Brak sił. Brak motywacji. Halp. Robienie ćwiczeń na wykładach (!) mnie dobija. Tak samo zajęcia poprowadzone w taki sposób, że niemożliwością jest zrobić jakiekolwiek sensowne notatki. Chciałam się nauczyć czegoś nowego w pisaniu, bo mam w tym zaległości (i nie tylko, ale skrzętnie to ukrywam...Średnia 4,0- wciąż niewystarczająca i nie oddająca moich możliwości- gorszych, czasem lepszych, choć nie powiedziałabym) i okazuje się to fikcją na ten semestr, bo kolo jest luzakiem i chyba niczego się u niego nie nauczyłam do tej pory... Czwartek, piątek, weekend. Poniedziałek, wtorek, środa...weekend itd. itd.
Praktyki też rozwalają, a póki co to mieliśmy tylko jedne- jeden dzień. A tutaj, już- sobie studenty ustalą kto poprowadzi zajęcia i co będą studenty robić... -_-
Ach, gdyby tak znów dzieckiem być i beztrosko spędzać czas...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rutyna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rutyna. Pokaż wszystkie posty
środa, 21 października 2015
wtorek, 16 września 2014
Świrowanie w cztero-ścianie?
Ci, co poszli już do szkoły to poszli. Tacy, którzy do pracy również. Tegoroczni maturzyści- pewnie część z nich na studia się dostała i jeszcze się relaksują, przygotowując się do tego, co im zgotuje październik i czas. Jeszcze inni, tacy jak ja, siedzą i czekają na jakiekolwiek postępy w rekrutacji, bo w ruch poszły drugie nabory. Czekanie mnie trochę dobija, tracę motywację, ale podnosi mnie na duchu fakt, że nie ja jedna na coś czekam.
W czasie wolnym robię sobie pidżama days, ale nie na długo, bo mama każe się ubrać i coś robić. Robić, żeby robić. Nie uczysz się, to sprzątaj. Kolejny odcinek z cyklu: "Agnieszka- niewolnica zmywarki" toczy się każdego dnia. Z powodów już na samym początku wymienionych za bardzo nie wychodzę z domu (w tych 3 pierwszych grupach są chyba wszyscy moi znajomi). Do miasta mam kawałek, a i tam nie miałabym za bardzo co robić. Tak więc popylanie w domu w byle czym i byle jak to normalka. Nudę prerywają tylko od czasu do czasu wiadomości od znajomych, które są z kolei przerywane kolejnymi poleceniami od mamy lub jej różnymi uwago-spostrzeżeniami rzucanymi w eter bądź dialogo-niedialogami, bo są to uwagi rzucane w kierunku kotów, typu "Najadłeś się?" xD Ale no tak: "wszystkie koty nasze są".
Nawet teraz mama kręciła się wokół mnie po pokoju. Myśl zgoła inna mi się pojawia: może ona też się nudzi? Nie wiem, pojęcia nie mam, ale sytuacja, w której się obecnie znajduję dosyć działa mi na nerwy. Cóż. Za 3 dni o tej porze już będę bardziej wiedziała, czy moje położenie się zmieni choć w małym stopniu. Może wtedy będę w stanie napisać coś więcej, w bardziej radosnym, optymistycznym nastroju. Nastroje to taki rollercoster. Grunt, żeby nie dać się mu ponieść. Choć kobieta przecież zmienną jest.
Może ten mój post jest trochę odmienny od poprzedniego ze względu na jego ton i wymowę, ale cóż. Po prostu czekanie, czekanie i jeszcze raz czekanie.
Do rychłego usłyszenia ;)
W czasie wolnym robię sobie pidżama days, ale nie na długo, bo mama każe się ubrać i coś robić. Robić, żeby robić. Nie uczysz się, to sprzątaj. Kolejny odcinek z cyklu: "Agnieszka- niewolnica zmywarki" toczy się każdego dnia. Z powodów już na samym początku wymienionych za bardzo nie wychodzę z domu (w tych 3 pierwszych grupach są chyba wszyscy moi znajomi). Do miasta mam kawałek, a i tam nie miałabym za bardzo co robić. Tak więc popylanie w domu w byle czym i byle jak to normalka. Nudę prerywają tylko od czasu do czasu wiadomości od znajomych, które są z kolei przerywane kolejnymi poleceniami od mamy lub jej różnymi uwago-spostrzeżeniami rzucanymi w eter bądź dialogo-niedialogami, bo są to uwagi rzucane w kierunku kotów, typu "Najadłeś się?" xD Ale no tak: "wszystkie koty nasze są".
