Pokazywanie postów oznaczonych etykietą codzienność. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą codzienność. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 16 lutego 2017

Rozkminy późną porą (znowu)

Czasami po prostu obserwuję z daleka... I żałuję, że potrafię tak bardzo się przywiązać. I nie mówię tu o żadnych "zakochaniach". Nie ma takiej osoby w moim sercu.
Przyjaźń.
Kibicuję ci nie ważne jak blisko czy daleko, bo ciężko mi przekreślić wszystkie te lata. Mam nadzieję, że masz się dobrze.
U mnie względnie. Bywało lepiej. Ale jeszcze będzie w porządku. Jeszcze nabiorę tych sił. Trzeba pisać licencjat. Tak ciężko się zebrać. 2 strony nadal nietknięte.
Powietrze takie niezdrowe, daje kolejną wymówkę, żeby nie wychodzić. Ograniczać się do niezbędnego minimum... Ale w czterech ścianach jak i poza nimi też można oszaleć.
Znowu budzę się koło południa i zasypiam późną nocą zastanawiając się co ja dziś w zasadzie zrobiłam? Do głowy nie przychodzą pozytywne, satysfakcjonujące odpowiedzi.
I znowu te rozważania czy to jeszcze PMS czy już depresja? Czasem ciężko rozróżnić te dwie rzeczy. Chociaż raczej nie powiedziałabym, że ogólnie czuję się mocno zdołowana, ale jestem ostatnio jakaś nieswoja. Może dlatego, że już w trakcie sesji przeszłam załamanie nerwowe, a tutaj po prostu dyszące na karku obowiązki nie dają wytchnienia? Ciągły taki stan "niespokojnego relaksu". Próba odprężenia się mimo tej uporczywej świadomości stanu rzeczy...
Niech się już to wszystko skończy. Serio. I nie. Słowa "zaraz już przecież koniec" nie pocieszają, a tylko bardziej irytują przypominając o tym, co jeszcze nie zrobione, a czas znowu przecieka przez palce...

wtorek, 5 lipca 2016

I feel quite blessed :)

      Dopiero jakoś dzisiaj do mnie to dotarło. Dotarło, że myślałam przez cały czas, że jakbym za tydzień czy dwa miała wracać na studia ("do szkoły"), ale... To po prostu mój mózg mnie oszukiwał. I co z tego, że zdążyłam już być przez 6 dni gdzie indziej (pomagając jako wolontariuszka na obozie) i grać od paru dni w Skyrim'a (udało mi się go kupić za połowę ceny! Połowę ceny!)...Co z tego jak to wciąż do mnie nie dochodziło? 
Dopiero dziś naszła mnie ta refleksja- po tym jak dostałam swój wynik z matury. Podchodziłam do niej po 2 latach, bo trzeba spełniać marzenia i ambicje, żeby potem nie mieć do siebie żalu i pretensji. Rozszerzony angielski- 90%
I tak jakoś ostatnio czuję się bardzo ubłogosławiona i chcę podziękować z tego miejsca Panu Bogu :D I piszę te słowa z nowego laptopa, na którego nie było mnie stać, ale dostałam go od mamy, która na niego zapracowała. Z tego miejsca też chcę jej podziękować. :)
Czuję się jak zwykle- niepewna co do przyszłości, ale jednocześnie odnoszę takie dziwnie głębokie wrażenie, że otwiera się przede mną wiele drzwi... Bardzo dziwne to uczucie, bo póki co nie widzę zbyt wiele i zbyt wyraźnie, ale tak coś czuję, że coś się zmieni i to na dobre, ku dobremu. I taką mam nadzieję i chcę się spodziewać wspaniałych rzeczy. Jakieś takie moje drobne i trochę większe marzenia się spełniły, te największe jeszcze przede mną.

Przypowieści Salomona 31
31:10 Dzielna kobieta - trudno o taką - jej wartość przewyższa perły,
31:11 Serce małżonka ufa jej, nie brak mu niczego,
(...)
31:25 Dziarskość i dostojność jest jej strojem, z uśmiechem na twarzy patrzy w przyszłość.

A tu coś do pośmiania się:


