Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wiara. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wiara. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 15 listopada 2016
Walka o to, w co wierzysz
"Tchórzliwi zapytają: Czy jest to bezpieczne? Oportuniści spytają: czy jest to politycznie poprawne? Próżni zapytają: Czy jest to popularne? Ale świadomi zapytają: Czy jest to słuszne? I nadejdzie czas, gdy ktoś musi zająć pozycję, która nie jest ani bezpieczna, ani polityczna, ani popularna, ale ktoś musi ją zająć, bo jest słuszna." -Martin Luther King Jr.
poniedziałek, 5 stycznia 2015
ewolucja vs. Bóg - gdzie jest PRAWDA?
Hej wam!
Nie pisałam jakiś czas, bo studia itd. Ale teraz, kiedy mam jeszcze chwilkę wolnego postanowiłam wstawić post o tematyce, która leży mi na sercu, jako, że na studiach spotkałam różnych ludzi, a wśród nich takich o specyficznych poglądach.
Dlatego mój dzisiejszy post jest refleksjami pod tytułem "ewolucja vs. Bóg".
Jest to również tytuł niesamowitego filmu, zmuszającego do refleksji nad życiem oraz tym, w co się wierzy. Pokazuje, że tak naprawdę NIE MA DOWODÓW na słuszność teorii ewolucji. Jest tylko WIARA. A, żeby nazwać coś nauką potrzeba tych dowodów. Inaczej można to tylko nazwać bajeczką dla naiwnych. Czy jesteś ślepo podążającą, za tym co ci powiedzą naukowcy, owcą czy badasz to, w co wierzysz?
Ja wierzę Bogu i że Jego Słowo jest Prawdą. Im większe robię "badania" pod katem ewolucjonizmu, tym bardziej widzę, w jakim kłamstwie tkwią ludzie w to wierzący.
Ludzie wybierają wiarę w ewolucjonizm, ponieważ w jakiś sposób zwalnia ich to od odpowiedzialności za swe niemoralne czyny. W każdym razie- to bardzo wygodne wierzyć w powiedzenie "Szalej duszo, piekła nie ma.", ale jak bardzo naiwne...
Polecam obejrzenie tego filmu, a poza tym...
2) "Nauka daje coraz więcej argumentów na rzecz istnienia Boga"- artykuł także rozważa, czy poza Ziemią istnieją inteligentne formy życia
3) Wielki wybuch, a zasada zachowania pędu- Moje wnioski (również wysnute na podstawie filmu "Wiek Ziemi") brzmią tak: Nawet planety i galaktyki- nie wszystkie kręcą się w tym samym kierunku, co wskazuje, że teoria wielkiego wybuchu jest błędna, bo gdyby była prawdą to, zgodnie z zasadą zachowania pędu, wszystko kręciłoby się w jednym kierunku.
4) Film "Wiek Ziemi"- może i dosyć old school'owy, ale jest mocnym argumentem za istnieniem Boga i błędnością teorii ewolucjonistycznych.
5) Datowanie węglem? Chyba nie.
6) Coś o datowaniu uranem...
W co i KOMU wierzysz? Decyzja należy do ciebie. Zachęcam do szukania Boga, szukania Prawdy i do modlitwy. Tutaj możesz się dowiedzieć więcej-->> SzukającBoga
Nie zachęcam do żadnej religii. Tylko do żywej relacji z Bogiem, modlitwy, czytania Biblii, bo sama na co dzień doświadczam jak niezwykły On jest i jak bardzo kocha mnie i ciebie też!
Dziane
じゃね
sobota, 6 września 2014
Alleluja i do przodu ;)
~Mam nadzieję w Bogu i idę do przodu.~
Trochę się u mnie działo, a trochę się nie dzieje, ale jak już ta faza przejdzie to pewnie nie omieszkam się tym podzielić. Póki co staram się nie martwić i cieszyć się chociażby i z małych rzeczy. Niektórzy moi znajomi co szkołę średnią mają czteroletnią postawili ostatni krok na tym etapie edukacji. Mój brat też poszedł do szkoły. Śmiesznie jest tak siedzieć w domu kiedy go nie ma i potem patrzeć jak wraca. Nie lubi mojej byłej wychowawczyni. Z błahych powodów. Bo jest wymagająca.
Z innych newsów. Zepsuł mi się komputer i korzystam teraz z drugiego, ale on coś nie jest kompatybilny z drukarką, a będę musiała coś wydrukować, więc trochę lipa... Też trzeba coś obczaić.
Z anime mam ogromne zaległości, więc...
Do usłyszenia innym razem :)
Trochę się u mnie działo, a trochę się nie dzieje, ale jak już ta faza przejdzie to pewnie nie omieszkam się tym podzielić. Póki co staram się nie martwić i cieszyć się chociażby i z małych rzeczy. Niektórzy moi znajomi co szkołę średnią mają czteroletnią postawili ostatni krok na tym etapie edukacji. Mój brat też poszedł do szkoły. Śmiesznie jest tak siedzieć w domu kiedy go nie ma i potem patrzeć jak wraca. Nie lubi mojej byłej wychowawczyni. Z błahych powodów. Bo jest wymagająca.
Z innych newsów. Zepsuł mi się komputer i korzystam teraz z drugiego, ale on coś nie jest kompatybilny z drukarką, a będę musiała coś wydrukować, więc trochę lipa... Też trzeba coś obczaić.
Z anime mam ogromne zaległości, więc...
Do usłyszenia innym razem :)
Dziane
じゃね
sobota, 31 sierpnia 2013
Wakacyjnych wspomnień czar
Hej!
Nie mogę uwierzyć, że to już ten moment, że po jutrze znów wracam do tego miejsca zwanego szkołą. Konfrontacją mojego lenistwa z wymogami edukacji. Miejsca spotkania z dobrymi znajomymi i z tymi nie dobrymi, których się po prostu zna, z konieczności przebywania z nimi w jednej klasie. To samo z nauczycielami- niektórymi w porządku, a z innymi będącymi zgorzkniałymi do cna i mających swoje fazy. Zbliża się czas straszenia maturami jak jeszcze nigdy wcześniej i jeszcze większego wpędzania w kompleksy wykazywaniem nam jak to niczego nie potrafimy, bo toż przecież 3 klasa.
Za sobą zostawiam te 2 miesiące słodkiego nic-nierobienia i lenistwa i w sumie uświadamiam sobie, że nie było aż tak nudno i źle. Dnie spędzone na zbieraniu malin, truskawek, drylowaniu wiśni, a ostatnio na oddzielaniu śliwek od ich pestek (461 śliwek- moje palce nie chcą się domyć i pozostają lekko brązowe)...
Dni poświęcone nauce gry na gitarze. Tak, moje zapęcherzone palce, w których teraz zostało chyba zerwane nie jedno połączenie nerwowe i brak wyczuwania zbyt dobrze powierzchni przedmiotów będą chyba dobrym tego dowodem.
Komary i ślady bitwy z nimi w postaci ukąszeń bądź też brzydkich placków na ścianach...
Dni obozowe i wyjazdów spędzonych w gronie chrześcijan, a wśród nich będących wegetarian, wegan i prawie wegetarian, ale nie do końca. Trochę naigrywanie się z odmiennych smaków, gustów i przekonań. Przybijanie piątek z innymi mięsotarianami. Zmywanie naczyń gąbką +9... Kąpanie się późnymi wieczorami w jeziorze (aczkolwiek w moim przypadku tylko moczenie nóg i kibicowanie odważnym). Zawieranie nowych znajomości i odnawianie tych starszych. Obserwowanie rozkwitów miłości. Śmianie się z korzenia i liści jako metafory związku. Stołowanie się w Maku, korzystanie z wifi, żeby oglądać tam śmieszne filmiki albo filmiki disco polo (albo tych 2 w 1). Korzystanie z gościnności babci i jej sąsiadów, którzy zapomnieli założyć hasło na wifi. Konfrontacja z wagą i kilogramami po powrocie od babci. Postanowienie zrzucenia paru kilo po czym powrót do starych nawyków i rzucanie się na każdą kostkę czekolady.
To był też dobry czas z Bogiem. Możliwość bycia na konferencji modlitewno-proroczej. Założenie postu od mediów i zaskakująco pozytywne efekty. Już prawie kończę czytać całą Biblię (zostało mi tylko parę ksiąg Starego Testamentu). Czytanie książki "Żywa woda" po dobrych wspomnieniach z "Człowieka z nieba" i wewnętrzne poczucie tego, że nasza wiara wciąż nie dorasta do pięt ludziom prześladowanym za ewangelię, w np. takich Chinach. Oglądanie kościoła online i poczucie zbudowania się, wyciągnięcie wniosków na przyszłość i potwierdzenie tezy, że "jesteś tym co jesz", tym czym się karmisz.
