Current mood
Powinnam się uczyć, ale ciekawe dlaczego mi się nie chce. Hmm...
sobota, 11 czerwca 2016
I can almost see it~
Ok. Załatwiłam praktyki w inej szkole, tylko jeszcze pewne formalności, zerówka z historii literatury, test z niemieckiego, kolos z gramy praktycznej, egzamin praktyczny- pisemny i ustny, egzamin z dydaktyki, egzamin z historii literatury jeśli w pierwszym terminie się nie powiedzie...Iiiiiiii wakacje. Chyba. Oby. W końcu.
poniedziałek, 6 czerwca 2016
Klęski
Kiedy koleżanka uprzedza cię w załatwieniu praktyk i zajmuje twoje miejsce tam, gdzie ty chciałaś być...
Dlaczego...? Sam mój dzień zaczął się dobrze, zwyczajnie. No...Może jednak nie. Bo to na czym mi się otwierała Biblia to były Psalmy. Otworzyłam Biblię i puff czytam psalm zatytułowany- "po odniesieniu klęski". Pomyślałam sobie, że niemożliwe, że przecież mi się uda! Wertuję kartki, a tam dalej, że Bóg "zebrał nasze łzy w swój bukłak". Nie przyswoiłam sobie tych psalmów za dobrze, bo cały czas myślałam, że będzie dobrze. Nie było. W tym momencie moje skierowanie na praktyki jest w innej szkole, a nawet nie wiem czy mnie przyjmą. Rozmawiałam z panią wicedyrektor i kazała mi przyjść w inny dzień, żeby się dowiedzieć co dalej.
Aktualnie jestem załamana, bo czas goni, a nawet nie wiem czy mnie tam przyjmą czy muszę szukać po innych miastach, miejscowościach. Ale nie ukrywam, że czuję się jakbym dostała cios w plecy.
Dlaczego nie stało się tak jak chciałam? Człowiek sobie snuje plany i po co?
A już nie mówię o tym, że czuję, że się dziś zbłaźniłam, bo to nie jest dla mnie coś łatwego- wyjść ze swojej skorupy i iść gdzieś w nieznane, gdzie ludzie ludziom paniami z dziekanatu...
Dlaczego...? Sam mój dzień zaczął się dobrze, zwyczajnie. No...Może jednak nie. Bo to na czym mi się otwierała Biblia to były Psalmy. Otworzyłam Biblię i puff czytam psalm zatytułowany- "po odniesieniu klęski". Pomyślałam sobie, że niemożliwe, że przecież mi się uda! Wertuję kartki, a tam dalej, że Bóg "zebrał nasze łzy w swój bukłak". Nie przyswoiłam sobie tych psalmów za dobrze, bo cały czas myślałam, że będzie dobrze. Nie było. W tym momencie moje skierowanie na praktyki jest w innej szkole, a nawet nie wiem czy mnie przyjmą. Rozmawiałam z panią wicedyrektor i kazała mi przyjść w inny dzień, żeby się dowiedzieć co dalej.
Aktualnie jestem załamana, bo czas goni, a nawet nie wiem czy mnie tam przyjmą czy muszę szukać po innych miastach, miejscowościach. Ale nie ukrywam, że czuję się jakbym dostała cios w plecy.
Dlaczego nie stało się tak jak chciałam? Człowiek sobie snuje plany i po co?
A już nie mówię o tym, że czuję, że się dziś zbłaźniłam, bo to nie jest dla mnie coś łatwego- wyjść ze swojej skorupy i iść gdzieś w nieznane, gdzie ludzie ludziom paniami z dziekanatu...
sobota, 4 czerwca 2016
Pressure
Kiedy ma się z jedną wykładowczynią 3-4 segmenty różnych rzeczy. 2 składają się na 5 segmentowy przedmiot, który jest najważniejszy i każdy segment musi być zaliczony. Z kolei 2 pozostałe przedmioty to ćwiczenia i wykłady. I kiedy praktycznie cała grupa u niej oblewa... Ze wszystkich segmentów, w różnych kombinacjach. Ty zaliczasz pierwsze kolokwium z wykładów, ale na drugim nie starcza ci sił, bo nie było okazji do porządniejszej nauki, która i tak w tym wypadku gunwo by dała.
