słucham RED i obczajam Manafesty, swoje ulubione zespoły i wykonawców.
Dzisiaj wracam ze spotkania ze swoimi znajomymi, których dawno nie widziałam. Sympatycznie.
Także, chill out. I wam też życzę ;)
Do szkoły czas wrócić. Już się zaczęło. Plan podany, w miarę w porządku, chociaż paru rzeczy się w nim nie spodziewałam takiego np. wosu. Miało go nie być. Grr...
Ledwo był z drugi dzień, a babka jedna zadała pracę domową, a kolejna pocisnęła jeszcze bardziej- zapowiedziała sprawdzian i klasówkę.
Ogólnie prawie każdy nauczyciel chce, żeby do jego przedmiotu dokupić jakieś vademecum.
Nic mi się nie chce, a zaczynamy rozwiązywać matury i już mam mieć "Wesele" przeczytane...
Ale nie spinam, jestem jeszcze w swoim świecie mimo, że tematy na prezentacje maturalne są już podane. Siadam na Spotify, słucham RED i obczajam Manafesty, swoje ulubione zespoły i wykonawców.
Dzisiaj wracam ze spotkania ze swoimi znajomymi, których dawno nie widziałam. Sympatycznie.
Także, chill out. I wam też życzę ;)
Dziane
じゃね
sobota, 31 sierpnia 2013
Wakacyjnych wspomnień czar
Hej!
Nie mogę uwierzyć, że to już ten moment, że po jutrze znów wracam do tego miejsca zwanego szkołą. Konfrontacją mojego lenistwa z wymogami edukacji. Miejsca spotkania z dobrymi znajomymi i z tymi nie dobrymi, których się po prostu zna, z konieczności przebywania z nimi w jednej klasie. To samo z nauczycielami- niektórymi w porządku, a z innymi będącymi zgorzkniałymi do cna i mających swoje fazy. Zbliża się czas straszenia maturami jak jeszcze nigdy wcześniej i jeszcze większego wpędzania w kompleksy wykazywaniem nam jak to niczego nie potrafimy, bo toż przecież 3 klasa.
Za sobą zostawiam te 2 miesiące słodkiego nic-nierobienia i lenistwa i w sumie uświadamiam sobie, że nie było aż tak nudno i źle. Dnie spędzone na zbieraniu malin, truskawek, drylowaniu wiśni, a ostatnio na oddzielaniu śliwek od ich pestek (461 śliwek- moje palce nie chcą się domyć i pozostają lekko brązowe)...
Dni poświęcone nauce gry na gitarze. Tak, moje zapęcherzone palce, w których teraz zostało chyba zerwane nie jedno połączenie nerwowe i brak wyczuwania zbyt dobrze powierzchni przedmiotów będą chyba dobrym tego dowodem.
Komary i ślady bitwy z nimi w postaci ukąszeń bądź też brzydkich placków na ścianach...
Dni obozowe i wyjazdów spędzonych w gronie chrześcijan, a wśród nich będących wegetarian, wegan i prawie wegetarian, ale nie do końca. Trochę naigrywanie się z odmiennych smaków, gustów i przekonań. Przybijanie piątek z innymi mięsotarianami. Zmywanie naczyń gąbką +9... Kąpanie się późnymi wieczorami w jeziorze (aczkolwiek w moim przypadku tylko moczenie nóg i kibicowanie odważnym). Zawieranie nowych znajomości i odnawianie tych starszych. Obserwowanie rozkwitów miłości. Śmianie się z korzenia i liści jako metafory związku. Stołowanie się w Maku, korzystanie z wifi, żeby oglądać tam śmieszne filmiki albo filmiki disco polo (albo tych 2 w 1). Korzystanie z gościnności babci i jej sąsiadów, którzy zapomnieli założyć hasło na wifi. Konfrontacja z wagą i kilogramami po powrocie od babci. Postanowienie zrzucenia paru kilo po czym powrót do starych nawyków i rzucanie się na każdą kostkę czekolady.
To był też dobry czas z Bogiem. Możliwość bycia na konferencji modlitewno-proroczej. Założenie postu od mediów i zaskakująco pozytywne efekty. Już prawie kończę czytać całą Biblię (zostało mi tylko parę ksiąg Starego Testamentu). Czytanie książki "Żywa woda" po dobrych wspomnieniach z "Człowieka z nieba" i wewnętrzne poczucie tego, że nasza wiara wciąż nie dorasta do pięt ludziom prześladowanym za ewangelię, w np. takich Chinach. Oglądanie kościoła online i poczucie zbudowania się, wyciągnięcie wniosków na przyszłość i potwierdzenie tezy, że "jesteś tym co jesz", tym czym się karmisz.
Może nie wszystko poszło tak jak bym chciała i nie wykorzystałam pełni potencjału tych wakacji, ale to pierwsze takie moje wakacje w życiu gdzie mam poczucie, że nie mam najmniejszej ochoty wracać do szkoły, bo aż tak to się nie nudzę. Ze smutkiem pozostaje mi po prostu przejść do normalnego porządku dnia, a kiedy będzie mi źle pocieszyć się myślą przeżycia kolejnych wakacji jeszcze bardziej intensywnie w przyszłym roku, bo przypadnie mi na to aż cały miesiąc dłużej wolnego czasu. I choć stanę na rozdrożu i już w mojej poukładanej strefie bezpieczeństwa zaczynam czuć utratę gruntu z powodu niewiadomych jakimi są m.in. wybór studiów, miasta, w którym bym je ewentualnie odbywała i sterty pytań typu "A co jeśli...?" to chcę się tym zupełnie nie przejmować i powierzyć wszelką swą troskę Bogu, gdyż On ma o mnie staranie i on ma o mnie myśli o pokoju, nie o niedoli i aby zgotować mi przyszłość i natchnąć nadzieją (Jerem.29;11).
Więc pojawia się tylko jedno pytanie: a jakie były wasze wakacje? ;)
Nie mogę uwierzyć, że to już ten moment, że po jutrze znów wracam do tego miejsca zwanego szkołą. Konfrontacją mojego lenistwa z wymogami edukacji. Miejsca spotkania z dobrymi znajomymi i z tymi nie dobrymi, których się po prostu zna, z konieczności przebywania z nimi w jednej klasie. To samo z nauczycielami- niektórymi w porządku, a z innymi będącymi zgorzkniałymi do cna i mających swoje fazy. Zbliża się czas straszenia maturami jak jeszcze nigdy wcześniej i jeszcze większego wpędzania w kompleksy wykazywaniem nam jak to niczego nie potrafimy, bo toż przecież 3 klasa.