Może nie wszystko poszło tak jak bym chciała i nie wykorzystałam pełni potencjału tych wakacji, ale to pierwsze takie moje wakacje w życiu gdzie mam poczucie, że nie mam najmniejszej ochoty wracać do szkoły, bo aż tak to się nie nudzę. Ze smutkiem pozostaje mi po prostu przejść do normalnego porządku dnia, a kiedy będzie mi źle pocieszyć się myślą przeżycia kolejnych wakacji jeszcze bardziej intensywnie w przyszłym roku, bo przypadnie mi na to aż cały miesiąc dłużej wolnego czasu. I choć stanę na rozdrożu i już w mojej poukładanej strefie bezpieczeństwa zaczynam czuć utratę gruntu z powodu niewiadomych jakimi są m.in. wybór studiów, miasta, w którym bym je ewentualnie odbywała i sterty pytań typu "A co jeśli...?" to chcę się tym zupełnie nie przejmować i powierzyć wszelką swą troskę Bogu, gdyż On ma o mnie staranie i on ma o mnie myśli o pokoju, nie o niedoli i aby zgotować mi przyszłość i natchnąć nadzieją (Jerem.29;11).
Więc pojawia się tylko jedno pytanie: a jakie były wasze wakacje? ;)
Nie mogę uwierzyć, że to już ten moment, że po jutrze znów wracam do tego miejsca zwanego szkołą. Konfrontacją mojego lenistwa z wymogami edukacji. Miejsca spotkania z dobrymi znajomymi i z tymi nie dobrymi, których się po prostu zna, z konieczności przebywania z nimi w jednej klasie. To samo z nauczycielami- niektórymi w porządku, a z innymi będącymi zgorzkniałymi do cna i mających swoje fazy. Zbliża się czas straszenia maturami jak jeszcze nigdy wcześniej i jeszcze większego wpędzania w kompleksy wykazywaniem nam jak to niczego nie potrafimy, bo toż przecież 3 klasa.
Za sobą zostawiam te 2 miesiące słodkiego nic-nierobienia i lenistwa i w sumie uświadamiam sobie, że nie było aż tak nudno i źle. Dnie spędzone na zbieraniu malin, truskawek, drylowaniu wiśni, a ostatnio na oddzielaniu śliwek od ich pestek (461 śliwek- moje palce nie chcą się domyć i pozostają lekko brązowe)...
Dni poświęcone nauce gry na gitarze. Tak, moje zapęcherzone palce, w których teraz zostało chyba zerwane nie jedno połączenie nerwowe i brak wyczuwania zbyt dobrze powierzchni przedmiotów będą chyba dobrym tego dowodem.
Komary i ślady bitwy z nimi w postaci ukąszeń bądź też brzydkich placków na ścianach...
Dni obozowe i wyjazdów spędzonych w gronie chrześcijan, a wśród nich będących wegetarian, wegan i prawie wegetarian, ale nie do końca. Trochę naigrywanie się z odmiennych smaków, gustów i przekonań. Przybijanie piątek z innymi mięsotarianami. Zmywanie naczyń gąbką +9... Kąpanie się późnymi wieczorami w jeziorze (aczkolwiek w moim przypadku tylko moczenie nóg i kibicowanie odważnym). Zawieranie nowych znajomości i odnawianie tych starszych. Obserwowanie rozkwitów miłości. Śmianie się z korzenia i liści jako metafory związku. Stołowanie się w Maku, korzystanie z wifi, żeby oglądać tam śmieszne filmiki albo filmiki disco polo (albo tych 2 w 1). Korzystanie z gościnności babci i jej sąsiadów, którzy zapomnieli założyć hasło na wifi. Konfrontacja z wagą i kilogramami po powrocie od babci. Postanowienie zrzucenia paru kilo po czym powrót do starych nawyków i rzucanie się na każdą kostkę czekolady.
To był też dobry czas z Bogiem. Możliwość bycia na konferencji modlitewno-proroczej. Założenie postu od mediów i zaskakująco pozytywne efekty. Już prawie kończę czytać całą Biblię (zostało mi tylko parę ksiąg Starego Testamentu). Czytanie książki "Żywa woda" po dobrych wspomnieniach z "Człowieka z nieba" i wewnętrzne poczucie tego, że nasza wiara wciąż nie dorasta do pięt ludziom prześladowanym za ewangelię, w np. takich Chinach. Oglądanie kościoła online i poczucie zbudowania się, wyciągnięcie wniosków na przyszłość i potwierdzenie tezy, że "jesteś tym co jesz", tym czym się karmisz.
Może nie wszystko poszło tak jak bym chciała i nie wykorzystałam pełni potencjału tych wakacji, ale to pierwsze takie moje wakacje w życiu gdzie mam poczucie, że nie mam najmniejszej ochoty wracać do szkoły, bo aż tak to się nie nudzę. Ze smutkiem pozostaje mi po prostu przejść do normalnego porządku dnia, a kiedy będzie mi źle pocieszyć się myślą przeżycia kolejnych wakacji jeszcze bardziej intensywnie w przyszłym roku, bo przypadnie mi na to aż cały miesiąc dłużej wolnego czasu. I choć stanę na rozdrożu i już w mojej poukładanej strefie bezpieczeństwa zaczynam czuć utratę gruntu z powodu niewiadomych jakimi są m.in. wybór studiów, miasta, w którym bym je ewentualnie odbywała i sterty pytań typu "A co jeśli...?" to chcę się tym zupełnie nie przejmować i powierzyć wszelką swą troskę Bogu, gdyż On ma o mnie staranie i on ma o mnie myśli o pokoju, nie o niedoli i aby zgotować mi przyszłość i natchnąć nadzieją (Jerem.29;11).
Więc pojawia się tylko jedno pytanie: a jakie były wasze wakacje? ;)
Dziane
じゃね
czwartek, 2 maja 2013
Z życia...
Hej wam!
Dawno nie pisałam- bardzo intensywny czas w szkole i inne czynniki na to wpłynęły.
Działy się i dzieją różne rzeczy, ale dzisiaj o góra dwóch.
Między innymi o tym:
Byłam wczoraj w hipermarkecie z mamą i bratem. Stały sobie jakieś kosmetyki. Mama oczywiście musiała podejść. Za cel wybrała sobie antyperspiranty, a ja jako, że nie lubię tej firmy powiedziałam głośno co o niej myślę- po prostu, że jest beznadziejna. No i pani, która stała obok zaczęła się oburzać, że jak to, to przecież bardzo dobra firma itp. itd. i że jej tam bardzo odpowiada. A ja sobie myślę: "Kobieto!! O CO CI CHODZI?! Matko, czy ja się pytałam kogoś o zdanie???" No i swoją drogą: przecież starsze kobiety (bo ta była około 50-tki) nie mają takiego problemu z potliwością co osoby w wieku dojrzewania, to na jakiej podstawie kobieta stwierdza, że kosmetyki z tej firmy są dobre? Od szamponu wyżej wspomnianej miałam łupież mimo, że szampon był przeciwłupieżowy, więc ja jakieś podstawy do swojej oceny mam.
No więc to tak. Swoją drogą- polska mentalność jest dziwna. Polak nie przemilczy sprawy, nawet jak to nie jego interes, a starsze panie w różnych środkach komunikacji miejskiej (i nie tylko) nie omieszkają powiedzieć wam historii swojego życia. I nie ważne czy tego chcesz słuchać czy nie.
Z innych wieści...
Bardzo się boję, bo...
W najbliższym czasie mam mieć chirurgicznie usuwaną 8-mkę (mam ich w sumie do takiego usunięcia trzy, ale z dwiema najbliższymi pani ortodontka radzi się wstrzymać jeszcze przez rok). I strasznie mi się ryczeć chce, bo wcale mnie nie uspokaja fakt, że będę mieć znieczulenie- to nie jest dla mnie nic nadzwyczajnego, a i przy znieczuleniu, znając mój dziwny organizm, nie znaczy to, że nie musi nic boleć. Po drugie to jest to, że przecież jakaś obca kobieta, u której nigdy nie byłam będzie mi gmerać w dziąsłach, a ja mam taki odruch przełykania śliny, nawet jeśli jej nie ma (a wtedy to jest dla mnie jeszcze bardziej stresujące i frustrujące- ta suchość w ustach). Po trzecie- szwy. Szwy na dziąsłach?! Co to ma być?! Po czwarte- słabe gojenie się dziąseł i opuchnięta twarz, a po piąte: czytałam trochę na forach o tym i wcale mnie wieści stamtąd nie pocieszyły, a tym bardziej jestem teraz roztrzęsiona. W kalendarzu przeczytałam dziś werset, o którym myślałam, ale mimo to nie przynosi mi ulgi "Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni" Mat.5,4 i od wczoraj myślę nad pewnymi słowami, które Bóg skierował do mnie kiedy modliły się o mnie pewne dziewczyny. Izajasza 43,2- mowa w tym wersecie, że gdy będę przechodzić przez różne trudności to Pan będzie ze mną, a ja wyjdę z tego zwycięsko (tak to interpretuję). Kiedy jakieś 3 miesiące temu usłyszałam to Słowo skierowane personalnie, do mnie, to nie miałam jeszcze pojęcia z jakimi trudnościami przyjdzie mi się zmierzyć...A tu zwalają się one na mnie jak wody rzeki, a ból jak ogień... Okazuje się, że mam chorą tarczycę i że tabletki będę prawdopodobnie brać do końca życia, później to, że w wakacje nie wolno mi przebywać na słońcu, bo od tabletek na trądzik, które biorę mogę dostać raka skóry, a teraz, że czekają mnie kolejne sensacje z zębami...