Nawet teraz mama kręciła się wokół mnie po pokoju. Myśl zgoła inna mi się pojawia: może ona też się nudzi? Nie wiem, pojęcia nie mam, ale sytuacja, w której się obecnie znajduję dosyć działa mi na nerwy. Cóż. Za 3 dni o tej porze już będę bardziej wiedziała, czy moje położenie się zmieni choć w małym stopniu. Może wtedy będę w stanie napisać coś więcej, w bardziej radosnym, optymistycznym nastroju. Nastroje to taki rollercoster. Grunt, żeby nie dać się mu ponieść. Choć kobieta przecież zmienną jest.
Może ten mój post jest trochę odmienny od poprzedniego ze względu na jego ton i wymowę, ale cóż. Po prostu czekanie, czekanie i jeszcze raz czekanie.
Do rychłego usłyszenia ;)
Dziane
じゃね
sobota, 6 września 2014
Alleluja i do przodu ;)
~Mam nadzieję w Bogu i idę do przodu.~
Trochę się u mnie działo, a trochę się nie dzieje, ale jak już ta faza przejdzie to pewnie nie omieszkam się tym podzielić. Póki co staram się nie martwić i cieszyć się chociażby i z małych rzeczy. Niektórzy moi znajomi co szkołę średnią mają czteroletnią postawili ostatni krok na tym etapie edukacji. Mój brat też poszedł do szkoły. Śmiesznie jest tak siedzieć w domu kiedy go nie ma i potem patrzeć jak wraca. Nie lubi mojej byłej wychowawczyni. Z błahych powodów. Bo jest wymagająca.
Z innych newsów. Zepsuł mi się komputer i korzystam teraz z drugiego, ale on coś nie jest kompatybilny z drukarką, a będę musiała coś wydrukować, więc trochę lipa... Też trzeba coś obczaić.
Z anime mam ogromne zaległości, więc...
Do usłyszenia innym razem :)
Trochę się u mnie działo, a trochę się nie dzieje, ale jak już ta faza przejdzie to pewnie nie omieszkam się tym podzielić. Póki co staram się nie martwić i cieszyć się chociażby i z małych rzeczy. Niektórzy moi znajomi co szkołę średnią mają czteroletnią postawili ostatni krok na tym etapie edukacji. Mój brat też poszedł do szkoły. Śmiesznie jest tak siedzieć w domu kiedy go nie ma i potem patrzeć jak wraca. Nie lubi mojej byłej wychowawczyni. Z błahych powodów. Bo jest wymagająca.
Z innych newsów. Zepsuł mi się komputer i korzystam teraz z drugiego, ale on coś nie jest kompatybilny z drukarką, a będę musiała coś wydrukować, więc trochę lipa... Też trzeba coś obczaić.
Z anime mam ogromne zaległości, więc...
Do usłyszenia innym razem :)
Dziane
じゃね
wtorek, 17 grudnia 2013
Bo ja po prostu...
...KOcham swoją klasę...
Przedświąteczny klimat wcale mi się nie udziela, bo nie ma po temu warunków. Po części dlatego, że śniegu nie ma i ponoć być go nie ma, za to słyszałam pogłoski o cieple lata, ale to tylko plotki, a meteorologom nie chce mi się wierzyć. A po części ze względu na szkołę, która skutecznie sprawia, że poziom mej irytacji regularnie wzrasta osiągając i przekraczając nowe limity, których jeszcze nie znałam.
Ale do rzeczy. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie polonez studniówkowy, którego zdecydowałam się nie tańczyć, a musiałam znosić uciążliwe próby tak czy siak, żeby moja koleżanka z pary (a raczej z trójki, bo u nas chłopaki stanowią mniejszość) się na mnie nie pogniewała. Na szczęście znalazła sobie szybko inną parę, której brakowało jednej osoby. Więc przynajmniej jeden problem z głowy.