Za sobą zostawiam te 2 miesiące słodkiego nic-nierobienia i lenistwa i w sumie uświadamiam sobie, że nie było aż tak nudno i źle. Dnie spędzone na zbieraniu malin, truskawek, drylowaniu wiśni, a ostatnio na oddzielaniu śliwek od ich pestek (461 śliwek- moje palce nie chcą się domyć i pozostają lekko brązowe)...
Dni poświęcone nauce gry na gitarze. Tak, moje zapęcherzone palce, w których teraz zostało chyba zerwane nie jedno połączenie nerwowe i brak wyczuwania zbyt dobrze powierzchni przedmiotów będą chyba dobrym tego dowodem.
Komary i ślady bitwy z nimi w postaci ukąszeń bądź też brzydkich placków na ścianach...
Dni obozowe i wyjazdów spędzonych w gronie chrześcijan, a wśród nich będących wegetarian, wegan i prawie wegetarian, ale nie do końca. Trochę naigrywanie się z odmiennych smaków, gustów i przekonań. Przybijanie piątek z innymi mięsotarianami. Zmywanie naczyń gąbką +9... Kąpanie się późnymi wieczorami w jeziorze (aczkolwiek w moim przypadku tylko moczenie nóg i kibicowanie odważnym). Zawieranie nowych znajomości i odnawianie tych starszych. Obserwowanie rozkwitów miłości. Śmianie się z korzenia i liści jako metafory związku. Stołowanie się w Maku, korzystanie z wifi, żeby oglądać tam śmieszne filmiki albo filmiki disco polo (albo tych 2 w 1). Korzystanie z gościnności babci i jej sąsiadów, którzy zapomnieli założyć hasło na wifi. Konfrontacja z wagą i kilogramami po powrocie od babci. Postanowienie zrzucenia paru kilo po czym powrót do starych nawyków i rzucanie się na każdą kostkę czekolady.
To był też dobry czas z Bogiem. Możliwość bycia na konferencji modlitewno-proroczej. Założenie postu od mediów i zaskakująco pozytywne efekty. Już prawie kończę czytać całą Biblię (zostało mi tylko parę ksiąg Starego Testamentu). Czytanie książki "Żywa woda" po dobrych wspomnieniach z "Człowieka z nieba" i wewnętrzne poczucie tego, że nasza wiara wciąż nie dorasta do pięt ludziom prześladowanym za ewangelię, w np. takich Chinach. Oglądanie kościoła online i poczucie zbudowania się, wyciągnięcie wniosków na przyszłość i potwierdzenie tezy, że "jesteś tym co jesz", tym czym się karmisz.
Może nie wszystko poszło tak jak bym chciała i nie wykorzystałam pełni potencjału tych wakacji, ale to pierwsze takie moje wakacje w życiu gdzie mam poczucie, że nie mam najmniejszej ochoty wracać do szkoły, bo aż tak to się nie nudzę. Ze smutkiem pozostaje mi po prostu przejść do normalnego porządku dnia, a kiedy będzie mi źle pocieszyć się myślą przeżycia kolejnych wakacji jeszcze bardziej intensywnie w przyszłym roku, bo przypadnie mi na to aż cały miesiąc dłużej wolnego czasu. I choć stanę na rozdrożu i już w mojej poukładanej strefie bezpieczeństwa zaczynam czuć utratę gruntu z powodu niewiadomych jakimi są m.in. wybór studiów, miasta, w którym bym je ewentualnie odbywała i sterty pytań typu "A co jeśli...?" to chcę się tym zupełnie nie przejmować i powierzyć wszelką swą troskę Bogu, gdyż On ma o mnie staranie i on ma o mnie myśli o pokoju, nie o niedoli i aby zgotować mi przyszłość i natchnąć nadzieją (Jerem.29;11).
Więc pojawia się tylko jedno pytanie: a jakie były wasze wakacje? ;)
Dziane
じゃね
środa, 19 czerwca 2013
Różnie- kwadratowo i podłużnie
Hejka!
Od jakiegoś czasu nie pisałam. Nie mam weny i czasu, a anime jakie aktualnie oglądam wcale mi tej weny nie dostarcza, bo ciężko jest pisać np. o Red Data Girl, bo kiedy je oglądam to panuje w nim taki chaos, że nie ogarniam. Dlatego nie zabrałam się za recenzję. Drugi tytuł to Shingeki no Kyojin- tu z kolei wiem, że dużo osób aktualnie ogląda, więc co o nim powiedzieć? W necie jest dość sporo grafik dot. tego tytułu, a akcja póki co nie rozwinęła się na tyle, żeby można było jakoś to zrecenzować. Bo też jak?
"Ludzkość postanowiła żyć za murami z powodu strachu przed mitycznymi stworzeniami zwanymi Tytanami. Po wielu latach spokojnego życia Tytani znaleźli sposób by przedrzeć się przez mury. Zjadają po drodze wszystkich ludzi i niszczą co popadnie. Nie wiele o nich wiadomo, tylko tyle, że ich słaby punkt jest na karku i trafiając w niego można ich zabić. W takiej rzeczywistości znalazło się troje przyjaciół: Eren, Armin i Mikasa. Postanawiają zaciągnąć się do oddziałów wojskowych. Z różnych powodów. Eren z dość tragicznego bowiem jego matka została pożarta na jego oczach. Po zakończeniu szkolenia sprawy nabierają tempa, a rzeczywistość przytłacza. Skąd się wzięli Tytani? Dlaczego zjadają ludzi? Czy wojna z nimi kiedyś się skończy? Kto przetrwa i jaką będzie walczył bronią przeciw tak potężnemu wrogowi?"- tylko tyle potrafię powiedzieć na ten temat.
Red Data Girl z kolei? "Suzuhara- gimnazjalistka, szara myszka, niemalże niezauważalna, w swoim życiu dokonuje niewiele zmian, oprócz telefonów, które zmienia jak rękawiczki...A to dlatego, że sprzęty elektroniczne dziwnie reagują w jej otoczeniu. Po pewnym czasie okazuje się, że jest kimś więcej niż człowiekiem... A tak poza tym to czy mówiłam wam, że jej włosy mają jakąś niezwykłą moc? Takie tam. Rutyna. To anime oprócz ślicznej kreski nie wiem czy może nam zaoferować coś więcej. Akcja jest strasznie pogmatwana, a główna bohaterka za bardzo tchórzliwa, zahukana i licząca na pomoc kogoś innego. Póki co oglądam 11 odcinek. Jak się to wszystko skończy? Trzebaby obejrzeć RDG. Nie mówię, że to najgorsze anime jakie widziałam w życiu ani przeciwnie. Jest takie sobie. Można nawet do pewnego momentu oglądać z przyjemnością. Nie wiem czy i na ile znajomość japońskich legend i mitów coś by mi tu dała jako, że jest to anime o tematyce: nadprzyrodzone. Jeśli ktoś was posiada odpowiedź na to pytanie to chętnie się dowiem, bo może taka wiedza pozwalałaby nieco przychylniejszym okiem patrzeć na niektóre wyczyny naszej Suzuhary i spółki."