Kiedy zaczynały się z nią przedmioty wydawało się, że jest spoko kobietą, ale w miarę upływu czasu człowiek się zastanawia, co ona kryje pod tą sztuczną opalenizną, nienaturalną pseudo-uprzejmością i fałszywym uśmiechem. Kiedy ma się mnóstwo innych obowiązków (w tym pobranie krwi, umówienie się na wizytę lekarską, wyrobienie zdjęć do dokumentów, zbiór dokumentacji do stypendium, załatwienie praktyk, inne przedmioty-kolokwia, egzaminy; może napisanie CV?) to przeszkoda w takiej postaci staje się irytująca i aż się człowiekowi nóż w kieszeni otwiera. Niemniej jednak, z równie fałszywym uśmieszkiem skrywającym irytację, a czasem nawet z wyrazem twarzy nieukrywającym szczerego wzburzenia, bulwersa (i raczej ten drugi wariant wychodzi mi na codzień) brnę dalej w to, co przyniesie nowy dzień. Mocno zniechęcona, ale z determinacją wariata by wszystko zaliczyć i mieć święty spokój, idę dalej. Jeszcze tylko trochę, jeszcze tylko troszeczkę. Kiedyś to skończę i będę mogła się tylko śmiać w twarz tym ludziom, których nie lubię, a nie mogę nawet wyrazić niezadowolenia, bo pozycją są wyżej ode mnie. Sami też może wiecie jaką władzę mają np. panie z dziekanatu...
Na razie weekend i chilluję jak umiem. Odpoczywam, bo ostatnio ze stresu mnie bardzo bolał brzuch...Stresy wywołują choroby i różne inne skutki uboczne w naszym organiźmie, a ja nie chcę więcej siwych włosów, więc...
~Idę sam, właśnie tam, gdzie czekają mnie.~Baj baj.
niedziela, 15 maja 2016
Mama vs. Tata
U mnie w domu gotuje tata, a mama potem po nim sprząta. Bez taty- ciężko byłoby z jedzeniem i też czasem finansowo. Bez mamy- wszystko zarosłoby brudem, odcięliby prąd, chodzilibyśmy jak obdartusy xD
Mojej mamie wystarczy czasami raz coś wyraźnie zakomunikować, mając pewność, że słucha, czasami tylko napomknąć, a ona następnego albo tego samego dnia zaopatruje :) (-mamo, antyperspirant się kończy. -o, masz. Kupiłam ci, tylko nie wiem czy będzie ok.) Mój tata kupuje dokładnie to co się mówi i czasem jeszcze zapomina. O zrobieniu pewnych rzeczy można mu mówić tysiąc razy i bez skutku. Jak raz mu powiedziałam, żeby kupił coś do jedzenia, np. jakieś banany i bułki, to kupił tylko banany i bułki! Do mamy przychodzę po rady- jak załatwić to czy tamto, gdzie iść, o której cośtam jest czynne. Do taty- jak chcę coś związanego z samochodem- korek do gazu, płyn do spryskiwaczy. Albo jak trzeba coś naprawić. Mama- jadąc gdzieś zmierza prosto do celu, nie ma praktycznie ani jednej przerwy nawet na siku xD jak gdzieś jedziemy, bo się spieszymy i musimy szybko dojechać xD Dobra, czasem się zlituje i staniemy na stacji benzynowej albo do sklepu kupić jakieś sucharki xD Tata- jeździ raczej szybko, ale podróż jest też trochę wycieczką krajoznawczą. Zatrzymuje się na żądanie i sam też kupuje nam przekąski i napoje. Jak ja wiozę tatę- on jest ogólnie wyluzowany, opowiada mi o okolicach wokoło i innych ciekawostkach, ale też ma podzielną uwagę w tym momencie na jakieś zagrożenia. Jak wiozę mamę- pożal się Boże... "Aaa!! Do rowu wjedziesz! Jedź wolniej! Jedź szybciej! Omiń tę dziurę! Ale nie tak, bo do rowu wpadniesz! Nie skaszaj tak zakrętów! Walnęłabyś w niego!" itd. Chwała Bogu, nie walnęłam. Mama sama skasza dość mocno zakręty i czasem w nie wjeżdża wyrzucając na luz, a potem na trzecim biegu, więc... Poza tym już nie mówię o jechaniu trzymając się mocno prawej strony, aż jechaniu po liniach, bo mama stwierdziła, że kiedyś tam w Niemczech słyszała, że one grały melodyjki po najechaniu na nie... xD Tak sobie to zakodowała w pamięci. Tata- opowiadacz historii, ciekawostek, kawałów. Mówi i mówi, mówi i mówi. Czasem trzeba go ciągnąć, żeby przestał i żeby móc wrócić do domu. Mama aż taaak rozmowna nie jest. Tata- pasjonat ogrodnictwa, nie myśli zbyt dużo o tym, co ktoś o nim pomyśli. Nie ma krępacji chodzić po galeriach w kaloszach. Boso też by chodził. Jak Cejrowski xD Mama- przeciwieństwo, raczej nie wyjdzie nieumalowana, a za tatą w kaloszach szłaby w pewnej odległości.