sobota, 4 czerwca 2016

Pressure

Kiedy ma się z jedną wykładowczynią 3-4 segmenty różnych rzeczy. 2 składają się na 5 segmentowy przedmiot, który jest najważniejszy i każdy segment musi być zaliczony. Z kolei 2 pozostałe przedmioty to ćwiczenia i wykłady. I kiedy praktycznie cała grupa u niej oblewa... Ze wszystkich segmentów, w różnych kombinacjach.  Ty zaliczasz pierwsze kolokwium z wykładów, ale na drugim nie starcza ci sił, bo nie było okazji do porządniejszej nauki, która i tak w tym wypadku gunwo by dała.
Kiedy zaczynały się z nią przedmioty wydawało się, że jest spoko kobietą, ale w miarę upływu czasu człowiek się zastanawia, co ona kryje pod tą sztuczną opalenizną, nienaturalną pseudo-uprzejmością i fałszywym uśmiechem. Kiedy ma się mnóstwo innych obowiązków (w tym pobranie krwi, umówienie się na wizytę lekarską, wyrobienie zdjęć do dokumentów, zbiór dokumentacji do stypendium, załatwienie praktyk, inne przedmioty-kolokwia, egzaminy; może napisanie CV?) to przeszkoda w takiej postaci staje się irytująca i aż się człowiekowi nóż w kieszeni otwiera. Niemniej jednak, z równie fałszywym uśmieszkiem skrywającym irytację, a czasem nawet z wyrazem twarzy nieukrywającym szczerego wzburzenia, bulwersa (i raczej ten drugi wariant wychodzi mi na codzień) brnę dalej w to, co przyniesie nowy dzień. Mocno zniechęcona, ale z determinacją wariata by wszystko zaliczyć i mieć święty spokój, idę dalej. Jeszcze tylko trochę, jeszcze tylko troszeczkę. Kiedyś to skończę i będę mogła się tylko śmiać w twarz tym ludziom, których nie lubię, a nie mogę nawet wyrazić niezadowolenia, bo pozycją są wyżej ode mnie. Sami też może wiecie jaką władzę mają np. panie z dziekanatu...
Na razie weekend i chilluję jak umiem. Odpoczywam, bo ostatnio ze stresu mnie bardzo bolał brzuch...Stresy wywołują choroby i różne inne skutki uboczne w naszym organiźmie, a ja nie chcę więcej siwych włosów, więc...
~Idę sam, właśnie tam, gdzie czekają mnie.~
Baj baj.

niedziela, 15 maja 2016

Mama vs. Tata


U mnie w domu gotuje tata, a mama potem po nim sprząta. Bez taty- ciężko byłoby z jedzeniem i też czasem finansowo. Bez mamy- wszystko zarosłoby brudem, odcięliby prąd, chodzilibyśmy jak obdartusy xD
Mojej mamie wystarczy czasami raz coś wyraźnie zakomunikować, mając pewność, że słucha, czasami tylko napomknąć, a ona następnego albo tego samego dnia zaopatruje :) (-mamo, antyperspirant się kończy. -o, masz. Kupiłam ci, tylko nie wiem czy będzie ok.) Mój tata kupuje dokładnie to co się mówi i czasem jeszcze zapomina. O zrobieniu pewnych rzeczy można mu mówić tysiąc razy i bez skutku. Jak raz mu powiedziałam, żeby kupił coś do jedzenia, np. jakieś banany i bułki, to kupił tylko banany i bułki! Do mamy przychodzę po rady- jak załatwić to czy tamto, gdzie iść, o której cośtam jest czynne. Do taty- jak chcę coś związanego z samochodem- korek do gazu, płyn do spryskiwaczy. Albo jak trzeba coś naprawić. Mama- jadąc gdzieś zmierza prosto do celu, nie ma praktycznie ani jednej przerwy nawet na siku xD jak gdzieś jedziemy, bo się spieszymy i musimy szybko dojechać xD Dobra, czasem się zlituje i staniemy na stacji benzynowej albo do sklepu kupić jakieś sucharki xD Tata- jeździ raczej szybko, ale podróż jest też trochę wycieczką krajoznawczą. Zatrzymuje się na żądanie i sam też kupuje nam przekąski i napoje. Jak ja wiozę tatę- on jest ogólnie wyluzowany, opowiada mi o okolicach wokoło i innych ciekawostkach, ale też ma podzielną uwagę w tym momencie na jakieś zagrożenia. Jak wiozę mamę- pożal się Boże... "Aaa!! Do rowu wjedziesz! Jedź wolniej! Jedź szybciej! Omiń tę dziurę! Ale nie tak, bo do rowu wpadniesz! Nie skaszaj tak zakrętów! Walnęłabyś w niego!" itd. Chwała Bogu, nie walnęłam. Mama sama skasza dość mocno zakręty i czasem w nie wjeżdża wyrzucając na luz, a potem na trzecim biegu, więc... Poza tym już nie mówię o jechaniu trzymając się mocno prawej strony, aż jechaniu po liniach, bo mama stwierdziła, że kiedyś tam w Niemczech słyszała, że one grały melodyjki po najechaniu na nie... xD Tak sobie to zakodowała w pamięci. Tata- opowiadacz historii, ciekawostek, kawałów. Mówi i mówi, mówi i mówi. Czasem trzeba go ciągnąć, żeby przestał i żeby móc wrócić do domu. Mama aż taaak rozmowna nie jest. Tata- pasjonat ogrodnictwa, nie myśli zbyt dużo o tym, co ktoś o nim pomyśli. Nie ma krępacji chodzić po galeriach w kaloszach. Boso też by chodził. Jak Cejrowski xD Mama- przeciwieństwo, raczej nie wyjdzie nieumalowana, a za tatą w kaloszach szłaby w pewnej odległości.
Dużo by pisać, ale rodzice to rodzice, z wszystkimi ich dziwactwami, z całym ich temperamentem i bagażem doświadczeń. Kochajcie swoich rodziców. :)
(I pamiętajcie, że Dzień Matki wkrótce.)