To tyle jeśli o anime chodzi.
Z innych newsów: miałam dziś próbną maturę z matmy i jestem załamana. Jeśli by mi dobrze poszła to miałabym z matmy 5 na koniec, ale obawiam się, że nie uzyskam z niej nawet 50%. I zdziwiło mnie, że na arkuszu pisało "czerwiec 2012"...Aha, okeeej... Zadania zamknięte wyglądały u mnie tak: 1.okej, 2. okej, 3. okej, 4.okeej, 5...okeeej...6.Co to ma być? 7.Co to ma być?! 8.Co to ma być!?! 9....10...11.aha, 12-13...wszystko strzelałam. Potem zaczęły się zadania otwarte, z których zrobiłam tylko takie o polu koła opisanego na trójkącie i zadanie z ciągami. Nie rozwiązując pozostałych straciłam 13 punktów. Czyli, gdybym jakimś cudem miała dobrze pozostałe zadania na 17 punktów to zyskałabym ok.56%? Ale znając życie nawet tego mi się nie uda, bo popełniam głupie błędy i w strzelaniu niekoniecznie mam szczęście. Więc nie łudzę się nawet, że mogłabym mieć 50%, nie wiem nawet czy zdobędę te 30%...
A teraz styrana życiem spadam... Niektórzy nauczyciele nie mają litości mimo, że w ten piątek jest wystawienie ocen i niemiłosiernie dużo zadają. -_-"
DZIANE!
じゃね
czwartek, 18 kwietnia 2013
Run!
Hej wam!Jutro ostatni dzień tego masakrycznego tygodnia- 4 klasówki i nie mniej sprawdzianów uczyniły z niego katorgę. Plus jest taki, że chociaż pogoda ładna. z tego biegałam dzisiaj za domem (trochę miejsca tam jest- pola i lasek). Efekty tego odczuję chyba jutro w formie zakwasów. Muszę sobie kupić jakieś lepsze buty do tego, bo póki co to biegałam w trampkach i noga się niestety spociła ^^"
No, ale cóż...
Także życzcie mi powodzenia jutro na lekcji z nauczycielką, która... Po prostu jest wredna.
Pięknej pogody, dobrego humoru, super weekendu i do usłyszenia!
I na koniec:
Mother father gentleman
Zdaję sobie sprawę, że teledysk i tekst jest zboczony i że to nie pobije gangnam style, ale cóż... Przynajmniej wpada w ucho i dziewczyny nieźle tańczą, bo wszystko inne niestety kuleje...
DZIANE!
じゃね
poniedziałek, 15 kwietnia 2013
40:1
Hej wam!
I tak oto zaczął się kolejny tydzień. Bardzo szybko to zleciało. Póki co nie mam za bardzo czasu na pisanie na blogu- mam 4 klasówki w tym tygodniu, w tym 2 są jutro ;_;
Dziś w szkole się uśmiałam, bo na dwóch godzinach mieliśmy coś w stylu "Jaka to melodia" na auli i kolega z mojej klasy, co siedział za mną strasznie fałszował i wydzierał się (można sobie wyobrazić jego wykonanie "Mydełka Fa" ^^").
Także tak tylko wbiłam napisać cokolwiek i wrzucić teledysk. Podoba mi się piosenka, jak jej słucham i czytam tłumaczenie to aż mi się płakać chce.
Jutro mam zamiar odebrać swój dowód osobisty ^u^
A wam życzę w takim razie udanego tygodnia i wiele cierpliwości (mnie też by się przydało), a i ładnej pogody (aktualnie u mnie za oknem ślicznie- słoneczko, ptaszki śpiewają, więc oby i u was tak było ;D )!
3majcie się!!
I tak oto zaczął się kolejny tydzień. Bardzo szybko to zleciało. Póki co nie mam za bardzo czasu na pisanie na blogu- mam 4 klasówki w tym tygodniu, w tym 2 są jutro ;_;
Dziś w szkole się uśmiałam, bo na dwóch godzinach mieliśmy coś w stylu "Jaka to melodia" na auli i kolega z mojej klasy, co siedział za mną strasznie fałszował i wydzierał się (można sobie wyobrazić jego wykonanie "Mydełka Fa" ^^").
Także tak tylko wbiłam napisać cokolwiek i wrzucić teledysk. Podoba mi się piosenka, jak jej słucham i czytam tłumaczenie to aż mi się płakać chce.
Jutro mam zamiar odebrać swój dowód osobisty ^u^
A wam życzę w takim razie udanego tygodnia i wiele cierpliwości (mnie też by się przydało), a i ładnej pogody (aktualnie u mnie za oknem ślicznie- słoneczko, ptaszki śpiewają, więc oby i u was tak było ;D )!
3majcie się!!
DZIANE!
じゃね
środa, 20 marca 2013
Wielce fascynujące (opo)wieści szkolne
Hej wam!
Praktycznie codziennie loguję się na bloga, ale zazwyczaj nic na nim nie piszę, bo nie wiem o czym w sumie mam pisać. Dlatego choć dziś też jest jeden z takich dni to podjęłam się próby napisania czegokolwiek.
Jako, że moje życie, jak w większości przypadków, jeśli do czynienia mamy z uczniami, kręci się w dużej mierze wokół szkoły to dziś trochę nowinek z niej.
Od poniedziałku do dzisiaj lekcje były skrócone co było całkiem fajne po ciągłym zasuwaniu przez poprzednie tygodnie. Jutro są dni otwarte mojej szkoły i początkowo wszyscy mówili, że ci co się nie angażują to nie przychodzą, ale na ostatnią chwilę okazało się, że a gdzie tam! Do szkoły trzeba przyjść i siedzieć przez 6 lekcji, nic nie robić. Are you kidding me?! I tak nie zamierzałam iść, teraz mój zamiar się jeszcze bardziej umocnił, a i alibi mam i to prawdziwe, bo jadę jutro do lekarza, tylko pech chciał, że mój młodszy brat też jedzie i nie wyobrażam sobie siedzenia w poczekalni z nim, bo jest całkowicie niepoważny i ciągle mnie zaczepia -.-"
A tak swoją drogą to matko! Chyba zaraz dostanę szlaban... Internet się kończy, a do odnowienia transferu zostało aż 11 dni (z jednedo modemu, bo z drugiego to plus 10 do tego). ;_;
Somebody help me!
Także to tyle póki co, napiszę później, o ile dożyję, bo czeka mnie ochrzan jak nie wiem ;_;
Nienawidzę internetu z transferem danych...
