niedziela, 23 września 2018

Najsamotniejsze stworzenie

  Powracam po roku, żeby wyrzucić z siebie strumień myśli.
Ten rok jak do tej pory był najgorszym rokiem mojego życia. Znaczy, ujmę to tak: spotkały mnie też miłe rzeczy, ale może to było jak wchodzenie na szczyt góry tylko po to, żeby rzucić się z niej w dół.
Dół tak głęboki, w którym sobie siedzę i momentami myślę, że nawet sobie z niego wyszłam. Niestety, okazuje się, że raczej na wycieczkę niż na stałe.
Traumatyczne wydarzenia jakimi jest utrata bliskich odcisnęły na mnie piętno. Dodatkowo stres na studiach doprowadził do silnych bóli brzucha, których lekarze nie potrafili wyjaśnić, bo przecież wszystko jest w porządku, prawda? Wyniki- dobre... Wszystko to, skumulowane, doprowadziło do porażki na dwóch najważniejszych egzaminach. Co z tego, że z pozostałych miałam praktycznie same piątki. Znajomi naciskali na mnie, że dam radę, że wystarczy trochę przysiąść. Myślałam, że jak odpocznę to stanę na nogi. Minęło pół miesiąca, miesiąc, dwa... No, dalej, trzeba się wziąć do roboty! Moje wysiłki spełzały na niczym. Każdy dzień wyglądający tak samo, świat stanął w miejscu. Nie, chwila, to nie świat. To ja stanęłam w miejscu i nie mam sił się z niego ruszyć. Ludzie żyją dalej... Nie było nikogo kto popchałby mnie pod górę, a i ja sama nie chciałam. Im większa presja tym bardziej nie chciałam w ogóle niczego. Gdyby tak móc przeleżeć całe życie, cierpienie, radości. W sumie wszystko praktycznie przestało się liczyć...
  I ta bolesna samotność. Zawsze czułam ją w mniejszym lub większym stopniu, ale tym razem jest nie do opisania. Brak zrozumienia skąd bym go oczekiwała.
Co przypomina mi o 52-hertzowym wielorybie. Oceanografia bada przypadek wieloryba, który nadaje na znacznie wyższych niż przeciętnie częstotliwościach, przemierzającego oceany w poszukiwaniu partnera, kogoś kto usłyszy jego wołanie... Wieloryb nadający na takich częstotliwościach jest określany "najsamotniejszym stworzeniem na świecie".
Och, wielorybie... Jak bardzo cię rozumiem.
Chciałam napisać coś jeszcze, ale nie znajduję już na to słów.
Pod spodem umieszczam link do piosenki, która skłoniła mnie do napisania tego wszystkiego i przemyśleń o samotności.
Tekst piosenki >>tutaj<<
Do usłyszenia nie wiem kiedy.
link do piosenki: BTS- Whalien 52

sobota, 24 czerwca 2017

Świat jest smutnym miejscem

 ...Jak głosi tytuł. Naprawdę tak jest i nie wiem dlaczego o porze takiej jak ta i kiedy jestem naprawdę bardzo zmęczona na różnych poziomach (fizycznie, psychicznie, zmęczona myślami, zmęczona ludźmi, zmęczona sobą) mój mózg stara się pracować na najwyższych obrotach by mi o tym przypomnieć, a przy okazji odkryć czy też przypomnieć sobie o różnych smutnych prawdach.
 Świat jest smutnym miejscem. Smutna jest ludzka obojętność. Na życie, na ból, na cierpienie, krzywdę innych ludzi. Bo dla wielu ważny jest tylko czubek ich nosa i żeby im było dobrze. Konsumpcjonizm. Bardzo mnie dzisiaj zasmuciła rozmowa ze znajomym. Ostatnio ogromnie mnie poruszył problem dziecięcego niewolnictwa w Afryce, na plantacjach kakao. Znajomy podłapał temat i zarzucił mi hipokryzję. Że w takim razie jak mnie to tak bardzo smuci to nie powinnam używać kosmetyków, nosić ubrań jakie noszę (bo są produkowane za grosze np. w Indiach), zabawki to te zło, bo produkują je dzieci. Na co ja odparłam, że tak, to jest okropne. Okropne jest to, że ludzie pracują w tragicznych warunkach i dostają za to grosze. To wszystko jest jednym wielkim mechanizmem, który bardzo ciężko naprawić, zatrzymać przez konsumpcjonizm i właśnie takie ludzkie podejście. Że "co mnie to obchodzi?", "trudno, nic na to nie poradzę" i przejście z ty wszystkim do porządku dziennego. Oczywiście, znajomy nie dał mi rozwinąć myśli. A mnie to boli. Boli mnie bezradność, że praktycznie nic nie mogę zrobić, że czasami nawet nie mogę sobie pozwolić na pomoc. Nie dlatego, że nie chcę. Dlatego, że nie mogę... Ale wracając do dzieci w Afryce: strasznie mnie to boli. Bo te dzieci są porywane, pracują jako niewolnicy, nie dostają żadnej zapłaty za pracę. NIC. Może coś do przekąszenia i popicia, żeby ta darmowa siła robocza nie padła. Myślałam, że już tutaj o tym pisałam, ale widocznie zapomniałam. Dla zainteresowanych: wpiszcie w Google "dziecięce niewolnictwo", bo to było hasło po jakim natrafiłam na ten problem. I to dotyczący takich marek jak Nestle czy ta przepyszna czekolada Milka. Czy to Mars czy Kit Kat to po odkryciu ciemnej strony czekolady ta nie Fair Trade już zawsze będzie jakaś taka gorzka...
Ale wracając do znajomego, jeszcze bardziej bolesną rzeczą była dla mnie jego postawa, która odzwierciedla myślenie wielu innych ludzi. On już od 10 lat wiedział o problemie. Przeszedł z tym do porządku dziennego. O ile w ogóle go to kiedyś zszokowało. I co mnie boli to to, że tak mało ludzi obchodzi drugi człowiek.
 Co jeszcze zaprząta moją głowę to właśnie myśli, analizowanie. Po przeczytaniu tekstu piosenki (BTS- Stigma) jakoś tak uruchomiło mi się twórcze myślenie. Nie chce mi się już przytaczać całej interpretacji tej piosenki (V nie zdradził o co w niej chodzi, więc pozostają tylko domysły, ale wg mnie mogłoby np. chodzić o żal za wyrządzoną komuś krzywdę), ale to wszystko jakoś sprawiło, że zaczęłam myśleć o stygmatach. Konkretniej o tym jak ludzie myślący w inny sposób są stygmatyzowani i okraszani łatką "dziwacy". Jak ludzie wrażliwi są złośliwie nazywani "przewrażliwionymi", przejmujący się "dramatyzującymi". Jak niezrozumienie człowieka przez człowieka nakłada, odznacza na nim piętno. Co znowu sprowadza się do stwierdzenia jakim to świat jest okrutnym miejscem. A może właśnie to ludzie są okrutni? I to ludzie są smutnymi, żałosnymi w pewien sposób stworzeniami?
 I wracając jeszcze na chwilkę do analizy i interpretacji tekstu piosenki: boli mnie powierzchowność. W sensie kiedy ludzie patrzą na coś, czytają i rzucają pierwsze co im przyjdzie do głowy. Ja raczej staram się szukać czegoś głębiej, pod powierzchnią pierwszych skojarzeń i nie zadawala mnie pierwsze, dosadne skojarzenie kiedy coś ma potencjał i kryje w sobie jakąś tajemnicę.
 Jestem już bardzo śpiąca i zmęczona i czuję, że tekst mi się rozleci jeśli jeszcze będę próbowała coś pisać.
Wnioski, refleksje wysnujcie sami.
Na koniec uraczę was jeszcze jedną, swoją dzisiejszą, rozkminą:

Najbardziej frustrujące pytania to takie, na które nie ma jednoznacznych odpowiedzi.


sobota, 10 czerwca 2017

"SZTUBACKIE FIGLE"

 Tytuł magistra, doktora... To nic nie znaczy. Oprócz tego, że ktoś poświęcił czas i energię w proces edukacji, samokształcenia. Jasne, prestiż, pozycja, praca. Te sprawy. Ale... Czyny. To po czynach poznacie człowieka.
Ale o co chodzi? O ten tramwaj co nie chodzi.
A no o to: udałam się dzisiaj (w sumie, to już wczoraj, bo jest dosyć późno) w podróż. Kosztowało mnie to trochę czasu i wysiłku, zwłaszcza, że ze zdrowiem u mnie ostatnio różnie, więc sama podróż była pewnego rodzaju wysiłkiem. Pewnie spytacie: ale jaka to podróż? A no, mianowicie, to głównie do księgarni. Jednej z bardziej znanych jeśli chodzi o nazwę. A wybrałam się po książkę. Jaką? Książkę, na której podstawie powstał serial na Netflixie- "13 reasons why". Tytuł na polski został ucięty o słówko "why" i tak o to w księgarniach, na półkach, stoją sobie książki o tytule "13 powodów".
 Krążyłam trochę po księgarni rozglądając się za nazwami działów i po jakimś czasie kiedy zaczęłam tracić nadzieję, że odnalezienie tej książki będzie misją banalnie prostą, dostrzegłam ją. Stała na półce "Top Młodzieżowe" czy jakoś tak. I właśnie to ma tutaj KLUCZOWE znaczenie.
Pominę wszelakie barwne opisy tego z jaką nabożnością czy podekscytowaniem postanowiłam się zabrać za lekturę książki kiedy w końcu dotarłam do domu. W jeden wieczór przeczytałam praktycznie jej połowę. I tutaj przejdę do sedna. Co mnie uderzyło? Nie tylko narracja (pierwszoosobowa, ale tego można się było domyślić), fokalizacja, sposób przedstawiania wydarzeń czy nawet różnice między serialem a książką (chociaż też są one bardzo widoczne), ale tłumaczenie. Tłumaczenie Aleksandry Góreckiej jak głosiła bodaj pierwsza strona i jakoś tak nawet rzuciło mi się to w oczy, chociaż chyba nigdy wcześniej nie przykładałam wielkiej wagi do autorów tłumaczeń.
Więc o co mi chodzi. Nie tyle o pewnego rodzaju zabiegi, wybrane sposoby tłumaczenia, co o pewną niekonsekwentność. Raz tłumaczka wybiera trzymanie się nazw oryginalnych, tj. imion i nazwisk, miejsc itp., żeby potem złamać tę zasadę i użyć spolszczenia czy też zastosować polską odmianę słów. I tak niekonsekwentność przejawia się w np. raz postać jest nazwana Alex by za chwilę zmienić się w "Aleksa"... Wg mnie należałoby albo wybrać opcję Aleks-Aleksa albo Alex-Alexa... Ale gorsza rzecz dzieje się z Hanną Baker. Przepraszam: z Hannah Baker, bo tutaj tłumaczka postanowiła imienia w ogóle nie odmieniać ani nie spolszczać, w związku z czym dochodzi do rzeczy kuriozalnych. Np. mamy mapę Hannah... Nie mapę Hanny (ja i tak w głowie to imię czytam przez jedno "n", więc użycie imienia Hanna moim zdaniem nie byłoby wcale tragiczne), więc wychodzi jakoby mapa mogła się nazywać Hannah. Co jeszcze pamiętam to brzydkie tłumaczenie zdań gdzie bez problemu mogłam się domyślić jak brzmiały w oryginale (czyli: po angielsku).
 To też swoją drogą. Zdarzają się bardziej trafione fragmenty tekstu, ale niestety, w mojej pamięci utkwiły tylko te tragiczne. Ale już zupełnie (tak, tak, nie zaczyna się zdań od "ale" czy też "a". Bla, bla, bla) ZABIŁY MNIE "sztubackie figle". I teraz wróćmy do działu w jakim książkę znalazłam. Czy fakty już układają się w logiczną całość? Sztubackie. Figle. Sztubackie. Figle. Czy jakikolwiek nastolatek/jakakolwiek nastolatka użyłby/użyłaby takiego określenia?! Uważam się jeszcze za osobę młodą, trochę książek czytałam w swoim życiu, ale nie pamiętam, żebym kiedykolwiek się spotkała z takim określeniem. Musiałam odpalić internet, żeby zrozumieć o co mogło chodzić. A chodzić mogło o "młodzieńcze wygłupy/wybryki" i raczej tak byłabym w stanie to określić. Uważam się jeszcze za osobę dosyć młodą, chociaż może nie jestem już nastolatką i chciałam zwrócić uwagę na to, że nie wydaje mi się, żeby z ust nastolatków padały takie słowa jak, że coś jest "sztubackie"... Chyba, że to jakiś rodzaj nieznanej mi gwary? Napiszcie mi jeśli kiedykolwiek słyszeliście takie określenie z czyichkolwiek ust, a zwłaszcza z ust osoby nastoletniej!
 Tak. To mnie zabiło. Coś we mnie umarło. Tam, w środku. I z całym szacunkiem dla pani tłumacz- to ciężka robota: tłumaczenia, ale po prostu... No nie. Nie. Jeśli targetem jest młodzież to coś tu nie pykło. I jest mi przykro. Przykro, bo serial oglądałam w oryginale- po angielsku- i od jakiegoś czasu zaczynają mnie mierzić polskie tłumaczenia, bo niektóre z nich są tak nietrafione... Niby sens jest zachowany, ale całe powieści potrafią na tym cierpieć przez odarcie ich z pewnego rodzaju klimatu jaki dostarczał oryginał.
To jest tylko moja opinia, możecie się ze mną nie zgodzić. Nie chciałam tutaj cisnąć po tej jednej, konkretnej pani tłumaczce, bo jak mówiłam- zdarzają się fragmenty tekstu dosyć wiernie przetłumaczone. Te "sztubackie figle" to tylko pewnego rodzaju wyjątki, ale nie ukrywam, że burzą one generalny odbiór, lekturę. Puentą niech będzie niejako początek tego postu: dobrego tłumacza poznacie po tłumaczeniach jego. Jeśli znacie jakiś język albo uczycie się np. tego angielskiego to radzę lekturę oryginału. Słuchanie audiobooków też pomaga. Czasami można nie znać jakichś słówek, ale nie zniechęcajcie się. Może właśnie jakieś was zaintrygują, postanowicie sprawdzić ich znaczenie, utkną wam w pamięci i potem się przydadzą? Nawet w formie śmiesznej anegdoty.
I z tego miejsca chciałabym podziękować pani tłumaczce za ubogacenie mojego słownictwa o takie słowo jak "sztubacki" czy "omasta", chociaż te drugie słowo brzmi bardziej znajomo to i tak powiedziałabym, że do popcornu dodano masła (albo oleju?) niż omasty.
 Lekcja przyswojona? Chyba tak.
Do usłyszenia.