Dużo by pisać, ale rodzice to rodzice, z wszystkimi ich dziwactwami, z całym ich temperamentem i bagażem doświadczeń. Kochajcie swoich rodziców. :)
(I pamiętajcie, że Dzień Matki wkrótce.)
wtorek, 10 maja 2016
Drama-t
Rodzice obojga giną w wypadku. Tunel, spadające z sufitu kamienie czy raczej beton? Jemu zostaje, z tego co pamiętam, bodaj tylko matka, a jej ojciec. Chłopak po pewnym czasie trochę podrasta, dziewczyna znajduje pracę w planetarium. On, spotyka ją, zakochuje się. Ona- zdaje się go nie zauważać- kolejny dramat. Bum! Okazuje się, że ona jest niewidoma. Mimo wszystko też się w nim zakochuje. Odkrywają możliwość operacji. W tym czasie on odkrywa u swojej młodszej siostry chorobę. Nie pamiętam czy przed tym też jego matka umarła? Być może. Na domiar złego kiedy ona ma operację, on przychodzi, żeby dać jej list pożegnalny, bo musiał lecieć do Ameryki, ze swoją siostrą na operację. Ojciec niewidomej dziewczyny ukrywa przed nią ów list. Dziewczyna nie dowiaduje się co stało się z chłopakiem. Ona odzyskuje wzrok, on wraca po latach do kraju...
Tak zapamiętałam fragment jednej z dram, której kilka odcinków obejrzałam kiedyś z koleżanką. Dramat za dramatem. xD Jednak oglądając to razem tak się naśmiałyśmy, bo taka akcja, nagromadzenie nieszczęśliwych wydarzeń było aż do granic absurdu xD
Takim wspomnieniem chciałam się dzisiaj podzielić. Razem raźniej. Razem zabawniej :)
Btw, Is it possible? X'D
Tak zapamiętałam fragment jednej z dram, której kilka odcinków obejrzałam kiedyś z koleżanką. Dramat za dramatem. xD Jednak oglądając to razem tak się naśmiałyśmy, bo taka akcja, nagromadzenie nieszczęśliwych wydarzeń było aż do granic absurdu xD
Takim wspomnieniem chciałam się dzisiaj podzielić. Razem raźniej. Razem zabawniej :)
Btw, Is it possible? X'D
poniedziałek, 7 marca 2016
Nie na temat
Bawi mnie to. I jednocześnie nie xD
A z dzisiaj...?
Ten poniedziałek nie zaczął się zbyt ciekawie. Widziałam wypadek tira (nie byłam świadkiem, ale widziałam trochę skutki mimo zagrodzenia terenu przez policję). Potem sama byłam nieuważna i miałam niefajną sytuację już na końcowym odcinku swojej trasy. Niewyspanie i roztargnienie. No i ta sytuacja z tirem. Jednakowoż w moim wypadku nikomu nic się nie stało, w przeciwieństwie do tira i innych uczestników tego zdarzenia- wypadek śmiertelny. Po mojej sytuacji duży niesmak pozostał. W wypadku tira- zostało dużo więcej i mniej równocześnie. Jak kruche jest życie i ile kosztuje zmęczenie i nieuwaga?