Jeszcze moje serce się nie uspokoiło, a znów przychodzi strapienie...
Póki co nie jestem w zbyt radosnym nastroju. Nie pozostaje mi nic innego jak się modlić i wylewać swój ból i frustracje przed Bogiem. Trzeba żyć. I przetrwać te próby...
Do usłyszenia.
Dawno nie pisałam- bardzo intensywny czas w szkole i inne czynniki na to wpłynęły.
Działy się i dzieją różne rzeczy, ale dzisiaj o góra dwóch.
Między innymi o tym:
Byłam wczoraj w hipermarkecie z mamą i bratem. Stały sobie jakieś kosmetyki. Mama oczywiście musiała podejść. Za cel wybrała sobie antyperspiranty, a ja jako, że nie lubię tej firmy powiedziałam głośno co o niej myślę- po prostu, że jest beznadziejna. No i pani, która stała obok zaczęła się oburzać, że jak to, to przecież bardzo dobra firma itp. itd. i że jej tam bardzo odpowiada. A ja sobie myślę: "Kobieto!! O CO CI CHODZI?! Matko, czy ja się pytałam kogoś o zdanie???" No i swoją drogą: przecież starsze kobiety (bo ta była około 50-tki) nie mają takiego problemu z potliwością co osoby w wieku dojrzewania, to na jakiej podstawie kobieta stwierdza, że kosmetyki z tej firmy są dobre? Od szamponu wyżej wspomnianej miałam łupież mimo, że szampon był przeciwłupieżowy, więc ja jakieś podstawy do swojej oceny mam.
No więc to tak. Swoją drogą- polska mentalność jest dziwna. Polak nie przemilczy sprawy, nawet jak to nie jego interes, a starsze panie w różnych środkach komunikacji miejskiej (i nie tylko) nie omieszkają powiedzieć wam historii swojego życia. I nie ważne czy tego chcesz słuchać czy nie.
Z innych wieści...
Bardzo się boję, bo...
W najbliższym czasie mam mieć chirurgicznie usuwaną 8-mkę (mam ich w sumie do takiego usunięcia trzy, ale z dwiema najbliższymi pani ortodontka radzi się wstrzymać jeszcze przez rok). I strasznie mi się ryczeć chce, bo wcale mnie nie uspokaja fakt, że będę mieć znieczulenie- to nie jest dla mnie nic nadzwyczajnego, a i przy znieczuleniu, znając mój dziwny organizm, nie znaczy to, że nie musi nic boleć. Po drugie to jest to, że przecież jakaś obca kobieta, u której nigdy nie byłam będzie mi gmerać w dziąsłach, a ja mam taki odruch przełykania śliny, nawet jeśli jej nie ma (a wtedy to jest dla mnie jeszcze bardziej stresujące i frustrujące- ta suchość w ustach). Po trzecie- szwy. Szwy na dziąsłach?! Co to ma być?! Po czwarte- słabe gojenie się dziąseł i opuchnięta twarz, a po piąte: czytałam trochę na forach o tym i wcale mnie wieści stamtąd nie pocieszyły, a tym bardziej jestem teraz roztrzęsiona. W kalendarzu przeczytałam dziś werset, o którym myślałam, ale mimo to nie przynosi mi ulgi "Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni" Mat.5,4 i od wczoraj myślę nad pewnymi słowami, które Bóg skierował do mnie kiedy modliły się o mnie pewne dziewczyny. Izajasza 43,2- mowa w tym wersecie, że gdy będę przechodzić przez różne trudności to Pan będzie ze mną, a ja wyjdę z tego zwycięsko (tak to interpretuję). Kiedy jakieś 3 miesiące temu usłyszałam to Słowo skierowane personalnie, do mnie, to nie miałam jeszcze pojęcia z jakimi trudnościami przyjdzie mi się zmierzyć...A tu zwalają się one na mnie jak wody rzeki, a ból jak ogień... Okazuje się, że mam chorą tarczycę i że tabletki będę prawdopodobnie brać do końca życia, później to, że w wakacje nie wolno mi przebywać na słońcu, bo od tabletek na trądzik, które biorę mogę dostać raka skóry, a teraz, że czekają mnie kolejne sensacje z zębami...
Jeszcze moje serce się nie uspokoiło, a znów przychodzi strapienie...
Póki co nie jestem w zbyt radosnym nastroju. Nie pozostaje mi nic innego jak się modlić i wylewać swój ból i frustracje przed Bogiem. Trzeba żyć. I przetrwać te próby...
Do usłyszenia.
DZIANE!
じゃね
poniedziałek, 10 grudnia 2012
Wysłuchane modlitwy
Hej wam!
W niedzielę wydarzyło się coś fantastycznego! Mianowicie, w kościele pojawiła się dziewczyna, której daaawno już nie widziłam, jej chyba ostatnio rok, prawie 2 lata temu. A ja się właśnie przez dłuuuższy czas modliłam o to, żeby do kościoła wróciła! Bóg działa i wysłuchuje modlitw. To moje świadectwo jego działania nr 1, którym się chcę podzielić, ale jest jeszcze...
Numer 2
Wczoraj się modliłam, bo dowiedziałam się w sobotę po południu, że dziś klasówka z biologi.
Próbowałam się uczyć, ale jakoś mi to nie szło. Tak więc, modliłam się o to, żeby Bóg mi jakoś pomógł, żebym np. wyjaśniła nauczycielce, że byłam chora, niedawno się dowiedziałam i czy mogłabym pisać tą klasówkę innym razem. (Tak się jednak nie stało.)Wróciłam do nauki, ale czułam taki niepokój jak się uczyłam i stres, a jak przestawałam się uczyć to uczucie mijało. Tak więc pomyślałam coś w stylu: "Panie Boże, co będzie, to będzie, wszystko w twoich rękach.". Następnego dnia [patrz: dzisiaj] 2 lekcje przed biologią, dowiedziałam się, że nie ma mojej nauczycielki od tegoż przedmiotu. Alleluja! Modlitwa wysłuchana!!! Chwała Bogu! <3
Więc jak widzicie: Bóg działa. W większych i mniejszych sprawach. Potrzebne są tylko bodajże dwie rzeczy, może trzy. Modlitwa+wiara+zaufanie Bogu=sukces --> nawet pozornie (i niepozornie) zła sytuacja zmieni się w dobrą. Bo o tym mówi List do Rzymian 8,28 "Bóg współdziała we wszystkim ku dobremu z tymi, którzy Boga miłują; to jest z tymi, którzy według jego powołania są wybrani" -cytuję z pamięci, więc może nie być dokładnie słowo w słowo tak jak jest w Biblii, ale sens, myślę, jest zachowany. ^^
Haha znalazłam takie foto w necie:
W niedzielę wydarzyło się coś fantastycznego! Mianowicie, w kościele pojawiła się dziewczyna, której daaawno już nie widziłam, jej chyba ostatnio rok, prawie 2 lata temu. A ja się właśnie przez dłuuuższy czas modliłam o to, żeby do kościoła wróciła! Bóg działa i wysłuchuje modlitw. To moje świadectwo jego działania nr 1, którym się chcę podzielić, ale jest jeszcze...
Numer 2
Wczoraj się modliłam, bo dowiedziałam się w sobotę po południu, że dziś klasówka z biologi.
Próbowałam się uczyć, ale jakoś mi to nie szło. Tak więc, modliłam się o to, żeby Bóg mi jakoś pomógł, żebym np. wyjaśniła nauczycielce, że byłam chora, niedawno się dowiedziałam i czy mogłabym pisać tą klasówkę innym razem. (Tak się jednak nie stało.)Wróciłam do nauki, ale czułam taki niepokój jak się uczyłam i stres, a jak przestawałam się uczyć to uczucie mijało. Tak więc pomyślałam coś w stylu: "Panie Boże, co będzie, to będzie, wszystko w twoich rękach.". Następnego dnia [patrz: dzisiaj] 2 lekcje przed biologią, dowiedziałam się, że nie ma mojej nauczycielki od tegoż przedmiotu. Alleluja! Modlitwa wysłuchana!!! Chwała Bogu! <3
Więc jak widzicie: Bóg działa. W większych i mniejszych sprawach. Potrzebne są tylko bodajże dwie rzeczy, może trzy. Modlitwa+wiara+zaufanie Bogu=sukces --> nawet pozornie (i niepozornie) zła sytuacja zmieni się w dobrą. Bo o tym mówi List do Rzymian 8,28 "Bóg współdziała we wszystkim ku dobremu z tymi, którzy Boga miłują; to jest z tymi, którzy według jego powołania są wybrani" -cytuję z pamięci, więc może nie być dokładnie słowo w słowo tak jak jest w Biblii, ale sens, myślę, jest zachowany. ^^
Haha znalazłam takie foto w necie:
Bo nawet w anime się modlą, chociaż nie wiem do kogo, ale ja tam wiem do kogo się modlę
Do jedynego, prawdziwego Boga, który wysłuchuje moich modlitw i na prawdę
na nie odpowiada.
