Pokazywanie postów oznaczonych etykietą studia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą studia. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 16 lutego 2017

Rozkminy późną porą (znowu)

Czasami po prostu obserwuję z daleka... I żałuję, że potrafię tak bardzo się przywiązać. I nie mówię tu o żadnych "zakochaniach". Nie ma takiej osoby w moim sercu.
Przyjaźń.
Kibicuję ci nie ważne jak blisko czy daleko, bo ciężko mi przekreślić wszystkie te lata. Mam nadzieję, że masz się dobrze.
U mnie względnie. Bywało lepiej. Ale jeszcze będzie w porządku. Jeszcze nabiorę tych sił. Trzeba pisać licencjat. Tak ciężko się zebrać. 2 strony nadal nietknięte.
Powietrze takie niezdrowe, daje kolejną wymówkę, żeby nie wychodzić. Ograniczać się do niezbędnego minimum... Ale w czterech ścianach jak i poza nimi też można oszaleć.
Znowu budzę się koło południa i zasypiam późną nocą zastanawiając się co ja dziś w zasadzie zrobiłam? Do głowy nie przychodzą pozytywne, satysfakcjonujące odpowiedzi.
I znowu te rozważania czy to jeszcze PMS czy już depresja? Czasem ciężko rozróżnić te dwie rzeczy. Chociaż raczej nie powiedziałabym, że ogólnie czuję się mocno zdołowana, ale jestem ostatnio jakaś nieswoja. Może dlatego, że już w trakcie sesji przeszłam załamanie nerwowe, a tutaj po prostu dyszące na karku obowiązki nie dają wytchnienia? Ciągły taki stan "niespokojnego relaksu". Próba odprężenia się mimo tej uporczywej świadomości stanu rzeczy...
Niech się już to wszystko skończy. Serio. I nie. Słowa "zaraz już przecież koniec" nie pocieszają, a tylko bardziej irytują przypominając o tym, co jeszcze nie zrobione, a czas znowu przecieka przez palce...

środa, 21 października 2015

Serious stuff?

Brak sił. Brak motywacji. Halp. Robienie ćwiczeń na wykładach (!) mnie dobija. Tak samo zajęcia poprowadzone w taki sposób, że niemożliwością jest zrobić jakiekolwiek sensowne notatki. Chciałam się nauczyć czegoś nowego w pisaniu, bo mam w tym zaległości (i nie tylko, ale skrzętnie to ukrywam...Średnia 4,0- wciąż niewystarczająca i nie oddająca moich możliwości- gorszych, czasem lepszych, choć nie powiedziałabym) i okazuje się to fikcją na ten semestr, bo kolo jest luzakiem i chyba niczego się u niego nie nauczyłam do tej pory... Czwartek, piątek, weekend. Poniedziałek, wtorek, środa...weekend itd. itd.
Praktyki też rozwalają, a póki co to mieliśmy tylko jedne- jeden dzień. A tutaj, już- sobie studenty ustalą kto poprowadzi zajęcia i co będą studenty robić... -_-
Ach, gdyby tak znów dzieckiem być i beztrosko spędzać czas...

wtorek, 1 września 2015

It's not me...

1 września...
Uczniowie wracają do szkół. Tą, która wraca...Nie jestem ja. A nudy takie, przeokropne. Zwłaszcza, że lubię mieć narzucony jakiś konkretny plan dnia. Bez planu działania tak jakoś tracę motywacje do robienia czegokolwiek. Dlatego chciałoby się do tej szkoły wrócić. Rzecz jasna- nie do nauki xD
Ale do szkoły jako takiej... Też sobie kupiłam zeszyty. Mam ich 4. Jednakże nie mam jeszcze pojęcia do czego użyję. Często jak nie mam na coś pomysłu to źle to kończy. Zeszyty-bazgralniki, brzydkie, chaotyczne bazgrołki i bazgrołowaci Simowie stworzeni bez celu, ginący bez celu, po tym jak odkrywam, że jednak nie znalazłam dla nich historyjki z jaką by mogli iść przez życie. To tylko niektóre przykłady owej bezcelowości.
Na pociechę też, że się nudzę i jeszcze nie idę na studia, mam lakier. Drogi lakier, do paznokci. Różowy. Sally Hansen. Może jakoś wprowadzi trochę koloru w ten bezbarwny dla mnie wrzesień?
Ze smutnych wieści-odkryłam, że kiedy to w lipcu wysłali mi stypendium to już chyba na sierpień sobie odpuścili... A szkoda, bo miałam konkretne plany co do tych pieniążków. Oszczędzić. Bo potrzeba. A tu? Ciach i ni ma. Akurat jak chciałam je oszczędzić... #zahajszestypendiumbaluj
No i lipa... Trzeba zacisnąć pasa. Ale mam lakier, nieprawdaż? xD
Dla ciekawych- niby trzeba 2 warstwy lakieru i 1 top coat'u. Nie mam nawet specjalnego tegoż utwardzacza, ale zwykłym też daje radę. Już 10 dni mi się trzyma lakier! Minusem jest to, że woooolno schnie i ja już gdzieś tam podotykałam i się odciski na paznokciach zrobiły. Nie szkodzi- teraz będę mieć duuużo czasu, żeby je pomalować na nowo...

sobota, 21 lutego 2015

Co tu słychać i o mangace anime :D

 Hej wam.
Nie piszę jakoś ostatnio i nawet trochę zapomniałam, że przecież mam bloga. Ale ważniejsze jest, że zawsze mam Boga, yo! xD
Pierwsza w życiu sesja (przed terminowa w sumie. W sesji miałam tylko jeden egzamin) za mną. Byłoby bardzo ładnie, gdyby nie 3 z historii Wielkiej Brytanii i z gramatyki opisowej. No i 3,5 z fonetyki. To nie jest moja mocna strona. Plusem jest to, że zero poprawek. Łiiii! Więc cziluję w domu i nawet trochę się nudzę i się wręcz rozleniwiłam. :/
Przepiękne dziś było niebo, więc cyknęłam fotkę ^u^