Druga rzecz to klasówki. Pomimo tego, że maksymalnie w tygodniu może być ich tylko 3, nauczyciele i tak znaleźli sposób by wcisnąć ich 5. Następną rzeczą jest to, że kiedy większość szkół ma wolne 2-3 stycznia to akurat MOJA szkoła nie! Bo tak o nas dbają, żebyśmy się czasem nie nudzili czy coś...
A ostatnią chyba sprawą jest moja klasa. W ostatnim tygodniu czy może nawet 2 tygodnie temu (nie wiem, ten czas tak szybko płynie...) miałam niemiły incydent po wrzuceniu żartobliwego obrazka na klasowe-fejsbukowe forum, bo obrazek, który miał być żartem na temat pewnej nauczycielki (nie złośliwym zresztą) jakimś cudem trafił do niej samej, a grupa była zamknięta, więc doniósł ktoś z wewnątrz. Główna podejrzana w tej sprawie nie zechciała się przyznać i mnie przeprosić woląc uniknąć gniewu klasy, która była wkurzona, że ktoś donosi nauczycielce co robimy na fejsie. Jakby tego było mało to teraz wielce mnie hejtują, a za co? Za parę złotych, których nie chcę zapłacić. Chodzi o to, że nie jestem osobą zamożną, skłaniam się raczej do tych biednych, a parę osób bez porozumienia z całą klasą wymyśliło sobie prezent dla wychowawczyni, bo "jest dla nas taka dobra". Tak, fantastycznie, jasne... Szlachta nawet nie myśli, że dla rodziców, którzy na to wszystko wydają swoje ciężko zapracowane pieniądze może takie "parę złotych na to, parę na tamto" być dość dużym ciężarem. Zwłaszcza, że trzecia klasa- studniówka. Święta to też jest przecież dość spore uszczuplenie portfela.
Może więc czasem warto zamiast hejtować zastanowić się i okazać choć trochę empatii?
Przedświąteczny klimat wcale mi się nie udziela, bo nie ma po temu warunków. Po części dlatego, że śniegu nie ma i ponoć być go nie ma, za to słyszałam pogłoski o cieple lata, ale to tylko plotki, a meteorologom nie chce mi się wierzyć. A po części ze względu na szkołę, która skutecznie sprawia, że poziom mej irytacji regularnie wzrasta osiągając i przekraczając nowe limity, których jeszcze nie znałam.
Ale do rzeczy. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie polonez studniówkowy, którego zdecydowałam się nie tańczyć, a musiałam znosić uciążliwe próby tak czy siak, żeby moja koleżanka z pary (a raczej z trójki, bo u nas chłopaki stanowią mniejszość) się na mnie nie pogniewała. Na szczęście znalazła sobie szybko inną parę, której brakowało jednej osoby. Więc przynajmniej jeden problem z głowy.
Druga rzecz to klasówki. Pomimo tego, że maksymalnie w tygodniu może być ich tylko 3, nauczyciele i tak znaleźli sposób by wcisnąć ich 5. Następną rzeczą jest to, że kiedy większość szkół ma wolne 2-3 stycznia to akurat MOJA szkoła nie! Bo tak o nas dbają, żebyśmy się czasem nie nudzili czy coś...
A ostatnią chyba sprawą jest moja klasa. W ostatnim tygodniu czy może nawet 2 tygodnie temu (nie wiem, ten czas tak szybko płynie...) miałam niemiły incydent po wrzuceniu żartobliwego obrazka na klasowe-fejsbukowe forum, bo obrazek, który miał być żartem na temat pewnej nauczycielki (nie złośliwym zresztą) jakimś cudem trafił do niej samej, a grupa była zamknięta, więc doniósł ktoś z wewnątrz. Główna podejrzana w tej sprawie nie zechciała się przyznać i mnie przeprosić woląc uniknąć gniewu klasy, która była wkurzona, że ktoś donosi nauczycielce co robimy na fejsie. Jakby tego było mało to teraz wielce mnie hejtują, a za co? Za parę złotych, których nie chcę zapłacić. Chodzi o to, że nie jestem osobą zamożną, skłaniam się raczej do tych biednych, a parę osób bez porozumienia z całą klasą wymyśliło sobie prezent dla wychowawczyni, bo "jest dla nas taka dobra". Tak, fantastycznie, jasne... Szlachta nawet nie myśli, że dla rodziców, którzy na to wszystko wydają swoje ciężko zapracowane pieniądze może takie "parę złotych na to, parę na tamto" być dość dużym ciężarem. Zwłaszcza, że trzecia klasa- studniówka. Święta to też jest przecież dość spore uszczuplenie portfela.Może więc czasem warto zamiast hejtować zastanowić się i okazać choć trochę empatii?