Mnie zostały pretensje. Do samej siebie i własnej głupoty. Dlatego nie lubię jeździć po mieście. Zbyt dużo nierozgarniętych pieszych, którzy myślą, że auto zawsze wyhamuje i w ogóle nie patrzą jak idą! Nawet jak się ma pierwszeństwo gdzieśtam jako pieszy to wypadałoby się rozejrzeć, nieprawdaż? Pewnie on miał pierszeństwo. Ale ja wjeżdżałam w taką ślepą uliczkę. Pasów nie było, potem się rozglądałam za innymi znakami, ale nic nie zauważyłam. A facet tylko biegł i gapił się przed siebie. Nie, żeby coś, ale chyba parki są lepszymi miejscami do biegania niż wąskie, zatłoczone uliczki gdzie wiecznie nie ma gdzie parkować? Ale w tamtym miejscu to już moja druga sytuacja. Wcześniej, przypomniałam sobie, wyjeżdżałam z tej ślepej uliczki i skręcałam w lewo. Prędkość- mała. A tu dwie babki sobie po przeciwnych stronach ulicy gadają do siebie i nagle jedna sobie postaniwiła wejść na ulicę! A jeszcze kiedy uczyłam się jeździć i miałam okropny dzień na jazdach, bo mi nic nie wychodziło i babka, z którą jechałam nie była za sympatyczna. No i jakaś typiara to mi chyba celowała na maskę, bo przebiegała sobie na czerwonym
No, a poza tym to jeszcze inne miałam incydenty. Głównie z chamskimi kierowcami, co zajeżdżali mi drogę- wyprzedali i za wcześnie chcieli wrócić na prawy pas, koleś mnie wyprzedził na takim mocnym zakręcie (tzw.ślimak, bo z 360°), na jednokierunkowej i to używając do tego pasa wyłączania!
Ech, chcę już o tym wszystkim zapomnieć i żeby takie sytuacje się już nie powtórzyły i żadne inne się nie wydarzyły... Wcześniej z moich głupot to miałam tylko akcję z czarnym kotem, w nocy, który wybiegł mi pod koła, ale chyba przeżył, bo go nie widziałam już po samym fakcie.
Najlepszym się zdarza...
Jutro kolejny dzień. Ze znienawidzonymi, nudnymi zajęciami. I aż mam ochotę je olać...
Ech, sił mi braknie.
A z dzisiaj...?
Ten poniedziałek nie zaczął się zbyt ciekawie. Widziałam wypadek tira (nie byłam świadkiem, ale widziałam trochę skutki mimo zagrodzenia terenu przez policję). Potem sama byłam nieuważna i miałam niefajną sytuację już na końcowym odcinku swojej trasy. Niewyspanie i roztargnienie. No i ta sytuacja z tirem. Jednakowoż w moim wypadku nikomu nic się nie stało, w przeciwieństwie do tira i innych uczestników tego zdarzenia- wypadek śmiertelny. Po mojej sytuacji duży niesmak pozostał. W wypadku tira- zostało dużo więcej i mniej równocześnie. Jak kruche jest życie i ile kosztuje zmęczenie i nieuwaga?
Mnie zostały pretensje. Do samej siebie i własnej głupoty. Dlatego nie lubię jeździć po mieście. Zbyt dużo nierozgarniętych pieszych, którzy myślą, że auto zawsze wyhamuje i w ogóle nie patrzą jak idą! Nawet jak się ma pierwszeństwo gdzieśtam jako pieszy to wypadałoby się rozejrzeć, nieprawdaż? Pewnie on miał pierszeństwo. Ale ja wjeżdżałam w taką ślepą uliczkę. Pasów nie było, potem się rozglądałam za innymi znakami, ale nic nie zauważyłam. A facet tylko biegł i gapił się przed siebie. Nie, żeby coś, ale chyba parki są lepszymi miejscami do biegania niż wąskie, zatłoczone uliczki gdzie wiecznie nie ma gdzie parkować? Ale w tamtym miejscu to już moja druga sytuacja. Wcześniej, przypomniałam sobie, wyjeżdżałam z tej ślepej uliczki i skręcałam w lewo. Prędkość- mała. A tu dwie babki sobie po przeciwnych stronach ulicy gadają do siebie i nagle jedna sobie postaniwiła wejść na ulicę! A jeszcze kiedy uczyłam się jeździć i miałam okropny dzień na jazdach, bo mi nic nie wychodziło i babka, z którą jechałam nie była za sympatyczna. No i jakaś typiara to mi chyba celowała na maskę, bo przebiegała sobie na czerwonym
No, a poza tym to jeszcze inne miałam incydenty. Głównie z chamskimi kierowcami, co zajeżdżali mi drogę- wyprzedali i za wcześnie chcieli wrócić na prawy pas, koleś mnie wyprzedził na takim mocnym zakręcie (tzw.ślimak, bo z 360°), na jednokierunkowej i to używając do tego pasa wyłączania!
