Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opinia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opinia. Pokaż wszystkie posty

sobota, 18 lipca 2015

Masz zbrodnię na twarzy. Serio, o tutaj...

 Co porabiałam ostatnio? Obejrzałam koreańską dramę "You who came from the stars". Jedna z najlepszych dram, jakie widziałam, bo akcje nie toczyły się z tempem godnym ślimaka, jak to nie raz bywa. Aktorstwo też lepsze, nie sztuczne jak to nie raz bywa (ups! I ktoś bezceremonialnie, z premedytacją upuszcza jakiś przedmiot). Wiadomo- będą jakieś absurdy- błagam! To drama o ufoludku. Przystojnym ufoludku xD
 Zapraszam na dramę gdzie pocieranie tajemniczego pierścienia jest tak częste jak akty morderstwa...
 "Jak twoje zdrowie? Nadal masz problemy z...?" Po czym ta osoba umiera od tego właśnie. Nieee, pan morderca wcale się nie zdradza dziwnymi pytaniami i samą TWARZĄ MORDERCY!
W każdym razie- polecam :D Romansowo-komediowo-kryminalnie. Przy czym, ten ostatni wątek szczególnie trzymał w napięcu, zwłaszcza na początku.


(Jednak schematy dram są rozwalające- chwyt za nadgarstek, tajemniczy, zaginieni krewni, krwawienie z nosa, ręką pac o ścianę, nieodwzajemnione uczucia, bogacze i... wiele innych czeka na was w średnio każdej dramie i co 5 kinder-niespodziance!)

sobota, 10 maja 2014

Noragami- bóstwo w dresie


Zastanawiałam się o czym dzisiaj pisać. Chciałam w końcu nadrobić recenzenckie zaległości. Ale ostatnio bardzo trudno mi recenzować. Bo oglądam mniej anime. Teraz przeważnie śledzę losy w tegorocznym Fairy Tail, a poza tym czytam mangę. Też Fairy Tail, poza tym Ao Haru Ride i Noragami. Zbieram też mangę "Kaichou wa Maid-sama!", którą kiedyś całą przeczytałam w necie.
Lubię czasem wracać do swoich poprzednich recenzji i uśmiechnąć się pod nosem nad humorystyczną częścią swej natury w tychże wpisach. Ale jak zrecenzować naprawdę dobry tytuł? Zazwyczaj łatwo mi się śmiać z głupoty i absurdów anime i czasem nawet a propos tego przychodzą różne metafory, frazeologizmy i inne śmiecho-podobne określenia do głowy, które jakoś tak mi przylegają do danego anime.
 Kolejne pytanie to jak dobrze zrecenzować anime kiedy czyta się też mangę i obie te rzeczy się lubi? Nie wiem. Ale może dziś jest ten dzień kiedy taka recenzja rodzi się w bólach?
Tyle mianem wstępu.

O FABULE

W pierwszym odcinku widzimy zrozpaczoną dziewczynę siedzącą w szkolnej ławce, której ludzie w około nie życzą za dobrze (jeśli można tak delikatnie powiedzieć o życzeniu drugiej osobie śmierci). Niewiasta jest zrozpaczona, a co rzuca się w oczy to jej inny mundurek, a zgodnie z japońską zasadą- "wystający paznokieć trzeba wyłamać" (czy jakoś tak to brzmiało). Nie jest to jednak opowieść o nękaniu w japońskich szkołach, ponieważ od razu na pierwszy plan wysuwa się wątek nadprzyrodzony, a na scenę wkracza Yato. Jak się później dowiadujemy- bóg nieszczęścia, ale nie tam zaraz z niego wielkie bóstwo. Nasz bohater chodzi w dresie, pocą mu się dłonie, a poza tym nie ma zbyt wielu wyznawców. Ba! Nie ma nawet własnej świątyni, o
której marzy. Poza tym żyje z wypełniania przysług za 5 yenów. Więc szybko się na nią nie dorobi. Poza tym jego broń to w pewnym sensie kobieta (w sumie technicznie rzecz biorąc: martwa?). Taką broń nazywa się Shinki i są nimi duchy. Tylko, że nasz Yato ma problem. Przez jego potliwe ręce, menelskie warunki życia jego broń go zostawia. Nasz protagonista zostaje więc sam reklamując się jak może, wypełniając każde mierne zadanie od sprzątania po szukanie zgubionego kotka. I właśnie podczas tych ostatnich poszukiwań zauważa go Hiyori Iki- dziewczyna zakręcona na punkcie wrestlingu. I to jest dziwne, bo teorytycznie nie powinna go widzieć. Gdy Yato beztrosko wbiega na ulicę za Hrabią (w innych tłumaczeniach Książę, bądź jeszcze inaczej), czyli kociakiem, dziewczyna widząc nadjeżdżający autobus wybiega mu na ratunek. Wszystko byłoby się dobrze skończyło, gdyby nie fakt, że nasze bóstwo wcale nie potrzebowało, żeby ktoś go ratował. A od tej pory nasza Hiyori tak jakby lekko wychodzi z siebie. NO DOBRA! Nie lekko! Jej dusza fruwa sobie swobodnie między światami duchów, często dostaje napadów naroklepsji i zostawia swoje ciało w dziwnych miejscach. Ponadto ma ogon. Nic dziwnego, że jest więc tym wstrząśnięta, choć niektóre aspekty (łamanie praw fizyki) jej się w tym podobają. Trafia więc
do szpitala gdzie dziewczyna budzi się już w swoim ciele i spotyka Yato. Dziewczyna prosi go o pomoc z tym nieszczęsnym stanem i odtąd (też ze względu na nieporadność chłopaka w sferze rozwiązania problemu) trzymają się razem. Potem dołącza do nich Yukine- nowa broń Yato. Razem dogadują się różnie i przechodzą przez dziwne sprawy w świecie bóstw, eliminując zjawy.
Uff, ale się rozpisałam, a to dopiero zarys pierwszych odcinków.

WRAŻENIA

Co przyciąga uwagę to jak dla mnie niebanalna fabuła, humor i charakterne postaci. Podoba mi się też muzyka- między innymi Hello Sleepwalkers czy Noratan, którą to muzyczkę bitewną można sobie posłuchać np.>> tu<<
Szkoda tylko, że to raptem 12 odcinków i fabuła różni się od mangi. Są tam na pewno elementy, które wystąpiły w anime, ale tu (w mandze) wszystko idzie dalej, jest więcej wątków i relacje rozwijają się z korzyścią dla fanów Yatori ;D. (I ship them so hard xD)
A i kreska jest śliczna tak jak i animacja.
Więc cóż mogę powiedzieć? Anime przedstawia więcej historii niż tylko ta z mojego opisu. Komu polecić? Chyba godne polecenia każdemu. Jak ktoś obejrzy kilka pierwszych odcinków to sam może zdecydować co dalej z tym fantem zrobić. Dla tych, którzy są niezadowoleni z za szybkiego zakończenia, czy też was ono nie satysfakcjonuje w jakiś inny sposób, polecam poczytać mangę ;)
Yato naprawdę rozwala swoim charakterem i wręcz skłonnością do stalkingu xD Puszczam oczko w kierunku tych, którzy wiedzą o co mi się rozchodzi ;D

Może zbytnio profesjonalna, czy też recenzjonalne, to nie było (bardziej to opinia niż recenzja), ale zawsze to coś i stanowi może i zachętę do sięgnięcia po mangę czy zapoznanie się z tytułem przez anime?
To wszystko póki co. A jak wam się podoba Noragami?

3majcie się
Dziane
じゃね


czwartek, 20 lutego 2014

Wróżką być

 WSTĘP- JAK TO SIĘ ZACZĘŁO?