Dziane
じゃね
piątek, 8 listopada 2013
Rutynowa melancholia
Kręcenie się w tę i we w tę. Noszenie sterty ubrań do szaf i szafek z krzeseł tylko po to by za jakiś czas znowu się tam znalazły. Bo tak przecież wygodniej, wszystko pod ręką. Ale zaraz... Tę bluzkę nosiłam wczoraj, a te spodnie nosiłam prawie tydzień, jeszcze ludzie sobie co pomyślą o stanie mojej higieny osobistej! I znów migracja do szafek z czystymi ubraniami, a sterta na krzesłach się piętrzy i piętrzy...
Gdyby ktoś zajrzał do moich szafek zobaczyłby wepchane na chama ubrania, niekoniecznie wyprasowane, bo właśnie się zgniotły cisnąc się wzajemnie. Można by też pomyśleć, że jestem jakimś emo- kolory dominujące- czerń, szaro-bure odcienie i fiolet, czasami z domieszkami takich szalonych kolorów jak gaciowy róż.
Tu chusteczki się walają, tam znowu papierki, a skoro ktoś do mnie w końcu przychodzi i to ktoś kto się zapowiadał i zapowiadał, że przyjdzie, ale zawsze jakoś było nie po drodze, bo albo to mnie coś wypadało albo tej osobie, to wypadało by w końcu coś z tym syfem zrobić. Ale, och ironio! Mój słaby układ odpornościowy znowu zaprosił sobie jakiegoś gościa w postaci bakterii i wirusów tak więc- po raz kolejny jestem chora. W długi weekend. Nie wiem więc czy znowu moje przeziębienie nie pokrzyżuje mi planów. Trochę z podłogi i krzeseł zgarnęłam, że wygląda to bardziej przyzwoicie. Stylistyka artystycznego nieładu, bo śmiecie, z którymi nie wiadomo co zrobić zostały upchnięte w kąt z nadzieją, że nikt się nie zorientuje. Jeszcze parę rzeczy zostało na jutro. W tym odkurzanie, którego nie znoszę, a jest moim domowym obowiązkiem...
Bycie trędowatym (patrz: będę cię unikać, bo mnie jeszcze zarazisz) ma swoje plusy, ale zdecydowaną większość stanowią te minusy. Człowieka znów dopada melancholia i samotność. Niektórzy ludzie w weekendy imprezują. Mnie to nigdy nie kręciło. Czego bym chciała to po prostu pozamulać w gronie tych, którym na mnie zależy. To zazwyczaj mnie trzeba wyciągać, żeby się spotkać. Jeżeli sama nie proponuję spotkania to nie znaczy, że mi na kimś nie zależy. Po prostu brakuje mi odwagi, bo być może ta druga strona ma już plany. Niby z jakiego powodu ktoś chciałby się ze mną spotkać? Nie jestem rozrywkowa. Jedynym szczytem szaleństwa jaki mogę komuś zaproponować to herbata i rozmowa, ewentualnie obejrzenie jakiegoś filmu bądź coś w tym stylu. Bardziej zależy mi, żeby kogoś poznać. Nie cierpię płytkich znajomości- że komuś od czasu do czasu powie się "cześć", a ktoś spyta "co słychać?", kiedy tak naprawdę w ogóle nie zależy mu na odpowiedzi, oczekuje tylko "ok" kiedy być może tak ok wcale nie jest, a serce krwawi...
"Life is brutal and full of zasadzkas..." warto mieć przy sobie ludzi, których naprawdę obchodzisz. Każdy potrzebuje przyjaciół nawet jeśli o tym nie wie...
Cdn?
Gdyby ktoś zajrzał do moich szafek zobaczyłby wepchane na chama ubrania, niekoniecznie wyprasowane, bo właśnie się zgniotły cisnąc się wzajemnie. Można by też pomyśleć, że jestem jakimś emo- kolory dominujące- czerń, szaro-bure odcienie i fiolet, czasami z domieszkami takich szalonych kolorów jak gaciowy róż.