Ech, chcę już o tym wszystkim zapomnieć i żeby takie sytuacje się już nie powtórzyły i żadne inne się nie wydarzyły... Wcześniej z moich głupot to miałam tylko akcję z czarnym kotem, w nocy, który wybiegł mi pod koła, ale chyba przeżył, bo go nie widziałam już po samym fakcie.
Najlepszym się zdarza...
Jutro kolejny dzień. Ze znienawidzonymi, nudnymi zajęciami. I aż mam ochotę je olać...
Ech, sił mi braknie.
czwartek, 11 lutego 2016
Co mnie smuci, a za co jestem wdzięczna
Wiesz jakie to jest okropne?
Usłyszeć (a nawet czasem nie usłyszeć, bo ktoś ci nie ma odwagi powiedzieć tego w twarz!) teksty typu "jesteś wkurzająca!", "twoje komentarze są zbędne", "nikt cię nie pytał o zdanie" itp.?... Ale nie martw się- "w twarz" też to usłyszałam i przyjęłam do wiadomości.
Jednocześnie- mówi mi się, że nie mam prawa do pomyłek, do ucieczki, DO SŁABOŚCI.
Jestem osobą bardzo wrażliwą, emocjonalną. Hormony i bycie kobietą się do tego przyczyniają (i doskonale wiem, że nie są wcale dla niczego usprawiedliwieniem). Bywam pesymistyczno-realistyczna i ciężko mi czasem wykrzesać entuzjazm i wyjść ze swojej skorupy, bo gdy tylko próbuję, zaraz ktoś mi przypomina gdzie jest moje miejsce.
Dobrze wiem jak to jest być gdzieś niechcianą. To też nie jest miłe. Najbardziej bolą ciosy od osób, które nigdy ich nie powinny były zadać. Ktoś może nawet coś powiedzieć/napisać w miłym zdawałoby się tonie, ale z ich ust to największa obraza, bo usta mówią co innego, a po ich całym jestestwie widzi się, że tobą gardzą.
Może i jestem wkurzająca. Nie wszyscy muszą mnie lubić. Nie. Problem jest też w tych, którzy uważają mnie za zbyteczną i nie dostrzegają mojej wartości.
Tak, jestem słaba. Bacz, abyś ty nie upadł, bo ja chociaż leżę to powstanę, będę się czołgać, nie poddam się. Nie przegram.
Bo choćby wszyscy mnie opuścili i zrezygnowali ze mnie- jest taki jeden Ktoś kto ze mnie nie zrezygnuje i kto kocha mnie mimo tego jak drobiazgowa, wkurzająca, mało taktowna, słaba i do bólu szczera jestem. Tylko dzięki Niemu żyję. Gdzieś rok temu- mogłam naprawdę umrzeć
Miałam operację- wyrostek, za długo czekaliśmy, żeby coś z tym zrobić. Myślałam, że się czymś z jedzenia przytrułam, ale nie. Ból się powiększał, dolegliwości się wzmagały, a gorączka rosła. Trafiłam do szpitala, nie wiedzieli co mi jest. Cały czas mnie badali, naciskali itp. Przenosili z oddziału na oddział. W końcu zapadła decyzja- na stół z nią. Byłam zrozpaczona. Bałam się. Później okazało się, że w jamie brzusznej miałam rozlaną ropę. Tyle jej było, że zapełniłaby dużą butlę. Po tym wszystkim byłam bardzo słaba i doszło jeszcze, że zakazili mnie bakterią. Długo leżałam w szpitalu i jeszcze potem zmagałam się ze skutkami tego wszystkiego i samym procesem rekonwalescencji.