czwartek, 27 kwietnia 2017

Too strong, too bald...

Co się dzieje kiedy nagle miasto zaczynają atakować potwory? Kiedy obcy najeźdźcy sieją zniszczenie? Kto przybędzie z pomocą? On. Samotny bohater. Nieznany nikomu, walczący potajemnie. Nie robi tego dla sławy ani pieniędzy, ale dlatego, że tak mu się uwidziało, zamarzyło.
On...

ONE PUNCH MAN


Cały dowcip polega na tym jak słowa "bohater" jakoś nie łączą się z "walczący w ukryciu", skoro bohater to raczej postać pierwszoplanowa, na którą wszyscy patrzą z podziwem.
Dodajmy do tego fakt, że nasz protagonista- Saitama- pozornie nie imponuje wyglądem. Jego strój (...a historii tego stroju i tak nie zrozumiesz dopóki nie obejrzysz odcinków specjalnych) i jajowata głowa aż krzyczą "przeciętniak"! Poza tym, ma on w sobie coś z "jajka" (na miękko po lewej, na twardo po prawej 😜).
One Punch Man pełen jest komizmu i parodii. Sama moc Saitamy jest przezabawna, bo niby to kozak, co rozwala wszystkich JEDNYM CIOSEM, a z drugiej strony ileż stresów to mu przynosi... Można by z tego wszystkiego wyłysieć...

TOO BO/ALD

Problemem tegoż bohatera jest to, że jak ekscytująca może być walka skoro z góry zna się jej wynik? Jaka to może być frajda, jeśli jesteś zbyt silny i żaden przeciwnik nie stanowi dla ciebie wyzwania?
Zmartwienia mnożą się na potęgę kiedy do tego wszystkiego dochodzą oskarżenia o oszustwo w kwestii twojego zwycięstwa i umniejszania jego znaczenia. Nic zatem dziwnego jeśli w głębi duszy Saitama myślałby, że przyszedł tylko pozamiatać kiedy inni tyle się trudzili, żeby wszystko "pozgarniać do kupy".
No i nie zapominając głównego, błyszczącego w słońcu, zmartwienia (jakby jeszcze nasz heros nie miał "zbyt wiele na głowie") i kompleksu, którym jest jego łysa glaca... Ale do tego jeszcze wrócimy...

JAK UCZEŃ, JAK MISTRZ

Podczas naszej podróży z "głównym bohaterem" poznajemy Genosa
- cyborga będącego pod szczerym wrażeniem siły One Punch Mana. Nie jest więc zaskoczeniem kiedy zaczynają ich łączyć relacje uczeń-mistrz. I tutaj kolejnym komediowym aspektem okazuje się złe ocenienie, przez organizację zrzeszającą herosów, mocy i rang obu postaci. "Przeciętniak" trenujący wpatrującego się w niego jak wół w malowane wrota młodzika? Sam fakt prowokuje wybuch śmiechu, zwłaszcza kiedy ten pierwszy mówi najbanalniejsze rzeczy, które przez tego drugiego są odbierane jak mądrość pochodząca z niebios...
Muszę przyznać, że podczas oglądania tego anime miałam nieodparte wrażenie, że perspektywa trzyma się właśnie Genosa- to jego myśli, między innymi o wspaniałości swego mistrza, poznajemy. Umysł Saitamy i jego sekrety są dla nas niejednokrotnie zwyczajnie niedostępne. I idąc tym tropem można stwierdzić, że One Punch Man rzeczywiście JEST bohaterem, ale trzeba przyznać, że chyba tylko dla tej jednej osoby...

SEKRET PRAWDZIWEJ SIŁY

 A propos tajemnic: jak to się stało, że One Punch Man stał się takim siłaczem?
Ciekawi to zapewne nie tylko mnie, Genosa, was i zapewne wszystkich innych, którzy widzieli manifestację mocy tego twardziela.
Czy on już taki się urodził?
Czy wpadł do kotła dzieckiem będąc?
Czy ukąsił go zmutowany pająk?
Może walnął w niego meteoryt...?
Cóż...
Zgaduję, że nigdy się nie dowiemy...
Wielka szkoda...


"DUPA BLADA"

Tak zapewne pomyślał sobie każdy kto czuł już na sobie oddech śmierci przy spotkaniu z TĄ pięścią. Ta siła rozdzierająca niebiosa, ten impet!
.
.
.
.
.
A tak serio to chodzi o to, że w One Punch Manie czasem robi się dosyć dupnie. 😂
I generalnie "goło i wesoło"...


PODSUMOWANIE

Wspaniały opening, genialność i różnorodność postaci, takich jak Pieseł, Rowerzysta Bez Uprawnień, Tank-Top Tiger i wiele innych...
Po trosze to też wyśmianie ciężkiej pracy jako drogi do osiągnięcia wszystkiego, bo przecież każdy ma jakieś ograniczenia, ale może to właśnie jest sekretem?! 
"Głupi nie wiedział, że coś było niemożliwe, więc to zrobił."
Być może to jest prawdziwym kluczem? Przekraczanie własnych limitacji. I z tymi przemyśleniami was zostawię.
Jeśli jeszcze nie widzieliście tego anime to gorąco polecam!
Dla mnie to anime to solidne 11/10 😂 



poniedziałek, 20 lutego 2017

Strzeżcie się...