poniedziałek, 7 marca 2016

Nie na temat

Bawi mnie to. I jednocześnie nie xD
A z dzisiaj...?
 Ten poniedziałek nie zaczął się zbyt ciekawie. Widziałam wypadek tira (nie byłam świadkiem, ale widziałam trochę skutki mimo zagrodzenia terenu przez policję). Potem sama byłam nieuważna i miałam niefajną sytuację już na końcowym odcinku swojej trasy. Niewyspanie i roztargnienie. No i ta sytuacja z tirem. Jednakowoż w moim wypadku nikomu nic się nie stało, w przeciwieństwie do tira i innych uczestników tego zdarzenia- wypadek śmiertelny. Po mojej sytuacji duży niesmak pozostał. W wypadku tira- zostało dużo więcej i mniej równocześnie. Jak kruche jest życie i ile kosztuje zmęczenie i nieuwaga?
Mnie zostały pretensje. Do samej siebie i własnej głupoty. Dlatego nie lubię jeździć po mieście. Zbyt dużo nierozgarniętych pieszych, którzy myślą, że auto zawsze wyhamuje i w ogóle nie patrzą jak idą! Nawet jak się ma pierwszeństwo gdzieśtam jako pieszy to wypadałoby się rozejrzeć, nieprawdaż? Pewnie on miał pierszeństwo. Ale ja wjeżdżałam w taką ślepą uliczkę. Pasów nie było, potem się rozglądałam za innymi znakami, ale nic nie zauważyłam. A facet tylko biegł i gapił się przed siebie. Nie, żeby coś, ale chyba parki są lepszymi miejscami do biegania niż wąskie, zatłoczone uliczki gdzie wiecznie nie ma gdzie parkować? Ale w tamtym miejscu to już moja druga sytuacja. Wcześniej, przypomniałam sobie, wyjeżdżałam z tej ślepej uliczki i skręcałam w lewo. Prędkość- mała. A tu dwie babki sobie po przeciwnych stronach ulicy gadają do siebie i nagle jedna sobie postaniwiła wejść na ulicę! A jeszcze kiedy uczyłam się jeździć i miałam okropny dzień na jazdach, bo mi nic nie wychodziło i babka, z którą jechałam nie była za sympatyczna. No i jakaś typiara to mi chyba celowała na maskę, bo przebiegała sobie na czerwonym
No, a poza tym to jeszcze inne miałam incydenty. Głównie z chamskimi kierowcami, co zajeżdżali mi drogę- wyprzedali i za wcześnie chcieli wrócić na prawy pas, koleś mnie wyprzedził na takim mocnym zakręcie (tzw.ślimak, bo z 360°), na jednokierunkowej i to używając do tego pasa wyłączania!
 Ech, chcę już o tym wszystkim zapomnieć i żeby takie sytuacje się już nie powtórzyły i żadne inne się nie wydarzyły... Wcześniej z moich głupot to miałam tylko akcję z czarnym kotem, w nocy, który wybiegł mi pod koła, ale chyba przeżył, bo go nie widziałam już po samym fakcie.
Najlepszym się zdarza...
 Jutro kolejny dzień. Ze znienawidzonymi, nudnymi zajęciami. I aż mam ochotę je olać...
Ech, sił mi braknie.