Z anime ostatnio... Nie oglądam praktycznie wcale. Ale obejrzałam głupkowatą, lekką i przyjemną serię "Gekkan shoujo Nozaki-kun". Główna bohaterka jest zakochana w pewnym chłopcu, chce wyznać mu uczucia, ale wychodzi na to, że mówi, iż jest jego fanką i zostaje jego asystentką. Nozaki okazuje się bowiem mangaką. I to nie byle jakim. Rysuje shoujo. I chociaż jego mangi mówią o miłości, więc zdawałoby się, że chłopak zna się na rzeczy, okazuje się, że bynajmniej. Nie dostrzega subtelnych i nawet mniej subtelnych sygnałów wysyłanych przez koleżankę. Poza tym pojawiają się ciekawe wątki bohaterów pobocznych. Chociaż dziewczyna z kółka teatralnego, wyglądająca jak facet, ubierająca się jak transwestyta i wyrywająca laski... To dla mnie przesada, ale poza tym spoko anime. Bardziej komediowe niż romans ;)
 Ach, zapomniałabym. Obejrzałam drugą serię Psycho-pass i teraz jest Kamisama Hajimemashita 2, więc też gdzieś do 6-tego odcinka obejrzałam :)
Może by ktoś coś polecił? Chętnie w klimacie komediowym lub romansowym, ale może wyszło jakieś inne anime godne uwagi?
 3majcie się ^_^ ♡♥♡

niedziela, 26 października 2014

Jestę studentę

 I to bardzo zajętym studentę filologii angielskiej.
Więc coś bardziej twórczego w bliżej nieokreślonym czasie. ;)

wtorek, 15 lipca 2014

Idź na studia mówili...

 W sumie to: nie. Nie dostałam się. Na żaden z 3 kierunków, na które przelałam opłatę rekrutacyjną. Prawie 300zł poszło się bujać. Dziękuję Uniwersytetowi. I cwaniakom z dwoma rozszerzeniami. Ale cóż. Widocznie tak już miało być. Teraz będę siedzieć i rozmyślać nad innymi perspektywami, poza studiami.
Znaczy się- jestem na dwóch listach, ale z numerami 221 i 256 więc...
 Jeśli trochę się psychicznie ogarnę to napiszę więcej. Na razie 3majcie się
Dziane
じゃね

środa, 10 kwietnia 2013

O wszystkim i niczym

 Hej wam!
Dawno nie pisałam (a przynajmniej tak mi się wydaje) i widzę, że wyświetlenia dochodzą do 2000! Nieźle ^^
Największą popularnością cieszą się recenzje (również mi miło) i tak się powoli zbieram w sobie, żeby zabrać się za jakąś kolejną, ale wszystko w swoim czasie. Kwiecień to w końcu pracowity miesiąc- więc byle do wolnego i zaraz po maju będzie czerwiec *.*
Tymczasem u nas po szkole krążyły listy, na które trzeba było wpisać jakie przedmioty chciałoby się realizować w rozszerzeniu- nie wiem o ile by się "chciało", ale wpisać coś trzeba było.
Ja wpisałam biologię, a poza tym każdy z mojego profilu miał już przypisany "j.polski".
Jako, że ja to ja i muszę mieć wszystko porządnie zaplanowane, to moim planem było iść na psychologię, ale jak się okazuje prawie połowa mojej szkoły ma ten zamiar i to w tym samym mieście, które sobie obrałam, w Gdańsku. Poczyniłam więc jeszcze pewne obserwacje i tak ni z tego ni z owego stwierdziłam, że poszłabym na japonistykę do Torunia... No i tu się pojawia problem, bo o ile wymagają tam polskiego w rozszerzeniu (tym językiem przecież jako Polka władam, więc tak źle nie powinno być, byle się pouczyć o "onomatopejach", analizy tekstu, poćwiczyć rozprawki itd.) to spoko, ale właśnie źródło problemu tkwi o tu: język angielski na poziomie rozszerzonym... A ja się uczę w szkole od 2 lat w podstawie... Ponadto nauczycielka powiedziała, że nie jest w stanie nas przygotować (mnie i innej koleżanki, która jest ze mną w grupie, a też jest od niej wymagany ten angol i taka dygresja: też zamierza iść do Torunia, tyle że ona na prawo)... Tak więc mam problem. Na korki mnie nie stać chociaż uczynne koleżanki podpowiadają, że mają znajomych na filologi angielskiej i że oni by mi mogli dawać korki. To też takie proste nie jest, bo oni by musieli do mnie na wieś dojeżdżać, bo wątpię, żebym mogła u nich na chaty wbijać. Tak więc nie pozostaje mi chyba nic innego jak zaczajać się na jakieś książki przygotowawcze w Empiku czy coś. Ech, matura- mam ją zdawać dopiero za rok, a już się strasznie stresuję, a na myśl o rekrutacji na studia i szukaniu mieszkania serce tak mi zaczyna walić, że ledwo dycham. Dziś nawet na w-fie jak jechałam na takim rowerku co to on mierzy puls to tablica, na której się on wyświetla, a która zawsze była niebieska zmieniła kolor na czerwony... Niepokojące...
Także to tyle z tych wieści. Jak się w końcu zbiorę w sobie to recenzja będzie. =)



DZIANE!
じゃね