Psychopatów. Bo jak można inaczej nazwać byłego, który po 2 latach nachodzi cię w domu, bo on "chce porozmawiać". Szklane, puste oczy. Chyba coś brał.
Mówię wam: strzeżcie się.
Takie typy będą tworzyć swój obrazek, kłamać, żeby wydawało się, że są idealni. Będą was komplementować, że "w życiu nie spotkali tak wspaniałej osoby jak ty", dawać prezenty. A tak na prawdę szukają zaspokojenia swoich potrzeb i żądz. Zasypią was historyjkami, że jacy to oni biedni, pokrzywdzeni przez życie, a im trzeba współczuć. Będą próbować sobie was podporządkować, żebyście były na każde jego wezwanie, skinienie. Służące. Będą wam mówić to, co chcecie usłyszeć. Za późno możecie się zorientować, że nie są tacy święci. Obwinianie innych za swoje błędy, kłamstwa, granie pokrzywdzonego zwierzątka kiedy się sprzeciwisz... Przesuwanie twoich granic, robienie rzeczy, na które nie wyraziłaś zgody. Jeśli zauważasz takie symptomy to uciekaj jak najdalej. Do tego dochodzi to, że spada twoja samoocena, on podcina twoje skrzydła, po jakiejś twojej porażce, w istornej dziedzinie dla twojego samorozwoju stwierdza "widzisz? Po co ci to? Nie jest ci to pisane. Nie dasz rady.". Poza tym- tylko on ma rację! Wszyscy inni są "nie w porządku". Nie potrzebujesz przecież nikogo poza nim samym!
To tylko kilka przykładów toksycznej relacji. Relacji z psychopatą.
Ja, dzięki Bogu, zdołałam się z takowej uwolnić. I NIGDY NIE ZAMIERZAM DO NIEJ WRACAĆ. Żadne kwiatki i czekoladki czy wzrok cielaka prowadzonego na rzeź mnie do tego nie przekona. Więc, jeśli to czytasz Psychopato to wiedz, że nic nie wskórasz. Wygrałam, ty przegrałeś, więc wynoś się z mojego życia i nie próbuj wracać jak karaluch, bo jestem silniejsza niż kiedykolwiek. Cenniejsza niż złoto, srebro, diamenty i perły. Szczęśliwa bez ciebie. Ze swoimi historyjkami idź sobie gdzieś indziej. Najlepiej do psychoterapeuty. Nie będę słuchać niczego co "masz do powiedzenia". Tyle w temacie.

czwartek, 16 lutego 2017

Rozkminy późną porą (znowu)

Czasami po prostu obserwuję z daleka... I żałuję, że potrafię tak bardzo się przywiązać. I nie mówię tu o żadnych "zakochaniach". Nie ma takiej osoby w moim sercu.
Przyjaźń.
Kibicuję ci nie ważne jak blisko czy daleko, bo ciężko mi przekreślić wszystkie te lata. Mam nadzieję, że masz się dobrze.
U mnie względnie. Bywało lepiej. Ale jeszcze będzie w porządku. Jeszcze nabiorę tych sił. Trzeba pisać licencjat. Tak ciężko się zebrać. 2 strony nadal nietknięte.
Powietrze takie niezdrowe, daje kolejną wymówkę, żeby nie wychodzić. Ograniczać się do niezbędnego minimum... Ale w czterech ścianach jak i poza nimi też można oszaleć.
Znowu budzę się koło południa i zasypiam późną nocą zastanawiając się co ja dziś w zasadzie zrobiłam? Do głowy nie przychodzą pozytywne, satysfakcjonujące odpowiedzi.
I znowu te rozważania czy to jeszcze PMS czy już depresja? Czasem ciężko rozróżnić te dwie rzeczy. Chociaż raczej nie powiedziałabym, że ogólnie czuję się mocno zdołowana, ale jestem ostatnio jakaś nieswoja. Może dlatego, że już w trakcie sesji przeszłam załamanie nerwowe, a tutaj po prostu dyszące na karku obowiązki nie dają wytchnienia? Ciągły taki stan "niespokojnego relaksu". Próba odprężenia się mimo tej uporczywej świadomości stanu rzeczy...
Niech się już to wszystko skończy. Serio. I nie. Słowa "zaraz już przecież koniec" nie pocieszają, a tylko bardziej irytują przypominając o tym, co jeszcze nie zrobione, a czas znowu przecieka przez palce...

wtorek, 15 listopada 2016

Walka o to, w co wierzysz

"Tchórzliwi zapytają: Czy jest to bezpieczne? Oportuniści spytają: czy jest to politycznie poprawne? Próżni zapytają: Czy jest to popularne? Ale świadomi zapytają: Czy jest to słuszne? I nadejdzie czas, gdy ktoś musi zająć pozycję, która nie jest ani bezpieczna, ani polityczna, ani popularna, ale ktoś musi ją zająć, bo jest słuszna." -Martin Luther King Jr.

poniedziałek, 7 listopada 2016

Manipulacja

 Okropne uczucie przekręcenia twoich słów, wewnętrzny niepokój i dyskomfort psychiczny, rozdrażnienie emocjonalne i wrażenie, że druga strona wymusiła od ciebie przyznania czegoś, z czym się nie zgadzasz kiedy i tak się sprzeciwiałaś/eś od początku. Przeciąganie granic i wkroczenie na nie. Tak właśnie się czuję. Czuję się okropnie. Okropnie zmanipulowana. I to tym bardziej okropne, że podmiotem, przez który się tak czuję jest osoba wyższa ode mnie 'rangą'. Żeby nie podawać zbyt wielu szczegółów- powiem, że to tzw. 'wykładowca'.

Mam dosyć dobrą intuicję i zazwyczaj wyczuwam, że coś jest nie tak, nawet jeśli potrafię to nazwać dopiero po fakcie. Bo jak nazwać kogoś kto zadaje pytania w określony sposób, stosuje różne techniki perswazji, żeby uzyskać odpowiedź i to taką odpowiedź, jakiej oczekuje, wbrew twoim poglądom?

"Manipulacja (łac. manipulatio – manewr, fortel, podstęp) – forma wywierania wpływu na osobę lub grupę w taki sposób, by nieświadomie i z własnej woli realizowała cele manipulatora. (...)
Inspirowana interakcja społeczna mająca na celu skłonienie osoby lub grupy ludzi do działania sprzecznego z ich dobrze pojętym interesem. (...)
Manipulację językową często stosuje się w propagandzie i podczas tzw. prania mózgu."