czwartek, 11 lutego 2016

Co mnie smuci, a za co jestem wdzięczna

 Wiesz jakie to jest okropne?
Usłyszeć (a nawet czasem nie usłyszeć, bo ktoś ci nie ma odwagi powiedzieć tego w twarz!) teksty typu "jesteś wkurzająca!", "twoje komentarze są zbędne", "nikt cię nie pytał o zdanie" itp.?... Ale nie martw się- "w twarz" też to usłyszałam i przyjęłam do wiadomości.
Jednocześnie- mówi mi się, że nie mam prawa do pomyłek, do ucieczki, DO SŁABOŚCI.
Jestem osobą bardzo wrażliwą, emocjonalną. Hormony i bycie kobietą się do tego przyczyniają (i doskonale wiem, że nie są wcale dla niczego usprawiedliwieniem). Bywam pesymistyczno-realistyczna i ciężko mi czasem wykrzesać entuzjazm i wyjść ze swojej skorupy, bo gdy tylko próbuję, zaraz ktoś mi przypomina gdzie jest moje miejsce.
Dobrze wiem jak to jest być gdzieś niechcianą. To też nie jest miłe. Najbardziej bolą ciosy od osób, które nigdy ich nie powinny były zadać. Ktoś może nawet coś powiedzieć/napisać w miłym zdawałoby się tonie, ale z ich ust to największa obraza, bo usta mówią co innego, a po ich całym jestestwie widzi się, że tobą gardzą.
 Może i jestem wkurzająca. Nie wszyscy muszą mnie lubić. Nie. Problem jest też w tych, którzy uważają mnie za zbyteczną i nie dostrzegają mojej wartości.
 Tak, jestem słaba. Bacz, abyś ty nie upadł, bo ja chociaż leżę to powstanę, będę się czołgać, nie poddam się. Nie przegram.
Bo choćby wszyscy mnie opuścili i zrezygnowali ze mnie- jest taki jeden Ktoś kto ze mnie nie zrezygnuje i kto kocha mnie mimo tego jak drobiazgowa, wkurzająca, mało taktowna, słaba i do bólu szczera jestem. Tylko dzięki Niemu żyję. Gdzieś rok temu- mogłam naprawdę umrzeć
 Miałam operację- wyrostek, za długo czekaliśmy, żeby coś z tym zrobić. Myślałam, że się czymś z jedzenia przytrułam, ale nie. Ból się powiększał, dolegliwości się wzmagały, a gorączka rosła. Trafiłam do szpitala, nie wiedzieli co mi jest. Cały czas mnie badali, naciskali itp. Przenosili z oddziału na oddział. W końcu zapadła decyzja- na stół z nią. Byłam zrozpaczona. Bałam się. Później okazało się, że w jamie brzusznej miałam rozlaną ropę. Tyle jej było, że zapełniłaby dużą butlę. Po tym wszystkim byłam bardzo słaba i doszło jeszcze, że zakazili mnie bakterią. Długo leżałam w szpitalu i jeszcze potem zmagałam się ze skutkami tego wszystkiego i samym procesem rekonwalescencji.
Mogłam umrzeć, ale żyję.
Więc dziękuję Bogu, bo choć jestem marnością, On widzi we mnie wartość. Po coś jestem na tym świecie, a istnienie moje czy twoje nie jest żadnym przypadkiem! I jest Ktoś kto chce nadać memu i twemu życiu większy sens.
Dziękuję Bogu za Jego łaskę.
Moja pyzata twarz przed i po szpitalnych zmaganiach

poniedziałek, 8 lutego 2016

Być kobietą...

...Jest tak bardzo trudno.
Albo mieć tak silną potrzebę piękna- żeby patrzeć i otaczać się pięknymi rzeczami.
No, bo przecież- jak tu wybrać? Ta torebka pasowałaby mi do bluzeczki, a poza tym na co dzień, bo czarny przecież pasuje do wszystkiego, prawda?
 Z drugiej strony, tamta jest jaśniutka, pastelowa, słodziutka! Kojarzy się z wiosną i pasowałaby mi do 2 par butów, które są jeszcze przecież w pudełkach, czekając na cieplejsze dni.

 Poza tym- o! Japonki będą, tylko za 19,99zł, a mnie przecież ich brakuje- a to na wyjazdy, a to na plażę. W końcu- lato coraz bliżej nieprawdaż?

A co to? Buty w kształcie lodów, ciast i ciastek?! LODÓW, CIAST I CIASTEK?!
Ale z Hameryki sklep i drogo strasznie. Ee. To tylko pocieszę wzrok. (Btw ta pani nosi za duże buty)
A buty? Bajka. Na obcasie, płaskie, na słupku. Delikatne, surowe. Na co dzień i na okazje niecodzienne. Tyle piękna. Tyle pokus. Dlatego tak trudno jest być kobietą.

środa, 27 stycznia 2016

Co robią studenci, żeby się nie uczyć?

 Oglądają seriale, youtube'a, swoje paznokcie... Słuchają muzyki, wydają pieniądze, których nie mają, jedzą, piją herbatki, siedzą przed otwartymi notatkami albo nimi rzucają. Generalnie...O, ale szumi wiatr! Czyli dekoncentracja pełną gębą.
 Na razie jest okej. Mam na koncie kilka sukcesów, z których jestem uradowana jak Maria Skłodowska-Curie na imprezie.
 Jednakowoż...pewne rzeczy nadal są w stanie zawieszenia lub przede mną. Jutro- dydaktyka i gramatyka praktyczna. Najgorzej, bo czuję się jakbym musiała siedzieć do nocy, żeby to zrozumieć i zapamiętać.
 What is to do?
Czekamy na wyniki z literaturoznawstwa, te dwa egzaminy przede mną plus egzamin z teorii akwizycji i jeśli Bóg da, że to wszystko zaliczę wtedy- koniec, jestem wolna na 2 (góra 3) tygodnie ;__; czekam tej chwili. Ach, no i jeszcze walka z rejestracją na seminaria na usosie. Help! ;__;
Do usłyszenia wkrótce...


poniedziałek, 21 grudnia 2015

Santa Baby!-a materialistic song

 Ponieważ "All I want for Christmas is..."
Moja lista rzeczy, które byłyby fajnymi prezentami (fajnie by było je dostać).
Od tańszych rzeczy i bardziej realnych po droższe i bardziej nierealne (w kolejności raczej chaotycznej). Sferę marzeń pomijam, bo jestem raczej realistką i jak miałabym to dostać (lubię podróże- małe i raczej duże) to w sumie nie wiem kto by był na tyle bogaty xD

1.Piżamki. Kocham piżamki. Mam bzika na punkcie zbierania piżamek. Inne części garderoby również mile widziane. Skarpetki, majtki, sweterki (ładne sweterki, śmieszne sweterki, świąteczne, ciepłe sweterki)...