Lubicie sceny walki, pokręconych bohaterów i ich zwariowane przygody? W zasadzie jest to specyficzne połączenie, które nie każdemu przypadnie do gustu, ale anime, o którym chciałabym dziś powiedzieć to... Fairy Tail.
 Przede wszystkim, dlaczego zabrałam się za oglądanie czy choćby recenzowanie (tego wcale nie krótkiego) anime? Myślę, że przeważył fakt, iż mam zegarek z Fairy Tail, a do tej pory jeszcze nie oglądałam tego tytułu, więc trochę głupio byłoby chodzić z takim zegarkiem nawet nie kojarząc serii.
Ale, ale? Myślicie, że zazwyczaj kupuje akcesoria związane z rzeczami, o których nie mam pojęcia? Mylicie się. Tym razem było inaczej.
Jakiś już dłuższy czas temu poszłam z mamą na zakupy. W naszym małym, malusieńskim miasteczku gdzie o większych sklepach, sklepach muzycznych, sieciówkach czy Maku możecie zapomnieć. Podczas wizyty w jednym sklepie moją uwagę przykuła wystawa zegarków. Spojrzałam, pomrugałam parę razy oczami. Patrzę: TO LOGO! I wyszłam ze sklepu z zakupionym nowym zegarkiem, no bo przecież lepiej, żeby kupił go ktoś kto ma w ogóle pojęcie co to anime. W moim małym mieście jakoś poza fanami Naruto i nielicznymi osobami, nie ma zbyt wielu otaku. No, ale do rzeczy. Tak zaczęła się ta moja przygoda gdzie w ciągu 3 dni obejrzałam 44 odcinki wykorzystując do tego nawet przerwy w szkole. Może to jeszcze zbyt mała podstawa, żeby recenzować ten tytuł, ale co nieco mogę o swoich pierwszych wrażeniach opowiedzieć.

MUZYKA
Jakoś tak od niej chciałam zacząć, bo to było pierwsze co do mnie tak dotarło.
Pierwszy opening był dla mnie na początku trochę irytujący, potem stał mi się obojętny, po jakimś czasie nawet zaczął mi się podobać, a kiedy już mogłam zacząć oglądać anime bez pomijania go, został zastąpiony przez kolejny, a potem kolejny, które to kolejne już mi do gustu nie przypadły.
W endingach mamy do czynienia z bohaterami w wersji chibi. Tutaj sytuacja jak wyżej.
Ale poza tym warto zwrócić uwagę na muzykę w samym anime. Kankany i inne 'walkirie'. Sama nie wiem jakie są tytuły tych melodii, piosenek, więc może wychodzę na ignorantkę, ale są to melodie, które się zna dlatego przyjemnie się przy nich ogląda. Poza tym jest taka nuta, która ma w sobie coś z Irlandii xD

BOHATEROWIE
Jest ich tylu ile ich gildia miała (a gildii jest niezliczona ilość). W tym momencie wypadałoby powiedzieć o co w ogóle w Fairy Tail chodzi. Jest to nazwa jednej z gildii. Do niej należy wielu wybitnych magów i pewnie nie jedna osoba marzy, żeby się do niej dostać. Wśród nich jest jedna z czołowych postaci- Lucy.

LUCY

Poznajemy ją już w pierwszym odcinku. Stara się zdobyć jeden z magicznych kluczy, wykracza to jednak poza jej środki finansowe. Po nieudanej próbie zniżenia ceny opuszcza lokal i jakoś trafia w miejsce gdzie gromadzą się tłumnie młode dziewczęta. Powodem ich ekscytacji jest 'Pan Salamander', który jak się później okazuje używa tanich sztuczek, żeby się pod niego podszywać. W tym chaosie daje się złapać urokowi (w tym wypadku ma to podwójne znaczenie) owego przybysza. Z pod uroku wyzwala ją przechodzący tamtędy Natsu ze swoim kotem o imieniu Happy. W podzięce za wyzwolenie z pod tego czaru ofiaruje się, że postawi im obiad, co jest bardzo na rękę wygłodniałym Natsu i Happy'emu. Podczas jedzenia dziewczyna zdradza się, że marzy o przystąpieniu do Fairy Tail. Następnie bohaterowie żegnają się, żeby potem Natsu znów miał okazję do uratowania dziewczęcia, które wpadło w podstęp przygotowany przez 'Pana Salamandra', który mówi, że pomoże jej dostać się do wymarzonej gildii, której jest członkiem.
Po skopaniu kolesiowi tyłka Natsu okazuje się należeć do rzeczonej gildii i oferuje Lucy wstąpienie do niej. Zachwycona zgadza się. I tak zaczynają się jej dziwne przygody, odkrywa bowiem, że członkowie tego stowarzyszenia nie mają do końca równo pod sufitem.
Lucy- użytkowniczka Gwiezdnej Magii, którą posługuje się za pomocą specjalnych kluczy.
 Przyznam, że początkowo budziła ona moją sympatię. Możemy się wczuć w jej sytuację jako nowego członka gildii. Wydawała mi się też do pewnego stopnia sprytna. Tylko, że bardzo się na niej zawiodłam. Myślałam, że będzie silniejsza. Jest ona jednak 'panienką w opałach', najsłabszym ogniwem. Często też wcale nie grzeszy inteligencją jak to u przysłowiowych blondynek bywa. Póki co widzę ją tylko jako maskotkę Fairy Tail lubiącą się przebierać. Jej ulubionym kolorem jest różowy (przypadek? nie sądzę) Mimo wszystko jest to sympatyczna, miła osoba.

NATSU

Prawdziwy Salamander. Włada magią ognia. Działa dosyć impulsywnie. Wykazuje skłonności intelektualne dorównujące poziomem Lucy. Co tu o nim dużo mówić? Natsu to Natsu. Nie da się go za bardzo opisać. Trzeba go po prostu zobaczyć w akcji. Został wychowany przez smoka. Cenną wartością jest dla niego gildia, która jest dla niego jak rodzina oraz przyjaciele, których ochrania. Ma na pieńku z Gray'em (nie mylić z tym od 50-ciu twarzy xD). Ma skłonności destrukcyjne i sieje zniszczenie gdziekolwiek się pojawi. Lubi wpadać z zaskoczenia do domu Lucy i praktycznie wszędzie chodzi ze swym latającym kotem- Happy'm. Ma straszną chorobę lokomocyjną, która nie raz daje się mu we znaki.


GRAY

Włada lodem. Nie może znieść Natsu i vice versa dlatego ciągle dochodzi między nimi do spięć, bijatyk, wyzywania się od świńskookich itp. Ekshibicjonista. Zdejmuje ciuchy nawet bez zwracania na to uwagi, w sposób wyuczony niemalże w sposób Pawłowa. Jak każdy w gildii dźwiga ciężar z przeszłości, ponieważ okazuje się, że jego rodzice zostali zabici przez potwora- Deliorę. Jest raczej poważny z tendencją do ponurości. Oczywiście jak wyżej wspomniałam- rywal Natsu.



ERZA

Erza Scarlet. Tytania. Na dźwięk jej imienia nie jeden drży. Kobieta przerażająca, władająca ogromną siłą. Mówi się, że jest najsilniejszą kobietą z Fairy Tail. Tylko ona potrafi przywołać Natsu i Gray'a do porządku. Najlepiej czuje się w zbroi. Nie bardzo potrafi być delikatna. Również skrywa tajemnicę z przeszłości, która sprawia, że zbroja, którą nosi przyjmuje znaczenie bardziej metaforyczne, ponieważ czymś na co bardziej chciałaby założyć swą zbroję jest serce. A propos zbroi, posiada ich cały arsenał i potrafi je przyzwać na swe żądanie. W ten sposób zmienia nawet swoje ubrania na piżamę. Jest osobą bardzo ceniącą sobie sprawiedliwość i zasady. Ukształtowana przez to przez co przeszła, twarda z wierzchu, jednak miękka w środku.
Tutaj co do siły się nie zawiodłam, tak samo jak w przypadku Natsu, od którego tego oczekiwałam.