Tu chusteczki się walają, tam znowu papierki, a skoro ktoś do mnie w końcu przychodzi i to ktoś kto się zapowiadał i zapowiadał, że przyjdzie, ale zawsze jakoś było nie po drodze, bo albo to mnie coś wypadało albo tej osobie, to wypadało by w końcu coś z tym syfem zrobić. Ale, och ironio! Mój słaby układ odpornościowy znowu zaprosił sobie jakiegoś gościa w postaci bakterii i wirusów tak więc- po raz kolejny jestem chora. W długi weekend. Nie wiem więc czy znowu moje przeziębienie nie pokrzyżuje mi planów. Trochę z podłogi i krzeseł zgarnęłam, że wygląda to bardziej przyzwoicie. Stylistyka artystycznego nieładu, bo śmiecie, z którymi nie wiadomo co zrobić zostały upchnięte w kąt z nadzieją, że nikt się nie zorientuje. Jeszcze parę rzeczy zostało na jutro. W tym odkurzanie, którego nie znoszę, a jest moim domowym obowiązkiem...
Bycie trędowatym (patrz: będę cię unikać, bo mnie jeszcze zarazisz) ma swoje plusy, ale zdecydowaną większość stanowią te minusy. Człowieka znów dopada melancholia i samotność. Niektórzy ludzie w weekendy imprezują. Mnie to nigdy nie kręciło. Czego bym chciała to po prostu pozamulać w gronie tych, którym na mnie zależy. To zazwyczaj mnie trzeba wyciągać, żeby się spotkać. Jeżeli sama nie proponuję spotkania to nie znaczy, że mi na kimś nie zależy. Po prostu brakuje mi odwagi, bo być może ta druga strona ma już plany. Niby z jakiego powodu ktoś chciałby się ze mną spotkać? Nie jestem rozrywkowa. Jedynym szczytem szaleństwa jaki mogę komuś zaproponować to herbata i rozmowa, ewentualnie obejrzenie jakiegoś filmu bądź coś w tym stylu. Bardziej zależy mi, żeby kogoś poznać. Nie cierpię płytkich znajomości- że komuś od czasu do czasu powie się "cześć", a ktoś spyta "co słychać?", kiedy tak naprawdę w ogóle nie zależy mu na odpowiedzi, oczekuje tylko "ok" kiedy być może tak ok wcale nie jest, a serce krwawi..."Life is brutal and full of zasadzkas..." warto mieć przy sobie ludzi, których naprawdę obchodzisz. Każdy potrzebuje przyjaciół nawet jeśli o tym nie wie...
Cdn?
Dziane
じゃね
sobota, 12 października 2013
Weekend
Hej!
W ogóle jak zwykle zmagałam się z tym, że nie wiem co napisać jak tu wchodzę. Często z braku weny loguję się i od razu się wylogowywuję, ale to swoją drogą...
Jeszcze nie tak dawno moimi największymi planami na weekend było umycie głowy. Na serio.
Plany się trochę skrystalizowały kiedy w piątek przyszedł listonosz i przyniósł paczkę, na którą prawie miesiąc czekałam.
Książki! I gratis za tyle czekania- jakieś tam przypinki z królikami i notatnik z "Zakuro demon maiden"- całkiem ładny. Przydałoby się ogarnąć mangę. Ale co to dla mnie- posiadaczki zegarka z "Fairy Tail", anime, którego nie oglądałam. Trafiłam na niego pewnego dnia, na zakupach w mojej zapyziałej mieścinie (około 13 000 mieszkańców) i po prostu kupiłam, bo rozpoznałam logo. Tyle, że go nie noszę, bo diody pokazujące godzinę zapalają się co 10 minut i nie sposób tego zmienić co jest dosyć wkurzające, jak można sobie wyobrazić.
Ponadto w moim "ekwipunku" (xD) znajduje się teraz jeszcze dodatkowo wrześniowy numer "Otaku", kolejny tom Naruto (który przeczytałam wczoraj) i pomimo ostrzeżeń i recenzji czytanych w 'internetach' książka "Made in Japan", którą chciałam mieć daleko przed tym jak wyszła na rynek. Czy będzie warta swojej ceny? Okaże się.