2.Słuchawki. Douszne. Nauszniki. Bezprzewodowe. Słodkie, ciekawe, dziewczęce. Z niezłym bassem.
3.Perfumy. Fajnie jakby były jak "Romantic" z Sinsaya. Skończyły mi się, a teraz ich już chyba nie ma. Fajnie jakby to był taki słodki (ale nie do porzygu) zapach.


4.Książka. O Koreii Płd., o Japonii...

5.Jakaś płyta cożebym miała co słuchać w samochodzie i nie być zdaną na wieczne reklamy w radiu i beznadziejne piosenki, które tam nie raz nie dwa zapodają.

6.Case na telefon. Bo moje dwa poprzednie są mocno sfatygowane. Tak wyglądał mój obecny kiedy jeszcze był świeżutki:


7.Biżuteria czy jakieś akcesoria. Bo tego też mi nigdy za wiele.
8.Coś z "Gwiezdnymi wojnami" ♥

9.Tablet (ok, to jest to bardziej nierealne), w sumie nie wiem po co mi, może fajnie by było robić w nim notatki? (A serio, przyznajmy się- grać też by było fajnie xD) Albo notebook albo laptop.

10. Bezprzewodowy głośnik bluetooth byłby fajny, mogłabym sobie zapuszczać muzykę ze Spotify nawet jeśli telefon podłączony byłby do ładowania, a ja bym była w innym pokoju.

11.Kubki. Lubię bardzo, bo lubię pić herbatę. I lubię je notorycznie dawać jako prezent xD

12.Bibeloty- nowe bombeczki na choinkę czy światełka do powieszenia w pokoju. Albo świecące w ciemności naklejki. Fototapeta! xD

13.Gra planszowa? Spoko, byle było z kim grać. Komputerowa? Też może być (hyhy Simsy 4, Skyrim itp.)

A tak serio? Wszystko, co by było spersonalizowane, związane z tym co lubię, małe, duże, drogie, tanie...Ale z sercem- i tak się będę cieszyć, bo tak naprawdę na nic nie liczę i wolę się nastawić tak jakbym miała nic nie dostać- większa będzie radość z drobnych rzeczy- niż jakbym się nastawiała, że coś dostanę, a w rzeczywistości by było jedno wielkie nic.
Wiadomo, święta to nie tylko prezenty. Nie tylko otrzymywanie, ale też dawanie. I gdybym była bogata to bym najbliższym najfajniejsze rzeczy  kupiła...No, ale miliarderką nie jestem, milionerką też... Jak to ktoś gdzieś napisał (parafrazuję  i zmieniam kwotę xD) ~Ło Panie! Gdybym miała 100zł to bym sobie na nowo życie poukładała!~ xD A serio, to plus minus tyle kosztuje prezent (zarąbisty prezent), który bym chciała zamówić dla mamy...
3majcie się
I bądźcie rozsądniejsi- w kwestii pieniędzy- ode mnie :D




poniedziałek, 7 grudnia 2015

Radosne ho ho ho

 Jeszcze nie ma świąt. Ba. Połowa miesiąca jeszcze nie jest za nami, ale...Jak się na coś czeka to czas się nie raz dłuży. W mojej głowie od paru dobrych dni ~I'm the happiest Christmas tree. Ho ho ho! Hi hi hi!~ i wcale nie chce się z niej wybić.
Prezenty prawie wszystkie gotowe...Teraz do końca miesiąca studencka bida, chyba, że się jakieś niebiańskie zasoby otworzą i ktoś sypnie groszem.
Poza tym- chciałabym pójść na Star Wars, no ale-ktoś musi sypnąć groszem. I jeszcze- chciałabym kupić mamie ładny prezent, no ale...Ktoś musi sypnąć groszem. Itd. Jak ma padać to niech już groszem xD Sucho. Tak, ale po prostu- śnieg spoko, tylko śnieg jadąc moim zarzucającym autkiem to już ten...Mniej.
 Jak tu wytrzymać, ho ho ho?
Have yourself a merry little...Christmas. Coming soon.

środa, 18 listopada 2015

Poezjo-niepoezja na (nie) poczekaniu.