A wy?
DZIANE!
じゃね
sobota, 1 grudnia 2012
So lazy...
Tak mi się dzisiaj nic nie chciało. Wstałam w okolicach 10.00 i patrzę przez okno i...
PADA ŚNIEG!!!
Ale szybko skończył padać. I się rozpuścił.
Mam nadzieję, że niedługo znowu sypnie.
Jak mówiłam, nic prawie nie robiłam. Siedziałam między innymi na kompie, a piesek obgryzał mi nogi xD
Zaczęłam czytać książkę "Syn Hamasu", ale póki jej nie przeczytam całej to nie mogę za bardzo zrecenzować. Jest właśnie między innymi o tym jak powstała organizacja Hamas i przedstawiająca konflikt Palestyńsko-Izraelski. Pokazuje, że istnieje inne oblicze muzułmanizmu, nie tylko dżihad i że nie wszyscy są terrorystami (wbrew stereotypom). I w końcu (do tego momentu jeszcze nie dotarłam w czytaniu tej książki, ale wiem z opisu) pokazuje, jak ów "syn Hamasu" nawraca się i poznaje Jezusa jako swojego osobistego Pana i Zbawiciela.
Oglądałam ostatnio z mamą program Joyce Meyer "Codzienna radość życia" na religia.tv (kanał ten mi nie bardzo odpowiada, ale zdarza się, że czasem puszczą coś naprawdę wartościowego, czym jest na 100% kazanie Joyce Meyer- polecam jej książki tj. "Piękno z popiołów" czy chociażby "Bitwa o umysł") i powiedziała coś co chcę wam przekazać: "Jezus nie umarł po to, żeby tworzyć nową religię! Jezus przyszedł, żeby umrzeć na krzyżu za CIEBIE, żeby CIĘ zbawić, dokonać coś czego nie mogło dać wypełnianie dobrych uczynków czy przestrzeganie 10 przykazań. On otworzył CI drogę do nieba. Chce pojednać CIĘ z Ojcem. Wystarczy, że przeprosisz Go za swoje grzechy i poprosisz by został Twoim Panem i Zbawicielem. Jak to zrobić? Na tej stronie --> SzukającBoga znajdziesz informacje, których być może szukasz oraz słowa przykładowej modlitwy, która może zmienić TWOJE ŻYCIE.
Make your choice.
Wszystko zależy od CIEBIE i od TWOJEJ DECYZJI, ale pamiętaj: Może to ostatnia szansa?
DZIANE
じゃねpiątek, 9 listopada 2012
Czas leczy rany?
Po tej strasznej wieści jaką otrzymałam wczoraj przeryczałam całe popołudnie i wieczór. Do późna siedziałam w zadumaniu. Jako, że nie mogłam zatrzymać potoku łez zaczęłam czytać Biblię. Nawet nie pamiętam o czym dokładnie czytałam, ale wiem jedno- pomogło, jakoś się tak bardziej uspokoiłam.
Chociaż nie mogę tego zrozumieć, co się stało, nie zamierzam z tym dyskutować. Czasu nie cofnę, życia nie zwrócę. Mówi się, że czas leczy rany. Czy to prawda? Nie wiem. Może po części tak? Mnie z kolei w wakacje umarł wujek... Ale wiadomo- to nie to samo co śmierć matki...
Tak to już na tym świecie jest: rodzimy się, żyjemy, ale wszyscy musimy kiedyś odejść.
Moja przyjaciółka chyba zwątpiła w tym momencie w miłość i dobroć Boga, czy w ogóle w jego istnienie (z tego co czytałam na jej photoblogu mogę to wywnioskować). Jednak Bóg czyni czasami różne dziwne i niezrozumiałe dla nas rzeczy. Niektóre zrozumiemy z upływem czasu, innych być może nigdy, ale tak miało być jak się stało. Żyjemy, zżywamy się ze sobą i dlatego to jest tak bolesne kiedy najbliżsi znikają z naszego życia. Zawsze pozostaną w naszej pamięci i w naszych sercach...
Umieściłam w zakładce "wersety" werset z Księgi Joba (Hioba), ale podam tu jeszcze jeden:
"Pan dał, Pan wziął, niech będzie imię Pańskie błogosławione"Ks.Joba 1;21
Ten człowiek naprawdę musiał mieć wiarę. On stracił wszystkie swoje dobra- zwierzęta, a więc zapewne jego źródło utrzymania, zdrowie- pokryły go wrzody , miał też dziesiątkę dzieci, które zginęły za jednym zamachem, wszystkie razem, przywalone gruzami. Pomimo to Job nie przeklnął Boga jak to mu radziła jego (naprawdę nierozumna) żona i żył. Po pewnym czasie Bóg odwrócił jego los i oddał mu w dwójnasób. Urodziła mu się znów dziesiątka dzieci, dożył późnej starości i umarł syty dni oglądając swoje potomstwo do (z tego co pamiętam) czwartego pokolenia! Niesamowita historia...
Zamieszczam poza tym filmik, który oglądałam wczoraj (trwa coś około 6 min.).
Jak może wspominałam (albo i nie) jestem osobą bardzo wrażliwą i jak oglądałam ten filmik to też ryczałam.
Obejrzyjcie go. Jest o pewnym niemowlaku, który miał nieuleczalną chorobę...
Chociaż nie mogę tego zrozumieć, co się stało, nie zamierzam z tym dyskutować. Czasu nie cofnę, życia nie zwrócę. Mówi się, że czas leczy rany. Czy to prawda? Nie wiem. Może po części tak? Mnie z kolei w wakacje umarł wujek... Ale wiadomo- to nie to samo co śmierć matki...
Tak to już na tym świecie jest: rodzimy się, żyjemy, ale wszyscy musimy kiedyś odejść.
Moja przyjaciółka chyba zwątpiła w tym momencie w miłość i dobroć Boga, czy w ogóle w jego istnienie (z tego co czytałam na jej photoblogu mogę to wywnioskować). Jednak Bóg czyni czasami różne dziwne i niezrozumiałe dla nas rzeczy. Niektóre zrozumiemy z upływem czasu, innych być może nigdy, ale tak miało być jak się stało. Żyjemy, zżywamy się ze sobą i dlatego to jest tak bolesne kiedy najbliżsi znikają z naszego życia. Zawsze pozostaną w naszej pamięci i w naszych sercach...
Umieściłam w zakładce "wersety" werset z Księgi Joba (Hioba), ale podam tu jeszcze jeden:
"Pan dał, Pan wziął, niech będzie imię Pańskie błogosławione"Ks.Joba 1;21
Ten człowiek naprawdę musiał mieć wiarę. On stracił wszystkie swoje dobra- zwierzęta, a więc zapewne jego źródło utrzymania, zdrowie- pokryły go wrzody , miał też dziesiątkę dzieci, które zginęły za jednym zamachem, wszystkie razem, przywalone gruzami. Pomimo to Job nie przeklnął Boga jak to mu radziła jego (naprawdę nierozumna) żona i żył. Po pewnym czasie Bóg odwrócił jego los i oddał mu w dwójnasób. Urodziła mu się znów dziesiątka dzieci, dożył późnej starości i umarł syty dni oglądając swoje potomstwo do (z tego co pamiętam) czwartego pokolenia! Niesamowita historia...
Zamieszczam poza tym filmik, który oglądałam wczoraj (trwa coś około 6 min.).
Jak może wspominałam (albo i nie) jestem osobą bardzo wrażliwą i jak oglądałam ten filmik to też ryczałam.
Obejrzyjcie go. Jest o pewnym niemowlaku, który miał nieuleczalną chorobę...
DZIANE
じゃね
じゃね
poniedziałek, 5 listopada 2012
Niezbyt fajnie
Czemu? Ten długi weekend był dobry, żeby sobie wypocząć. Potrzebowałam tego. Minęło jak z bicza strzelił, ale... No nie dla wszystkich ten weekend był miły. Np. dla mojej przyjaciółki okazał się prawdziwym koszmarem. Jej mama trafiła do szpitala (ze względu na to, że je mama pracuje za granicą to ona nawet nie może jej odwiedzić...). Zapadła w śpiączkę. Nikt nie rozumie dlaczego... Jej życie jest zagrożone. Nawet sobie nie wyobrażam jak ona musi się z tym wszystkim czuć, zwłaszcza, że została teraz sama w domu z młodszym bratem, którym musi się opiekować. Jej tata pojechał do jej mamy.
Ja nie znajduję słów, żeby ją pocieszyć. Jedyne co mogłam zaoferować to modlitwa. Nic jeszcze nie jest stracone. Bóg może zdziałać cuda.
Kiedy dotyka nas nieszczęście potrafimy się nad sobą użalać, wpadamy w depresję. Nikt z nas nie wie, dlaczego tak się dzieje, a nie inaczej i dlaczego akurat my? Może dopiero z czasem ma do nas dotrzeć co te przykre wydarzenia i bolesne sytuacje wniosły w nasze życie?