HAPPY

Latający, skrzydlaty, niebieski kot. Może być słodziutki, ale też wnerwiający, o czym przekonuje się Lucy, z którą koteczek lubi się przedrzeźniać. Lubi jej też zaleźć za skórę, ale w głębi serca na pewno po dłuższym przebywaniu z nią przyzwyczaił się i polubił Lucy. Jest bardzo przydatny kiedy trzeba uciekać. Niestety potrafi udźwignąć tylko jedna osobę. Swoją drogą nie ogarniam Japończyków z tą ich obsesją na punkcie kawaii, w tym i kotków, które takie są. Rozumiem, że Happy miał być jaki jest, ale bardziej jako towarzysz dla Natsu pasował by tu jakiś... Smok? Ale ok, niech jest jak jest. Nie czepiam się, bo Happy też potrafi rozładować niejedną sytuację swą ciętą ripostą xD

PODSUMOWUJĄC

Przechodząc już do zakończenia, mogę stwierdzić, że mam mieszane uczucia względem tego tytułu. Niejednokrotnie widzę po prostu bandę nieokrzesańców lub typków, którym sama miałabym największą ochotę skopać cztery litery. Atmosfera anime jest dosyć ciężka. Walka za walką, bitwa za bitwą, pojedynek za pojedynkiem. Na wszystko odpowiedzią są pięści i na błędne założenia jak i na brak argumentów. Ciężkie klimaty mają przełamać rzekomo luźniejsze scenki np. pobytu głównych bohaterów w różnych rekreacyjnych miejscach, jednak i tam dzieją się rzeczy gdzie płonąca pięść czy inna magia musi interweniować.
Na pewno jest to seria przygodowa, ale czy komediowa? Jak dla mnie nie bardzo. Niektóre sceny, owszem, wzbudzają uśmiech na twarzy, ale przeważnie tylko tyle. Jakoś nie jest to mój typ poczucia humoru.
Sceny miłosne? Owszem, zdarzają się sceny podchodzące pod takie klimaty, ale bardziej jest to balansowanie na granicy flirtu czy fanserwisu. Upragnione sceny romantyczne są niestety tylko wytworem fanowskiej wyobraźni lub jest ich po prostu tak niewiele, że giną w tym tasiemcu (jak jest i w "Naruto" czy w "Bleach'u" czego w sumie nie pojmuję, bo taki wątek nie zaszkodził by scenom walki, choć w Naruto zawsze się jeszcze można pocieszyć np. historią Minato i Kushiny).
Wyciskanie łez? To też nie to. Głupi przerywnik (bez urazy, Happy jest słodki, no, ale proszę...), mniej więcej w środku odcinka, skutecznie burzy jakąkolwiek dramaturgię czy podniosłość, a przedstawione historie nie są dla mnie na tyle przekonujące, żebym miała płakać. A mówię to JA, która płaczę z najmniejszego powodu, ze szczęścia, gniewu czy smutku (aż tak jestem wrażliwa), więc sorry...
Co mnie więc w tym wszystkim przyciąga? Sama nie wiem. Chyba chęć poznania dalszej historii. Sam fakt, że potrafiłam obejrzeć tyle odcinków pod rząd świadczy, że to anime chyba ma to coś.
A tak w ogóle, zaraz po zabraniu się za ten tytuł usłyszałam, że w tym roku, od kwietnia ma być jego kontynuacja, także ;D
I jeszcze jedno co mi się przypomniało- FT to taka trochę druga "Moda na sukces" gdzie kiedy ktoś się przewróci przez dziesięć kolejnych odcinków wstaje, ale mimo wszystko da się to oglądać, czego o "Modzie na sukces" już powiedzieć raczej nie można...
I na tym zakończę swe rozważania. Jeśli chcesz obejrzeć Fairy Tail to już masz mniej więcej jego obraz.
Fairy Tail to na pewno gildia o rodzinnym charakterze. To jak, chcesz do niej dołączyć?

A ty co sądzisz o Fairy Tail?

Dziane
じゃね

niedziela, 20 października 2013

"Made in Japan"- opinia

 Hej!
Jako, że zamiast czytać "Przedwiośnie" zaczęłam czytać "Made in Japan", więc postanowiłam skrobnąć parę słów.
W internecie szukając jakichś recenzji odnośnie tego tytułu trafiłam na bardzo nieprzychylną i żeby stwierdzić
w ilu procentach prawdziwą postanowiłam zabrać się za czytanie.
W tej recenzji ktoś napisał, że jest mnóstwo zdjęć, które nie pasują do treści. Muszę się nie zgodzić. Zdjęcia zamieszczone w rozdziałach pasują tematyką do tekstu i odzwierciedlają o czym jest akurat mowa.
Drugim zarzutem było to, że z "Made in Japan" nie dowiedzieliśmy się o wydarzeniach z 11 marca 2011r. więcej niż z telewizji. Hm, tu jest tylko półprawdy, ponieważ książka nie dotyczy za bardzo opisu katastrofy (patrz: trzęsienie ziemi, tsunami i awaria elektrowni w Fukushimie), tylko raczej obrazuje jej skutki. To, że wydarzenia z tamtego dnia miały ogromny wpływ na wszystkie sfery życia Japończyków. Między innymi gospodarkę i życie społeczne.
Co muszę o tym tytule powiedzieć to to, że strasznie dużo jest w nim różnych danych, statystyk co mnie osobiście czasem utrudnia lekturę, ale są to na pewno fajne ciekawostki (z resztą czego się można spodziewać skoro autor to dziennikarz). Książka zawiera też dużo zdjęć bardzo dobrej jakości co urozmaica lekturę. W mojej opinii jest ciekawa (chociaż jeszcze jej nie skończyłam) i na pewno godna polecenia tym, którzy chcieli by prześledzić skutki dnia 11 marca.
Także to tyle póki co.

Dziane
じゃね


niedziela, 21 lipca 2013

Watch all anime!

 Hej wam!
Ostatnio pisałam o problemach z pociągami. Niestety, z mojej wycieczki do znajomej nic nie wyszło, bo nie pozwoliło mi na to moje zdrowie. Znów mnie jakoś brzuch bolał, ale tylko dlatego, że jedna pani doktor, do której poszłam na kontrolę, chciała mi wepchnąć narządy wewnętrzne w kręgosłup. Od tamtego czasu latałam przez nią jak głupia po lekarzach, bo przecież to dziwne, że mnie tak boli i trzeba znaleźć przyczynę.
Badania porobione, nic praktycznie niepokojącego nie ma. Nie wiem o co chodzi, ale już od dłuższego czasu (oprócz jednej dolegliwości) czuję się okej.
Przez te całe akcje nie mogłam do niej pojechać, więc pojechałam bliżej, wypocząć u babci. I tam ucieszyłam się jak dzika, bo okazało się, że jak się siedzi przy jednym oknie to jest darmowy internet od miasta. No tak... Tylko, że nie jest wygodnie ciągle przy samiuśkim oknie siedzieć i jak wykonasz zbyt gwałtowne ruchy to wifi się rozłącza. Jeszcze większy uśmiech pojawił się na moich ustach kiedy zorientowałam się, że dwie rodziny z sąsiedztwa nie mają założonego hasła na wifi. Więc jak już się zorientowałam, że mogę oglądać anime to moja radość była zupełna.
Dzięki nim obejrzałam sezon "Kuroko no Basuke". Anime o koszykówce. Potencjalnie nie powinno mnie interesować, a jednak... Wsiąkłam jak woda w gąbkę. I to wcale nie z powodu jakichś biszów. Świetna grafika, super zanimowane niektóre akcje pod koszem no i walka do samego końca niczym Naruto sprawiła, że nie mogłam przestać buforować kolejnych odcinków.

Jako, że ogarnia mnie wakacyjne lenistwo i wnikliwej recenzji pisać mi się nie chce, pozwolę sobie tylko na kilka uwag.
Włosy Kagamiego (czerwone) i Kuroko (niebieskie) odzwierciedlają jakby ich temperamenty i nie wiem...Styl gry? Jeżeli chodzi o koszykówkę to są swoim świetnym uzupełnieniem. Niestety, w anime pojawiają się różne teksty, sceny, mogące stanowić fanserwis dla yaoistek, które z najporządniejszego anime zrobią yaoi, a co dopiero kiedy takie podkarmić różnymi takimi treściami dość dwuznacznymi? -.-"
Anime ogólnie bardzo fajne, a zakończenie wyraźnie potrzebuje kontynuacji pociągniętej przez drugi sezon, na który będę z niecierpliwością czekać (tak jak na kontynuację paru innych tytułów).
No i jeszcze jedno anime, którego obejrzałam ze 3 odcinki, gdzie konałam w męczarniach brnąc przez nie... Dobra, żartuję, ale już tak bardziej na serio to mogę stwierdzić, że oglądałam tylko z sympatii dla anime i mojej dość dużej tolerancji na wszelką głupotę w nich zawartą. Jednak ten tytuł jest po prostu obrazą dla mojego intelektu... Już sam głupawy opening zaczynający się od słów "Kiss, kiss, fall in love.." jest po prostu czymś przez co można łatwo stwierdzić jaki poziom ten tytuł reprezentuje. A mowa tutaj o... Ouran Highschool host club. W ogóle opening brzmiał mi baaaardzo znajomo. Kiedyś już słyszałam, ale na pewno nie w tym anime i nadal się zastanawiam, skąd to deja vu.
W każdym bądź razie idiotyzm powala- główna bohaterka jest mało kobieca i sama zastanawia się nad tym, że chyba zawsze miała niską świadomość własnej płci. Znajduje się w szkole dla bogatych, choć sama do nich nie należy, ale wiadomo- stypendia i te sprawy. Pewnego popołudnia pragnąc znaleźć spokojne miejsce do nauki trafia do tzw. Host Clubu gdzie spotyka gromadkę różnych popaprańców, którzy tak ją przestraszyli, że aż zbiła cenny, wart 8 milionów jenów wazon. Żeby to odpracować musi być "chłopcem na posyłki" tegoż klubu. Jednak po krótkim czasie jej płeć wychodzi na jaw, ale nie przeszkadza jej to, żeby przebierać się w męskie ciuszki i zabawiać klientki tegoż klubu (coś jak Maid Cafe, w wersji z lokajami).
Także ~strzeżcie się wszyscy, którzy tam wchodzicie~ ostrzegam was i chronię przed utratą kolejnych szarych komórek (no, chyba, że ktoś lubi się ogłupiać).
To chyba nie na moje nerwy. Zwłaszcza, że bliźniaki z tego anime udają, że mają się ku sobie (aż się rzygac chce- tylko mentalność japońskiej nastolatki uważające wszystko za "kawaii" może sprawić, że komuś się takie dewiacje podobają. U nas by nie przeszło.)
Także, dziękuję za uwagę. Elvis opuszcza budynek ludzie!