Mogłam umrzeć, ale żyję.
Więc dziękuję Bogu, bo choć jestem marnością, On widzi we mnie wartość. Po coś jestem na tym świecie, a istnienie moje czy twoje nie jest żadnym przypadkiem! I jest Ktoś kto chce nadać memu i twemu życiu większy sens.
Dziękuję Bogu za Jego łaskę.
Usłyszeć (a nawet czasem nie usłyszeć, bo ktoś ci nie ma odwagi powiedzieć tego w twarz!) teksty typu "jesteś wkurzająca!", "twoje komentarze są zbędne", "nikt cię nie pytał o zdanie" itp.?... Ale nie martw się- "w twarz" też to usłyszałam i przyjęłam do wiadomości.
Jednocześnie- mówi mi się, że nie mam prawa do pomyłek, do ucieczki, DO SŁABOŚCI.
Jestem osobą bardzo wrażliwą, emocjonalną. Hormony i bycie kobietą się do tego przyczyniają (i doskonale wiem, że nie są wcale dla niczego usprawiedliwieniem). Bywam pesymistyczno-realistyczna i ciężko mi czasem wykrzesać entuzjazm i wyjść ze swojej skorupy, bo gdy tylko próbuję, zaraz ktoś mi przypomina gdzie jest moje miejsce.
Dobrze wiem jak to jest być gdzieś niechcianą. To też nie jest miłe. Najbardziej bolą ciosy od osób, które nigdy ich nie powinny były zadać. Ktoś może nawet coś powiedzieć/napisać w miłym zdawałoby się tonie, ale z ich ust to największa obraza, bo usta mówią co innego, a po ich całym jestestwie widzi się, że tobą gardzą.
Może i jestem wkurzająca. Nie wszyscy muszą mnie lubić. Nie. Problem jest też w tych, którzy uważają mnie za zbyteczną i nie dostrzegają mojej wartości.
Tak, jestem słaba. Bacz, abyś ty nie upadł, bo ja chociaż leżę to powstanę, będę się czołgać, nie poddam się. Nie przegram.
Bo choćby wszyscy mnie opuścili i zrezygnowali ze mnie- jest taki jeden Ktoś kto ze mnie nie zrezygnuje i kto kocha mnie mimo tego jak drobiazgowa, wkurzająca, mało taktowna, słaba i do bólu szczera jestem. Tylko dzięki Niemu żyję. Gdzieś rok temu- mogłam naprawdę umrzeć
Miałam operację- wyrostek, za długo czekaliśmy, żeby coś z tym zrobić. Myślałam, że się czymś z jedzenia przytrułam, ale nie. Ból się powiększał, dolegliwości się wzmagały, a gorączka rosła. Trafiłam do szpitala, nie wiedzieli co mi jest. Cały czas mnie badali, naciskali itp. Przenosili z oddziału na oddział. W końcu zapadła decyzja- na stół z nią. Byłam zrozpaczona. Bałam się. Później okazało się, że w jamie brzusznej miałam rozlaną ropę. Tyle jej było, że zapełniłaby dużą butlę. Po tym wszystkim byłam bardzo słaba i doszło jeszcze, że zakazili mnie bakterią. Długo leżałam w szpitalu i jeszcze potem zmagałam się ze skutkami tego wszystkiego i samym procesem rekonwalescencji.
Mogłam umrzeć, ale żyję.
Więc dziękuję Bogu, bo choć jestem marnością, On widzi we mnie wartość. Po coś jestem na tym świecie, a istnienie moje czy twoje nie jest żadnym przypadkiem! I jest Ktoś kto chce nadać memu i twemu życiu większy sens.
Dziękuję Bogu za Jego łaskę.
![]() |
| Moja pyzata twarz przed i po szpitalnych zmaganiach |
Subskrybuj:
Posty (Atom)