Może dopiero po stracie czegoś lub kogoś bliskiego w naszym życiu uświadamiamy sobie jak był dla nas ważny? Może te momenty, gdzie właśnie bliska osoba jest bliska śmierci mają przynieść do naszego życia refleksje? Wtedy właśnie nieraz rozmyśla się nad sensem istnienia.
"Biadajcie i smućcie się, i płaczcie; a śmiech wasz niech obróci się w żałość, a radość w przygnębienie. Uniżcie się przed Panem, a wywyższy was."List Jakuba 4;9-10
W tym samym liście napisane jest o mocy modlitwy:
"A modlitwa płynąca z wiary uzdrowi chorego i Pan go podźwignie; jeżeli zaś dopuścił się grzechów, będą mu odpuszczone."Jakuba 5;15
Wiem, że choćbym miała wiarę jak ziarnko gorczycy to wystarczy, bo wiara czyni cuda. Jeśli się jeszcze czegoś dowiem o stanie mamy mojej przyjaciółki to o tym napiszę.
Nauczcie się doceniać to co macie, bliskie wam osoby, bo nie żyje się wiecznie. Nie dla wszystkich może nastać nowe jutro...
Więc
DZIANA
じゃね
Ja nie znajduję słów, żeby ją pocieszyć. Jedyne co mogłam zaoferować to modlitwa. Nic jeszcze nie jest stracone. Bóg może zdziałać cuda.
Kiedy dotyka nas nieszczęście potrafimy się nad sobą użalać, wpadamy w depresję. Nikt z nas nie wie, dlaczego tak się dzieje, a nie inaczej i dlaczego akurat my? Może dopiero z czasem ma do nas dotrzeć co te przykre wydarzenia i bolesne sytuacje wniosły w nasze życie?
Może dopiero po stracie czegoś lub kogoś bliskiego w naszym życiu uświadamiamy sobie jak był dla nas ważny? Może te momenty, gdzie właśnie bliska osoba jest bliska śmierci mają przynieść do naszego życia refleksje? Wtedy właśnie nieraz rozmyśla się nad sensem istnienia.
"Biadajcie i smućcie się, i płaczcie; a śmiech wasz niech obróci się w żałość, a radość w przygnębienie. Uniżcie się przed Panem, a wywyższy was."List Jakuba 4;9-10
W tym samym liście napisane jest o mocy modlitwy:
"A modlitwa płynąca z wiary uzdrowi chorego i Pan go podźwignie; jeżeli zaś dopuścił się grzechów, będą mu odpuszczone."Jakuba 5;15
Wiem, że choćbym miała wiarę jak ziarnko gorczycy to wystarczy, bo wiara czyni cuda. Jeśli się jeszcze czegoś dowiem o stanie mamy mojej przyjaciółki to o tym napiszę.
Nauczcie się doceniać to co macie, bliskie wam osoby, bo nie żyje się wiecznie. Nie dla wszystkich może nastać nowe jutro...
Więc
DZIANA
じゃね
piątek, 19 października 2012
Mocna rzecz.
Wracam sobie ze spotkania młodzieżowego (modlimy się, rozmawiamy na różne tematy, mówimy o Biblii, o codziennych sprawach, wcinamy smakołyki itp.), no i dziś na młodzieżowym oglądaliśmy ten filmik, co go zamieszczam pod spodem. Naprawdę mocna rzecz. Mojego serca dotknęło, a Twojego?
Miłego weekendu!
DZIANA!
Etykiety:
Artur Pawłowski,
Biblia,
Bóg,
Bóg żywy i realny,
działanie Boże w codziennym życiu,
KZ,
młodzież KZ,
młodzieżowe,
modlitwa,
świadectwo wiary,
wiara
czwartek, 18 października 2012
Dlaczego człowiek za całe zło świata obwinia Boga?
Jak pewnie co niektórzy zauważyli, ci co oglądają stronę kwejk.pl, pojawia się na niej dużo obrazków, które obrażają Boga i pokazują Go jako złego, mówią, że Bóg nie jest sprawiedliwy, że nie jest miłosierny, skoro pozwala na to, żeby na świecie działo się zło. Pozwolę sobie wypowiedzieć się w tej sprawie, jak zrobiłam to też pod jednym z takich właśnie rysunków.
Bóg stworzył świat jako idealne miejsce do życia dla człowieka i to człowiek zgrzeszył co można porównać do otworzenia puszki Pandory (w takim sensie, że to człowiek wbrew zakazowi Boga zerwał owoc i zjadł i grzech wdarł się na świat.) Zło jest wynikiem grzechu. To po tymże grzechu ludzie musieli ponieść karę- wygnanie z raju (tak najogólniej rzecz biorąc, jak kogoś interesują szczegóły to niech sobie poczyta Księgę Rodzaju), Bóg nadał 10 przykazań, ale one nie przywodziły i nadal nie przywodzą ludzi do doskonałości (patrz: List do Hebrajczyków 10, 1 "Albowiem zakon, zawierając w sobie tylko cień przyszłych dóbr, a nie sam obraz rzeczy, nie może w żadnym razie przez te same ofiary, nieprzerwanie składane rok w rok, przywieść do doskonałości tych, którzy z nimi przychodzą." zakon- inaczej prawo, rozumiane jako przykazania, w tym wersecie mowa o ofiarach, które składali Izraelici, kiedy zgrzeszyli). Ludzie grzeszyli nadal i mimo, że składali ofiary to wcale nie zmieniali się na lepsze, jak mówiłam- wciąż grzeszyli. Dlatego Bóg obmyślił plan, żeby oczyścić ludzi z ich grzechów raz na zawsze. Ofiara, której już nie będzie trzeba powtarzać. Dlatego Jezus Chrystus jako w pełni Bóg, stał się człowiekiem (i też był nim w pełni, nie był żadnym pół-bogiem, pół-człowiekiem) jako baranek ofiarny, bez grzechu umarł za wszystkich grzeszników, żeby ten kto uwierzy w Niego i Jego ofiarę mógł zostać zbawiony. ("Lecz nie tak jak z upadkiem ma się sprawa z łaską; albowiem jeśli przez upadek jednego człowieka umarło wielu, to daleko obfitsza okazała się łaska Boża i dar przez łaskę jednego człowieka, Jezusa Chrystusa."List do Rzymian 5;15). Teraz to tylko twoja decyzja. Co z tą wiedzą zrobisz. Zignorujesz i będziesz udawał, że o niczym takim nie wiedziałeś? Tylko jeśli to zrobisz to po śmierci jak staniesz na sądzie nie będziesz mógł powiedzieć: "Ja nie wiedziałem"... Czy może przyjmiesz tę prawdę i uczynisz Jezusa swoim Panem i Zbawicielem, zostaniesz zbawiony i pozwolisz mu zmienić swoje życie o 180 stopni. Twój wybór.
Reasumując- to człowiek sam jest sobie winny za cierpienia, choroby, ból...
Dla osób, które chciałyby wiedzieć coś więcej o sprawach zbawienia itp. polecam stronę: http://szukajacboga.jesus.net/
Można tam też skontaktować się z ludźmi, którzy jak mi się wydaje, chętnie odpowiedzą na wasze pytania.
Ja sama doświadczyłam Bożej łaski i mogę wam zaświadczyć, że na Bogu się nie zawiedziecie!
Polecam też czytanie Biblii (są tam naprawdę niesamowite rzeczy!) oraz modlitwę do Boga własnymi słowami (ja mu mówię co i jak widzę, opisuję sytuacje w moim życiu wobec, których czuję się bezsilna i wierzcie mi- pomoc przychodzi).
Także to "tak ogólnie" ;D
Przepraszam, jeśli tekst jest mało czytelny, starałam się jakoś to zmienić, ale się nie dało.
Takie jest moje zdanie w tej sprawie.
Bóg stworzył świat jako idealne miejsce do życia dla człowieka i to człowiek zgrzeszył co można porównać do otworzenia puszki Pandory (w takim sensie, że to człowiek wbrew zakazowi Boga zerwał owoc i zjadł i grzech wdarł się na świat.) Zło jest wynikiem grzechu. To po tymże grzechu ludzie musieli ponieść karę- wygnanie z raju (tak najogólniej rzecz biorąc, jak kogoś interesują szczegóły to niech sobie poczyta Księgę Rodzaju), Bóg nadał 10 przykazań, ale one nie przywodziły i nadal nie przywodzą ludzi do doskonałości (patrz: List do Hebrajczyków 10, 1 "Albowiem zakon, zawierając w sobie tylko cień przyszłych dóbr, a nie sam obraz rzeczy, nie może w żadnym razie przez te same ofiary, nieprzerwanie składane rok w rok, przywieść do doskonałości tych, którzy z nimi przychodzą." zakon- inaczej prawo, rozumiane jako przykazania, w tym wersecie mowa o ofiarach, które składali Izraelici, kiedy zgrzeszyli). Ludzie grzeszyli nadal i mimo, że składali ofiary to wcale nie zmieniali się na lepsze, jak mówiłam- wciąż grzeszyli. Dlatego Bóg obmyślił plan, żeby oczyścić ludzi z ich grzechów raz na zawsze. Ofiara, której już nie będzie trzeba powtarzać. Dlatego Jezus Chrystus jako w pełni Bóg, stał się człowiekiem (i też był nim w pełni, nie był żadnym pół-bogiem, pół-człowiekiem) jako baranek ofiarny, bez grzechu umarł za wszystkich grzeszników, żeby ten kto uwierzy w Niego i Jego ofiarę mógł zostać zbawiony. ("Lecz nie tak jak z upadkiem ma się sprawa z łaską; albowiem jeśli przez upadek jednego człowieka umarło wielu, to daleko obfitsza okazała się łaska Boża i dar przez łaskę jednego człowieka, Jezusa Chrystusa."List do Rzymian 5;15). Teraz to tylko twoja decyzja. Co z tą wiedzą zrobisz. Zignorujesz i będziesz udawał, że o niczym takim nie wiedziałeś? Tylko jeśli to zrobisz to po śmierci jak staniesz na sądzie nie będziesz mógł powiedzieć: "Ja nie wiedziałem"... Czy może przyjmiesz tę prawdę i uczynisz Jezusa swoim Panem i Zbawicielem, zostaniesz zbawiony i pozwolisz mu zmienić swoje życie o 180 stopni. Twój wybór.