DZIANE!
じゃね

wtorek, 4 czerwca 2013

Kajdany przeszłości

Bokura ga ita- byliśmy tam. Dokładnie gdzie byli i jacy oni jeszcze nie wiem, ale może się w jakiejś najbliższej przyszłości dowiem? xD

A więc (tak, wiem: nie zaczyna się zdania od "a więc") mamy oczywiście chłopaka, dziewczynę i mnóstwo przeszkód na drodze do ich miłości. Kolejne typowe shoujo? Tego może dowiecie się z mojej recenzji.

MIŁOŚĆ ZNIENACKA

Poznajemy główną bohaterkę Nanami Takahashi, która zaczyna kolejny etap edukacji- szkołę średnią. Dziewczyna stara się z kimś zaprzyjaźnić, ale ciężko będzie nie znając imion osób, z którymi się rozmawiało. Z "pomocą" przychodzi jej Yano Motoharu, chłopak o którym krążą dziwne plotki na temat jego popularności wśród płci przeciwnej (czy okażą się prawdą?). Przez tą pomoc Takahashi wychodzi na idiotkę i nie żywi zbytniej sympatii do swego wybawiciela. Kilka jednak z nim rozmów zmieniają opinię naszej Nanami i uczucie przeradza się w miłość. Swoją drogą jakoś nie wyłapałam tego momentu przełomu i nie bardzo go pamiętam.

BURZE I SZTORMY

Błogi czas zauroczenia i sielanki nie trwa za długo, bo oto przed nami wyrasta jak góra lodowa przeszłość głównego bohatera, Yano. Najbardziej kole w oczy jego była, która inteligencją i wier i nie tylko, nie grzeszyła. Najbardziej boli fakt, że chłopak ma problem z odróżnieniem dwóch, różnych osób. No, ale w sumie jak mu się tu dziwić? Jedna miała na imię Nana, druga Nanami... Wszystko jest takie podobne, prawda? -.-"
Czeka nas wiele łez (ale raczej głównej bohaterki niż naszych) i chwil zaskoczenia, bo przeszłość jest jeszcze bardziej grząskim bagnem niż by się mogło wydawać...
Na drodze szczęściu naszym gołąbkom stają też najbliżsi jak i oni sami. Temperament i charakter robi swoje.

"Z nim będziesz szczęśliwsza, dużo szczęśliwsza będziesz z nim..."

Ja osobiście odczuwam pewien Weltschmerz odnośnie tego tytułu. Po pewnych wydarzeniach, gdybym była w skórze naszej protagonistki dałabym sobie spokój z Yano, który w późniejszej części staje się dla mnie coraz bardziej irytujący i tutaj jest akurat mój wyjątek od reguły. Mianowicie mam tak, że jeśli jakiś bohater w anime jest zły, wkurzający itd. to potrafię nawet zacząć go lubić i mu współczuć kiedy pokazane są pewne rzeczy, z którymi musiał się mierzyć w przeszłości (tak miałam np. z Gaarą z Naruto- najpierw go nie lubiłam, bo był zły, be, niedobry, a teraz? Jest moją ulubioną postacią!). Z Motoharu się tak jednak nie stało. Jego trudne dzieciństwo, problemy z byłą i sposób w jaki się z nią rozstał mnie jakoś nie wzruszają.
W pewnym momencie zaczęłam nawet popierać inny paring w tym anime składający się z Nanami i...Z kogoś jeszcze...Nie wiem czy mogę spojlerować, lepiej wam tego oszczędzić. I chętnie bym taki paring oglądała, gdyby nie było jak być musi, że zawsze postacie pokazane w openingu są już ze sobą forever alone xD together...

Bida z nędzą, wymuszona amputacja

Niektórzy z was, tak jak i ja pewnie przywiązują dużą wagę do takich detali jak kreska. Fanów pięknej kreski, super tła i wspaniałej animacji zawiodę pewnie krótką informacją. W "Bokura ga ita" tego nie znajdziecie. Wszystko jest tak oszczędne, że bohaterom nie raz znikają ważne ?organy?narządy?- tj. oczy. Nie jest to jakieś niedopatrzenie, lecz z pewnych źródeł wiem, że miało to być celowe. Z banalnego powodu: braku pieniędzy. To właśnie to sprawiło, że anime wygląda jak wygląda i że dominuje tu przerost treści nad formą (swoją drogą dość spory zważywszy na mnogość monologów wewnętrznych jak i zewnętrznych postaci...).

Miłość ci wszystko? wybaczy...


Oglądając to anime nie raz odnoszę wrażenie, że odpowiedź na to pytanie brzmi tak... Ale jednocześnie zastanawiałam się jak to jest, że to zawsze kobieta ma wybaczać dotkliwe słowa, kłótnie, zdrady... Facet mówi "obiecaj mi, że będziesz mi wierna" kiedy on sam się do tego nie stosuje? Hipokryzja.
Bokura ga ita- niby typowe shoujo, a porusza ciekawe/dziwne zagadnienia, np. toksyczne związki...
Swoją drogą ma w sobie też coś co jest totalnie nierealistyczne: żeby 14 latkowie byli aż tak "zaabsorbowani" seksualnością?! Według mnie- chore. Ja kiedy miałam tyle lat to mnie bardziej obchodziły czekające mnie w następnej klasie egzaminy gimnazjalne i sprawy typu: co będę robić w wakacje? a nie...

PODSUMOWUJĄC

Nie do końca wiem co myśleć o tym tytule. Jego problematyka mieści się mniej więcej w >>tym schemacie<<, którego sama jestem autorką. Może i zła jakość, ale przynajmniej jest oznaczenie spojlera, które sprawia, że klikacie na własną odpowiedzialność ;)
Pewne rzeczy sprawiają, że trochę kojarzy mi się z Kimi ni Todoke- głównie to ta kreska.
Ogólnie- cieszę się, że nie ma drugiego sezonu tego anime, bo i ten, pierwszy sezon powoli kończę oglądać z nutą rozczarowania i irytacji. Yano po prostu zepsuł mi całą przyjemność oglądania, a jego bagaż emocjonalny przerósł mnie całkowicie. Nie dziwi mnie więc fakt, że i Nanami jest momentami skołowana.

3majcie się, do usłyszenia!
DZIANE!
じゃね

sobota, 11 maja 2013

Hakuouki Shinsengumi Kitan- mam cię zabić?

 Hej wam!
Dzisiaj postaram się ogarnąć recenzję anime Hakuoki Shinsengumi Kitan.
A więc tak- akcja dzieje się w erze Edo, w Japonii (jednakże później przechodzimy przez kolejne epoki historyczne). Główną bohaterką jest Chizuru Yukimura, która przebrana w chłopięce fatałaszki wplątała się w niezłe kłopoty, a później jeszcze zobaczyła to, czego widzieć nie powinna i tym samym została uznana za winną i skazaną na śmierć...
Tak się więc to wszystko zaczyna.
Wspaniałomyślnie jednak samurajowie, którzy mieli wykonać na niej wyrok ułaskawiają ją. Dlaczego?Czy dlatego, że stwierdzili, iż nie jest winna? Z litości? Czy może z powodu tego, że odkryli jej kobiecy sekrecik? Sami osądźcie (najlepiej oglądając 1-wszy odcinek). W ramach...Kary? Chizuru wbrew zasadom samurajskim zamieszkuje z grupą mężczyzn i robi za służącą pomoc.