Praktycznie codziennie loguję się na bloga, ale zazwyczaj nic na nim nie piszę, bo nie wiem o czym w sumie mam pisać. Dlatego choć dziś też jest jeden z takich dni to podjęłam się próby napisania czegokolwiek.Jako, że moje życie, jak w większości przypadków, jeśli do czynienia mamy z uczniami, kręci się w dużej mierze wokół szkoły to dziś trochę nowinek z niej.
Od poniedziałku do dzisiaj lekcje były skrócone co było całkiem fajne po ciągłym zasuwaniu przez poprzednie tygodnie. Jutro są dni otwarte mojej szkoły i początkowo wszyscy mówili, że ci co się nie angażują to nie przychodzą, ale na ostatnią chwilę okazało się, że a gdzie tam! Do szkoły trzeba przyjść i siedzieć przez 6 lekcji, nic nie robić. Are you kidding me?! I tak nie zamierzałam iść, teraz mój zamiar się jeszcze bardziej umocnił, a i alibi mam i to prawdziwe, bo jadę jutro do lekarza, tylko pech chciał, że mój młodszy brat też jedzie i nie wyobrażam sobie siedzenia w poczekalni z nim, bo jest całkowicie niepoważny i ciągle mnie zaczepia -.-"
A tak swoją drogą to matko! Chyba zaraz dostanę szlaban... Internet się kończy, a do odnowienia transferu zostało aż 11 dni (z jednedo modemu, bo z drugiego to plus 10 do tego). ;_;
Somebody help me!
Także to tyle póki co, napiszę później, o ile dożyję, bo czeka mnie ochrzan jak nie wiem ;_;
Nienawidzę internetu z transferem danych...
DZIANE!
じゃね
piątek, 15 marca 2013
Nothing special
Hejka!
Byłam dziś w szkole, lekcje były skrócone. Kuratorska wizyta w naszej szkole się zaczęła i nauczyciele i kadra szkoły wychodzi z siebie, żeby dobrze wypaść. W poniedziałek będziemy odpowiadać niby na jakąś ankietę dotyczącą pracy szkoły. Mamy w niej "mówić prawdę", ale nie mówić o wadach szkoły- zimno, śmierdzi wszędzie od petów, nauczyciele wredni... Nie, najlepiej to pominąć, bo to będzie źle dla szkoły...
To tyle w tym temacie.
Poza tym dziś byłam na pobraniu krwi i tym razem nic nie bolało, tylko krew nie chciała zakrzepnąć ^^"
No i byłam w Empiku gdzie upolowałam kolejny tom Naruto dla brata i połasiłam się na kupno kolejnej książki o tematyce japońskiej- "Japonia oczami fana". Są tam kody, które odczytując można obejrzeć filmiki, ale niestety by to zrobić trzeba posiadać iphona/smartphona, a ja niestety nie posiadam, więc cóż...
Co jeszcze porabiam? Nie mogę się doczekać na 11 odcinek "Amnesii". To anime wciąga. Chociaż po oglądaniu kolejnych odcinków odczuwam frustrację, bo coraz bardziej mam zamęt w głowie i nie mam pojęcia jak to się zakończy. Chyba dlatego oglądam: chcę wiedzieć o co w tym na prawdę chodzi.
"Psycho-pass" też dobiega końca- jeszcze ze 2 odcinki, a nie widzę, żeby to się miało jakoś skończyć. Może będzie 2 sezon? Bo jak upchać jakiś porządny finał anime w tych dwóch odcinkach, 48 minutach? Tego nie wiem.
Także ponawiam swoje pytanie: Znacie jakieś dobre anime? Bo jak skończę z tymi dwoma seriami to nie wiem za bardzo w co zainwestować swój czas, żeby być usatysfakcjonowana i jaka seria jest naprawdę godna uwagi.
Co polecacie?
Byłam dziś w szkole, lekcje były skrócone. Kuratorska wizyta w naszej szkole się zaczęła i nauczyciele i kadra szkoły wychodzi z siebie, żeby dobrze wypaść. W poniedziałek będziemy odpowiadać niby na jakąś ankietę dotyczącą pracy szkoły. Mamy w niej "mówić prawdę", ale nie mówić o wadach szkoły- zimno, śmierdzi wszędzie od petów, nauczyciele wredni... Nie, najlepiej to pominąć, bo to będzie źle dla szkoły...
To tyle w tym temacie.
Poza tym dziś byłam na pobraniu krwi i tym razem nic nie bolało, tylko krew nie chciała zakrzepnąć ^^"No i byłam w Empiku gdzie upolowałam kolejny tom Naruto dla brata i połasiłam się na kupno kolejnej książki o tematyce japońskiej- "Japonia oczami fana". Są tam kody, które odczytując można obejrzeć filmiki, ale niestety by to zrobić trzeba posiadać iphona/smartphona, a ja niestety nie posiadam, więc cóż...
Co jeszcze porabiam? Nie mogę się doczekać na 11 odcinek "Amnesii". To anime wciąga. Chociaż po oglądaniu kolejnych odcinków odczuwam frustrację, bo coraz bardziej mam zamęt w głowie i nie mam pojęcia jak to się zakończy. Chyba dlatego oglądam: chcę wiedzieć o co w tym na prawdę chodzi.
"Psycho-pass" też dobiega końca- jeszcze ze 2 odcinki, a nie widzę, żeby to się miało jakoś skończyć. Może będzie 2 sezon? Bo jak upchać jakiś porządny finał anime w tych dwóch odcinkach, 48 minutach? Tego nie wiem.
Także ponawiam swoje pytanie: Znacie jakieś dobre anime? Bo jak skończę z tymi dwoma seriami to nie wiem za bardzo w co zainwestować swój czas, żeby być usatysfakcjonowana i jaka seria jest naprawdę godna uwagi.
Co polecacie?
DZIANE!
じゃね
sobota, 9 lutego 2013
Lalka...
Hej wam!
W dzisiejszym poście o lalce, ale nie takiej:
ani nawet o żywej lalce jaką jest...
...Anastasiya Shpagina (o niej może innym razem)
Więc po pierwsze- mam wrażenie, że czytanego tekstu w ogóle nie ubywa >.<"
Po drugie- jak już ktoś z mojej klasy słusznie stwierdził, a ja tylko zacytuję- "Trzeba mieć nieźle na bani, żeby tak długą książkę napisać. Żeby chociaż ciekawa była..."
"Lalka" jest jak anime, którego nie chce się oglądać- fabuła nudna, bohaterowie nieciekawi i wkurzający. Różnicą jest jednak to, że anime można nie oglądać, można wyłączyć, jeśli nie odpowiada, a z lekturami szkolnymi już tak łatwo nie ma. Poza tym mam takie przemyślenie, że ta lektura jak była w poprzednich latach na maturze, tak i będzie w tym roku, w przyszłym i w kolejnych...