Reasumując- to człowiek sam jest sobie winny za cierpienia, choroby, ból...
Dla osób, które chciałyby wiedzieć coś więcej o sprawach zbawienia itp. polecam stronę: http://szukajacboga.jesus.net/
Można tam też skontaktować się z ludźmi, którzy jak mi się wydaje, chętnie odpowiedzą na wasze pytania.
Ja sama doświadczyłam Bożej łaski i mogę wam zaświadczyć, że na Bogu się nie zawiedziecie!
Polecam też czytanie Biblii (są tam naprawdę niesamowite rzeczy!) oraz modlitwę do Boga własnymi słowami (ja mu mówię co i jak widzę, opisuję sytuacje w moim życiu wobec, których czuję się bezsilna i wierzcie mi- pomoc przychodzi).
Także to "tak ogólnie" ;D
Przepraszam, jeśli tekst jest mało czytelny, starałam się jakoś to zmienić, ale się nie dało.
Takie jest moje zdanie w tej sprawie.
czwartek, 4 października 2012
Bo Duch Święty działa
Ja tak tylko na szybko wpadam i wrzucam notkę.
Wczoraj się modliłam i tak sobie rozmyślałam, czy ja w ogóle jestem ochrzczona Duchem Świętym? Bo mówię językami, ale to jest dar, ale czy można chrzest w Duchu Świętym jakoś potwierdzić?
No i się modliłam, pośpiewałam sobie uwielbieniowe piosenki i naszła mnie taka myśl: "Ucz się z chemii", a może to raczej nie było jako myśl tylko takie silne odczucie jakby kołaczące się w mojej głowie. No i o dziwo- nigdy, ale to nigdy nie mam ochoty się uczyć (może w zeszłym roku wyjątkiem była biologia- fajne tematy były), a już zwłaszcza z takiego przedmiotu jak chemia, grr! Ale pomimo tego wszystkiego właśnie jakoś nawet miałam ochotę, no i się uczyłam z 3 ostatnich tematów, polukałam też na matmę, bo miałam mieć klasówkę. No i dzisiaj (w ogóle szok, bo się zestresowałam od pierwszej lekcji, bo zorientowałam się, że nie mam tabelki z wartościami tych sinusów i cosinusów i zaczęłam przepisywać ręcznie to wszystko z kartki koleżanki, ale chwała Bogu, bo mimo, że potem latałam i starałam się tą tabelkę skombinować, a ksero było nieczynne to koleżanka mi skserowała w sekretariacie! Cieszyłam się jak głupia i trzymałam tą tabelkę bezpiecznie jak drogocenny skarb do tej lekcji matmy i napisałam jakoś tę klasówkę i kit z tym, że nie doczytałam jednego jakiegoś zadania w związku z czym zostało niedokończone, ledwo się w czasie zmieściłam i nie jestem pewna czy wszystko dobrze napisałam, ale myślę, że jest dobrze i jestem zadowolona) po matmie miałam chemię, jeszcze w żyłach mi krążyła adrenalina, że ledwo napisałam i czytałam notatki z chemii. Weszliśmy do klasy, a ja już wiedziałam: weźmie mnie do odpowiedzi. Na mur beton. No i "Do odpowiedzi przyjdzie numer...5" Ha! Wiedziałam! Po prostu na serio- Duch Święty mi powiedział! Powiedziałam to nawet faci od chemii, że takie miałam przeczucie wczoraj, że to będę ja, a ona na to: "No to znaczy, że się nauczyłaś, tak?", a ja "Uczyłam się, ale nie wiem ile z tego zapamiętałam".
No i recytowałam z pamięci i się stresowałam, a dostałam 5! SUPCIO! Bo w zeszłym roku byłam raz tylko z chemii u odpowiedzi i dostałam pałę...
Tak więc, mówię wam: Bóg działa! I to nawet w tak rzekomo błahych sprawach!
DZIANA!
Wczoraj się modliłam i tak sobie rozmyślałam, czy ja w ogóle jestem ochrzczona Duchem Świętym? Bo mówię językami, ale to jest dar, ale czy można chrzest w Duchu Świętym jakoś potwierdzić?
No i się modliłam, pośpiewałam sobie uwielbieniowe piosenki i naszła mnie taka myśl: "Ucz się z chemii", a może to raczej nie było jako myśl tylko takie silne odczucie jakby kołaczące się w mojej głowie. No i o dziwo- nigdy, ale to nigdy nie mam ochoty się uczyć (może w zeszłym roku wyjątkiem była biologia- fajne tematy były), a już zwłaszcza z takiego przedmiotu jak chemia, grr! Ale pomimo tego wszystkiego właśnie jakoś nawet miałam ochotę, no i się uczyłam z 3 ostatnich tematów, polukałam też na matmę, bo miałam mieć klasówkę. No i dzisiaj (w ogóle szok, bo się zestresowałam od pierwszej lekcji, bo zorientowałam się, że nie mam tabelki z wartościami tych sinusów i cosinusów i zaczęłam przepisywać ręcznie to wszystko z kartki koleżanki, ale chwała Bogu, bo mimo, że potem latałam i starałam się tą tabelkę skombinować, a ksero było nieczynne to koleżanka mi skserowała w sekretariacie! Cieszyłam się jak głupia i trzymałam tą tabelkę bezpiecznie jak drogocenny skarb do tej lekcji matmy i napisałam jakoś tę klasówkę i kit z tym, że nie doczytałam jednego jakiegoś zadania w związku z czym zostało niedokończone, ledwo się w czasie zmieściłam i nie jestem pewna czy wszystko dobrze napisałam, ale myślę, że jest dobrze i jestem zadowolona) po matmie miałam chemię, jeszcze w żyłach mi krążyła adrenalina, że ledwo napisałam i czytałam notatki z chemii. Weszliśmy do klasy, a ja już wiedziałam: weźmie mnie do odpowiedzi. Na mur beton. No i "Do odpowiedzi przyjdzie numer...5" Ha! Wiedziałam! Po prostu na serio- Duch Święty mi powiedział! Powiedziałam to nawet faci od chemii, że takie miałam przeczucie wczoraj, że to będę ja, a ona na to: "No to znaczy, że się nauczyłaś, tak?", a ja "Uczyłam się, ale nie wiem ile z tego zapamiętałam".
No i recytowałam z pamięci i się stresowałam, a dostałam 5! SUPCIO! Bo w zeszłym roku byłam raz tylko z chemii u odpowiedzi i dostałam pałę...
Tak więc, mówię wam: Bóg działa! I to nawet w tak rzekomo błahych sprawach!
DZIANA!
środa, 3 października 2012
Jeśli nie wiesz co to za Zjazd to powiem ci tyle:
"Zimowy Zjazd jest konferencją dla młodzieży chrześcijańskiej, połączeniem rekolekcji z koncertami praise & worship oraz dobrą zabawą. Skierowana jest głównie do młodzieży w wieku gimnazjalnym, licealnym oraz studenckim z całej Polski.
Zimowy Zjazd jest organizowany już od 1997 roku przez gdański zbór Kościoła Zielonoświątkowego. Zapraszamy wszystkich, którzy:
- lubią dobrą muzykę
- chcą kreatywnie spędzić ferie
- lubią dobrą zabawę w ciekawym towarzystwie
- potrzebują zachęty
- poszukują Boga
- chcą odświeżyć swoją relację z Bogiem
- poszukują głębszych przeżyć duchowych "
"Zimowy Zjazd jest konferencją dla młodzieży chrześcijańskiej, połączeniem rekolekcji z koncertami praise & worship oraz dobrą zabawą. Skierowana jest głównie do młodzieży w wieku gimnazjalnym, licealnym oraz studenckim z całej Polski.