Tak więc przyznaję- czułam się dzisiaj bardzo niekomfortowo. 'Wykładowca' sam z siebie już ma nad studentem przewagę- to on prowadzi zajęcia, wybiera zakres materiału, ocenia i może się na kogoś uwziąć. I jak się przed tym obronić? Kto uwierzy?

Tak więc 'wykładowca' poruszył pewien kontrowersyjny temat i żądał odpowiedzi na zadane pytania. Zaznaczę, że po pytaniach tego 'wykładowcy' zazwyczaj zapada cisza. Co ów 'wykładowca' za każdym razem komentuje, naznaczając negatywnymi emocjami brak odpowiedzi. Chcąc, nie chcąc ktoś musi coś powiedzieć, żeby ratować sytuację. Jako, że nie wytrzymuję takiego napięcia odpowiedziałam. Pytanie było (zdawać by się mogło- niewinne) o poglądy, nie chcę zbyt wiele zdradzać, ale powiem tylko, że widać było, według mnie, pewne negatywne naznaczenie w tym pytaniu osób przeciwnych pewnym poglądom, zachowaniom. Jako, że ja byłam jedyną śmiałą, żeby wyrazić swój sprzeciw to na mnie się to uwzięło. "Ależ skąd, niech pani nie bierze tego personalnie, ja mówię tylko ogólnie"- parafrazując słowa 'wykładowcy', ale dla mnie i tu leży drugie dno, bo podczas całej tej wątpliwej 'dyskusji' uwaga skupiała się na mnie. 'Wykładowca' narobił zamieszania podając oddalone od tematu przykłady, rozwadniając jakoby moje poglądy, podając argumenty i przykłady gorszych zachowań, które w porównaniu do tego, co osobiście uważam za swoistego rodzaju wypaczenie, miały pokazać, że to co uważam za "złe" tak naprawdę wcale nie jest takie "złe", to tylko "mniejsze zło" i w związku z czym powinnam przyznać, że to nie jest wcale takie złe. Takimi wnioskami mniej więcej skończyły się zajęcia, a ja aż do tego momentu kiedy to piszę czułam się okropnie (lepiej mi jakoś wylewając z siebie te frustracje)... I po prostu nie wierzę, że ktoś może tak działać. Brak mi słów.
Przy okazji:

Techniki manipulacji według Roberta Cialdiniego

  1. Społeczny dowód słuszności - jeśli inni ludzie postępują w pewien sposób, to oznacza to, że ten sposób postępowania jest prawidłowy.

wtorek, 25 października 2016

Dziewczyna ze złotą parasolką

Czas przeciekał przez palce, ulewnie spływał na ziemię. Dni, jak liście, zmieniały kolor z żywej zieleni poprzez barwy karminu i złota... I więdły.
Był to jeden z takich dni- pełen żółto-złocistych liści. Ludzie zimni i nijacy ogrzewali zmarznięte palce trzymając tekturowe kubeczki ze zbyt szybko stygnącą kawą, z których popijali raz za razem, aż nie zostawało im nic. Pustka, którą zalewali kolejną porcją kawy. 
Wszystko działo się w codziennym pośpiechu, rutynowo.
Ich szare twarze jak zwykle wypowiadały różne trywialne rzeczy.
To się śmieją, innym razem złoszczą. Ich popielate głowy wymyślają teorie skomplikowane. Skomplikowane i głupie, nad którymi później rozwodzą się niestrudzenie.
Wśród tych ludzi przechadzała się pewna dziewczyna. Dziewczyna ze złotą parasolką. Niewiele osób wokół zauważało jej parasolkę, a już zupełnie nikt nie potrafił dostrzec jej prawdziwego koloru. Kto był w stanie ujrzeć parasolkę widział ją jako kruczoczarną, więc nie wartą uwagi. Nad tym, kto zechciał posłuchać dziewczęcia, z ciepłym uśmiechem, otwierała swą złotą parasolkę. Jednak ludzie nie potrafili słuchać. Dziewczyna wielokrotnie próbowała otwierać parasol mimo to, ale ludzie drwili z niej, mówiąc, że jest niespełna rozumu lub odsuwali się od niej zupełnie.
Dziewczę za każdym razem jednak uśmiechało się, przepraszało, zmartwione, i odchodziło szukać błyszczących kasztanków, przebiśniegów, świeżych kwiatów lub smacznych malin. Powoli przestało próbować otwierać swój złocisty parasol. Nosiła go jednak cały czas przy sobie- tak na wszelki wypadek. Stopniowo, jej palce także zaczęły marznąć, a usta zastygły w nieodgadnionym uśmiechu. Parasolka, teraz głęboko schowana na dnie jej torebki, straciła na intensywności swego koloru i nawet samemu dziewczęciu zaczęło się zdawać, że była popielata. Bez parasola udało jej się w końcu rozmawiać z innymi. Teraz i ona popijała gorzką kawę i rozmawiała o trywialnych rzeczach. Tylko... Czy to było to czego chciała?


środa, 31 sierpnia 2016

Na smutki...

...koreańska drama.
Znalazłam tę dramę dzięki instagramowi. Nie jest dostępna na viki, ale za to na myasiantv.se już tak. I uwielbiam ją! Póki co są tylko 3 odcinki. Nowe wychodzą bodajże w poniedziałki i wtorki? Trochę z wychodzeniem tych odcinków jak u Moon Drawn by Clouds- dramie z Bogusiem (Park Bogum), którą też aktualnie śledzę, bo jakżeby nie po takich BOMBASTYCZNYCH trailerach?
 Dobrze, ale już do rzeczy- drama nazywa się "Moon Lovers Scarlet Heart: Goreyo" i jest koreańską adaptacją chińskiej dramy, która jest z kolei adaptacją jakiejś noweli. Skomplikowane? No może trochę. Nadal nie pamiętam imion postaci, ale co się liczy to szacunek ludzi ulicy  to, że są przystojni mężczyźni, piękne kostiumy, walki, odważna bohaterka, zabójstwa, romanse... Ach...
A mówiłam już o przystojnych facetach? xD
Wam to nie wystarcza? xD Nie, serio, polecam. Przekonajcie się na własne oczy.
Czwarty Książę taki skrzywdzony, biedny, niech go ktoś przytuli. A Wooczek ojojoj, co za facet... Ale ma żonę w tym serialu...