Sama w sobie książka nie irytowałaby aż tak, gdyby nie bohaterowie, czyli przede wszystkim Stanisław Wokulski- główny bohater, który wzbogacił się, żeby zbliżyć się do Izabeli Łęckiej- panny z arystokratycznej rodziny. Ażeby tak było to musi się również bliżej zaprzyjaźnić z ojcem swej wybranki Tomaszem Łęckim.
Więc ja teraz jak Izabela Łęcka, która oceniała ludzi jednym słowem, czasami dwoma też dokonam oceny tych bohaterów. Najtrudniej jest mi określić Wokulskiego jednym słowem, bo pasuje do niego parę epitetów...
- Stanisław Wokulski- wzbogacony kupiec, romantyk, bankrutuje na rzecz kobiety
- Izabela Łęcka- tępa dzida
- Tomasz Łęcki- naiwny bankrut
- Ignacy Rzecki- stary subiekt
Ogólnie lektura mi się nie podoba właśnie z tych powodów, które wymieniłam i myślę, że nie ma co się nad nią rozczulać, więc trochę nie rozumiem jak co roku ci z CKE co roku mogą wymyślać coraz to nowe zagadnienia z nią związane...
Także to tyle na razie. Muszę niedługo wracać do czytania "Lalki", więc...
DZIANE!
じゃねponiedziałek, 4 lutego 2013
I znów do szkoły
Hej wam!
Dziś nastał jeden z tych tragicznych dni kiedy po dłuższym czasie leżenia, siedzenia, nic nie robienia w domu trzeba było wstać i opuścić ciepłe łóżeczko, ogarnąć się i zebrać do szkoły.
Na przerwach (ale i na lekcjach też, jak nie miałam jakiegoś w miarę przyjemnego zajęcia) nie bardzo do mnie docierało gdzie jestem i co w tej chwili robię. Już od pierwszej lekcji znienawidzona przeze mnie nauczycielka zepsuła mi humor. Nie ma to jak pójść na łatwiznę i zamiast realizować temat rozdać jakieś durne karteczki klasie, a sama serfować sobie w internecie i szperać w naszym dzienniku. Nie dosyć, że jakimś cudem ta facetka dowaliła nam jeszcze jedną godzinę WOSu (kiedy tego dnia tygodnia mogłabym mieć na 10 do szkoły, co byłoby osłodą dla mnie, bo prawie codziennie kończyć będę po 8-śmiu, wyczerpujących lekcjach), to jeszcze nie omieszkała wstawić nam oceny za zaległe sprawdziany.
Jak myślicie, co mogłam z niego dostać? Oczywiście, że 1.
Nie ja jedyna zresztą. To chyba o czymś świadczy i bynajmniej nie o tym, że się nie uczę. Z klasówek z historii dostaję trójki, czwórki, a jakiś czas temu dostałam nawet 5.
Teraz więc na nowy semestr mam 4 z klasówki i 1 ze sprawdzianu z mapki zjednoczenia Włoch i Niemiec i powiem wam, że się uczyłam, porównywałam te różne mapki i co? G*wno za przeproszeniem. Takie rzeczy po prostu wyprowadzają człowieka z równowagi.
Ponadto- jak tu się cieszyć, że ma się o godzinę więcej (czyli już 5 w tygodniu) czasu spędzać z znienawidzoną nauczycielką? Nie mam pojęcia jakie ona może mieć usprawiedliwienie, bo dla mnie takiego nie ma, żeby wyżywać się na uczniach. Życie prywatne powinna zostawić w domu, bo to, że jest rozgoryczoną starą panną mało mnie obchodzi i nie powinno przekładać się na jej pracę. Jest jednak przeciwnie- wszelki czas wolny, każdą minutę ta nauczycielka poświęca, żeby wymyślać nowe sprawdziany, pytania na klasówkach i pytania, które zada na lekcjach...
Dziś nastał jeden z tych tragicznych dni kiedy po dłuższym czasie leżenia, siedzenia, nic nie robienia w domu trzeba było wstać i opuścić ciepłe łóżeczko, ogarnąć się i zebrać do szkoły.
Na przerwach (ale i na lekcjach też, jak nie miałam jakiegoś w miarę przyjemnego zajęcia) nie bardzo do mnie docierało gdzie jestem i co w tej chwili robię. Już od pierwszej lekcji znienawidzona przeze mnie nauczycielka zepsuła mi humor. Nie ma to jak pójść na łatwiznę i zamiast realizować temat rozdać jakieś durne karteczki klasie, a sama serfować sobie w internecie i szperać w naszym dzienniku. Nie dosyć, że jakimś cudem ta facetka dowaliła nam jeszcze jedną godzinę WOSu (kiedy tego dnia tygodnia mogłabym mieć na 10 do szkoły, co byłoby osłodą dla mnie, bo prawie codziennie kończyć będę po 8-śmiu, wyczerpujących lekcjach), to jeszcze nie omieszkała wstawić nam oceny za zaległe sprawdziany.
Jak myślicie, co mogłam z niego dostać? Oczywiście, że 1.
Nie ja jedyna zresztą. To chyba o czymś świadczy i bynajmniej nie o tym, że się nie uczę. Z klasówek z historii dostaję trójki, czwórki, a jakiś czas temu dostałam nawet 5.
Teraz więc na nowy semestr mam 4 z klasówki i 1 ze sprawdzianu z mapki zjednoczenia Włoch i Niemiec i powiem wam, że się uczyłam, porównywałam te różne mapki i co? G*wno za przeproszeniem. Takie rzeczy po prostu wyprowadzają człowieka z równowagi.
Ponadto- jak tu się cieszyć, że ma się o godzinę więcej (czyli już 5 w tygodniu) czasu spędzać z znienawidzoną nauczycielką? Nie mam pojęcia jakie ona może mieć usprawiedliwienie, bo dla mnie takiego nie ma, żeby wyżywać się na uczniach. Życie prywatne powinna zostawić w domu, bo to, że jest rozgoryczoną starą panną mało mnie obchodzi i nie powinno przekładać się na jej pracę. Jest jednak przeciwnie- wszelki czas wolny, każdą minutę ta nauczycielka poświęca, żeby wymyślać nowe sprawdziany, pytania na klasówkach i pytania, które zada na lekcjach...
Nie mogłam się powstrzymać...
Humor jedynie poprawił mi fakt, że naszą nauczycielkę od polskiego (która złamała nogę) zastępuje nauczycielka, która wydaje się całkiem miła. Prowadzi lekcje w całkiem normalnym tempie, bo nasza poprzednia pani gnała z tematami jak szalona.