O GŁÓWNEJ BOHATERCE

"Co to? A to taka fajna katana. Pytasz po co mi ona? A, no wiesz...Fajnie wygląda..."-własne
Chizuru zostaje przedstawiona jako córka medyka, który zaginął. Dlatego nasza dziewoja nie spocznie póki go nie odnajdzie...Chyba... Została wyposażona w całą masę irytujących cech osobowości i miecz samurajski. Ho ho ho! Śmiem stwierdzić, że śmiało sobie dziewczyna poczyna, bo raz jej się nawet zdarzyło wyzwać jednego takiego na pojedynek... Tia...Tyle, że...
"Stój! Znam karate, taekwondo, aikido i...Jeszcze kilka innych fajnych słów..."
Nasza głupiutka istotka płci żeńskiej mimo, że cho-cho-chodziła do dojo i rzekomo powinna mieć jakieś umiejętności w zakresie sztuk walki okazuje się jednak, że bynajmniej. Jest całkowicie bezbronna. Cały czas włazi tam gdzie nie trzeba i jak ostatnia sierota czeka na pomoc swoich samurajskich koleżków, którzy o dziwo za każdym razem się pojawiają (zastanawiam się, co by było jakby została ze swoimi problemami sam na sam?) by ratować jej tyłek. Całe to makabryczne wręcz nagromadzenie bezradności i oczekiwanie za każdym razem na ocalenie życia sprawia, że Chizuru stała się dla mnie jedną z najbardziej irytujących postaci w anime z jakimi kiedykolwiek udało mi się spotkać...
WYGLĄD
Jako, że Yukimura została zmuszona do ciągłego udawania chłopca, więc nie widujemy jej raczej w kobiecych fatałaszkach i jej "kobiece" kształty pozostają jako taką tajemnicą. Jednakże byłoby to mniej upierdliwe, gdyby choć od czasu do czasu zmieniała ciuchy. Nikt jej nie mówił, że to niehigieniczne tak ciągle nosić to samo?
Raz tylko zaszalała w odcinku 8 bodajże (i to nie z własnej woli) wdziała coś sensowniejszego.
Po boku dodaję tylko śmiałą wariację na temat jej możliwego wyglądu, w żadnym stopniu nie odzwierciedlającą rzeczywistości, więc proszę o nie sugerowanie się tym obrazkiem xD

ZA MUNDUREM PANNY SZNUREM

Do naszej sierotki Marysi zostaje więc doklejone stadko mężczyzn.
Swoją drogą- zawiodłam się. Kiedyś polecała mi to anime koleżanka, ja też w necie popaczałam, że to shoujo historyczne, ale okazało się, że historia stanowi tylko tło, a samurajowie tak naprawdę walczą całkiem bez sensu, jakby po prostu za dużo testosteronu ich do tego popychało...
A a propos shoujo w tym anime to...
"Nic tak nie mówi: kocham cię, jak porządny cios w nos"-zasłyszane
I te słowa chyba trafnie opisują całą atmosferę romansu w tym tytule, bo nawet jeśli jakiekolwiek uczucie miało szansę jakoś zaistnieć, to zostało brutalnie uciszone. Nie spodziewajcie się romantycznych scen z wzniosłymi słowami mówiącymi o wspaniałej miłości do końca tęczy. Oglądając ten pierwszy sezon w ogóle nie wyczułam absolutnie żadnej chemii między postaciami mimo, że przecież Chizuru lawiruje wśród całego haremu mężczyzn.
Całkowicie poprawnym określeniem jest, że na główny plan w tym wątku wysuwają się Oshizou Hijikata (zastępca dowódcy) i Souji Okita.

MUZYKA

W sumie muszę przyznać, że opening był całkiem niezły, ale nic poza tym.


OCENA OGÓLNA

Podsumowując- akcja toczy się z zawrotnym tempem 5 bułków na godzinę, bohaterka jest wkurzająca, nie czuć chemii, do tła historycznego dorzucono dziwne wątki nadprzyrodzone (paczaj: wampiryzm), panowie również są nijacy, ale z pozytywów: są i tacy, z którymi poszłabym na koniec mapy xD <żard>. Tak więc moja ogólna ocena wynosi 3/10. W sumie przy każdym włączaniu odcinków miałam nadzieję, że tym razem będzie się dziać coś ciekawego. Niestety rozczarowywałam się po każdym słono zbuforowanym epizodzie.
Postanowiłam też obejrzeć drugi sezon Hakuouki, ale niezależnie od tego jak dobry miałby być to i tak nie zmieni on mojego zdania o tym anime i nie odnowi utraconego w moich oczach honoru, no i nie zrekompensuje mojego cennego, poświęconego czasu.
 Także to tyle w temacie.


DZIANE!
じゃね

niedziela, 17 marca 2013

Utalentowane beztalencie

 Hej wam!
Dziś postanowiłam zabrać się za recenzję anime o frapującym tytule "Uta no Prince-sama Maji Love 1000%". Nazwa mówi wszystko. I nic. Jestem za, a nawet przeciw.
Czas więc zaczynać. Aż mam ochotę zakrzyknąć z ingriszowym akcentem kiczowate hasło:

LET'S GO!


GŁÓWNA BOHATERKA
Haruka Nanami (albo na odwrót: Nanami Haruka- szczerze mówiąc praktycznie nigdy nie wiem w anime, który człon jest imieniem i nazwiskiem) przybyła ze wsi do miasta, aby spełnić swoje marzenie- zostać kompozytorką i napisać piosenkę dla sławnego Hayato, którego jej środowisko uznaje za niepoważnego. Nic to dla Nanami, która twierdzi, że piosenka Hayato ją "uratowała".

 Dlatego postanawia ona dostać się do elitarnej szkoły dla przyszłych gwiazd show-biznesu i dzięki pomocy 2 młodzieńców nawet ją do niej wpuszczają. Nie dziwi więc, że dostaje się do tej szkoły po zdanym egzaminie. Wprowadza się do akademika i dzieli pokój z nową koleżanką. Schody zaczynają się dla niej kiedy nauczyciel(ka)- domyślcie się o co chodzi...- każe jej zagrać z nut. Oj i tu problem, bo Haruka do tej pory grywała tylko z babcią i nut zdaje się nigdy na oczy nie widziała... Bohaterka jednak swoją ciężką pracą opanowuje nuty nie musząc nawet ich grać na pianinie! Tak moi drodzy- to jest anime i japońskie pojmowanie rzeczywistości, że nawet jeśli jesteś beztalenciem to ciężką pracą możesz to nadrobić! Jak kawaii! -.-"
A propos kawaii: główna bohaterka pretenduje do tego tytułu, nie wg mnie oczywiście, ale zgodnie z japońskimi kanonami: niezdarna, nieporadna, nieśmiała, nieogarnięta... Wiecie: przy takiej dziewczynie facet nie musi za wiele robić, żeby czuć się macho.