wtorek, 2 sierpnia 2016

Kłódka

You know everything
 Te lata... Gdzie one odeszły i co się z nami stało, co się z nami dzieje? Czy stoimy czy dalej idziemy? Czy jest dobrze czy czasem są smutki? Czy jest tęsknota czy obojętność? Zamknięte rozdziały czy otwarte drzwi? A może zostawiona mała furtka lub boczne drzwi? Spalone mosty czy postawione kładki? Co się ostało, czy coś nie przetrwało? Priorytety...Co jest ważne, co nie jest zupełnie... Jak dziś pamiętam beztroskę bycia dzieckiem (mimo różnych dziecięcych problemów). Jazdę rowerem i spacery. Huśtanie się na huśtawce. Zabawy lalkami. Rysowanie. Nic nie robienie. Oglądanie filmów. Rozmowy. Kompleksy, kłótnie i radosny śmiech, który zdawał się usuwać wszelkie zło...
I to zabawne uczucie, że jakim by nie pisać kodem, są osoby, które potrafią go odszyfrować. Jeśli tylko mają klucz.
U mnie dobrze, dziękuję. Czasem tylko dopada mnie melancholia i różne myśli. Myśli o tym, co zostawiamy za nami i czy jest to czyjś wybór?


niedziela, 24 lipca 2016

O ludziach i Bogu

 Dlaczego...
Niektórzy ludzie wtrącają się w twoje życie, biorąc cię totalnie z zaskoczenia?
A przy tym sugerują ci rzeczy, które wcale nie są prawdą dla twojego życia? ...Nie ma jak pranie jakichś brudów z przed lat. Umm...I jak wspomniałam- nieprawdziwych.
Mój przekaz podprogowy:
Przeszłość jest przeszłością, przebaczenie przebaczeniem, a damage to co innego. Poza tym- nie mam zamiaru wchodzić dwa razy do tej samej rzeki. W ŻYCIU.
 Chwała Bogu, że mam wolność, że on mnie kocha i ma dla mnie więcej niż potrafię sobie wyobrazić.
Niemożliwe jest w Nim możliwe. Będzie tylko lepiej. Poza tym- moje marzenia się spełniają. Mam z jedno czy dwa, które w tym roku można odhaczyć :) To Bóg spełnia marzenia i serio- zaskakuje mnie. No niby wiem, że dla Niego jestem oczywista w swoich wyborach, myślach itp., ale On nie przestaje mnie zaskakiwać. Miłość życia :D
I będę się bujać w rhythm of that gospel music! :D
~Our God
Is an awesome God he reigns
From heaven above
With wisdom,power and love
Our God
Is an awesome God he reigns
From heaven above
With wisdom,power and love
Our God is an awesome God~

piątek, 22 lipca 2016

Windows 10 is...

...shit.
Dostałam laptopa z Windows 10. Pomyślałam, że nie może być tak źle. Well...
Dobre jest to, że po kliknięciu w pasek startu nie przenosi mnie do jakichś głupich kafelków, a reszta... Nie jest lepsza niż Windows 8, którego nie lubię, ale przynajmniej jest stabilniejszy niż Windows 10.
Jednym z problemów jest- czas reakcji. Kiedy klikam w cokolwiek to czasami prędkość jest w porządku, jednak w większości przypadków to zanim coś się otworzy to albo zdążę to załatwić skrótami klawiszowymi albo coś w ogóle nie chce się otworzyć i muszę kombinować.
Kolejną rzeczą jaka mi się zdarzyła to stan uśpienia kiedy kliknęłam "zamknij komputer". I to nie tylko, że się uśpił. Ekran logowania miał miejsce na wpisanie hasła, ale a Chiny się nie chciał kliknąć, a bez kliknięcia nie ma wpisania hasła, a bez hasła odblokowania kompa, a bez odblokowania- korzystania (a bez pałacu...Nie ma pałacu.). Jako, że mam laptopa bez wyjmowanej baterii pewne problemy są dosyć uciążliwe. Ten naprawiło klikanie parę razy w przycisk wyłączania komputera, ale zawał trwał przez dobrą chwilę...
Jeszcze jeden błąd, który przegiął, przebrał miarkę i sprawił, że o tym piszę to taki jeden z dzisiaj, Spokojnie oglądałam sobie filmiki na youtubie i nagle zrobił się taki efekt skomputeryzowanego głosu w zwolnionym tempie. Myślałam, że taki jest efekt w tym filmiku... Otóż nie. Wszystko co klikałam, czy to na youtubie czy Spotify miało taki dźwięk. Więc co robię? Restart. I co? Jajco. Komputer zaczyna wydawać dźwięki stukania z czeluści. I to nawet nie grając żadnej muzyki. Klikam przyciskiem zamykania, zamykam klapę laptopa, a dźwięk stukania idzie nadal i jest nawet lekko wyczuwalny, że gdzieś tam w środku coś się dzieje... Komputer zgasł, włączam raz jeszcze i teraz jest okej, ale ciekawe na jak długo -,-"
Więc, jeśli macie wątpliwości co zrobić z aktualizacją do Windows 10 to ten...Może jednak się wstrzymajcie. Czy wróci kiedyś dobra jakość Windowsa 7? :(

piątek, 15 lipca 2016

Czego NIE robić w podróży.

 A konkretniej, w podróży pociągiem. Właśnię jednym jadę i pewna starsza współtowarzyszka podróży dostarcza mi przykładów. Kolejność losowa, lista zachowań niekompletna, ale czysto przykładowa, zawierająca zestaw zachowań irytujących.


Czego NIE robić w pociągu:

1.Nie jeść kanapek...z mięsem.
To nie jest przyjemne jak zapach mięcha roznosi się na cały przedział. A już zwłaszcza jak kogoś mdli.

2.Gapić się na współtowarzyszy podróży.
Nie ma nic złego w rozejrzeniu się i przyjrzeniu swoim współtowarzyszom podróży. Pozwala to na ocenienie stanu przedziału, czy to będzie spokojna podróż i też po pierwszym wrażeniu możemy się przekonać na ile możemy "czuć się bezpieczni". Jest jednak różnica w spojrzeniu, a bezczelnym, natrętnym gapieniu się. Czy to zoo? Ja tu tylko jestem z konieczności dotarcia z punktu A do punktu B. Nie potrzebuję takich atrakcji (czy też bycia atrakcją) w podróży.

3.Rozmawiać przez telefon. Głośno. Zdradzając szczegóły ze swojego życia osobistego, którego nie mam ochoty poznawać. I też- jest różnica w rozmowie, która jest musem, a pogaduszką, którą można ludziom oszczędzić i przełożyć na czas kiedy się będzie w bardziej ustronnym miejscu. Nie! Nie chcę słuchać o czyichśtam chorobach, a ze szczegółami to już stanowczo nie.

4.Czuć się jak u siebie w domu. Rozpychać się.
Miejsca w pociągach zazwyczaj jak na lekarstwo, zwłaszcza jak jedzie się w tłoku. Nie trzeba do tego dorzucać torowania sobie drogi syrami przez moje rzeczy...Których tak nawiasem mówiąc, nie mam za bardzo gdzie położyć.
Z tym punktem łączą się kolejne...