Czymś miłym było też to, że nabyłam dziś nową bluzkę ^^
Ech, gdyby jeszcze jutro nie było historii -___-
Nienawidzę historii i wosu, a to wszystko po prostu przez nauczycielkę. Gdyby nie ona to uważam, że historia jest całkiem znośnym przedmiotem, gorzej z wosem, bo tam są takie ciężkie tematy.
W tym tygodniu chyba po raz kolejny moja cierpliwość zostanie wystawiona niejednokrotnie na ciężką próbę...
Grunt to się nie dać! Nie dajmy tej osobie, która chce nam zepsuć humor tej satysfakcji ;)
Mnóstwo sił na kolejny tydzień!
DZIANE!
じゃねniedziela, 3 lutego 2013
Koniec ferii
Dokładnie... Czas do szkoły ;_;
Przez cały czas ferii praktycznie byłam chora :(
Nic za bardzo nie zrobiłam. Spotkałam się tylko z przyjaciółką i koleżanką. Dobre i to.
Zdecydowanie za szybko się skończyły. Nie mam pojęcia jak teraz wrócić do tej szarej, szkolnej rzeczywistości pełnej chamskich nauczycieli mających gdzieś czy nam się chce czy nie chce uczyć.
Aktualnie jestem wściekła. A to dlatego, że wbrew sobie i swojej pogardzie do tego odrobiłam pracę domową z histy, którą facetka ZADAŁA nam NA FERIE. Czaicie chyba moją irytację?
Poza tym zmienili nam plan, a o tym, że ta zmiana jest już od jutra dowiedziałam się z fejsbuka. Taki pokopany plan lekcji, tyle tylko w nim dobrego, że w jeden dzień tygodnia mam tylko 4 lekcje na 8. No i wtedy jest git, ale tak poza tym to na serio czuję, że mnie to wszystko wkurza.
W takiej chwili spadam z neta, idę porobię coś bardziej relaksującego niż czytanie komentarzy o kolejnych zmianach w lekcjach itd. bo zwyczajnie mam tego dość.
A u was jak? Macie już ferie, czy już mieliście?
A propos mojego zdrowia- czuję się już znacznie lepiej, bo ostatnio różne dziwne rzeczy się działy i wszystko mnie bolało, ale już jest OK.
Przez cały czas ferii praktycznie byłam chora :(
Nic za bardzo nie zrobiłam. Spotkałam się tylko z przyjaciółką i koleżanką. Dobre i to.
Zdecydowanie za szybko się skończyły. Nie mam pojęcia jak teraz wrócić do tej szarej, szkolnej rzeczywistości pełnej chamskich nauczycieli mających gdzieś czy nam się chce czy nie chce uczyć.
Aktualnie jestem wściekła. A to dlatego, że wbrew sobie i swojej pogardzie do tego odrobiłam pracę domową z histy, którą facetka ZADAŁA nam NA FERIE. Czaicie chyba moją irytację?
Poza tym zmienili nam plan, a o tym, że ta zmiana jest już od jutra dowiedziałam się z fejsbuka. Taki pokopany plan lekcji, tyle tylko w nim dobrego, że w jeden dzień tygodnia mam tylko 4 lekcje na 8. No i wtedy jest git, ale tak poza tym to na serio czuję, że mnie to wszystko wkurza.
W takiej chwili spadam z neta, idę porobię coś bardziej relaksującego niż czytanie komentarzy o kolejnych zmianach w lekcjach itd. bo zwyczajnie mam tego dość.
A u was jak? Macie już ferie, czy już mieliście?
A propos mojego zdrowia- czuję się już znacznie lepiej, bo ostatnio różne dziwne rzeczy się działy i wszystko mnie bolało, ale już jest OK.
3majcie się i życzę wam też zero spiny ;) !
DZIANE!
じゃねśroda, 16 stycznia 2013
Największa inwestycja rodziny...
...To ja. Ciągle rodzice na mnie pieniądze wydają. Jak nie na aparat ortodontyczny to leki na moje problemy z cerą, a teraz już również na leki na tarczycę. :((
Byłam dziś u lekarza i miałam robione USG tarczycy. Pani doktór powiedziała, że bardzo dziwne się rzeczy z nią dzieją i jeszcze, że widzi jakąś zawiązkę guzka czy coś O.O
Ja się w imieniu Jezusa Chrystusa nie godzę na takie coś!
Czemu jak nie żołądek albo wątroba to cera, a jak nie cera zęby, a jak nie zęby (z zębami też mam nieraz dziwne akcje) to tarczyca?
Nie wiem dlaczego mam tak słabe zdrowie...
Hormon, którego parametry w badaniach krwi wyszły mi za wysokie to prolaktyna.
Czytam teraz o nim na wikipedii, kojarzę go z biologii, ale nie wiele o nim wiem. Oto co o nim teraz przeczytałam:
"Innymi źródłami syntezy prolaktyny mogą być komórki niektórych nowotworów oraz błona śluzowa macicy.Nadmiar prolaktyny (hiperprolaktynemia) może być odpowiedzialny za bezpłodność oraz zespół amenorrhea-galactorhea. "
Dziwne rzeczy...
W każdym bądź razie zobaczymy jaki będzie skutek po lekach.
A co w szkole? Już w przyszłym tygodniu ferie, więc nikomu nic się nie chce robić, w tym i mnie. Na angielskim nauczycielka nam chciała sprawdzian zrobić, ale wszyscy (oprócz 2 osób) zgłosili nieprzygotowanie i ostatecznie go nie zrobiła, ale jedną z tych 2 osób zapytała... Takim oto sposobem wykorzystałam jedno jedyne nieprzygotowanie, które przysługuje mi na semestr, czyli jeśli nagle zapomnę pracy domowej to sayōnara i jedyneczka.
A propos chorób- znalazłam takie bekowe foto w necie- nie ma jak koty pełniące rolę żywych kaloryferów/ ogrzewczy xD
3majcie się. Życzę wam mnóstwo zdrowia, bo ja tam doskonale wiem, jak ono jest ważne i cenne. Także nauczcie się doceniać to co macie. Cieszcie się każdym dniem kiedy możecie wstać z łóżka o własnych siłach i z tego, że nadal możecie oddychać.
Wiecie jak mówi jedno z 10-ciu przykazań: "Nie zabijaj!". Nie zabijaj też siebie (palenie papierosów też jest zabijaniem siebie. Płuca palacza są masakrycznie wyniszczone).
Także to tyle z mego ciut chaotycznego wywodu.
Zdrowia! (wam i sobie życzę)
PS.