JAK BEL(L)A

Nie bez powodu taki podtytuł, bo tak jak w "Zmierzchu" Nanami jest taką Bellą- nieatrakcyjną, przeciętną, a mimo to faceci na nią lecą. Jest ich aż 6-ciu. Czyli widać: anime-haremówka. Każdy z nich stopniowo przyznaje się (przynajmniej przed sobą samym), że KOCHA...muzykę Nanami, a co myśleliście?! O.o
Dżołk. Ale faceci w tym anime są różni. Kwadratowi i podłużni. Jeden z nich do złudzenia przypomina Hayato-sama, inny mnie przeraża- ma niebieskie włosy, pieprzyk koło oka, nazywa się Hijirikawa bodajże i wygląda mi jak psychol z Psycho-pass z domieszką rasowego zboczeńca. Ren Jinguuji za to kojarzy mi się z flirciarskim surferem (ci co grają w SF mogą sobie pomyśleć o Dakocie). Natsuki Shinomiya- fan wszystkiego co słodziutkie, malutkie, czyli kawaii. Już w pierwszym odcinku chce się rzucić na Nanami, tylko dlatego, że przypomina mu ona jego Elizabeth [patrz: psa]. Koleś jak dla mnie wkurzający, zwłaszcza dlatego, że ma też skłonność do uganiania się za swoim kumplem z dzieciństwa, żeby go wcisnąć w jakieś kawaii ciuszki. Biedak ten i jednocześnie tester jego kulinarnych dań o wątpliwej wartości (odżywczej i smakowej) to Syo Kurusu. Byłby może mniej nękany przez Natsuki (który ma też swoją ciemną stronę), gdyby chociaż zdjął te spinki w jego włosach i nie wkładał na siebie czasem masakrycznych stroi... ;_; Ciekawostą jest, że Syo podkłada głos ten sam facet, który podkładał głos Hiro z Soul Eatera. Następnie mamy Tokiya Ichinose- tu też ciekawostka: podkładał mu głos Mamoru Miyano, który użyczył głosu Death The Kidowi (Soul Eater), Lightowi Yagami (Death Note) i Masaomi Kida ( Durarara!! ). Tokiya Ichinose to postać również spełniająca schematy: milczący, nieprzystępny, nie darzy sympatią głównej bohaterki, ale z czasem to się zmienia. Został nam chyba tylko jeszcze jeden chłopak:
Otoya Ittoki- radosny, czerwono włosy koleżka. Miły, chętny do pomocy naszej "owieczce" (jak ją zwie Jinguuji).

ABSURDÓW CIĄG DALSZY

  • dyrektor szkoły- ma oko na wszystko (dosłownie), a jego osobowość...przemilczę sprawę...
  • Nanami Haruka- absurd sam w sobie, uczy się nut bez grania na pianinie, pisze piosenki nutowo nie nie sprawdzając brzmienia całokształtu w praktyce
  • Chłopcy czytając nuty stwierdzają, że to świetna piosenka i proponują napisanie do niej tekstu <facepalm>
  • O ciężkiej pracy już było- wynagrodzi braki w talencie
  • Nanami- nie łapie flirciarskich aluzji...
  • W szkolnej rzeczywistości tegoż anime jest zakaz flirtowania- dziwny pomysł jak na shoujo, ale okej, czaję, że zakazany owoc lepiej smakuje...
Mogłabym jeszcze wymieniać dalej, ale skończę. Z kolei absurd tłumaczeniowy, którego nie wybaczę tłumaczowi:
Chłopak śpiewał "Amazing Grace", jedną z popularniejszych piosenek, tłumaczona na polski jako "Cudowna Boża łaska", a w tej wersji tłumaczeniowej, którą oglądałam ktoś zawalił na całej linii! Jak można "grace" w tym wypadku przetłumaczyć jako imię?!! Szczyt ignorancji! Jak ktoś się zabiera za tłumaczenie muzycznego anime, to powinien mieć chociaż mgliste pojęcie o... Bo ja wiem? MUZYCE?!


OPENINGI, ENDINGI, PIOSENKI
Jednym zdaniem:
Są popowe, głupkowate, a ending zwłaszcza i tym bardziej boli, że wkręca się w mózg.
I szczerze mówiąc wolałabym słuchać czegoś takiego niż tych pioseneczek:

O TY NIEOKREŚLONE COŚ
Jak już we wcześniejszym poście wspominałam, to anime ma coś co mimo masakrycznie wielu wad sprawia, że je oglądam. Nie wiem sama co to jest... Tak więc seria dość głupkowata, ale dla kogoś znudzonego, mających ochotę oderwać się od rzeczywistości i troszkę odmóżdżyć będzie to całkiem lekki i przyjemny tytuł. Drugi raz bym tego na pewno nie obejrzała, a i jest coś co mnie przeraża, bo jest to perspektywa drugiego sezonu. Ma nosić tytuł bardzo podobny: Uta no Prince-sama Maji Love 2000%
Tytułu tego anime nie mogę przeboleć, ale jak wspominałam na początku: pasuje do niego.

OCENA OGÓLNA
Dałabym temu anime 6/10
Jeśli ktoś chce obejrzeć to życzę miłego odmóżdżania- oglądacie na własną odpowiedzialność i bez pretensji, bo to co mi się średnio podoba dla kogoś może być 8 cudem świata, ale niektórzy z was zapewne potwierdziliby moją mało pochlebną opinię ;D
Do następnego!

DZIANE!
じゃね


sobota, 16 marca 2013

Czego to ja nie obejrzę?

 Hej wam!
Jako, że najlepiej oddałam to co chcę dziś wam przekazać w wiadomości do koleżanki to pozwolę sobie ją tutaj zacytować:
"Zaczęłam oglądać Uta no☆Prince-sama♪ Maji Love 1000% i jest tak głupkowate jak i tytuł, ale nie wiem czemu to oglądam. Obejrzałam jeden odcinek, niecały, bo mi się popsuł i pomyślałam- jakie debile i jakie makabryczne oczy ma główna bohaterka, jak jakaś ślepa, ale potem dooglądałam ten pierwszy odcinek do końca, teraz obejrzałam 2-gi i oglądam 3-ci... Mimo, że to anime nie dorówna "Amnesii" to ma w sobie takie hipnotyzujące, nieokreślone coś, co sprawia, że włączam kolejny odcinek... Schiza. Chyba na serio jestem mega fanką shoujo, że nawet takie dziwne 'animu' oglądam xD"
Tak więc się sytuacja przedstawia. Nie mam pojęcia dlaczego oglądam xD
Tak więc póki co przedstawiam parę absurdów wynikających z mojej obserwacji:


  •  Jakby zapisując nuty można było wyobrazić sobie ich dźwięk i stworzyć cały utwór...
  •  Bez grania na pianinie/fortepianie nauka nut jest przecież możliwa! <sarkazm>
  •  Haruka- myśli, że ciężka praca może nadrobić braki talentów...
  •  Czytanie o komponowaniu nauczy cię być kreatywnym i komponować...
Sama główna bohaterka- Haruka jest jak zwykle niewinną, kruchą, niezdarną dziewczynką, no bo to przecież takie kawaii! -.-"
Moje obserwacje są poparte tym, że główna bohaterka, która cudem dostaje się do elitarnej szkoły muzycznej i chce komponować, komponować nie umie, nut też prawdopodobnie w życiu na oczy nie widziała...
Ale resztkę złośliwości zostawię sobie na później, bo być może (a raczej na pewno) to anime mnie jeszcze zaskoczy i nazbieram materiałów (pozytywnych bądź nie), czyli po prostu wyrobię sobie zdanie na temat tegoż tytułu i napiszę recenzję.
Także- do usłyszenia.

DZIANE!
じゃね

niedziela, 10 marca 2013

Na skraju mezaliansu? Jak Romeo i Julia? Po prostu: Hiiro no Kakera!

 Znacie to, gdy oglądacie jakieś anime z zapartym tchem? Wiele odcinków na raz? Ja tak. Tak się stało właśnie z Hiiro no kakera- sezon 1 i 2. Zaczęłam wczoraj popołudniu i skończyłam późno w nocy. Nie mogłam się oderwać. Nawet nie wiem od czego zacząć tą recenzję...
Może najpierw:

OPENING

Opening- zwłaszcza w 1 sezonie rewelacyjny. Szukałam w necie, żeby tu wstawić, ale nie widziałam oryginalnego (w sensie: z oryginalnym wideo, zazwyczaj były powstawiane obrazki spojlerujące albo arty, a spojlerować wam zanadto nie chcę), więc wstawiłam po prostu ścieżkę dźwiękową, ale teraz naprawiam błąd i wstawiam już oryginalny op.
Jeśli obejrzycie choć jeden odcinek tego anime to już w openingu widać kto z kim będzie nawet jeśli akcja samego anime rozwija się powoli i stopniowo.

AKCJA

Nasza główna bohaterka- Tamaki przyjeżdża do swojej babci, do małej miejscowości. Po wyjściu z autobusu postanawia pójść do niej pieszo, przez las. I tam się właśnie wszystko zaczyna. Dziewczyna spotyka demoniczne istoty (upadłych bogów?), a z opresji ratuje ją niczego sobie Takuma, który zachowuje się w stosunku do niej dość oschle. Przybywając do domu babci, na którą miejscowi mawiają Baba-sama (pff- pasuje do niej) dowiaduje się, że wszyscy już wiedzą o jej przybyciu i ją znają. Tamaki Kasuga okazuje się być bowiem księżniczką Tamayori- potomkinią silnej kapłanki, której zadaniem jest strzec Artefaktów i Pieczęci, a przede wszystkim zapobiec uwolnieniu i przebudzeniu demonicznej mocy (demona?) Onikirimaru (patrząc na recenzję na tanuki zobaczyłam, że ktoś napisał: Onikimaru, ale z tego co pamiętam ta nazwa jest błędna). Nasza bohaterka musi więc tak jak jej poprzedniczka- babcia- przebudzić się jako księżniczka Tamayori.