5.Być chamskim.
"Może pani przesunąć swoje rzeczy? Bo nie mam gdzie wyciągnąć nóg."- Och, serio? Nie masz gdzie wyciągnąć nóg?! Zgadnijmy, gdzie są moje? W przykurczu starają się trzymać swoje rzeczy....

6.Rozkładać swoich rzeczy po całej długości miejsca na to przeznaczonego (i nieprzeznaczonego kiedy jest dostępne na to miejsce przeznaczone).
Przez takie rozrzucanie swoich rzeczy inni wsiadający pasażerowie mogą nie mieć miejsca, żeby położyć swoje.

7.Być DJ-em.
To w sumie nie uchodzi prawie nigdzie- puszczanie głośno muzyki z telefonu albo słuchanie jej tak głośno na słuchawkach, że wszyscy w około słyszą. Jeszcze gorzej jeśli to jakaś łupanka albo w kółko dwie, jedna piosenka.

8.Siadać na nieswoim miejscu.
Nie trzeba tłumaczyć... I spoko jak jest pociąg tak pusty, że możesz usiąść gdzie chcesz (albo jak inni pasażerowie pozwolą ci się dosiąść). Inaczej- to tak trochę nie teges...

Lista może się jeszcze wydłużać, ale dodam jeszcze coś od siebie:
NIE jechać ze mną pociągiem...Jeśli jesteś typem irytującego współpasażera...
Mam ochotę się popłakać, ale póki co to płaczę w środku, bo wychodzi na to, że irytująca starsza pani jedzie do końca trasy...Ze mną...
#Save


wtorek, 5 lipca 2016

I feel quite blessed :)

      Dopiero jakoś dzisiaj do mnie to dotarło. Dotarło, że myślałam przez cały czas, że jakbym za tydzień czy dwa miała wracać na studia ("do szkoły"), ale... To po prostu mój mózg mnie oszukiwał. I co z tego, że zdążyłam już być przez 6 dni gdzie indziej (pomagając jako wolontariuszka na obozie) i grać od paru dni w Skyrim'a (udało mi się go kupić za połowę ceny! Połowę ceny!)...Co z tego jak to wciąż do mnie nie dochodziło? 
Dopiero dziś naszła mnie ta refleksja- po tym jak dostałam swój wynik z matury. Podchodziłam do niej po 2 latach, bo trzeba spełniać marzenia i ambicje, żeby potem nie mieć do siebie żalu i pretensji. Rozszerzony angielski- 90%
I tak jakoś ostatnio czuję się bardzo ubłogosławiona i chcę podziękować z tego miejsca Panu Bogu :D I piszę te słowa z nowego laptopa, na którego nie było mnie stać, ale dostałam go od mamy, która na niego zapracowała. Z tego miejsca też chcę jej podziękować. :)
Czuję się jak zwykle- niepewna co do przyszłości, ale jednocześnie odnoszę takie dziwnie głębokie wrażenie, że otwiera się przede mną wiele drzwi... Bardzo dziwne to uczucie, bo póki co nie widzę zbyt wiele i zbyt wyraźnie, ale tak coś czuję, że coś się zmieni i to na dobre, ku dobremu. I taką mam nadzieję i chcę się spodziewać wspaniałych rzeczy. Jakieś takie moje drobne i trochę większe marzenia się spełniły, te największe jeszcze przede mną.

Przypowieści Salomona 31
31:10 Dzielna kobieta - trudno o taką - jej wartość przewyższa perły,
31:11 Serce małżonka ufa jej, nie brak mu niczego,
(...)
31:25 Dziarskość i dostojność jest jej strojem, z uśmiechem na twarzy patrzy w przyszłość.

A tu coś do pośmiania się:


czwartek, 23 czerwca 2016

Monsta X - gra screenshotowa

>>LINK DO GRY<<

Całkiem lubię takie screenshotowe gry. I lubię Monsta X. Więc to moje wyniki:
Dzięks Hyungwon, miło z twojej strony. Brofist ;D
Mój bias we własnej osobie otwiera mi drzwi *u*
Hm, w sumie nie narzekam. Wohno jest całkiem przystojny, ma niezłe mięśnie, a poza tym jest mimo wszystko jak duże dziecko. Chyba zaraz po Jooheonie najbardziej tchórzliwy?
Akurat mam wrażenie, że kto inny mnie unika...
...To pewnie dlatego mnie unika.
Prawda czy wyzwanie mój Jooheonie?
Jak na wodzireja przystało xD
Przyjmuję wyzwanie X'D
Kihyun zapodaje i...
...wybiera film...
Akurat przy oglądaniu horroru to nie wiem czy to dobry pomysł x'D
Aww, jak słodko! I musiałby do mnie mówić "noona", bo jest ode mnie młodszy xD

Co za prowokator xD Z całą pewnością bawi się moim kosztem. :D
Co za xD Włącza film tylko po to, żeby mnie potem skopać xD
Spać obok niego to akurat nic. Pewnie reszta chłopaków stwierdziła, że tak będzie najbezpieczniej (tylko nie wiem czy dla mnie czy raczej dla nich).
A to hugging-Monster xD

Ja zabawę miałam przednią, a jak przebiegło wasze nocowanie? X'D


















sobota, 11 czerwca 2016

I can almost see it~

Ok. Załatwiłam praktyki w inej szkole, tylko jeszcze pewne formalności, zerówka z historii literatury, test z niemieckiego, kolos z gramy praktycznej, egzamin praktyczny- pisemny i ustny, egzamin z dydaktyki, egzamin z historii literatury jeśli w pierwszym terminie się nie powiedzie...Iiiiiiii wakacje. Chyba. Oby. W końcu.
Current mood
Powinnam się uczyć, ale ciekawe dlaczego mi się nie chce. Hmm...

poniedziałek, 6 czerwca 2016

Klęski

  Kiedy koleżanka uprzedza cię w załatwieniu praktyk i zajmuje twoje miejsce tam, gdzie ty chciałaś być...
 Dlaczego...? Sam mój dzień zaczął się dobrze, zwyczajnie. No...Może jednak nie. Bo to na czym mi się otwierała Biblia to były Psalmy. Otworzyłam Biblię i puff czytam psalm zatytułowany- "po odniesieniu klęski". Pomyślałam sobie, że niemożliwe, że przecież mi się uda! Wertuję kartki, a tam dalej, że Bóg "zebrał nasze łzy w swój bukłak". Nie przyswoiłam sobie tych psalmów za dobrze, bo cały czas myślałam, że będzie dobrze. Nie było. W tym momencie moje skierowanie na praktyki jest w innej szkole, a nawet nie wiem czy mnie przyjmą. Rozmawiałam z panią wicedyrektor i kazała mi przyjść w inny dzień, żeby się dowiedzieć co dalej.
Aktualnie jestem załamana, bo czas goni, a nawet nie wiem czy mnie tam przyjmą czy muszę szukać po innych miastach, miejscowościach. Ale nie ukrywam, że czuję się jakbym dostała cios w plecy.
Dlaczego nie stało się tak jak chciałam? Człowiek sobie snuje plany i po co?
A już nie mówię o tym, że czuję, że się dziś zbłaźniłam, bo to nie jest dla mnie coś łatwego- wyjść ze swojej skorupy i iść gdzieś w nieznane, gdzie ludzie ludziom paniami z dziekanatu...