Zimowy Zjazd jest organizowany już od 1997 roku przez gdański zbór Kościoła Zielonoświątkowego. Zapraszamy wszystkich, którzy:
- lubią dobrą muzykę
- chcą kreatywnie spędzić ferie
- lubią dobrą zabawę w ciekawym towarzystwie
- potrzebują zachęty
- poszukują Boga
- chcą odświeżyć swoją relację z Bogiem
- poszukują głębszych przeżyć duchowych "
Byłam już na ZZ 2 razy i mogę zaświadczyć, że jest super! Patrząc na popularność jaką cieszy się mój ostatni wpis pomyślałam, że warto by wspomnieć, że takich ludzi jak ja jest więcej i przyjeżdżają z całej Polski (w zeszłym roku było około 500 osób). Prawda, że Zjazd dopiero w lutym 2013, ale ja już się nie mogę doczekać. Jest jedno takie miejsce na ZZ, w którym każdy musi być chociaż raz, panuje tam tak głupawkowa atmosfera, której nie zapomina się do końca życia. Zamieszczam filmik, gdzie nawet się pojawiam na parę sekund, ale się nie zdradzę gdzie się w nim znajduję xD
Zachęcam do pojechania do Gdańska, nie zmarnujesz tego czasu!
A tymczasem DZIANA! ;)
poniedziałek, 1 października 2012
Pusty dzban huczy: "To nie garncarz mnie ulepił!"
Byłam w czwartek z klasą w kinie na "Jesteś Bogiem" i powiem, że mimo przekleństw co drugie słowo, którymi ludzie starają się tuszować swą ubogość językową i tego, że nie słuchałam i nie słucham, no i nie będę słuchać Paktofoniki to film był w miarę spoko. Pod sam koniec nawet w kinie się samoistna minuta ciszy zrobiła. Mnie tam zastanawiała cały czas ta jedna myśl przewodnia: "Jaki jest sens życia?" i myślę, że właśnie dlatego, że Magik nie umiał odpowiedzieć sobie na to pytanie, a dodatkowo nieźle sobie zaplątał życie to dlatego z nim skończył.
Ja osobiście też nigdy nie miałam celu w życiu, ale nigdy nie byłam tego świadoma. Żyłam jak mi się wydawało dobrze i zawsze myślałam, że póki będę spełniać dobre uczynki to będzie ok.
Moja rodzina chodziła do kościoła katolickiego (jak większość Polaków), aż pewnego dnia moja mama przestała i zmieniła, hm...Wyznanie? Mogę to określić tak: nawróciła się [przyjęła Jezusa do swojego serca i uczyniła Go swoim osobistym Panem i Zbawicielem], chociaż to nie świadczy o tym, że stała się jakaś idealna. Później moja siostra pojechała na jakiś obóz chrześcijański i też się nawróciła. Ja jako zagorzała, młoda katoliczka, powiedziałam sobie "Co to to nie, ja nigdy nie będę chodzić do jakiejś sekty", za którą brałam protestancki kościół mojej mamy. Pojechałam raz na taki obóz chrześcijański z Amerykanami. Było fajnie, poznałam nowe koleżanki i taką co miała bardzo podobne do mnie zainteresowania. Po pewnym czasie okazało się, że jest też ten obóz, tylko, że on się odbywa w ferie zimowe. Siostra mi powiedziała i się zgodziłam. Przyjechali ludzie niektórzy tacy sami co byli na letnim, ale też nowi.
Siostra zapoznała mnie z Karoliną. Okazała się bardzo serdeczną osobą, zdziwiło mnie, że od razu do mnie podeszła i z tego co pamiętam to mnie uściskała. Byli też inni ludzie, bardzo sympatyczni i jak zauważyłam- bardzo oddani Bogu. Modlili się swoimi słowami, czytali Biblię (!) co było dla mnie nie do pomyślenia, śpiewali i bardzo się w tym wszystkim cieszyli. Były różne warsztaty, na których rozmawialiśmy o ateiźmie, o Bogu i o przenajróżniejszych sprawach. Pewnego wieczoru ja i moja przyjaciółka (której zaproponowałam, żeby na ten obóz pojechała ze mną) nudziłyśmy się i myślałyśmy, że ludzie poszli gdzieś grać w mafię albo w coś podobnego. Okazało się, że nie. Ludzie poszli do kaplicy się modlić. No to my z przyjaciółką, poszłyśmy i usiadłyśmy w ławce i sobie z nimi też śpiewałyśmy te piosenki, które znałyśmy. No i nagle Karolina zaczęła się modlić swoimi słowami. Do dziś nie pamiętam o co się modliła, ale to było takie szczere, że dotknęło mojego serca i zaczęło mi się chcieć płakać. Siedząc tak w ławce pomyślałam sobie "Co oni mają czego ja nie mam?" i naprawdę zaczęłam płakać, ale pozwoliłam sobie na to po szybkiej ewakuacji z tej kaplicy. Poszłam z przyjaciółką do toalety, ona mnie pocieszała, ale nic nie rozumiała, nie wiedziała dlaczego płakałam. Wróciłyśmy przed kaplicę jak się trochę uspokoiłam. Zaczęłyśmy sobie grać przypadkowo znalezionym balonikiem i gadałyśmy. Nagle moja przyjaciółka powiedziała takie jedno zdanie:
"Ale oni to wierzą, co?"
Nie wytrzymałam. Jakby we mnie coś pękło. Zaczęłam płakać. Wróciłyśmy do kaplicy, siadłyśmy koło mojej siostry. Ona się modliła. Moja przyjaciółka pobiegła gdzieś i wróciła z paroma dziewczynami i poprosiła je o modlitwę, no i one się przy okazji zapytały mnie, czy nie chciałabym też, żeby się o mnie modlić. Nie miałam nic przeciwko. Po tej modlitwie i po tym dniu tak pełnym wrażeń wróciłam do domu, ale już nie taka sama.
Chciało mi się tańczyć i śpiewać dla Boga i byłam tak szczęśliwa jak jeszcze NIGDY w życiu! Odbyłam pogawędkę z siostrą na temat wiary i ona mi dała taką jakby książeczkę, w której było napisane między innymi to, że Bóg mnie kocha, ale też to że jestem grzesznikiem i że Jezus umarł po to, abym mogła żyć, żebym mogła przychodzić do Boga bez żadnych pośredników- bo jedynym jest Jezus i to, że jeśli ustami wyznam, że Jezus jest moim Panem i Zbawicielem i uwierzę w to swoim sercem, to będę zbawiona, nie muszę spełniać uczynków, bo one nie dadzą mi zbawienia i nie przywiodą do doskonałości, bo sama z siebie nie jestem zdolna, żeby się jakkolwiek wewnętrznie zmienić. Pomodliłam się modlitwą jaka była zawarta na końcu tej książeczki i od razu poczułam jakby Bóg złapał mnie za rękę i od tej chwili to On prowadzić miał mnie przez życie. W moim sercu zagościł pokój i taka błogość, których nie da się opisać. Od razu też zapragnęłam mieć własną Biblię i pobiegłam poprosić o nią mamę, która tylko zlustrowała mnie nieco podejrzliwie, ale powiedziała, że mi kupi. Zaczęłam chodzić z nią i z siostrą do kościoła.
Kiedy się nawróciłam był to miesiąc przed moimi 15-stymi urodzinami. Dziś mam lat 17 i nadal wierzę w Prawdę, jaką jest Jezus i w to co mówi jego Słowo. I mogę potwierdzić to, że Bóg jest realny i że on działa w moim życiu i je widzi. Wiem, że po śmierci pójdę do nieba, bo Jezus mnie zbawił, ale wiem też, że chrześcijaństwo nie jest zawsze takie lekkie i że Bóg musi jeszcze we mnie wiele zmienić i wyplenić moje wady.
Mogę też wam powiedzieć, że jak się nawróciłam to poczułam się czysta i zniknęły też moje kompleksy i po pewnym czasie już sama siebie nie poznawałam. Zrobiłam się taka "grzeczna" xD
Ale niektórzy mogą sobie myśleć, że jakieś bajeczki wymyślam, a ja wam powiem, że nie. Tak się na prawdę stało w moim życiu. Możesz sam nawiązać osobistą relację z Bogiem już dziś. Pomódl się własnymi słowami, powiedz to co ci leży na sercu, a On wysłucha i odpowie. Uczyń Go swoim Panem i Zbawicielem, a twoje życie zmieni się o 180 stopni!
Ja po nawróceniu modliłam się i mówię do Boga tak: "Panie, pokaż mi, że ty mnie kochasz". A miałam otworzoną Biblię i ledwo skończyłam się modlić, mój wzrok padł na nią i odczytuję te słowa:
"Bóg zaś daje dowód swojej miłości ku nam przez to, że kiedy byliśmy jeszcze grzesznikami, Chrystus za nas umarł."Rzym.5;8
To jest dowód ku temu, że Bóg wysłuchuje modlitwy. Ale mam też przykład z dzisiaj. Wczoraj nie uczyłam się na sprawdzian z historii, a wiedziałam, że powinnam, ale wszystko jest lepsze od nauki i oglądałam filmy w tv, ale jak już obejrzałam to było późno, bardzo późno i trzeba było już iść spać, a byłam zrozpaczona wizją, że mogę dostać pałę. Tak więc pomodliłam się przed pójściem spać, wstałam dzisiaj i poszłam do szkoły. Okazało się nie tylko, że nauczycielka zapomniała o sprawdzianie, ale też że ten dzień w szkole był całkiem przyjemny (a nie zawsze jest tak w poniedziałki) i nie było jednej lekcji. Ktoś powie: przypadek. Nie ma przypadków. Ja w nie nie wierzę. Bóg jest dobry!