Ponadto ostatnimi czasy angażuję się w różne konkursy. Szanse na wygraną zawsze są niskie, ale kto nie próbuje ten nie ma.
Znowu problemy z tym, żeby się z kimś spotkać. Ciągle jakieś problemy ze zdrowiem, przeziębienia. Moja koleżanka nie powiedziała mi kiedy możemy się spotkać. Nie lubię czegoś takiego. Jestem dosyć prostą osobą i przede wszystkim potrzebuję konkretów, nie teorii. Np. z matematyki- teoretyzowanie mi nie pomaga, wolę w praktyce sprawdzić z czym to się je i wtedy zaczynam rozumieć. Chociaż może ten przykład nie bardzo tu pasuje? Ach, mniejsza.
Śmiejemy się z przyjaciółką, że faceci myślą, że dziewczyny są skomplikowane, a my myślimy zupełnie na odwrót. Ale to też być może spowodowane tym, że mężczyznom nie wypada okazywać swoich uczuć, środowisko zawsze wywiera presję. Nie wolno się "mazać". Twardym trzeba być nie 'miętkim'.
Też tego doświadczyłam i gdzieś w umyśle wrosło przekonanie, że płakanie to słabość, coś złego. Dlatego do dzisiaj mam czasami wielkie opory, żeby przy kimś się w taki sposób "obnażać". Nie zawsze czuję się wtedy komfortowo. A propos mojej przyjaciółki. W końcu ją namówiłam do rozwiązania enneagramu. Wyszło jej 2w1. Mój wynik to 4w3, ale ostatnio rozwiązując sobie ten test wyszło mi 4w5. W każdym bądź razie ten pierwszy wynik chyba bardziej do mnie pasuje, a już opis czwórki to najbardziej.
Bardzo zgadza mi się w opisie to, że potrafię kryć swoje emocje przed wszystkimi, a kiedy znajdę się już sama wtedy je wszystkie z siebie wyrzucić.
Ale tak czy siak to tylko test, bardzo ciekawy moim zdaniem.
Także to by było na tyle póki co z takich moich przemyśliwań. Idę zagłębiać się w lekturę.
Jak dobrze, że w poniedziałek, Dzień Edukacji Narodowej, jest wolne. Chociaż tyle odpoczynku w tym zabieganym życiu...
W ogóle jak zwykle zmagałam się z tym, że nie wiem co napisać jak tu wchodzę. Często z braku weny loguję się i od razu się wylogowywuję, ale to swoją drogą...Jeszcze nie tak dawno moimi największymi planami na weekend było umycie głowy. Na serio.
Plany się trochę skrystalizowały kiedy w piątek przyszedł listonosz i przyniósł paczkę, na którą prawie miesiąc czekałam.
Książki! I gratis za tyle czekania- jakieś tam przypinki z królikami i notatnik z "Zakuro demon maiden"- całkiem ładny. Przydałoby się ogarnąć mangę. Ale co to dla mnie- posiadaczki zegarka z "Fairy Tail", anime, którego nie oglądałam. Trafiłam na niego pewnego dnia, na zakupach w mojej zapyziałej mieścinie (około 13 000 mieszkańców) i po prostu kupiłam, bo rozpoznałam logo. Tyle, że go nie noszę, bo diody pokazujące godzinę zapalają się co 10 minut i nie sposób tego zmienić co jest dosyć wkurzające, jak można sobie wyobrazić.Ponadto w moim "ekwipunku" (xD) znajduje się teraz jeszcze dodatkowo wrześniowy numer "Otaku", kolejny tom Naruto (który przeczytałam wczoraj) i pomimo ostrzeżeń i recenzji czytanych w 'internetach' książka "Made in Japan", którą chciałam mieć daleko przed tym jak wyszła na rynek. Czy będzie warta swojej ceny? Okaże się.
Ponadto ostatnimi czasy angażuję się w różne konkursy. Szanse na wygraną zawsze są niskie, ale kto nie próbuje ten nie ma.
Znowu problemy z tym, żeby się z kimś spotkać. Ciągle jakieś problemy ze zdrowiem, przeziębienia. Moja koleżanka nie powiedziała mi kiedy możemy się spotkać. Nie lubię czegoś takiego. Jestem dosyć prostą osobą i przede wszystkim potrzebuję konkretów, nie teorii. Np. z matematyki- teoretyzowanie mi nie pomaga, wolę w praktyce sprawdzić z czym to się je i wtedy zaczynam rozumieć. Chociaż może ten przykład nie bardzo tu pasuje? Ach, mniejsza.