sobota, 4 czerwca 2016

Pressure

Kiedy ma się z jedną wykładowczynią 3-4 segmenty różnych rzeczy. 2 składają się na 5 segmentowy przedmiot, który jest najważniejszy i każdy segment musi być zaliczony. Z kolei 2 pozostałe przedmioty to ćwiczenia i wykłady. I kiedy praktycznie cała grupa u niej oblewa... Ze wszystkich segmentów, w różnych kombinacjach.  Ty zaliczasz pierwsze kolokwium z wykładów, ale na drugim nie starcza ci sił, bo nie było okazji do porządniejszej nauki, która i tak w tym wypadku gunwo by dała.
Kiedy zaczynały się z nią przedmioty wydawało się, że jest spoko kobietą, ale w miarę upływu czasu człowiek się zastanawia, co ona kryje pod tą sztuczną opalenizną, nienaturalną pseudo-uprzejmością i fałszywym uśmiechem. Kiedy ma się mnóstwo innych obowiązków (w tym pobranie krwi, umówienie się na wizytę lekarską, wyrobienie zdjęć do dokumentów, zbiór dokumentacji do stypendium, załatwienie praktyk, inne przedmioty-kolokwia, egzaminy; może napisanie CV?) to przeszkoda w takiej postaci staje się irytująca i aż się człowiekowi nóż w kieszeni otwiera. Niemniej jednak, z równie fałszywym uśmieszkiem skrywającym irytację, a czasem nawet z wyrazem twarzy nieukrywającym szczerego wzburzenia, bulwersa (i raczej ten drugi wariant wychodzi mi na codzień) brnę dalej w to, co przyniesie nowy dzień. Mocno zniechęcona, ale z determinacją wariata by wszystko zaliczyć i mieć święty spokój, idę dalej. Jeszcze tylko trochę, jeszcze tylko troszeczkę. Kiedyś to skończę i będę mogła się tylko śmiać w twarz tym ludziom, których nie lubię, a nie mogę nawet wyrazić niezadowolenia, bo pozycją są wyżej ode mnie. Sami też może wiecie jaką władzę mają np. panie z dziekanatu...
Na razie weekend i chilluję jak umiem. Odpoczywam, bo ostatnio ze stresu mnie bardzo bolał brzuch...Stresy wywołują choroby i różne inne skutki uboczne w naszym organiźmie, a ja nie chcę więcej siwych włosów, więc...
~Idę sam, właśnie tam, gdzie czekają mnie.~
Baj baj.

niedziela, 15 maja 2016

Mama vs. Tata


U mnie w domu gotuje tata, a mama potem po nim sprząta. Bez taty- ciężko byłoby z jedzeniem i też czasem finansowo. Bez mamy- wszystko zarosłoby brudem, odcięliby prąd, chodzilibyśmy jak obdartusy xD
Mojej mamie wystarczy czasami raz coś wyraźnie zakomunikować, mając pewność, że słucha, czasami tylko napomknąć, a ona następnego albo tego samego dnia zaopatruje :) (-mamo, antyperspirant się kończy. -o, masz. Kupiłam ci, tylko nie wiem czy będzie ok.) Mój tata kupuje dokładnie to co się mówi i czasem jeszcze zapomina. O zrobieniu pewnych rzeczy można mu mówić tysiąc razy i bez skutku. Jak raz mu powiedziałam, żeby kupił coś do jedzenia, np. jakieś banany i bułki, to kupił tylko banany i bułki! Do mamy przychodzę po rady- jak załatwić to czy tamto, gdzie iść, o której cośtam jest czynne. Do taty- jak chcę coś związanego z samochodem- korek do gazu, płyn do spryskiwaczy. Albo jak trzeba coś naprawić. Mama- jadąc gdzieś zmierza prosto do celu, nie ma praktycznie ani jednej przerwy nawet na siku xD jak gdzieś jedziemy, bo się spieszymy i musimy szybko dojechać xD Dobra, czasem się zlituje i staniemy na stacji benzynowej albo do sklepu kupić jakieś sucharki xD Tata- jeździ raczej szybko, ale podróż jest też trochę wycieczką krajoznawczą. Zatrzymuje się na żądanie i sam też kupuje nam przekąski i napoje. Jak ja wiozę tatę- on jest ogólnie wyluzowany, opowiada mi o okolicach wokoło i innych ciekawostkach, ale też ma podzielną uwagę w tym momencie na jakieś zagrożenia. Jak wiozę mamę- pożal się Boże... "Aaa!! Do rowu wjedziesz! Jedź wolniej! Jedź szybciej! Omiń tę dziurę! Ale nie tak, bo do rowu wpadniesz! Nie skaszaj tak zakrętów! Walnęłabyś w niego!" itd. Chwała Bogu, nie walnęłam. Mama sama skasza dość mocno zakręty i czasem w nie wjeżdża wyrzucając na luz, a potem na trzecim biegu, więc... Poza tym już nie mówię o jechaniu trzymając się mocno prawej strony, aż jechaniu po liniach, bo mama stwierdziła, że kiedyś tam w Niemczech słyszała, że one grały melodyjki po najechaniu na nie... xD Tak sobie to zakodowała w pamięci. Tata- opowiadacz historii, ciekawostek, kawałów. Mówi i mówi, mówi i mówi. Czasem trzeba go ciągnąć, żeby przestał i żeby móc wrócić do domu. Mama aż taaak rozmowna nie jest. Tata- pasjonat ogrodnictwa, nie myśli zbyt dużo o tym, co ktoś o nim pomyśli. Nie ma krępacji chodzić po galeriach w kaloszach. Boso też by chodził. Jak Cejrowski xD Mama- przeciwieństwo, raczej nie wyjdzie nieumalowana, a za tatą w kaloszach szłaby w pewnej odległości.
Dużo by pisać, ale rodzice to rodzice, z wszystkimi ich dziwactwami, z całym ich temperamentem i bagażem doświadczeń. Kochajcie swoich rodziców. :)
(I pamiętajcie, że Dzień Matki wkrótce.)