Zmieniłam obraz u góry na Miku xD
Byłam dziś u lekarza i miałam robione USG tarczycy. Pani doktór powiedziała, że bardzo dziwne się rzeczy z nią dzieją i jeszcze, że widzi jakąś zawiązkę guzka czy coś O.O
Ja się w imieniu Jezusa Chrystusa nie godzę na takie coś!
Czemu jak nie żołądek albo wątroba to cera, a jak nie cera zęby, a jak nie zęby (z zębami też mam nieraz dziwne akcje) to tarczyca?
Nie wiem dlaczego mam tak słabe zdrowie...
Hormon, którego parametry w badaniach krwi wyszły mi za wysokie to prolaktyna.
Czytam teraz o nim na wikipedii, kojarzę go z biologii, ale nie wiele o nim wiem. Oto co o nim teraz przeczytałam:
"Innymi źródłami syntezy prolaktyny mogą być komórki niektórych nowotworów oraz błona śluzowa macicy.Nadmiar prolaktyny (hiperprolaktynemia) może być odpowiedzialny za bezpłodność oraz zespół amenorrhea-galactorhea. "
Dziwne rzeczy...
W każdym bądź razie zobaczymy jaki będzie skutek po lekach.
A co w szkole? Już w przyszłym tygodniu ferie, więc nikomu nic się nie chce robić, w tym i mnie. Na angielskim nauczycielka nam chciała sprawdzian zrobić, ale wszyscy (oprócz 2 osób) zgłosili nieprzygotowanie i ostatecznie go nie zrobiła, ale jedną z tych 2 osób zapytała... Takim oto sposobem wykorzystałam jedno jedyne nieprzygotowanie, które przysługuje mi na semestr, czyli jeśli nagle zapomnę pracy domowej to sayōnara i jedyneczka.
A propos chorób- znalazłam takie bekowe foto w necie- nie ma jak koty pełniące rolę żywych kaloryferów/ ogrzewczy xD
Wiecie jak mówi jedno z 10-ciu przykazań: "Nie zabijaj!". Nie zabijaj też siebie (palenie papierosów też jest zabijaniem siebie. Płuca palacza są masakrycznie wyniszczone).
Także to tyle z mego ciut chaotycznego wywodu.
Zdrowia! (wam i sobie życzę)
DZIANE!
じゃねPS.
Zmieniłam obraz u góry na Miku xD
sobota, 12 stycznia 2013
Czas złapać oddech
Po tym katorżniczym, masakrycznie ciężkim tygodniu czas zaczerpnąć w końcu powietrza, wziąć głęboki wdech i się zrelaksować.
Nie mogłam nawet jakoś wejść na bloga, bo taki jakby trochę szlaban dostałam.
Internet z transferem, rozumiecie? Jak się skończy transfer to ktoś musi ponieść odpowiedzialność, no i jak zwykle- padło na mnie.
Poza tym? Teraz jak się dorwałam o kompa to musiałam nadrobić zaległości w anime. Naruto *.* już za tydzień znowu będą odcinki oparte na mandze! Aż się chce podskoczyć z radości!!
Jeszcze przyszyły tydzień i będę mieć ferie ^v^ jupi!!!
A pogodowo? Taka zamieć była, że ho ho!
Wiecie co? Mój umysł nie zapamiętuje tego co było po kolei w każdym dniu tygodnia. Nie pamiętam już co się działo w poniedziałek, ale to być może dlatego, że mój mózg nie zapamiętuje pierdółek?
Także nawet nie wiem co chciałam ostatnio na tymże blogu, w tymże poście napisać.
Na przeprosiny- zdjęcie tego co w mojej szkole wypisali ludzie na śniegu (zdjęcie sprzed miesiąca niestety, ale za to jakie super!)
;)
Nie mogłam nawet jakoś wejść na bloga, bo taki jakby trochę szlaban dostałam.
Internet z transferem, rozumiecie? Jak się skończy transfer to ktoś musi ponieść odpowiedzialność, no i jak zwykle- padło na mnie.
Poza tym? Teraz jak się dorwałam o kompa to musiałam nadrobić zaległości w anime. Naruto *.* już za tydzień znowu będą odcinki oparte na mandze! Aż się chce podskoczyć z radości!!
Jeszcze przyszyły tydzień i będę mieć ferie ^v^ jupi!!!
A pogodowo? Taka zamieć była, że ho ho!
Wiecie co? Mój umysł nie zapamiętuje tego co było po kolei w każdym dniu tygodnia. Nie pamiętam już co się działo w poniedziałek, ale to być może dlatego, że mój mózg nie zapamiętuje pierdółek?
Także nawet nie wiem co chciałam ostatnio na tymże blogu, w tymże poście napisać.
Na przeprosiny- zdjęcie tego co w mojej szkole wypisali ludzie na śniegu (zdjęcie sprzed miesiąca niestety, ale za to jakie super!)
;)
DZIANE!
じゃねczwartek, 20 grudnia 2012
Wigilia klasowa itp.
Yo everybody!
Spina straszna, ciągle coś do roboty. W tym tygodniu miałam więcej klasówek i sprawdzianów (ale też odpowiedzi) niż by to moje nerwy mogły wytrzymać. Nałapałam chyba więcej jedynek niż kiedykolwiek w moim życiu o.O
Jeszcze jutro mam mieć sprawdzian z geografii z podziału politycznego Azji. Nic nie umiem. Wiem, że Japonia-Tokio i Korea Płd.-Seul, Chiny-Pekin. Na tym się kończy moja wiedza >.<
Mam nadzieję, że babka nie zrobi tegoż sprawdzianu, ale ona jest wredna, więc nigdy nie wiadomo...
Z pozytywnych newsów:
~Czuję się już psychicznie lepiej, przeszedł mi dołek (tudzież depresja).
~Miałam mieć dziś klasówkę z angielskiego, ale babka nam nie zrobiła, tylko położyła przed nami krzyżówki świąteczne xD
~Mam jutro Wigilię klasową i będę się mogła obeżreć za wszystkie czasy hah :D
Zrobiłam prezent mojej koleżance z klasy (było losowanie kto robi komu prezent, ale ja miałam ustawione losowanie xD dziewczyny mi dały karteczkę z imieniem mojej koleżanki, a ona dostała mnie ;} )
No więc z tego powodu szlajałam się po sklepach (musiałam też zrobić prezent mojej przyjaciółce, bo ona mi powiedziała, że mi zrobi...). Hm... Obsługa pewnych sklepów, do których poszłam okazała się niezbyt uprzejma. A już w szczególności taka kobieta z księgarni- chciałam sobie kupić książkę, bo muszę ją przeczytać- lektura. I babka tak chamsko powiedziała, że jej nie ma, ale będzie jutro. Ja taka stałam skołowana i powiedziałam: "Aha... Najwyżej jutro..." Ale nie mam zamiaru tam jutro wracać. Lol.