"Podróż życia"
Czekam. W podróż zabierz mnie. Daleko.
Z dala od nudy, gdzie słoika spada wieko,
Ograniczeń i ciasnoty umysłowej.
Pozwól mi marzyć, z rzeczywistością nie mierzyć. Bolesną.
Jedynie z radością, tej toni błękitu, zieleni żywej, doczesną.
Rozciągnąć skrzydła, złamać schematy
I wlecieć w ramiona mojego Taty.
Aż strach przeminie, On ukoi smutek,
W jego dłoni- jam nie wyrzutek.
Ach zabierz mnie, zabierz, przyciągnij do siebie.
W miejscu twej woli będzie jak w niebie.
Więc chodźmy, chodźmy, biegnijmy, polećmy
I znowu wszyscy stańmy się dziećmi...

wtorek, 1 września 2015

It's not me...

1 września...
Uczniowie wracają do szkół. Tą, która wraca...Nie jestem ja. A nudy takie, przeokropne. Zwłaszcza, że lubię mieć narzucony jakiś konkretny plan dnia. Bez planu działania tak jakoś tracę motywacje do robienia czegokolwiek. Dlatego chciałoby się do tej szkoły wrócić. Rzecz jasna- nie do nauki xD
Ale do szkoły jako takiej... Też sobie kupiłam zeszyty. Mam ich 4. Jednakże nie mam jeszcze pojęcia do czego użyję. Często jak nie mam na coś pomysłu to źle to kończy. Zeszyty-bazgralniki, brzydkie, chaotyczne bazgrołki i bazgrołowaci Simowie stworzeni bez celu, ginący bez celu, po tym jak odkrywam, że jednak nie znalazłam dla nich historyjki z jaką by mogli iść przez życie. To tylko niektóre przykłady owej bezcelowości.
Na pociechę też, że się nudzę i jeszcze nie idę na studia, mam lakier. Drogi lakier, do paznokci. Różowy. Sally Hansen. Może jakoś wprowadzi trochę koloru w ten bezbarwny dla mnie wrzesień?
Ze smutnych wieści-odkryłam, że kiedy to w lipcu wysłali mi stypendium to już chyba na sierpień sobie odpuścili... A szkoda, bo miałam konkretne plany co do tych pieniążków. Oszczędzić. Bo potrzeba. A tu? Ciach i ni ma. Akurat jak chciałam je oszczędzić... #zahajszestypendiumbaluj
No i lipa... Trzeba zacisnąć pasa. Ale mam lakier, nieprawdaż? xD
Dla ciekawych- niby trzeba 2 warstwy lakieru i 1 top coat'u. Nie mam nawet specjalnego tegoż utwardzacza, ale zwykłym też daje radę. Już 10 dni mi się trzyma lakier! Minusem jest to, że woooolno schnie i ja już gdzieś tam podotykałam i się odciski na paznokciach zrobiły. Nie szkodzi- teraz będę mieć duuużo czasu, żeby je pomalować na nowo...

środa, 8 lipca 2015

Let go.


Do niektórych nic nie dociera... Coś się rozpada, aby mogło powstać coś nowego. Czasami jakiś koniec jest początkiem. 
Prawdziwa miłość nie jest egoistyczna. Nie jest apodyktyczna. To nie "motylki w brzuchu" czy jakieś tam uczucia (chociaż wiadomo, że fajnie jest czasem odczuwać pozytywne emocje). To nie chodzenie za ręce, nie przytulanie, nie pocałunki. Nie pożądanie... Tak trudno ją zdefiniować, ale to wciąż nie te rzeczy... Lecz:

1Koryntian 13.4-7.PUBG 
"Miłość jest cierpliwa, jest życzliwa. Miłość nie zazdrości, nie przechwala się, nie unosi się pychą; Nie postępuje nieprzyzwoicie, nie szuka swego, nie jest porywcza, nie myśli nic złego; Nie raduje się z niesprawiedliwości, ale raduje się z prawdy; Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, wszystkiego się spodziewa, wszystko przetrzyma."

Kogo Syn wyswobodził, ten jest prawdziwie wolny. Jestem wolna. Nikt mnie nie może zmusić do postępowania wbrew sobie. Nikt nie ma prawa próbować mną manipulować. Jestem silniejsza, wyszłam z wszystkiego zwycięsko dzięki Bogu.

poniedziałek, 1 czerwca 2015

Learning the hard way...

Życie jest dziwne...

Od ostatniego wpisu minęło trochę czasu, który przyniósł ze sobą różne wydarzenia, raczej trudne, niezrozumiałe. Ale z perspektywy jego upływu, pewne dały mi lekcję życia i skonfrontowały na ile wierzę i ufam. Wciąż za mało. Jednak zyskałam coś cennego- wiem teraz, że zasługuję na lepsze, że mam wartość. Zmienia się koncepcja spostrzegania samej siebie.
 Jeżeli jesteś z kimś, kto sprawia, że twoja samoocena spada, nie szanuje ciebie i twoich granic... Nie warto. Uwierz mi, byłam tam. Często osoby dobroduszne, refleksyjne ("ach, może powinnam była tego nie mówić", "pewnie zrobiłam coś źle") przyciągają niewłaściwych ludzi...
 Każda z nas, kobiet, jest piękna i wyjątkowa, niepowtarzalna. Nie pozwól, żeby ktoś wmawiał ci inaczej.