Śmiejemy się z przyjaciółką, że faceci myślą, że dziewczyny są skomplikowane, a my myślimy zupełnie na odwrót. Ale to też być może spowodowane tym, że mężczyznom nie wypada okazywać swoich uczuć, środowisko zawsze wywiera presję. Nie wolno się "mazać". Twardym trzeba być nie 'miętkim'.
Bardzo zgadza mi się w opisie to, że potrafię kryć swoje emocje przed wszystkimi, a kiedy znajdę się już sama wtedy je wszystkie z siebie wyrzucić.
Ale tak czy siak to tylko test, bardzo ciekawy moim zdaniem.
Także to by było na tyle póki co z takich moich przemyśliwań. Idę zagłębiać się w lekturę.
Jak dobrze, że w poniedziałek, Dzień Edukacji Narodowej, jest wolne. Chociaż tyle odpoczynku w tym zabieganym życiu...
Dziane
じゃね
niedziela, 15 września 2013
(-.-)zZz
Hej wam.
Ogólnie źle się dzisiaj czuję, gardło boli, katar i te sprawy, a jutro czeka mnie sprawdzian z "Wesela", sprawdzian z UE i Schengen, muszę umieć wszystko o komórce i jej budowie, funkcjach itd, a poza tym może być niezapowiedziany sprawdzian z matmy, a to wszystko w ciągu 5 lekcji i na każdej coś. Supcio, co? Nie mam pojęcia jak się za to zabrać kiedy czuję się tak słabo.
Trochę się dzieje. W piątek i sobotę, żeby zabić melancholię i smutek i w sumie lekkiego doła spotkałam się ze znajomymi. Pomogło. I na spotkaniu młodzieżowym i z koleżanką uśmiałam się jak bóbr. Oglądałyśmy anime, gadałyśmy, wcinałyśmy małe co nie co, a jej mama upiekła pyszną szarlotkę, jak ją jadłam była jeszcze cieplutka. *u*
Staram się znów przemóc do oglądania Naruto, ale sytuacja fillerów i to, że [spoiler] Anko już nie wiem ile odcinków na podłodze leży (może umarła?)[/spoiler] mnie frustruje, więc póki co małymi kroczkami. A tytuł za jaki się ostatnio zabrałam to Natsume Yuujinchou i póki co mi się podoba. Nie wiem jak tam sytuacja się dalej rozwinie, ale jeśli będzie co recenzować to może coś naskrobię.
Tak więc póki co tak sytuacja wygląda.
Ogólnie źle się dzisiaj czuję, gardło boli, katar i te sprawy, a jutro czeka mnie sprawdzian z "Wesela", sprawdzian z UE i Schengen, muszę umieć wszystko o komórce i jej budowie, funkcjach itd, a poza tym może być niezapowiedziany sprawdzian z matmy, a to wszystko w ciągu 5 lekcji i na każdej coś. Supcio, co? Nie mam pojęcia jak się za to zabrać kiedy czuję się tak słabo.
Trochę się dzieje. W piątek i sobotę, żeby zabić melancholię i smutek i w sumie lekkiego doła spotkałam się ze znajomymi. Pomogło. I na spotkaniu młodzieżowym i z koleżanką uśmiałam się jak bóbr. Oglądałyśmy anime, gadałyśmy, wcinałyśmy małe co nie co, a jej mama upiekła pyszną szarlotkę, jak ją jadłam była jeszcze cieplutka. *u*
Staram się znów przemóc do oglądania Naruto, ale sytuacja fillerów i to, że [spoiler] Anko już nie wiem ile odcinków na podłodze leży (może umarła?)[/spoiler] mnie frustruje, więc póki co małymi kroczkami. A tytuł za jaki się ostatnio zabrałam to Natsume Yuujinchou i póki co mi się podoba. Nie wiem jak tam sytuacja się dalej rozwinie, ale jeśli będzie co recenzować to może coś naskrobię.
Tak więc póki co tak sytuacja wygląda.
Dziane
じゃね
Subskrybuj:
Posty (Atom)