A tak jeszcze a propos Paktofoniki- ja tam wolę Royal Rap i serdecznie wam polecam. Mają naprawdę świetne kawałki z głębszym przesłaniem.
Ja osobiście też nigdy nie miałam celu w życiu, ale nigdy nie byłam tego świadoma. Żyłam jak mi się wydawało dobrze i zawsze myślałam, że póki będę spełniać dobre uczynki to będzie ok.
Moja rodzina chodziła do kościoła katolickiego (jak większość Polaków), aż pewnego dnia moja mama przestała i zmieniła, hm...Wyznanie? Mogę to określić tak: nawróciła się [przyjęła Jezusa do swojego serca i uczyniła Go swoim osobistym Panem i Zbawicielem], chociaż to nie świadczy o tym, że stała się jakaś idealna. Później moja siostra pojechała na jakiś obóz chrześcijański i też się nawróciła. Ja jako zagorzała, młoda katoliczka, powiedziałam sobie "Co to to nie, ja nigdy nie będę chodzić do jakiejś sekty", za którą brałam protestancki kościół mojej mamy. Pojechałam raz na taki obóz chrześcijański z Amerykanami. Było fajnie, poznałam nowe koleżanki i taką co miała bardzo podobne do mnie zainteresowania. Po pewnym czasie okazało się, że jest też ten obóz, tylko, że on się odbywa w ferie zimowe. Siostra mi powiedziała i się zgodziłam. Przyjechali ludzie niektórzy tacy sami co byli na letnim, ale też nowi.
Siostra zapoznała mnie z Karoliną. Okazała się bardzo serdeczną osobą, zdziwiło mnie, że od razu do mnie podeszła i z tego co pamiętam to mnie uściskała. Byli też inni ludzie, bardzo sympatyczni i jak zauważyłam- bardzo oddani Bogu. Modlili się swoimi słowami, czytali Biblię (!) co było dla mnie nie do pomyślenia, śpiewali i bardzo się w tym wszystkim cieszyli. Były różne warsztaty, na których rozmawialiśmy o ateiźmie, o Bogu i o przenajróżniejszych sprawach. Pewnego wieczoru ja i moja przyjaciółka (której zaproponowałam, żeby na ten obóz pojechała ze mną) nudziłyśmy się i myślałyśmy, że ludzie poszli gdzieś grać w mafię albo w coś podobnego. Okazało się, że nie. Ludzie poszli do kaplicy się modlić. No to my z przyjaciółką, poszłyśmy i usiadłyśmy w ławce i sobie z nimi też śpiewałyśmy te piosenki, które znałyśmy. No i nagle Karolina zaczęła się modlić swoimi słowami. Do dziś nie pamiętam o co się modliła, ale to było takie szczere, że dotknęło mojego serca i zaczęło mi się chcieć płakać. Siedząc tak w ławce pomyślałam sobie "Co oni mają czego ja nie mam?" i naprawdę zaczęłam płakać, ale pozwoliłam sobie na to po szybkiej ewakuacji z tej kaplicy. Poszłam z przyjaciółką do toalety, ona mnie pocieszała, ale nic nie rozumiała, nie wiedziała dlaczego płakałam. Wróciłyśmy przed kaplicę jak się trochę uspokoiłam. Zaczęłyśmy sobie grać przypadkowo znalezionym balonikiem i gadałyśmy. Nagle moja przyjaciółka powiedziała takie jedno zdanie:
"Ale oni to wierzą, co?"
Nie wytrzymałam. Jakby we mnie coś pękło. Zaczęłam płakać. Wróciłyśmy do kaplicy, siadłyśmy koło mojej siostry. Ona się modliła. Moja przyjaciółka pobiegła gdzieś i wróciła z paroma dziewczynami i poprosiła je o modlitwę, no i one się przy okazji zapytały mnie, czy nie chciałabym też, żeby się o mnie modlić. Nie miałam nic przeciwko. Po tej modlitwie i po tym dniu tak pełnym wrażeń wróciłam do domu, ale już nie taka sama.
Chciało mi się tańczyć i śpiewać dla Boga i byłam tak szczęśliwa jak jeszcze NIGDY w życiu! Odbyłam pogawędkę z siostrą na temat wiary i ona mi dała taką jakby książeczkę, w której było napisane między innymi to, że Bóg mnie kocha, ale też to że jestem grzesznikiem i że Jezus umarł po to, abym mogła żyć, żebym mogła przychodzić do Boga bez żadnych pośredników- bo jedynym jest Jezus i to, że jeśli ustami wyznam, że Jezus jest moim Panem i Zbawicielem i uwierzę w to swoim sercem, to będę zbawiona, nie muszę spełniać uczynków, bo one nie dadzą mi zbawienia i nie przywiodą do doskonałości, bo sama z siebie nie jestem zdolna, żeby się jakkolwiek wewnętrznie zmienić. Pomodliłam się modlitwą jaka była zawarta na końcu tej książeczki i od razu poczułam jakby Bóg złapał mnie za rękę i od tej chwili to On prowadzić miał mnie przez życie. W moim sercu zagościł pokój i taka błogość, których nie da się opisać. Od razu też zapragnęłam mieć własną Biblię i pobiegłam poprosić o nią mamę, która tylko zlustrowała mnie nieco podejrzliwie, ale powiedziała, że mi kupi. Zaczęłam chodzić z nią i z siostrą do kościoła.
Kiedy się nawróciłam był to miesiąc przed moimi 15-stymi urodzinami. Dziś mam lat 17 i nadal wierzę w Prawdę, jaką jest Jezus i w to co mówi jego Słowo. I mogę potwierdzić to, że Bóg jest realny i że on działa w moim życiu i je widzi. Wiem, że po śmierci pójdę do nieba, bo Jezus mnie zbawił, ale wiem też, że chrześcijaństwo nie jest zawsze takie lekkie i że Bóg musi jeszcze we mnie wiele zmienić i wyplenić moje wady.
Mogę też wam powiedzieć, że jak się nawróciłam to poczułam się czysta i zniknęły też moje kompleksy i po pewnym czasie już sama siebie nie poznawałam. Zrobiłam się taka "grzeczna" xD
Ale niektórzy mogą sobie myśleć, że jakieś bajeczki wymyślam, a ja wam powiem, że nie. Tak się na prawdę stało w moim życiu. Możesz sam nawiązać osobistą relację z Bogiem już dziś. Pomódl się własnymi słowami, powiedz to co ci leży na sercu, a On wysłucha i odpowie. Uczyń Go swoim Panem i Zbawicielem, a twoje życie zmieni się o 180 stopni!
Ja po nawróceniu modliłam się i mówię do Boga tak: "Panie, pokaż mi, że ty mnie kochasz". A miałam otworzoną Biblię i ledwo skończyłam się modlić, mój wzrok padł na nią i odczytuję te słowa:
"Bóg zaś daje dowód swojej miłości ku nam przez to, że kiedy byliśmy jeszcze grzesznikami, Chrystus za nas umarł."Rzym.5;8
To jest dowód ku temu, że Bóg wysłuchuje modlitwy. Ale mam też przykład z dzisiaj. Wczoraj nie uczyłam się na sprawdzian z historii, a wiedziałam, że powinnam, ale wszystko jest lepsze od nauki i oglądałam filmy w tv, ale jak już obejrzałam to było późno, bardzo późno i trzeba było już iść spać, a byłam zrozpaczona wizją, że mogę dostać pałę. Tak więc pomodliłam się przed pójściem spać, wstałam dzisiaj i poszłam do szkoły. Okazało się nie tylko, że nauczycielka zapomniała o sprawdzianie, ale też że ten dzień w szkole był całkiem przyjemny (a nie zawsze jest tak w poniedziałki) i nie było jednej lekcji. Ktoś powie: przypadek. Nie ma przypadków. Ja w nie nie wierzę. Bóg jest dobry!
A tak jeszcze a propos Paktofoniki- ja tam wolę Royal Rap i serdecznie wam polecam. Mają naprawdę świetne kawałki z głębszym przesłaniem.
Polecam też stronę >>Szukając Boga<< dla osób chcących zmian w swoim życiu
oraz ten kawałek Royal Rapu >>"Życie albo Śmierć"<< i też zespół (a może chór?) TGD.
Jeśli masz jakieś pytania na temat wiary to możesz mi je zadać- nie jestem Wszechwiedząca, ale postaram się na nie odpowiedzieć ( Biblia ma wiele odpowiedzi na różne pytania- możesz sam/sama też do niej zajrzeć, może coś dotknie twojego serca?).
POZDRAWIAM I ŻYCZĘ MIŁEGO TYGODNIA
DZIANA!
Subskrybuj:
Posty (Atom)