sobota, 21 lutego 2015

Co tu słychać i o mangace anime :D

 Hej wam.
Nie piszę jakoś ostatnio i nawet trochę zapomniałam, że przecież mam bloga. Ale ważniejsze jest, że zawsze mam Boga, yo! xD
Pierwsza w życiu sesja (przed terminowa w sumie. W sesji miałam tylko jeden egzamin) za mną. Byłoby bardzo ładnie, gdyby nie 3 z historii Wielkiej Brytanii i z gramatyki opisowej. No i 3,5 z fonetyki. To nie jest moja mocna strona. Plusem jest to, że zero poprawek. Łiiii! Więc cziluję w domu i nawet trochę się nudzę i się wręcz rozleniwiłam. :/
Przepiękne dziś było niebo, więc cyknęłam fotkę ^u^


Z anime ostatnio... Nie oglądam praktycznie wcale. Ale obejrzałam głupkowatą, lekką i przyjemną serię "Gekkan shoujo Nozaki-kun". Główna bohaterka jest zakochana w pewnym chłopcu, chce wyznać mu uczucia, ale wychodzi na to, że mówi, iż jest jego fanką i zostaje jego asystentką. Nozaki okazuje się bowiem mangaką. I to nie byle jakim. Rysuje shoujo. I chociaż jego mangi mówią o miłości, więc zdawałoby się, że chłopak zna się na rzeczy, okazuje się, że bynajmniej. Nie dostrzega subtelnych i nawet mniej subtelnych sygnałów wysyłanych przez koleżankę. Poza tym pojawiają się ciekawe wątki bohaterów pobocznych. Chociaż dziewczyna z kółka teatralnego, wyglądająca jak facet, ubierająca się jak transwestyta i wyrywająca laski... To dla mnie przesada, ale poza tym spoko anime. Bardziej komediowe niż romans ;)
 Ach, zapomniałabym. Obejrzałam drugą serię Psycho-pass i teraz jest Kamisama Hajimemashita 2, więc też gdzieś do 6-tego odcinka obejrzałam :)
Może by ktoś coś polecił? Chętnie w klimacie komediowym lub romansowym, ale może wyszło jakieś inne anime godne uwagi?
 3majcie się ^_^ ♡♥♡

wtorek, 16 września 2014

Świrowanie w cztero-ścianie?

 Ci, co poszli już do szkoły to poszli. Tacy, którzy do pracy również. Tegoroczni maturzyści- pewnie część z nich na studia się dostała i jeszcze się relaksują, przygotowując się do tego, co im zgotuje październik i czas. Jeszcze inni, tacy jak ja, siedzą i czekają na jakiekolwiek postępy w rekrutacji, bo w ruch poszły drugie nabory. Czekanie mnie trochę dobija, tracę motywację, ale podnosi mnie na duchu fakt, że nie ja jedna na coś czekam.
 W czasie wolnym robię sobie pidżama days, ale nie na długo, bo mama każe się ubrać i coś robić. Robić, żeby robić. Nie uczysz się, to sprzątaj. Kolejny odcinek z cyklu: "Agnieszka- niewolnica zmywarki" toczy się każdego dnia. Z powodów już na samym początku wymienionych za bardzo nie wychodzę z domu (w tych 3 pierwszych grupach są chyba wszyscy moi znajomi). Do miasta mam kawałek, a i tam nie miałabym za bardzo co robić. Tak więc popylanie w domu w byle czym i byle jak to normalka. Nudę prerywają tylko od czasu do czasu wiadomości od znajomych, które są z kolei przerywane kolejnymi poleceniami od mamy lub jej różnymi uwago-spostrzeżeniami rzucanymi w eter bądź dialogo-niedialogami, bo są to uwagi rzucane w kierunku kotów, typu "Najadłeś się?" xD Ale no tak: "wszystkie koty nasze są".
Nawet teraz mama kręciła się wokół mnie po pokoju. Myśl zgoła inna mi się pojawia: może ona też się nudzi? Nie wiem, pojęcia nie mam, ale sytuacja, w której się obecnie znajduję dosyć działa mi na nerwy. Cóż. Za 3 dni o tej porze już będę bardziej wiedziała, czy moje położenie się zmieni choć w małym stopniu. Może wtedy będę w stanie napisać coś więcej, w bardziej radosnym, optymistycznym nastroju. Nastroje to taki rollercoster. Grunt, żeby nie dać się mu ponieść. Choć kobieta przecież zmienną jest.
Może ten mój post jest trochę odmienny od poprzedniego ze względu na jego ton i wymowę, ale cóż. Po prostu czekanie, czekanie i jeszcze raz czekanie.
Do rychłego usłyszenia ;)
Dziane
じゃね

sobota, 6 września 2014

Alleluja i do przodu ;)