RYCERZE KSIĘŻNICZKI

Oczywiście- księżniczka nie może się obejść bez swego orszaku- w tym wypadku ma ona swoich Ochroniarzy. Piątkę. Każdy z nich musi nadstawiać życia za Tamaki. Problem pojawia się wtedy kiedy główna bohaterka zastanawia się czy oni tego naprawdę chcą. Mimo wszystko dziewczyna nie traktuje ich tak jak narzędzia, ale jak przyjaciół, przez co szybko zyskuje ich sympatię i zaufanie.
 Każdy z nich jest inny. Ciekawa jest scena kiedy główna bohaterka pyta ich o hobby. Możemy się wtedy dowiedzieć więcej o nich i o samej Tamaki. O niektórych rzeczach w życiu byśmy nie pomyśleli. Tak więc wśród Ochroniarzy są np.:               Mahiro Atori- w gorącej wodzie kąpany, niski jak na swój wiek i mający z tego powodu kompleksy, ale na prawdę jeden z najbardziej sympatycznych postaci anime.
Yuuichi Komura- definitywnie koleś z niezłym talentem typowym dla Japończyków... Potrafi zasypiać wszędzie i w każdym czasie, opanowany w każdej sytuacji.
Suguru Oomi- facet w długich zielonych włosach, również opanowany i do tego posiadający dużą wiedzę, nazywany najmądrzejszym z Piątki.
Shinji Inukai- poznajemy go po pewnym czasie, przez dziewczęta uważany za "kawaii", miły chłopiec, skrywający jednak parę tajemnic- co do niego to doznałam wielu zaskoczeń- warto śledzić jego historię.
Ta Piątka jest nazywana klanem Shugogo.

BABCIA WIE, CO DLA CIEBIE NAJLEPSZE

No i tu się właśnie pojawia słówko: niekoniecznie. Babcia okazuje się bowiem być surowa (łagodnie mówiąc), a to niby wszystko z miłości, ale dla mnie to było słabe uzasadnienie jej postępowania.

GŁÓWNA BOHATERKA

Nasza Tamaki to dziewczyna o dobrym sercu, a przez to trochę naiwna, niewiedząca czego chce, ale jej naiwność w tym wypadku jest cechą pozytywną. Ma też poczucie humoru i lubi się sprzeczać z Mahiro i Takumą. Nieprzygotowana do roli księżniczki-strażniczki robi co potrafi. Stopniowo się zakochuje i chyba nie będzie wielkim zaskoczeniem ani spojlerem jeśli zdradzę wam, że w Takumie (please- 1 opening!). 


MIŁOŚĆ ROŚNIE WOKÓŁ NAS

Ach! Wątek miłosny- czyli coś co takie beznadziejne romantyczki jak ja lubią najbardziej!
Na samym początku, przed obejrzeniem tego anime zostałam ostrzeżona, że może mi się ono nie spodobać, a zwłaszcza pierwsza część. Bzdura! Obie były cudowne, a druga była kontynuacją historii i to właśnie w tej drugiej części akcja nabiera tempa, dlatego jest po prostu lepsza od pierwszej.
 Nawet nie wiem co pisać o tym wątku miłosnym. Ja tu dostrzegam coś z Romea i Julii (tylko nie aż z tak tragicznym zakończeniem- w końcu to shoujo: obowiązkowo musi być happy end). Tak więc po wielu różnych perypetiach możecie czekać na coś pięknego ^^

OCENA OGÓLNA

Mogłabym jeszcze wieeeeele pisać o Hiiro no Kakera, zaspojlerować wam wszystko, ale tego nie chcę zrobić. Powiem tak: od czasów kiedy oglądałam Saiunkoku Monogatari (z bezczelnie nie zrobionym 3 sezonem, a to anime go wymagało) nie spotkałam się z tak dobrym anime i w moim guście. Gorąco polecam wszystkim miłośniczkom/miłośnikom gatunku shoujo. Radzę się tylko przygotować na: łzy, mnóstwo gadki o księżniczce Tamayori, w moim wypadku: trudność z zapamiętywaniem imion, nazwisk czy choćby tego określenia "Tamayori" (dopiero w 2-gim sezonie pod koniec zapamiętałam na prawdę większość nazw), wiele bitew, wrogów zwanych Logos- uprzykrzających życie, ale też na wspaniałych przyjaciół Tamaki jakimi są ochroniarze i pewna kucharka- Mitsuru Kotokura- nie zabraknie też wielu ciekawych zwrotów akcji i pojawi się koleś, o którego roli nie będziemy wiedzieć praktycznie do samego końca. Na prawdę: nie sposób wszystkiego opisać!
 Tak więc obejrzyjcie sami i pozostawiam to anime do waszej własnej oceny.

DZIANE!
じゃね

PS.
Radzę oglądać do samiuśkiego końca (możecie ominąć ending jeśli chcecie), bo oprócz zaskakującego...ekhem... Fanserwisu czekają was też informacje istotne w kolejnych odcinkach. Tak samo jest z ostatnimi odcinkami obu serii- też należy obejrzeć do końca, żeby czasem nie być wprowadzonym w błąd. ;D

wtorek, 19 lutego 2013

Psycho-pass, sposób na idealny świat?

 Hej- tak jak powiedziałam tak robię- zabieram się za recenzję Psycho-pass!

Więc na początku poznajemy panią inspektor Tsunemori Akane- jest to jej pierwszy dzień w pracy i nie znaczy to, że to jej najłatwiejsza sprawa. Już w pierwszym odcinku uświadczymy sceny gwałtu, mordu i rozbryzgania się krwi i wnętrzności...
Przybliżmy trochę czasoprzestrzeń- jest rok 2112r. (anime zaczęto kręcić w 2012r., wtedy było równo 100 lat do przodu, teraz już taka równa liczba nie wychodzi xD).
Przyznam się do czegoś- zaczęłam oglądać to anime z pewnego konkretnego powodu...
Rozbawił mnie ten gif i muszę przyznać- klata niezła xD


Nawet jeśli się nie gustuje w tak brutalnych anime, to muszę przyznać, że Kougami Shinya jest wart mojego czasu xD
Ale tak na serio- to w tym anime poruszana jest też tematyka świata idealnego. Wyobraźcie sobie:
Świat idealny, w którym przestępcy są monitorowani i szybko eliminowani, ministerstwo dba o to, żeby nie podwyższył się wam poziom stresu, wszyscy są szczęśliwi, kwiatki kwitną itd. itd...  Tak przedstawia się w pełni skomputeryzowany świat w Psycho-pass, a dba o to System Sybilla, który mierzy poziom stresu zwany Psycho-pass. Należy dbać o to, by nie przekroczyć pewnego poziomu, bo jeśli tak się stanie to można trafić na terapię lub "resocjalizację", z której de facto nigdy się już nie wychodzi i tu się zaczynają schody- czy system Sybilla, który 'czule' dogląda czy aby twój Psycho-pass się nie zachmurzył... 
I tu pojawia się pytanie: czy na pewno zawsze sprawiedliwie umie on ocenić sytuację? Co się stanie jeśli zawiedzie? Odpowiedź jest prosta- chaos, anarchia... Ludzie w świecie Psycho-pass, żyją beztrosko i nie wiem jak muszą być zaślepieni, żeby wierzyć w system, który liczbowo, przez komputer, analizuje fale mózgowe by stwierdzić czy jesteś dobry czy zły. Totalny idiotyzm.
 Wspominając o ludziach idących na "resocjalizację" moim obowiązkiem jest teraz rozwinąć wątek. Tak więc- ludzie są zamykani w kontrolowanych placówkach (jak dla mnie- więzieniach, chociaż też istnieją tu więzienia, ale wyżej wspomniane są również czymś na ten kształt). Jeśli czegoś chcesz musisz pisać podanie (myślicie, że rozpatrzą je pozytywnie? ha ha- każda osoba z za wysokim Psycho-passem uznana jest za kryminalistę.), w każdej chwili mogą rozpylić ci gaz obezwładniający jeśli twój poziom stresu podwyższy się zbyt niebezpiecznie, a poza tym żyjesz jak w ciasnej klatce. Nic dziwnego, że niektórzy postanawiają porzucić to marne życie i dołączyć jako "psy gończe" do tamtejszej policji, a i tam wcale nie jest lekko. Jako takiego "psa" poznajemy naszego Ko (Kou- jak dla mnie tam przedłużają to "o" ;D). Taki człowiek jest całkowicie zależny od rozkazów inspektorów i skoro jego Psycho-pass jest podwyższony to musi strzec się w każdej chwili wydania na siebie wyroku-  inspektorzy mogą go rozstrzelać bez ostrzeżenia.
 Jest wiele kwestii, które chciałabym poruszyć w tej opinio-recenzji, ale nie dam rady opisać wszystkiego, bo i tak mam już mętlik w głowie. Dlatego chciałam wspomnieć o jeszcze jednej istotnej postaci tego anime:

         Makishima Shougo
Skoro widzimy go już w pierwszym odcinku i widzimy go razem z Kou, a potem wraz z upływem odcinków spostrzegamy, że Kou nie jest wcale taki zły jak na kryminalistę to znaczy, że to Makishima jest tym złym. Bingo!
Obejrzałam już z 16/22 odcinków i nadal nie do końca wiem, co tym kolesiem kieruje. Jest zły, ma pewną przewagę nad naszą "policją" i jak widać chce rozwalić System Sybilla, co jak łatwo się domyślić mimo tego, że miał być idealny i nie do zhackowania, jakoś całkiem łatwo mu to wychodzi...








Chcę poruszyć jeszcze jedną, ważną kwestię. Mianowicie: broń.
 Kiedy my tutaj teraz żyjemy, to wiemy doskonale, że zabójstwo jest grzechem i że to nie broń zabija człowieka, a sam człowiek, który jej używa. W tym anime, sumienia i Psycho-passy policji ma odciążyć specjalna broń, zwana Dominator.
Ona rzekomo zabija ludzi sama z siebie- co z tego, że spust musi nacisnąć ktoś inny, ale System Sybilla uwzględnił to jako mus, aby sprawiedliwości stało się zadość, nie masz wyboru- pozbywasz się przestępców- pozbywasz się zła, pozbywasz się zła- czynisz coś dobrego dla społeczeństwa! Czyż życie nie jest piękne? >___<"
Jakby ktoś nie zrozumiał- to był sarkazm. Nie ma usprawiedliwienia dla mordowania innych ludzi bez względu na to jak wiele makabrycznych rzeczy uczynili- nie ty tchnąłeś życie w dziecko, nie dałeś go komuś (chodzi mi o duszę człowieka), nie masz prawa go komukolwiek odbierać.
Reasumując- broń reaguje też na Psycho-pass ludzki i odblokowuje ją tylko wtedy, gdy przekroczy dozwolony poziom...

Podsumowując- Psycho-pass jest to smutna wizja przyszłości pokazująca ludzi jako marionetki i niewolników systemu zwanego Sybilla. Ludzie odcięci są od stresów- co wcale nie jest zjawiskiem pozytywnym, gdyż wykluczenie wszelkich stresów powoduje brak motywacji do życia (co jest również pokazane w tym anime), bo przecież istnieje też dobry stres, prawda?
Ponadto System ten okazuje się na dłuższą metę bezsensowny i niesprawiedliwy (osobom, które mogły w wieku 5 lat pogniewać się na rodziców i myśleć o nich coś złego, grozi zaliczenie do klasy kryminalistów, a ich cała przyszłość zostaje przekreślona na zawsze, nie ma szans na resocjalizację w prawdziwym tego słowa znaczeniu), a także zawodny i jest tylko nieudaną próbą człowieka pragnącego stworzyć świat idealny.
Kojarzy mi się to mimo wszystko bardzo biblijnie- jest jak krzyk rozpaczy człowieka z prośbą o utracony raj, którego nigdy na ziemi nie osiągnie. Pierwsi ludzie, kiedy zgrzeszyli sprawili, że ich natura stała się grzeszna i nigdy nie będą potrafili być naprawdę dobrzy. Tylko Bóg jest dobry, człowiek ma skłonność do stałych upadków, wybaczenie, akceptację i przebaczenie grzechów znajdziemy tylko w Jezusie Chrystusie.
Tak więc widzicie- hahaha ja nawet w mega brutalnym i wydawałoby się- bezbożnym anime potrafię odnaleźć jakąś prawdę biblijną xD
Takie to są moje rozkminy.
Podobają się wam? ;D

PS.
Pod spodem są znaczniki typu: "wow!", "życiowe", "fajne", nie bez powodu- jak możecie to ich używajcie xD

DZIANE!
じゃね

niedziela, 10 lutego 2013

Durarara!! Z czym to się je?

 Najlepiej z czymś lekkostrawnym- przynajmniej 1-wszy odcinek, który zawiera w sobie dość dużą dawkę chaosu, ale jednocześnie nudy i ma stanowić wprowadzenie w fabułę. Akcja toczy się w ślimaczym tempie. Poznajemy tu jedną z głównych postaci jaką jest chłopak Mikado (czytając recenzję tego anime na pewnej stronie wyczytałam, że to anime nie ma rzekomo jednego, głównego bohatera)- nieśmiały chłopak, który przeprowadził się do Tokio, ażeby tam uczęszczać do szkoły. Jest też jego przyjaciel, z którym nie widzieli się od około 3-4 lat bodajże, a który nie grzeszy porządnym poczuciem humoru (-nikt normalny nie wymyśla przez parę lat jednego dowcipu).
Mamy też Simona- czarnoskórego Rosjanina, którego rodziców deportowano ze Stanów, a aktualnie prowadzi rosyjski bar sushi w jednej z dzielnic Tokio. Dorzućmy też zakręconych otaku, tajemniczego, legendarnego jeźdźca motocyklowego z pewnym poważnym problemem (UWAGA SPOJLER: mało kto może powiedzieć aż w tak dosłownym znaczeniu, że ma "urwanie głowy" - nasz jeździec, który po kształtach okazuje się kobietą zamiast głowy ma bowiem... Chmurę czarnego dymu...). Ponadto mamy też pewnego... Jakby to najlepiej określić?... Hmm... Psychola- Izayę i nienawidzącego go całym sercem (jak i vice versa), kolesia w stroju barmana, człowieka o niezwykłej wręcz sile (przyznajcie, że mało znacie osób potrafiących rzucać maszynami do napojów) i umiejętnościach w zakresie walki (zapewne też wśród waszych znajomych nie ma ludzi, którzy kopem Chucka Norrisa sprawiają, że gangsterzy wyskakują z ciuchów? xD Musiałam to napisać, bo bardzo rzuciło mi się to w oczy podczas oglądania) imieniem Shizuo.
Wracając do Izayi-  nazwałam go w taki, a nie inny sposób, ze względu na to, że koleżka lubi manipulować ludźmi i jego zachowania odstają od pewnej normy (kolejny SPOJLER: Bo któż depcze telefony spotkanych chwilę temu dziewczyn i czerpie z tego dodatkowo przyjemność na skalę maniaka?). Kim są ci dwaj panowie i dlaczego się tak bardzo nienawidzą? Tego póki co nie wiem, bo obejrzałam 3 odcinki (?) dotychczas.
Więc przechodząc teraz do oceny ogólnej: mnogość bohaterów jest na pewno ciekawa, ale jednocześnie łatwo się w tym wszystkim pogubić. Sama oglądając niektóre sceny i postacie zastanawiam się- "Kto to jest?" i "O co chodzi?". Że tak to ujmę: "projekta postaci" ciekawe, kreska spoko (choć niestety póki co ciągle oglądam to anime w niezbyt dobrej jakości). Opening i ending znośne (wiele jest takich openingów i endingów, przez które mam ochotę wyrzucić komputer przez okno, ale te akurat się do tej kategorii nie zaliczają).
Ogólnie rzecz biorąc- jak na razie ciężko stwierdzić czy to anime zapisze się w mojej pamięci jako "super! super! super!" czy też raczej jako "katastrofa" lub może jako coś pomiędzy tym.
Skosztowałam "Durarara!!", ale czy ta decyzja nie powróci do mnie jak zgaga z wyrzutami po co się za tą serię zabierałam? Tego jeszcze nie wiem. Czas pokaże...



DZIANE!
じゃね