W końcu wyszło, że obu kupiłam: kubek, czekoladę i żelki. Do tego dorzuciłam kartki, które sama zrobiłam, a koleżance dorzuciłam jeszcze taką pluszową, małą myszkę. Przyjaciółce najwyżej dorzucę mandarynki...
Szukając w internecie czegoś co mogłabym dokleić do kartek znalazłam to *.* :
Także, życzę wam również kawaii świąt xD
Spina straszna, ciągle coś do roboty. W tym tygodniu miałam więcej klasówek i sprawdzianów (ale też odpowiedzi) niż by to moje nerwy mogły wytrzymać. Nałapałam chyba więcej jedynek niż kiedykolwiek w moim życiu o.O
Jeszcze jutro mam mieć sprawdzian z geografii z podziału politycznego Azji. Nic nie umiem. Wiem, że Japonia-Tokio i Korea Płd.-Seul, Chiny-Pekin. Na tym się kończy moja wiedza >.<
Mam nadzieję, że babka nie zrobi tegoż sprawdzianu, ale ona jest wredna, więc nigdy nie wiadomo...
Z pozytywnych newsów:
~Czuję się już psychicznie lepiej, przeszedł mi dołek (tudzież depresja).
~Miałam mieć dziś klasówkę z angielskiego, ale babka nam nie zrobiła, tylko położyła przed nami krzyżówki świąteczne xD
~Mam jutro Wigilię klasową i będę się mogła obeżreć za wszystkie czasy hah :D
Zrobiłam prezent mojej koleżance z klasy (było losowanie kto robi komu prezent, ale ja miałam ustawione losowanie xD dziewczyny mi dały karteczkę z imieniem mojej koleżanki, a ona dostała mnie ;} )
No więc z tego powodu szlajałam się po sklepach (musiałam też zrobić prezent mojej przyjaciółce, bo ona mi powiedziała, że mi zrobi...). Hm... Obsługa pewnych sklepów, do których poszłam okazała się niezbyt uprzejma. A już w szczególności taka kobieta z księgarni- chciałam sobie kupić książkę, bo muszę ją przeczytać- lektura. I babka tak chamsko powiedziała, że jej nie ma, ale będzie jutro. Ja taka stałam skołowana i powiedziałam: "Aha... Najwyżej jutro..." Ale nie mam zamiaru tam jutro wracać. Lol.
W końcu wyszło, że obu kupiłam: kubek, czekoladę i żelki. Do tego dorzuciłam kartki, które sama zrobiłam, a koleżance dorzuciłam jeszcze taką pluszową, małą myszkę. Przyjaciółce najwyżej dorzucę mandarynki...
Szukając w internecie czegoś co mogłabym dokleić do kartek znalazłam to *.* :
DZIANE!
じゃね
niedziela, 16 grudnia 2012
Góry i doliny...
Hej.
Mam doła. Mam 6 klasówek w ciągu 4 dni. To dla mnie dużo za dużo. Ponad moje siły, więc jeśli będę w tym tygodniu mało aktywna, to właśnie dlatego.
Najgorszy dzień jest jutro, bo mam 3 klasówki na raz i drukarka nie chce mi drukować, a koniecznie muszę wydrukować taką kartkę na historię...
Koleżanka poradziła mi oddać wszystko Bogu... Póki co mam doła jak nie wiem i słabo mi to "oddawanie wszystkiego Bogu" idzie...
Właśnie teraz poszłam do pokoju, zrezygnowana, żeby zacząć ręcznie przepisywać to co miałam wydrukować, ale chwała Bogu- pomodliłam się i akurat odpisała mi koleżanka, która napisała, że mi to wydrukuje :'>
To mi ratuje życie. Czyli Bóg wyeliminował póki co choć jeden mój problem. Teraz tylko czekać co dalej...
Do usłyszenia. Mam nadzieję, że wszystkie problemy się rozwiążą i że zacznę wierzyć w to, nie tylko mieć nadzieję.
Minęło trochę minut aktualnie i okazało się, że jedna koleżanka co miała mi pomóc to pomóc mi nie mogła, ale za to napisała do mnie inna znajoma i ta mam nadzieję wydrukuje mi tą straszną kartkę z historii ;_;
Jakby ktoś chciał wiedzieć jak ona wygląda, to wygląda ona tak:
Mam doła. Mam 6 klasówek w ciągu 4 dni. To dla mnie dużo za dużo. Ponad moje siły, więc jeśli będę w tym tygodniu mało aktywna, to właśnie dlatego.
Najgorszy dzień jest jutro, bo mam 3 klasówki na raz i drukarka nie chce mi drukować, a koniecznie muszę wydrukować taką kartkę na historię...
Koleżanka poradziła mi oddać wszystko Bogu... Póki co mam doła jak nie wiem i słabo mi to "oddawanie wszystkiego Bogu" idzie...
Właśnie teraz poszłam do pokoju, zrezygnowana, żeby zacząć ręcznie przepisywać to co miałam wydrukować, ale chwała Bogu- pomodliłam się i akurat odpisała mi koleżanka, która napisała, że mi to wydrukuje :'>
To mi ratuje życie. Czyli Bóg wyeliminował póki co choć jeden mój problem. Teraz tylko czekać co dalej...
Do usłyszenia. Mam nadzieję, że wszystkie problemy się rozwiążą i że zacznę wierzyć w to, nie tylko mieć nadzieję.
Minęło trochę minut aktualnie i okazało się, że jedna koleżanka co miała mi pomóc to pomóc mi nie mogła, ale za to napisała do mnie inna znajoma i ta mam nadzieję wydrukuje mi tą straszną kartkę z historii ;_;
Jakby ktoś chciał wiedzieć jak ona wygląda, to wygląda ona tak:
Możecie sobie to jakoś powiększyć, ale i tak na pierwszy rzut oka widać, że tu jest tyle tekstu nawalone- jak to odczytać? :'(
W ogóle- trzeba sobie pomagać, bo "kto co sieje to i żąć będzie"- ktoś inny powiedziałby, że to jakieś prawo Karmy czy czegoś takiego, a to wcale nie prawda! To jest zapisane w Biblii, Jezus to powiedział. Innymi słowy- będziesz dla kogoś niemiły to i ten ktoś będzie taki dla ciebie.
Ech, jestem już tym wszystkim wykończona.
Jak będę miała czas to zdam wam relację z tego co się w końcu udało, a co nie (mam nadzieję, że ta druga opcja nie wejdzie w grę).
Na koniec dodaję cosplay, który mi się bardzo podoba (Kamisama Hajimemashita) ^^
DZIANE!
じゃね
Subskrybuj:
Posty (Atom)