 ~Mam nadzieję w Bogu i idę do przodu.~
Trochę się u mnie działo, a trochę się nie dzieje, ale jak już ta faza przejdzie to pewnie nie omieszkam się tym podzielić. Póki co staram się nie martwić i cieszyć się chociażby i z małych rzeczy. Niektórzy moi znajomi co szkołę średnią mają czteroletnią postawili ostatni krok na tym etapie edukacji. Mój brat też poszedł do szkoły. Śmiesznie jest tak siedzieć w domu kiedy go nie ma i potem patrzeć jak wraca. Nie lubi mojej byłej wychowawczyni. Z błahych powodów. Bo jest wymagająca.
Z innych newsów. Zepsuł mi się komputer i korzystam teraz z drugiego, ale on coś nie jest kompatybilny z drukarką, a będę musiała coś wydrukować, więc trochę lipa... Też trzeba coś obczaić.
Z anime mam ogromne zaległości, więc...
Do usłyszenia innym razem :)
Dziane
じゃね


poniedziałek, 7 lipca 2014

Eksplozje, wybuchy, wpadam by namieszać?

  Wchodziłam tu i wychodziłam stąd.
Bo jak opisać co się dzieje? Wewnętrznych rozterek i wszechświatów nikt tak dobrze nie opisuje jak moja siostra. Mnie się zdarza wena od czasu do czasu. I sądzę, że teraz on jeszcze nie nadszedł.
Gorąc przegrzewa mi komputer, ale też mnie samą. Siedzę praktycznie bezczynnie, bo co teraz porobić?
Najadłam się czekolady. Bo odkryłam, że gdzieś w zakamarkach moich szafek na mnie jeszcze czeka, ten prezent od babci za zdanie matury. xD
Opłata rekrutacyjna na 3 kierunki przelana. Obym się dostała na którykolwiek, bo tylko na jeden Uniwerek się zarejestrowałam. Jakby patrzeć pozytywnie to Pan Bóg (bo wierzę, że On ma dla mnie dobry plan), niż demograficzny i niska zdawalność w tym roku są po mojej stronie. Przeciwko jest tylko moja jakby mała wiara w siebie i chęć zrobienia jeszcze więcej niż zrobiłam.
 Przyszłość. Dla niektórych ekscytujące pojęcie. Dla innych przerażające. Dla mnie też znak zapytania. Bo jak tu żyć dzisiaj? Dniem dzisiejszym kiedy nieuchronnie zbliża się to nieznane jutro?
Daj mi Panie Boże poznać konkrety.
;)
Zmykam. Aktualizuję Lumiofona cegłofona. Lepszy Android niestetyż, ale zobaczę co się zrobi po aktualizacji :)
Dziane
じゃね

niedziela, 22 czerwca 2014

Co się ma dziać?

 Hejou!
Tak. Żyję, funkcjonuję, modlę się, spotykam z ludźmi. Choć tych jest niewielu, ale soon...
Czekam na wyniki matur.
Piszę po nocach ;)
Jestem całkiem szczęśliwa.
Bóg zabrał moją samotność i dał coś co już nią nie jest ;D
Anime już tak nie oglądam. Regularnie raczej Fairy Tail. Poza tym teraz Mundial, więc mecze. Kibicuję Niemcom: Cielęcince, Beatce, Özilowi (co komentatorzy sami nie wiedzą jak go nazywać Ozil, Ezil, Uzil lololo), Młynarzowi, Zatoce Świń, Bezdomnemu (choć on jest Hummels, nie Homeless).
Tak, takie ksywki mamy z moją mamą na zawodników i bardzo lubimy komentować mecze. W domu każdy jest trenerem.
Więcej informacji być może już całkiem wkrótce ;D

Dziane
じゃね

poniedziałek, 17 marca 2014

Poproszę garść motywacji na wynos

 Za oknem szaleje wichura, a w głowie tylko "Hura, hura, matura, matura" jako, że dziś dostaliśmy płyty ze studniówki.
Jak to powiedzieć... Nie, nie "wstrętooglądactwo", ale może coś w ten deseń jeżeli chodzi o nazwę. Po prostu nie lubię się oglądać na filmikach. Przejrzałam 3 płyty. Dwie z filmem, jedną ze zdjęciami. Mogło być gorzej. Ale przetrwałam. Nawet jeśli baaaaardzo żenująco było oglądać fragmenty na jednej z lekcji polskiego dzisiaj.
Prezentacja maturalna nadal leży. Większość zrobiona, ale nie całość i to jeszcze nie dopracowana.
Jak mi się nie chciało tak nadal mi się nie chce. Jutro muszę pójść, zaliczyć sprawdzian z angielskiego, którego nie pisałam. 4 działy, w każdym ok.200-300 słów. Także powodzenia.
 Siedzenie w internetach i oglądanie filmików zamiast uczenia się? Seems legit.
Motywacji choć trochę, czy proszę o zbyt wiele?
Na razie kończę, bo wichura taka jakby miało dach urwać...

Dziane
じゃね